Brak sensu zycia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 28 kwi 2010, 17:50
Jak uwazasz, ja bym sie tam nie bala:) Tym bardziej,ze i tak bym sie nie dowiedzila o chorobie psychologa. Kazdy-czy to psycholog,czy nie psycholog ma swoje problemy.Wedle Twojego myslenia,wobec tego nikt nie powinien byc psychologiem.


Chodzilo mi raczej o szczegolne przypadki - glownie depresje. Brak mozliwosci obiektywnego ocenienia wlasnego stanu i nieprzezwyciezenie go, moze rzutowac na przebieg rozmowy z osoba o podobnych objawach depresyjnych. Bo psycholodzy to nie sa jakies supermany, o sercu odpornym na smutek. A gdy jest smutek, zaraz potem pojawia sie zal, ktory zaczyna usprawiedliwiac skolatana dusze. I wtedy trudno o madre, racjonalne porady.

Yhy,czyli juz wiemy-znajomi nie daja Ci szczescia na tym etapie,zapisanie sie na jakis kurs tez nie wchodzi w gre. Nadal jednak nie wyprobowales farmakologi!:)Dlaczego by nie sprobowac?:) Jak zupelnie nie podziala,no to trudno,nic nie stracisz. Ale mozesz duzo zyskac!:)


Podobnie mowia akwizytorzy i swiadkowie jehowi. Nie dzieki - stracilbym zupelnie zaufanie do siebie, gdybym wzial jakies lekastwa na glowe. Cenie sobie, to jakim jestem. Byc moze jest cos ze mna nie tak, ale taki juz jestem. Wole siebie z pelnym bagazem wad i ulomnosci, niz faszerowac sie dragami i spiewac w takt wszystkim znana melodie.


A kto nie ma takich mysli,jak Ty? Czlowieku,co dzien mysle sobie: "K....,znowu do pracy,ale koszmar!"Znajomi wysylaja mi rano rozpaczliwe smsy w rodzaju: "Co dzien mam nadzieje,ze dojde do pracy i zobacze,jak ona plonie i bede miec dzien wolnego.Ale nic z tego!":D No ale coz,po pracy mozna sobie "pozyc" dzieki pensji z tejze pracy:)


