POMOCY. depresja

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

POMOCY. depresja

przez InkFinger 26 maja 2010, 00:29
witam. mam 15 lat i podejrzewam u siebie depresje... Czuje, że potrzebuje pomocy. w końcu zebrałem się na odwagę, żeby o tym napisać...
Wszystko zaczęło się już parę lat temu od rozpoczęcia 'nauki' w gimnazjum... może nawet wcześniej, po przeprowadzce (praktycznie na drugi koniec polski) i wyprowadzeniu się moich 2 starszych braci. Bardzo to wszystko przeżywałem... życie stało się o wiele trudniejsze bez tamtych przyjaciół itd. ciągle za nimi tęsknie... W tym czasie odkryłem też, że jestem gejem... I tak jakoś wpadłem w rozpacz... To miasto i wszyscy ludzie.. To jest jakiś horror... tam było o wiele lepiej... ale teraz to już i tak nieważne :< Podobnie było ze zmianą szkoły... Ponieważ nie miałem jak dojechać do gimnazjum do którego poszli wszyscy moi nowi znajomi/przyjaciele.. Poszedłem do innego. Na początku to było trochę jak typowy smutek... płacz, gniew... strach? Chciałem zmienić gimnazjum. Każda rozmowa z rodzicami kończyła się kłótnią. Pewnego dnia ostro pokłóciłem się z ojcem.. nie mam do tego nerwów.. do niczego nie mam nerwów. To była nasza największa kłótnia.. wtedy mnie uderzył (zresztą nie pierwszy raz..) i trochę mnie to nadzwyczaj poruszyło... wpadłem w histerię. wrzeszczący, zaryczany, po wręcz małej szarpaninie, doznałem jakiegoś.. załamania nerwowego?.. nie mogłem się uspokoić. ciężko oddychałem... moje ręce i nogi jakoś dziwnie wygięło.. nie mogłem nimi ruszać... zbladłem... skończyło się niemalże w szpitalu. Od tamtego czasu jest zupełnie inaczej. Zawsze byłem trochę przewrażliwiony... ale jednak wesoły.. miałem swoje zalety. teraz się nie poznaję... nic mnie nie obchodzi, nic mnie nie interesuje... nie mam żadnego hobby... przestałem się uczyć... moje oceny w ciągu ostatniego roku spadły z 4 na 2.. średnia sprzed dwóch lat 5.0... teraz ledwo co zdaje do 3 klasy. Stałem się taki otępiały, nie mogę się skupić... Wszystko mi jedno. Ledwo się poruszam... jestem ciągle zmęczony.. najchętniej nie wychodziłbym z łóżka. Czas przeważnie spędzam np. gapiąc się w okno i słuchając muzyki.. (tylko ona 'wykrztusza' ze mnie chociaż trochę emocji..) z rodziną nawet nie rozmawiam. Podobnie z nikim w szkole. Stałem się skrajnie nieśmiały, zamknięty w sobie. Zresztą ja w ogóle jestem troszkę inny... Nie mam tych typowych "męskich" cech. Nie jestem pewny siebie, nie jestem taki uparty, twardy. Raczej szybko się wzruszam (albo przynajmniej kiedyś...) i nie skrzywdziłbym muchy. Jestem chyba typem romantyka. To raczej niemodne więc większość zrobiła ze mnie dziwaka. Później zacząłem ubierać się "emo". Wtedy zrobili ze mnie pedała. To trochę smutne że trafili w 10. Ale w sumie średnio mnie to obchodzi... Zresztą i tak jestem brzydki... chociaż inni tak nie uważają. może mówią tak tylko bo nie chcą mi zrobić przykrości.. a może to tylko jakieś urojenia. Już nie wiem do końca, co jest prawdą. Próbowałem się jakoś wyładować... czasem zbiorę siły na tyle, żeby napisać wiersz, albo coś narysować... W końcu wszystko wydaje się głupie i żałosne, chociaż przyjaciele się zachwycają, jak coś wychwycą.. może jestem dla siebie zbyt wymagający?... Próbowałem znaleźć sobie miejsce w otoczeniu, nawiązać jakieś znajomości... wszystko idzie marnie.. Wstąpiłem do kółka teatralnego. Ale bez mojego dawnego ja nie idzie mi to tak jak kiedyś... zrezygnowałem... zrezygnowałem z wszystkiego, za co próbowałem się zabrać, żeby wypełnić jakoś czas... Zostałem sam ze sobą. Nienawidzę się takiego, jaki jestem teraz... nocami nie chce spać bo boje się następnego dnia... chcę jeszcze wydłużyć mój bezpieczny, melancholijny wieczór. Tne się. W szkole czasem mnie dręczą. Ale zwykle siedzę gdzieś w kącie i nie przyciągam kłopotów. Raz mnie pobili.. nawet się nie broniłem. A przecież ja nikomu nie robię krzywdy... wręcz przeciwnie.. staram się jak mogę być miły, wyrozumiały... ('ta, do tego nie umiem grać w nogę i się nie bije - no po prostu ciota... ._.') to trochę.. niesprawiedliwe. Na szczęście moja klasa mnie raczej zaakceptowała. A przynajmniej dała mi spokój. Czasem myślę, że najlepiej by było jakbym nie żył... Ale nie mam odwagi żeby się zabić. Zabierałem się do tego w sumie 2 razy.. jak widać nawet tego nie potrafię zrobić.. Jakoś nikt tego nie dostrzega... albo ich to nie obchodzi... moi 'przyjaciele' na moje drobne próby otwarcia reagują słowami typu : "dobra, daj spokój, nie użalaj się nad sobą, weź się do roboty..", " weź się w garść, inni mają gorzej"(jakby mnie to miało pocieszyć..) itp. ...Przyszłość raczej widzę w ciemnych barwach... po co teraz się starać, skoro później jaki bym nie był bogaty, i tak będę nieszczęśliwy?... Czy ktoś mnie kiedyś w ogóle zechce? Mam takie nudne życie... Nawet Bóg się mnie brzydzi... Zresztą i tak już nie wierze. Musze wszystkich okłamywać. Nikt mnie nie rozumie. Rodzice robią mi wyrzuty, że nic nie robię. Oczekują ode mnie, że będę się uczyć, (nie tak jak bracia...) zaganiają mnie do nauki i ciągną do kościoła na bierzmowanie... Tylko ich zawodzę... wszyscy są strasznie rozczarowani... Tylko mnie dobijają tłumacząc jakie będę miał ciężkie życie... Myślą że moje 'humory' to tylko głupie wymówki, na moje lenistwo. Może mają racje? Ja już nie wiem co jest skutkiem, a co jest przyczyną... Życie pędzi tak szybko... Nikt mnie nie bierze na poważnie... A ja naprawdę już mam dość. Czuje się tak jakbym wpadł w tak głęboką nostalgię.. melancholię.., że już nie jestem do końca w tym świecie. Tak mi jakoś.. ciężko... I nie mogę wrócić... POMOCY! jak mam powiedzieć moim prostym rodzicom, że jestem w depresji? I co mam zrobić? Iść do psychiatry?.. To wszystko wydaje się niewarte wysiłku... Wątpię, żeby jakieś pigułki rozwiązały moje problemy...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 maja 2010, 00:03

