30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez Sebsun 09 maja 2010, 22:39
Tak, jak obiecałem, mimo oporów i zniechęcenia (reakcja z innego forum oraz nieporozumienie na czacie) postanowiłem jeszcze raz podzielić się moją historią, tym razem na tym forum.


Moją historię przedstawię w kilku etapach.


1.etap: 0-17 lat

Urodziłem się w religijnie rozbitej rodzinie. Ojciec – katolik, Mama – odstępowała od Kościoła Katolickiego, najpierw do protestantów, później do Świadków Jehowy. Zdecydowanie nie podobało się to mojemu ojcu, który dosłownie na siłę chciał zatrzymać Mamę w kościele. Częste awantury, kłótnie i rękoczyny napawały mnie coraz większą niechęcią do ojca, a większą miłością do Mamy. Gdy ojciec bił Mamę, zawsze stawałem w jej obronie, mimo że nie miałem jako kilkuletnie dziecko żadnych szans i też obrywałem.
Jako, że miałem i mam talent muzyczny, chodziłem do dwóch szkół naraz: szkoły podstawowej i szkoły muzycznej. Miałem więc nawał obowiązków dodatkowo bardzo często okraszany niepewnością, czy Mama znowu nie przechodzi psychicznych i fizycznych cierpień przez mojego ojca. Dodam, że ojciec nigdy nie był i nie jest alkoholikiem.
Moja osobowość kształtowała się nieprawidłowo. Zaczęło się od lęków po prostu o zdrowie Mamy. Pragnąłem, aby miała spokój i aby mój ojciec przestał ją w końcu prześladować. Bywało też, że presja, którą wywierali na mnie rodzice (presja najlepszego ucznia w szkole podstawowej i muzycznej) przeradzała się w takie lęki, że choćbym i nie miał światła do nauki nocami, to musiałem bardzo dobrze napisać klasówki. A niestety zdarzało się, że ojciec we wściekłości, że się po nocach uczę, wykręcał bezpieczniki i musiałem uczyć się w konspiracji pod kołdrą przy latarce.
Pierwsze niepokojące objawy zauważyłem już w wieku 10, 11 lat. Zacząłem stronić od ludzi, unikać ich. I to w wieku 11. lat miałem pierwszy zamiar samobójczy. Pod wpływem impulsu nagle rzuciłem skrzypce, podbiegłem do okna i zacząłem się wdrapywać na parapet (mieszkaliśmy na 10 piętrze). Moja siostra mnie jednak siłą z niego ściągnęła.
Objawy lękowe przybierały na sile: spocone dłonie, sztywnienie karku, czerwienienie się, dolegliwości żołądkowe. A ja dalej musiałem wysłuchiwać, że to mi samo przejdzie itp.
Jednak zawsze mało kto się liczył z moim zdaniem, a ja doskonale wiedziałem, że po prostu coś ze mną jest nie tak.


2. etap: 18 – 22 lata

Mimo że sygnalizowałem rodzicom moje objawy, oni to bagatelizowali. Pierwsze objawy depresyjne objawiały się u mnie brakiem jakiejkolwiek chęci wstawania z łóżka. Na to jednak ojciec miał sposób: zdzielić mokrą szmatą lub pasem. Nie leczyło to jednak moich psychicznych męczarni, więc zacząłem szukać doraźnych sposobów: marihuana i alkohol. Zdecydowanie lepszym w redukcji lęku okazał się alkohol, toteż dość często popijałem. To chyba cud, że nie zostałem ani alkoholikiem, ani narkomanem.
Alkohol jednak nie rozwiązywał moich problemów, a pomagał doraźnie. Bywało, że byłem agresywny, bywało, że byłem maksymalnie depresyjny. Fobia społeczna cały czas dawała o sobie znać, do tego stopnia, że musiałem porzucić naukę w szkole muzycznej, gdyż na gryfie skrzypiec i na klawiaturze pianina/organów była sama woda (pot), oczywiście z moich mokrych rąk.
Rozpocząłem studia (nie muzyczne). Po roku zrezygnowałem i poszedłem do studium medycznego, by ponownie po 2 latach wrócić na studia.