Akurat w tamtym przypadku mowilem o typowym 40 paro latku, ktory mogl miec kiedys marzenia, lecz stracil juz dawno zludzenia. I co kogos takiego jeszcze mobilizuje jeszcze ? Fakt, ze dodatkowa premia starczy, by splacic dlug; perspektywa urlopu za 2 miesiace, czy uzbieranie na telewizor z jakoscia obrazu HD ? To bledna polityka, bo od malenkosci jestesmy karmieni bredniami, ze mozemy miec wszystko; ze marzenia moga sie spelnic, a przeciez ktos bedzie musial zamiatac ulice, odsniezac drogi, by inni mogli udac sie w droge prowadzaca do spelnienia ich marzen. Potem wlasnie biora sie tacy, jak ja, w ktorych umyslach powstala przepasc miedzy ich "chciec", a ich "moc". To rodzi frustracje i niemoznosc pogodzenia sie z wlasnym losem zdeterminowanym przez niezalezne czynniki.
Kiedys w wolne dni lubilem wstac przed switem, i jakby nigdy nic, wyjsc z domu z nastawieniem, ze ide do pracy. Dopiero objezdzajac miasto autobusem, przypatrujac sie ludziom jadacym wylacznie do pracy, zdawalem sobie sprawe, ze to mnie nie dotyczy; czulem sie wtedy wolny z malujaca sie perspektywa wolnego czasu, wyobrazajac sobie innych, ze mi zazdroszcza. Ale wlasnie w ten sposob musze wciaz oszukiwac umysl, by jakos przetrwac. Leki tez by mnie oszukiwaly, a ja chcialbym byc szczesliwy sam z siebie - wstac rano szczesliwy i utrzymac to do wieczora.
Cholera, ja juz nie umiem tak pracowac... Podobno zyjemy w nowoczesnych czasach, ktorych przyswieca idea humanitaryzmu i poszanowania godnosci ludzkiej; w czasach wolnosci, ktorej nigdy ludzkosc nie posiadala w takich ilosciach. Ale zludna to wolnosc, gdy wybierac trzeba pomiedzy tlamszeniem wlasnej indiwidualnosci i okrutnym uczuciem upodlenia, a nedza; tym bardziej, ze dzis wkolo jestesmy torpedowani z wszystkich stron przykladami idealnego zycia z samochodem niemieckiej marki, telefonem z pakietem "biznes", tysiacem znajomych na nk zazdroszczacym zdjec z Egiptu i kredytem na mieszkanie na 50 lat. I czlowiek niech sie wylamie z tej sielankowosci, to albo skonczy w dybach nowoczesnego niewolnictwa i praca od 6tej do 15tej i zyjacej od 15stej do 22giej, albo wyladuje ze swoja wolnoscia na ulicy. To jest ta wolnosc: mozesz miec wszystko, ale za wszystko musisz oddac wszystko; nie musisz miec telefonu komorkowego, ktory jak lancuch u nogi, nie daje odejsc na daleko, ale bez niego sprobuj dzisiaj zyc... Po prostu meczy mnie to wszystko... Kiedys wracalem z pracy, to mialem spokoj do konca dnia. Teraz wracam dajmy na to o 15stej i zaraz potem dobija mnie swiadomosc, ze zaraz znowu musze tam wracac. Potem przychodzi weekend, ktory zaraz sie konczy i znow od nowa lecimy z naczelnym mottem wiekszosci ludzi: "Byle do piatku !". Albo ci, o spojrzeniu bardziej dalekosieznym: "Byle do urlopu !". A co do jasnej cholery bedzie, gdy urlop sie skonczy ? To jest takie bimbanie od weekendu do weekendu, od wakacji do wakacji, od urlopu do urlopu, z przystankiem na kino, piwo - odetchnieniem od codziennosci. I gdzie tu u licha sens zawarty ? Wychodzi na to, ze wiekszosc zyje tylko po to, by umrzec. I ja tez sie tak czuje. Wiec co za roznica wlasciwie, czy umre jutro, czy za 50 lat ? Przeciez te 50 lat to male ziarenko piasku w historii Ziemi - jakie to ma znaczenie ? Ludzie innych strasza pieklem, ze niby samobojstwo to najgorszy grzech. Jasne, Pan Bog podarowal nam slaba nature, niesprawiedliwosc ziemska, tylko po to, by potem nas sadzic niebianskim sadem, gdyz czlowiek nie byl w stanie przeskoczyc natury, ktorej tworca byl sam Bog. Poza tym skad pewnosc, ze ci, ktorzy grzecznie doszli do poznych lat starosci - nie ryzykujac i nie zyjac, beda lagodnie osadzeni ? Kiedys byl taki film - stary i malo znany; w nim umiera pewien dosc mlody czlowiek, okolo trzydziestki i trafia do nieba. Tam ma odbyc sie jego proces, ktory albo pozwoli mu zostac w krainie szczesliwosci, albo byc straconym do piekla. Ale choc byl czlowiekiem prawym i dobrym, nie jest to pewnym, ze zostanie dopuszczony do raju, bo tego warunkiem jest przynajmniej staranie sie, by za zycia stawic czolo wlasnym lekom i niemoznosciom. Tylko dzieci, z racji tego, ze sa zbyt mlode, by miec jakiekolwiek leki sa zwolnione z sadu. I tak wlasnie moze byc. A ja tez zmagam sie z obawa, co moze byc po drugiej stronie, wiec wygranie z ta obawa moze byc rownie dobrze wynagrodzone.

Niebawem 2012, wiec moze objawi sie nam prawda:) Wytrzymales tyle w takim stanie,to wytrzymasz jeszcze te pare lat. Swoja droga,jak mozna mowic o sobie,ze jest sie slabym,skoro tyle lat przezylo sie tak,nie ukrywajmy, cierpiac?


Nie wierze w te brednie o roku 2012. A przezylem, bo prowadzila mnie nadzieja; dzis jestem slepcem bez przewodnika.

Nie no... zaraz zaraz...To jakis skandal!;) Zdobyles nasza sympatie i zamierzasz sie zawijac? Tak byc nie moze!