Re: POMOCY. depresja

przez ewaryst7 26 maja 2010, 08:17
Witaj.Koniecznie powiedz rodzicom JAK się czujesz.Koniecznie.A potem do lekarza.Te, jak piszesz pigułki mogą zdziałać cuda .Zresztą u Ciebie może wystarczy sama psychoterapia? Nie poddawaj się.Walcz o siebie!! Masz ogromne szanse być szczęśliwym , ale to zależy tylko od Ciebie.Nie od braci , kolegów , rodziców...Od Ciebie.Działaj więc .Nie czekaj.Pozdrawiam.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: POMOCY. depresja

przez InkFinger 26 maja 2010, 15:54
Jestem zbyt uzależniony od innych? hm i tak, i nie... Ale tak powinienem zrobić. Tylko po prostu nie wiem jak mam się do tego zabrać... Bardziej boje się rozmowy z rodzicami niż wizyty u lekarza. Gdy ostatnio rozmawialiśmy w ten sposób, chyba nie byłem zbyt wiarygodny... Matka powiedziała, że psycholog powiedziałby mi, że powinienem "oddać się w wir pracy" >.> (i tak wszystko sprowadza się do tego, że mam się uczyć)... Wydaje mi się, że jej w dzieciństwie pomogła ucieczka w naukę... (a miała raczej ciężkie dzieciństwo...). Z 'tatą' prawie w ogóle nie rozmawiam... w sumie boje się go. Zawsze tylko wszystko komplikuje... W każdym razie wtedy tylko mi nawrzucał, że jedyny problem to ja mam w głowie, że nikt mnie nie będzie lubił jak będę takim użalającym się nad sobą egoistą i leniem. On chyba ogólnie się na mnie zawiódł... Gdy coś wspomniałem o depresji, mama powiedziała, że nie ma teraz siły, żeby tego słuchać, i na tym skończyła się rozmowa. W sumie wolałbym sam iść do tego lekarza...

[Dodane po edycji:]

Ehh... zresztą nieważne ._. Już chyba naprawdę mnie po***ło, żeby pisać głupiego posta długiego na tyle, że chyba tylko ewaryst7 (dziękuję Ci bardzo..) go wymęczył/a do końca >.> Bosh, jaki ze mnie gówniarz.. naćpam się a potem zaśmiecam internet... żałosne. Przepraszam..
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 maja 2010, 00:03

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do