Chyba dopiero poważnie rodzice zaczęli traktować moje zaburzenia, gdy odplątywali mnie z paska, gdy wisiałem cały siny na rurze od kaloryfera. Wtedy też pierwszy raz trafiłem do szpitala psychiatrycznego na 2 tygodnie. Diagnoza: osobowość chwiejna emocjonalnie: typ impulsywny, fobia społeczna, zaburzenia adaptacyjne.
Szpital i leczenie mi absolutnie nie pomogło, zresztą sam lekarz i psychologowie mówili, że ja nie pasuję do tych ludzi.
Dopiero leki przepisane przez innego lekarza mi pomogły, ale nie na długo, gdyż sam na własną rękę odstawiłem.
Przynajmniej wiedziałem co mi jest, choć nie do końca byłem zdiagnozowany. Odczuwałem coraz większą pustkę w życiu, nie wiedziałem gdzie mam szukać Boga, czy u katolików, czy u Świadków Jehowy, czy może gdzieś jeszcze indziej. Choć miałem dziewczyny, czasami chodziłem na imprezy, to w gruncie rzeczy czułem się nieco wyobcowany.


3.etap: 23 – 28

Był to chyba najbardziej burzliwy etap w moim życiu.
Bardzo przeżyłem chorobę nowotworową mojej Mamy. Ojciec trochę się zmienił, już aż tak się nad nami nie znęcał. Ale moje problemy zostały. Przeprowadziliśmy się w drugi rejon Polski, a konkretniej sam ojciec, bo Mama i ja zostaliśmy (Mama mieszkała w hotelu medycznym, a ja – w akademiku). Szukałem porad po różnych lekarzach i psychologach. Pewnego dnia oznajmiłem Mamie, że to już koniec. Poszedłem i wieszałem się w lesie, lecz tak nieudolnie, że zawsze się rwały gałęzie.
Trafiłem znowu do szpitala z racji myśli i prób samobójczych. Ponownie mi nie pomógł.
A depresja i lęki przybierały dalej na sile. Rzuciłem studia, pojechałem do ojca. Tam trafiłem na prawie najgorszy oddział, gdzie na sali było ok. 20 łóżek. To było prawdziwe piekło i szkoła przetrwania. Tym razem również szpital mi nie pomógł, a jedynie może uchronił mnie przed zrobieniem sobie krzywdy.
Pomyślałem sobie: tułam się po tych szpitalach, a ja jakbym obracał się wkoło, przecież muszę coś ze sobą zrobić, bo tak dalej być nie może!
Zacząłem dużo czytać o zaburzeniach depresyjnych i lękowych, o zaburzeniach osobowości. W końcu sam dobrałem sobie leki i o dziwo psychiatra mi je przepisał: seroxat + lamotrygina. Po kilku miesiącach byłem zupełnie innym człowiekiem. Chęci do życia wróciły, o fobii zapomniałem, znalazłem dorywczą pracę i wróciłem na studia.
I znowu błąd: na własną rękę odstawiłem leki. Na domiar złego wróciła choroba nowotworowa Mamy i niestety po wielkich męczarniach i cierpieniach Mamusia umarła. Choć ciężko mi o tym pisać, to chyba sobie wyobrażacie sobie co musiałem czuć. Mama była dla mnie wszystkim, rozumieliśmy się bez słów, wzajemnie się wspieraliśmy…
Ale musiałem jakoś żyć, ale to już nie było życie – to była wegetacja. Zaniedbałem się bardzo, nie myłem się, nie myłem zębów przez 2 lata. Gdy zostawałem sam w pokoju w akademiku załatwiałem się do butelki (gdyż lękałem się wyjść), jadłem suchy chleb. Często na całe tygodnie wybywałem do kolegi chorego na autyzm. Choć dawałem mu pieniądze, to czułem się podle, że on za mnie chodzi do sklepu, a ja całymi dniami leżę i wyję w łóżku. Miałem dużo nieobecności, często spałem w ubraniu i też tak jak wstałem szedłem na zajęcia na uczelnię. Ludzie ode mnie stronili – śmierdziałem. Ale mi już było prawie wszystko obojętne. Prawie, gdyż często zwracałem się do mojego jedynego przyjaciela – Boga. I to chyba tylko On mnie trzymał i trzyma przy życiu.
Miałem jeszcze jeden zamiar samobójczy, ale dostałem wówczas na krótko pracę, więc do samobójstwa nie doszło.
Po latach studiowania obroniłem mgr i rozpoczął się jednocześnie kolejny etap szukania pracy, ale nie tylko. Postanowiłem uporządkować swoje życie duchowe. Długie lata modliłem się o wiarę, po prostu słowami: przydaj mi wiary Panie! Po zamęcie jaki wprowadzili Świadkowie Jehowy i inne wyznania, tak naprawdę nie wiedziałem czy Bóg jest w jednej, w dwóch, czy trzech osobach, mimo że w niego wierzyłem. I Bóg odpowiedział na moje modlitwy: dziś mogę powiedzieć, że wierzę, że Jezus jest Bogiem.
Odnośnie pracy. Pół roku po ukończeniu studiów szukałem i niestety nie mogłem znaleźć. Chciałem też zmienić towarzystwo, gdyż mieszkałem u tego kolegi chorego na autyzm, a to mnie dodatkowo dobijało i jeszcze bardziej drażniło moją tzw. wrażliwość patologiczną.