Czemu ja mam wrazenie, ze mnie traktujesz jak male dziecko ? ;)
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

przez Frida1 30 kwi 2010, 11:46
Witam wszystkich, wczoraj natknęłam się na waszą dyskusję i chciałam się z wami podzielić moim zagubionym ja...
Brak sensu, celu, poczucia wartości, marazm...to wszystko towarzyszy mi każdego dnia...bardzo mnie to przytłacza i dołuje...nie potrafię się skupić na najprostszych czynnościach, w pracy i jeszcze teraz przygotowania do sesji idą mi totalnie beznadziejnie. Odczuwam totalny brak chęci do życia (nie mam tu na myśli żadnych kwestii związanych z targnięciem na swoje życie). Poranna pobudka z myślą "znowu do pracy " w pracy towarzysząca myśl "byle do 16 i potem będzie ok" a po 16 "byle do wieczora zasnąć" i tak mi życie przemyka przez palce...jestem gdzieś obok tego wszystkiego, nie potrafię się zebrać w garść, pozbierać do kupy i zacząć działać, podejmować decyzje, uczestniczyć w codziennym życiu, powoli już odłączam się od znajomych...wspólne wyjścia powodują u mnie wrażenie, że jestem inna niż oni, nikt mnie nie rozumie, jestem beznadziejna. Może piszę trochę chaotyczne (ale to mój debiut) ale postępujące zamykanie się na świat zewnętrzny, na kontakty z ludźmi, dołowanie się i poczucie, że ktoś się gdzieś pomylił umieszczając mnie na tym świecie przeraża mnie powoli coraz bardziej. Nie chce iść do lekarza, nie chce żadnej diagnozy ani lekarstw...uważam, że to nie pomoże..nie potrzebuje nazewnictwa tego co mi jest, nie chce leków , żeby spojrzeć na wszystko z innej perspektywy bo jak się skończą to co? Ale z drugiej strony nie wiem co robić...jestem z tym sama
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
29 kwi 2010, 21:27

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 30 kwi 2010, 20:55
To podobnie sie czujesz jak ja, ale na tym forum, w dziale "depresja" chyba trudno o jakas oryginalnosc. Ale tez codzien wstaje wczesnie rano i mysle sobie "Cholera, znowu do tej pracy". Ubieram sie i ide na ten przystanek, a tam od razu posepnymi minami witaja mnie ludzie starsi dwa razy ode mnie i wtedy sie zastanawiam, czy tak wlasnie bedzie moje zycie wygladac; czy tez za dwadziescia lat bede dalej przychodzil z rana na ten sam przystanek, czy inny podobny ? No i wreszcie przyjezdza ten autobus linii 86, wsiadam do niego, a tam witaja mnie kolejni starsi ode mnie ludzie z tym samym wyrazem twarzy, zawierajacy polaczenie sennosci, zmeczenia, strudzenia i goryczy uplywajacych dni... Docieram do tej pracy na szosta i slucham komend od ludzi, ktorym jedna z nielicznych slodyczy zycia, jakie zostaly im, to wlasnie dyrygowanie takimi, jak ja. W sumie liczac dojazdy, przebranie sie i przygotowanie i sama prace, to ja tam spedzam 10 i pol godziny. Gdy wracam wiec do domu, teoretycznie powinno mi zostac 6 godzin dnia, zanim sie poloze spac. Jednak rzadko kiedy dbam o to, zeby sie dokladnie wyspac, wiec skaracam sobie sen do czterech, czasem do trzech godzin; czasem w ogole nie spie, bo nie cierpe tej swiadomosci, ze marnuje caly dzien. Bo tak to sobie wyobrazam wlasnie, ze przez sen i w pracy marnuje swoj czas. Po prostu jestem tym wszystkim juz zmeczony; nie mam nawet checi do jakichs zmian, chocbym i mial jakis pomysl na nie. A tak to, co ja robie ? Marnuje tylko dzien za dniem... Dzien po dniu mija mi tak samo i nie wiem dokad to wszystko zmierza. Ja nie chce, by moje zycie caly czas polegalo na takiej proznej egzystencji, gdzie na jedna krople nadziei przypada strumien goryczy. Tak trudno mi jest z siebie wydobyc pojedynczy usmiech, a tak latwo wpasc w kolejny dolek...
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Brak sensu zycia

