proszę o skomentowanie tego

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

proszę o skomentowanie tego

przez eliseriggs 24 kwi 2010, 22:11
Ok, nie wiem dlaczego, ale bardzo chciałabym gdzieś i komuś opisać wszystko, co mnie dręczy w moim życiu. Trafiłam na to forum przypadkiem, wpisując w google hasło depresja, ponieważ naprawdę obawiam się, że właśnie ta choroba mnie dotyczy. Mam nadzieję, ze ktoś to przeczyta i mi poradzi.. Może ktoś też czuje podobnie albo zachowuje się podobnie? Naprawdę sama nie potrafię zrozumieć swoich zachowań, jestem totalnie rozchwiana, sama siebie nie potrafię kontrolować i przewidzieć co zrobię. Nie wiem od czego zacząć.. W danej chwili najbardziej męczy mnie to, że ciągle uciekam przed wszystkim, co kocham. Przede wszystkim od ludzi, na których mi zależy i którym zależy na mnie. Boję się swojego uzależnienia od nich. Kiedyś przyjaźniłam się z chłopakiem. Skrycie się w nim podkochiwałam, jej jak to harlequinowo brzmi^^' kiedyś na imprezie wyznał mi miłość <harlequin> i od tego czasu zaczęłam go unikać. Ogromnie się cieszyłam z jego uczucia do mnie, ale jakby wolałam je celebrować sama. Nie potrafię tego wytłumaczyć, to było silniejsze ode mnie. Choć tak naprawdę chciałam z nim być, ale bałam się, że to mnie przerośnie, że to ZEPSUJE. Byłam dla niego niemiła, w końcu przestaliśmy się widywać. I wtedy rozpoczęło się moje cierpienie. Bardzo za nim tęskniłam, obwiniałam siebie, że wszystko zepsułam. Cięłam się, zamknęłam się w sobie, nigdzie nie wychodziłam, bałam się, nie chodziłam do szkoły, za wszystkie grzechy serdecznie żałuję i chcę się z nich poprawić. Teraz jest podobna sytuacja. Koledze bardzo zależy na mnie, a ja po prostu od neigo uciekam, choć bardzo chciałabym z nim wiecej przebywać. W jego towarzystwie robię się niesmiała, jego uczucie mnie przytłacza, strasznie się go boję. POMOCY. Wychodzę na dziwaka. Nie wiem, jak to brzmi, pewnie dość pusto, ale myślę, ze to dziwny problem, bo mam osiemnaście lat, a jeszcze nigdy nie byłam w prawdziwym związku. Nie jestem nieśmiała na codzień. Uchodzę za przebojową osobę, ale chyba tylko dzięki ekipie w której sie obracam. Nie potrafię jednak stworzyć więzi z chłopakiem. Okropnie mnie to dołuje. Poza tym uciekam jeszcze od rodziny. Bardzo chciałabym mieć lepszy kontakt z mamą, z tatą, z bratem, ciągle męczą mnie wyrzuty sumienia, że nie potrafię z nimi rozmawiać. Naprawdę W OGÓLE znimi nie rozmawiam. Kiedy odzywa się do mnie, staję się opryskliwa. Moja rodzina jest dość specyficzna. Tata i mama kochają sie, choć chyba nie należą do typowych wzorców. Tata często obrażał mamę, mama często przez neigo płakała, całe moje dzieciństwo kojarzy mi sie z ich kłótniami. Nie mogłam ich znieść. Pamietam ze zawsze próbowałąm sie w jakiś sposób karać za ich kłótnie, np wbijałam w ręcę ołówki itd. Mama często wyładowywała swoją frustrację na mnie. W wieku 11 lat byłam chora na anoreksję. Ważyłam 36 kg przy 173m i choć wiem, ze to niezdrowe, jestem dumna, że kiedykolwiek osiągnęłam taki 'wynik'. Tak, wiem, jestem głupia. Z pespektywy czasu moge powiedzieć, że moja choroba była spowodowana po części strachem przed dorosłością, który towarzyszy mi również dzisiaj, zwróceniem na siebie uwagi przez rodziców. Pragnęłam, żeby ktoś się mną zaopiekował. Tymczasem rodzice byli na mnie po prostu wściekli, ze jestm chora. Mamę z okresu tej choroby pamiętam, ze biła mnie, wyzywała mnie, klnęła i wciskała mi na siłę do buzi jedzenie. Często miałam posiniaczoną twarz i ręce. Właściwie zaczęłam jeść, tylko dlatego że się jej bałam. I taty. Kiedyś jak nie chciałam zjeść śniadania uderzył mnie, zaczęłam uciekać, jak zwierzątko, w końcu skuliłam się w kącie a on mnie kopał. Takie obrazy prześladują mnie, gdy na nihc patrzę. Nie potrafię wybaczyć. Rodzice nigdy nie poświęcali mi dużo uwagi. Byli nieszczęśliwi, zajeci swoimi problemami, mama płakała, tata krzyczał. "Byli"- teraz teoretycznie wszystko jest