4.etap: 29 - ?
Postanowiłem pojechać pod/do Warszawy, aby zupełnie zmienić towarzystwo i zacząć życie na nowo. Na początku zahaczyłem się u znajomego, a teraz wynajmuję pokój w Warszawie. Depresja i lęki wróciły, choć nie aż w takim wielkim nasileniu. Pracowałem głównie jako sprzątaczka i nawet mnie oszukano. To, jak się zaniedbałem przez depresję muszę naprawić (głównie uzębienie). Muszę znaleźć pracę i szukam, choć nieefektywnie.
Do ojca nie chcę wracać, gdyż on układa sobie życie z konkubiną (może przyszłą jego żoną) i chce mieć ode mnie święty spokój.

Czuję, że trochę nie pasuję do tego świata. Może na zewnątrz wydaję się w miarę normalny, ale wewnątrz toczona jest bezustanna walka, nawet z samym sobą, ale nie tylko. Jestem bardzo wrażliwy, zimnym draniem chyba bym nie umiał być, choć jestem bardzo pamiętliwy. Przez większość znajomych zostałem zepchnięty na margines, dlatego coraz bardziej staję się typem samotnika i obserwatora, co mnie absolutnie nie cieszy.

Szukam pomocy, szukam człowieka przez wielkie ‘C’, dlatego też zarejestrowałem się na forum, spotkałem się z Wami i opisałem swoją historię, w wielkim skrócie.


P.S.
Wiem, że wielu z Was szpital pomógł. Mnie niestety – jak opisywałem – poza uchronieniem przed samobójstwem – nie pomógł, a dodatkowo zaszkodził: tam się nauczyłem palić papierosy, a z tym chciałbym jak najszybciej skończyć.
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 maja 2010, 21:13

Re: 30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez Shadowmere 10 maja 2010, 08:42
zajrzyj do tematu Roberta.On choruje na to samo co Ty.

[Dodane po edycji:]

Chociaż...czy to na pewno chad?w chad depresja przeplata sie z fazami maniakalnymi,a w Twoim opisie takich nie widzę.Co do osobowości chjwiejnej emocjonalnie-ja takową posiadam,tylko że zamiast podtypu impulsywnego mam borderline.Wiesz dziwi mnie to,że odstawiłeś leki,ktore Ci pomagały-może powinienes do nich wrócic?Nie wiem czy w Twoim wypadku terapia ma sens,to zależałoby od naprawdę precyzyjnie postawionej diagnozy.Na pewno wiele przeżyłeś-dzieciństwo dosc traumatyczne plus choroba i śmierć ukochanej Mamy.Na Twoim miejscu udałabym sie niezwłocznie do psychiatry i przedstawiła mu to wszystko co opisałeś tutaj.
Shadowmere
Offline