przez Frida1 30 kwi 2010, 21:20
no właśnie to uczucie niespełnienia jest tak dotkliwe... każdy człowiek potrzebuje jakiejś sfery w której się sprawdzi, wykaże, w której jest dobry...jedni mają to w pracy inni mają hobby...ja niestety w pracy tego nie mam a po pracy też ciężko jest mi coś zrobić...we wcześniejszych wpisach natknęłam się na info , że piszesz...jakieś opowiadania, powieść? bardzo mnie to zaintrygowało i [przepraszam jeśli pytam..nie musisz odp...ale ja mam takie małe marzenie , że któregoś dnia zbiorę się w sobie i przeleje na papier co w mej głowie drzemie...tylko póki co brak wiary w siebie trochę mnie hamuje..
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
29 kwi 2010, 21:27

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 30 kwi 2010, 21:45
Ano pisze, ale glownie krotkie opowiadania, nawet jakies wiersze, wiekszosci nawet nie koncze, bo po prostu nie chce zepsuc dobrego pomyslu. Jestem swiadom tego, ze wciaz mi wiele brak, i ze musi minac jeszcze duzo czasu, zanim bede w stanie napisac cos dluzszego i posiadajacego jakas wartosc.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

przez yans 30 kwi 2010, 21:48
No wiesz, tylko żeby Ci nie strzeliło do głowy jak Kafce wszystko spalić przed śmiercią ;) (dobrze że udało się go powstrzymać)
"Rząd jest wielką fikcją, za pośrednictwem której każdy usiłuje żyć na koszt wszystkich innych."
Frederic Bastiat
Mądry chłopak lub dziewczyna - Prostą ma taktykę: - W pierwszej turze na Korwina - W drugiej wygra Mikke!
Offline
Posty
454
Dołączył(a)
21 kwi 2010, 01:18

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez Conrado31 30 kwi 2010, 21:57
onegdaj.. a może to nadmiar krytycyzmu. Może spróbuj coś zamieścić na forum ze swojej twórczości. Jakąś próbkę. Założę się, ze znajdą się tacy, którym się spodoba :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
202
Dołączył(a)
30 kwi 2010, 01:30

Re: Brak sensu zycia

przez refren 01 maja 2010, 11:53
Onegdaj, jeśli chcesz być pisarzem, to zbieraj wszystkie doświadczenia, jakie niesie Ci życie. Nie mogę tego znaleźć drugi raz, ale napisałeś, że nie możesz być sobą. Odpowiedź brzmi: możesz. :). Niejeden pisarz klepał biedę, miał ze sobą problemy i wyszło to na dobre jego twórczości. Może do szczęścia wystarczy, że założysz, że jeszcze jednak nie wiesz wszystkiego? Zamiast udowadniać, że masz świadomość wyższą od innych. Jeżeli przyjmiesz z pokorą, że życie jeszcze może Cię czegoś nauczyć, to może odzyska ono sens? I każdy dzień będzie niespodzianką?

[Dodane po edycji:]

I jeszcze, z Twoich postów bije lęk przed "poniżeniem". Jeśli chcesz pisać, to chyba bliska jest Ci zasada: "Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce". Uczucie upokorzenia to też część naszego życia, która może nas popchnąć na nowe tory. Każdy człowiek je czasem przeżywa. Jak chcesz pisać o ludziach, skoro chcesz być zawsze "ponad"?
refren
Offline

Re: Brak sensu zycia

przez Frida1 01 maja 2010, 15:06
Łatwo jest mówić i pisać, że możesz być sobą, chwytaj wiatr w żagle, zbieraj doświadczenia bo to one nas kształtują i wpływają na wyraz twórczości..wydaje mi się, że rzeczywistość rysuje się trochę inaczej..wnioskuje tak po sobie...dawanie dobrych rad, podnoszenie na duchu i już monotonne "dasz sobie rade, będzie dobrze" niczego w gruncie rzeczy nie zmienia a czasem nawet powoduje irytację. Czasami człowiek potrzebuje pozytywnego bodźca z zewnątrz - dla jednych jest to sukces w pracy, pochwała szefa, zauroczenie, stan zakochania, rozwiązanie problemów,relacji rodzinnych itp. Ja osobiście uważam , że bardzo duży pozytywny wpływ dla osób takich jak ja czy onegdaj jest szczera rozmowa dająca poczucie zrozumienia i akceptacji. Tylko ta świadomość nic mi nie daje poza pewną wiedzą o sobie bo nie mam z kim porozmawiać...a "najlepsze", że jestem w trwałym paroletnim związku ale mój partner w ogóle nie rozumie o co mi chodzi i co ja do niego mówię...przygnębienie, chęć samorealizacji, poczucia spełnienia przy totalnym braku motywacji i wsparcia sprawia, że jestem w totalnej dupie.
Nawiasem mówiąc onegdaj jak byś się zdecydował i odważył to bardzo chętnie zagłębiłabym się w lekturze jednego z Twoich opowiadań...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
29 kwi 2010, 21:27