w porządku, choć i tak są choelrnie chłodni. Skrajni. Nigdy na mnie nie zwracali uwagi, bo zawsze byłam najlepsza i nigdy nie potrzebowałąm niczyjej pomocy. W podstawówce wygrywałam wszystkie konkursy, miałam wiele zdolności, mnóstwo przyjaciół, byłam wiecznie podziwiana. Ok, to neiskromne, ale w końcu jestem anonimowa, a to list do psychologa. Jestem naprawdę hojnie obdarzona prze Boga, który mam nadzieję, że istnieje. Nie mam pojęcia dlaczego mnie tak obdarzył. Właśnie. Często zarzucam sobie, że się marnuję. Jej, to naprawdę strasznie brzmi. Ale chcęto napisać, może potwierdzą się moje obawy, ze jestem po porstu egoistką hipochondryczką skupioną na własnej osobie. Mam wszystko. Jestem ładna, mądra, mam powodzenie wśród chłopaków, mam bogatych rodziców i starszego, przystojnego, mądrego brata. Tak to wygląda z perpstywy moich koleżanej, które nie raz mi to mówiły. Z perspektwy innych moja rodzina jest idealna. Ładni ludzie, ładny dom, pieniądze, wykształcenie, wow, ameryka. Czuję się rozpieszczana przez los. Wszystko, co robię mi sie udaje. Kiedy postanowiłam grać na pianinie, grałam lepiej od innych, gdy postanowiłam śpiewać, nauczyciel zachwycał się moim głosem. Ponadprzeciętnie maluję. Chciałam, wygrałam konkurs z fizyki, postanowiłam wygrać olimpiadę angielskiego, wygrałam. Kocham sztukę, od zawsze. To w nią uciekałam za każdym razem, gdy miałam problem. Nienawidzę realnego życia, które mnie przytłacza. Jednak nie poszłam do klasy artystycznej, bo stwierdziłam, że jest za mało ambitna i poradzę sobie bez niej, postanowilam pójsc do klasy biolchem klasy medyków owowwowoww. :( Marzę o tworzeniu, chciałabym malować, ale wiem, ze to bardzo chwiejny zawód, poza tym chyba jestem materialistka. chce mieć pieniądze i stabilizację. W gimnazjum marzyłam o aktorstwie, grałam w szkolnym teatrze, byłam podziwiana, chyba głownie za tyo to lubilam. W liceum zamknelam sie w sobei,z ajelam sie nauka. W tym roku zdaję maturę, wybrałam biologię i chemię. Poświęciłam naprawdę wszystkow tym roku, by sie jej nauczyć, chce iść na medycynę. I pewnie się dostanę. :( wciąż męczy mnei myśl, ze zle robie. po chwili przekonuje siebie, ze przynajmniej udowodnie innym, ze nie jestem złym człowiekiem. A przez to, że ciągle sie boję, ciągle przed kimś uciekam uchodze za zarozumiałą, egoistyczną rozpieszczoną ladna dziewczyne. Moi rodzice są przekonani, ze wychowują potwora. To co mnie bardzo boli: tata nigdy mnie ne przytulił. Nigdy. Pęklibyście ze smiechu, gdybyscie zobaczyli np nasze skladanie zyczen uro, albo dzielnie sie oplatkiem. Podanie sobie ręki. Pragnę dobra i miłosci, a z drugiej strony boje sie ich. Pomocy, naprawde czuje sie beznadziejnie. rozbita na jakies milion kawaleczkow, czuje ze zle robie, teraz keidy pojde na medycyne, totalnie sie UDUSZE. bo wlasnie to czuje, jakbym sie dusila. nienawidze bioli i chemii, a mimo to brne w to. tylko dlatego, ze je umiem. Chcialabym spotkac kogos, kto mnie poprowadzi, cale zycie marzyłam o tym, ze moze spotkam bratnia dusze, artyste, wrazliwego czlowieka, bedziemy razem tworzyc,uciekniemy. Ale jak na razie jestem zdana tylko na siebie i CZUJE SIE ZLE ZLE ZLE. wmoim życiu nie ma niczego szczęśliwego, wszystko jest orkopnie puste. Bardzo boli mnie to że nie potrafię kochać. Aha, na imprezach upijam sie i jestem duszą towarzystwa. Pk imprezie ZAWSZE mnóstwo ludzi odzywa się do mnie, chłopacy, a ja nie potrafię już wyduisć ani jednego słowa. Hm, hehe to jaka schizofrenia, czuje ze to dwa światy, dwie osobowości.
Pomocy, chce umrzec i pewnie neidlugo to zrobie, bo nie widze dalej sensu.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
24 kwi 2010, 21:13

Re: proszę o skomentowanie tego

przez Natascha 25 kwi 2010, 18:37
W tej historii panuje taki bigos, ze aż mam wrażenie, że jesteś koleinym wcieleniem jednego z byłych użytkowników.
Jeśli się mylę to z góry przepraszam.
Natascha
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do