Re: 30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez ewaryst7 10 maja 2010, 10:10
Miałes bardo trudne , pełne napięć życie , nic dziwnego , że teraz tak się czujesz.Myślę , że pomógłby Ci DOBRY terapeuta.Trudno jest Ci cokolwiek doradzić.Mogę tylko powiedzieć , że Cię rozumiem.Trzymaj się , i pisz.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: 30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez Wombwell00 10 maja 2010, 23:46
Zszokowało mnie to, nie powiem. Historia naprawdę nietuzinkowa, ja 17-latek, ze swoją kilkuletnią depresją chyba naprawdę nie mam tu nic do powiedzenia. Wiem, że szukasz pomocy, ratunku, raczej nie zwykłego pocieszenia, ale wiedz, że przynajmniej ja szczerze trzymam za ciebie kciuki ;)
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
09 lut 2010, 19:09
Lokalizacja
Suwałki

Re: 30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez Sebsun 19 maja 2010, 23:15
Shadowmere: Istotnie, nigdy nie miałem manii, wydawałoby się klasycznej dla CHAD. Jest jeszcze taka odmiana CHAD-u, jak stany mieszane, czyli tak jakby i mania (u mnie dysforyczna) i depresja naraz, mieszanka wybuchowa bardzo, ale to bardzo wyniszczająca.
Najgorsza u mnie jest ta pustka (nie mylić z depresją) charakterystyczna dla BPD (borderline) i uciążliwe poszukiwanie kogoś w kim miałoby się poparcie, nawet bezdomnych ludzi z ulicy.

ewaryst7: tylko trafić na dobrego terapeutę to ... problem.

WojuBoju: Miłe słowa, dzięki!


W ogóle mam wrażenie, że nie pasuję do tego świata. Niektórzy zaraz może napiszą, że mam postawę roszczeniową, ale tak nie jest. Raczej sobie ujmuję i często idę na ustępstwa, choć jestem niezwykle pamiętliwy. Nie jestem tu, by licytować się problemami, ale sobie, a może też innym pomóc.

A przede wszystkim znaleźć człowieka przez wielkie 'C' i to nie po to - jak to kiedyś określiła pewna psycholog - by go wprowadzić w bagno - ale by z tego bagna wyjść. Tutaj na myśl mi przyszła zielona tabliczka z napisem EXIT.

Pozdrawiam wszystkich
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 maja 2010, 21:13

Re: 30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez rober6666 19 maja 2010, 23:40
Witaj
Mam 38 lat
Od 3 cierpię na CHAD , kompletnie lekooporny stan mieszany.
2 całkowicie bezskuteczne pobyty w psychiatryku.(a właściwie nie do końca bezskuteczne-lądowałem tam w takim stanie , że pewnie nie będąc hospitalizowanym popełniłbym samobójstwo )sam sie zgłosiłem po wycieczce do lasu , gdzie założyłem sobie pętlę na szyję ......w ostatniej chwili sie powstrzymałem...
Również miałem ciężkie dzieciństwo/młodość
całkowicie Cie rozumiem
Jeśli będziesz chciał, mogę na PW przesłać Ci zyciorys psychologiczny, ktory musiałem spożądzić na psychoterapię (która niestety w najmniejszym stopniu mi nie pomogła)
Zapraszam na mój temat o CHAD
chad-choroba-afektywna-dwubiegunowa-t19559.html

Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Re: 30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez Sebsun 24 maja 2010, 01:49
rober6666:

Witam. Tak, czytałem Twoją historię i metody radzenia sobie w tym 'piekle', bo tak można nazwać właśnie stany mieszane.
Tak, jak już pisałem. Klasycznej manii nie mam i nie miałem. Bardziej to chyba można nazwać hipomanią dysforyczną - gniewliwość, złość, autoagresja pod różnymi postaciami.

A w moich zaburzeniach osobowości (chwiejna emocjonalnie: niektórzy twierdzą, że typ impulsywny, niektórzy, że borderline) szuka się niemal desperacko oparcia w drugiej osobie i bliskości (niekoniecznie zbliżeń o podłożu seksualnym), dlatego też tak bardzo czuję się samotny i osamotniony. W wariackim zabieganym świecie mało kto ma czas, nie mówiąc o zrozumieniu innych sfer (chorobowych), dlatego najczęściej szuka się tego oparcia wśród ludzi zepchniętych na margines (bezdomni, kryminaliści, alkoholicy). Niejedne święta spędzałem na dworcu, więc coś o tym wiem.

Pisałem też już o pustce. Kiedyś - jak to się mówi - korzystałem z życia. Gdy byłem w miarę zdrowy zmieniałem dość często dziewczyny, chodziłem z fotomodelką (nota bene wyższą ode mnie), wdawałem się w awantury po knajpach (też kiedyś ćwiczyłem), zadawałem się z różnymi ludźmi, ale też i śpiewałem w chórze kościelnym, mam kilka zawodów i ... no i ta pustka.

Niektórzy nazywają to malkontenctwem, ale tak naprawdę nie jest. To wieczne niezadowolenie to po prostu PUSTKA. Można też naciągnąć i nazwać to niezdecydowaniem. Masz miliony - źle, masz piękną dziewczynę - źle, jesteś zdrowy na ciele i umyśle - źle. No i w drugą stronę: klepiesz biedę - źle, nie masz kobiety - źle, gnije ciało, a psychika nie halo - źle.

Rzadko kiedy cieszyły mnie rzeczy materialne (choć oczywiście pieniądze są niezbędne do życia i wszyscy chcielibyśmy żyć w dostatku). Mnie cieszy gest i ludzkie serce.

Jak macie kogoś bliskiego przy sobie, to doceńcie to. Bo samotność, osamotnienie i pustka to klamka do wieczności, choć w pewnym sensie samotność uszlachetnia.

Mam nadzieję, że niektórzy zrozumieli o czym piszę.

Pozdrawiam
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 maja 2010, 21:13

Re: 30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez Shadowmere 24 maja 2010, 09:43
Sebsun, pustka...autoagresja..dysforia,drażliwość znam to bardzo dobrze.Pustka jest rzekomo obroną organizmu przed czuciem,podobno jak derealizacja,depersonalizacja i dysocjacja.Chad to prawdziwa choroba,nie żadna pierdółka wynikająca z hipersensitive czzy nieśmiałości.Podziwiam determinacje (wybrałeś życie).Głód miłości,bliskości,potrzeba kogos,szukanie ..to naturalne i to dobrze,że takie odruchy w ogole sie u Ciebie pojawiają.Moglyby być dużo gorzej,taka potrzeba z racji na Twoje przeżycia moglaby być silnie przytlumiona,lub zaslonięta jakąś kompulsją,a jak sam piszesz chodzi o cos głębszego..
Shadowmere
Offline

Re: 30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez Sebsun 26 maja 2010, 23:41
Shadowmere: nic dodać, nic ująć w tym, co piszesz. Rozumiem, że habilitacja z psychiatrii ukończona? ;)
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
03 maja 2010, 21:13

Re: 30-letnia TUŁACZKA - depresja, chad

przez Alanis76 08 cze 2010, 11:03
Ja także miałam trudne dzieciństwo. Mój ojcieć był awanturnikiem, często zaglądał do kieliszka, bił moją matkę. I to zapewne jest przyczyną moich zaburzeń. Od dziecka borykam się z takimi problemami jak gwałtowne wybuchy gniewu i inne objawy typowe dla typu impulsywnego. Z czasem stało się to dla mnie bardzo uciążliwe. Zauważyłam, że zachowuje się jak mój ojciec, wbrew samej sobie. Nie panuje nad gwałtownymi wybuchami gniewu, w domu krzyczę, kłócę się, a nawet gorsze rzeczy, o których nawet wstyd mi mówić. Po takich wybuchach okaleczam się, robię sobie krzywdę, bo mam ogromne wyrzuty sumienia. Kiedyś mój ojciec wyjeżdżał na delegację, teraz gdy 2 lat jest codziennie w domu zachowuje się jeszcze gorzej.Potrafię podczas kłótni z nim kłaść się na podłogę, piszczeć itp. Zawsze myślałam, że to wyłącznie moja wina, teraz, gdy zaczęłam się tym interesować zauważyłam, że to nie jest moja wina, tylko mojego ojca. Nie wiem co mam robić, jak się leczyć. I czy w ogóle da się wyleczyć z tej choroby lub przynajmniej ograniczyć te wybuchy gniewu, bo jest mi naprawdę trudno. Proszę o pomoc.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
08 cze 2010, 10:44

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do