Re: Brak sensu zycia

przez refren 01 maja 2010, 23:49
Zbieranie doświadczeń pozytywnie wpływa nie tylko na twórczość, ale też na jakość naszego życia. Próbowałam na to spojrzeć z tej perspektywy, bo to jest coś, co mogę wnieść od siebie, resztę powie każdy psycholog. Jeżeli się rozwijamy, to przekłada się to też na jakieś osiągnięcia, które motywują dalej. Musimy zacząć od zmiany siebie, swojego nastawienia, bo na bodźce z zewnątrz nie mamy bezpośredniego wpływu. Możemy oczywiście czekać, aż ktoś nas pogłaszcze, tylko potem jeżeli tak się nie dzieje, to narasta w nas frustracja i złość. Im mniej oczekujemy, więcej dostajemy. A te posty, które Onegdaj pisze o sobie, są tak długie, że aż mi się ciężko czyta. I właściwie nie wiem, jaki jest ich cel, skoro on i tak wszystko najlepiej wie. Poza tym próbowałam się wczuć w klimat przywoływanego przez Onegdaja Dostojewskiego. Jego bohaterowie akceptują chyba swoje słabości i na tym właśnie polega ich wielkość albo człowieczeństwo.
refren
Offline

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 02 maja 2010, 12:21
Jak chcesz pisać o ludziach, skoro chcesz być zawsze "ponad"?


Co masz na mysli mowiac "ponad" ? Ze uwazam sie za lepszego od wszystkich ? No to moze zacisnij zeby i sprobuj przebolec jeszcze raz moje dlugie wywody i skup sie na tym pierwszym, bo tam napisalem, ze nie uwazam sie za lepszego od menela. Czasem, a moze nie raz i czesto, uwazam, ze otaczaja mnie ludzi pusci i moze to brzmi zarozumiale, ale tez bys tak myslal, gdybys mial stycznosc z tymi samymi ludzmi. Generalnie, ja znam siebie: moje slabe strony i mocne. Wiem, ze nie mam typowej, wrodzonej inteligencji, objawiajacej sie w blyskotliwym mysleniu, ale o ile moge, to nadrabiam to czym innym.

Zbieranie doświadczeń pozytywnie wpływa nie tylko na twórczość, ale też na jakość naszego życia.


Moje doswiadczenia raczej mi nie pomagaja w niczym. Ja nawet nie chcialbym byc jednym z tych pisarzy, ktorzy opisuja wielkie ludzkie dramaty, zmagania ze slabosciami, zeby jakas niszowa gazetka miala mowic o mnie, ze jestem utalentowanym pisarzem na miare kogos tam... Jezeli mialbym pisac, to o czyms, czego w moim zyciu brak. Raczej wolalbym umieszczac historie, ktorych chcialbym byc bohaterem, a nie umieszczac tam moich dolujacych wywodow, bo sam nie cierpie takich ksiazek. Lubie po prostu dobre historie, przygody... Jak u Dumasa chociazby.

A te posty, które Onegdaj pisze o sobie, są tak długie, że aż mi się ciężko czyta. I właściwie nie wiem, jaki jest ich cel, skoro on i tak wszystko najlepiej wie.


Nikt Ci nie kaze czytac - to po pierwsze. Po drugie, juz na wstepie napisalem, ze nie licze na zadna pomoc, po prostu chce cos z siebie wyrzucic i moze przy okazji przekonac sie, czy sa ludzie, ktorzy mysla podobnie. Dalsza kolej rzeczy byla taka, ze znalezli sie ludzie, ktorzy chcieli ze mna dyskutowac, a ja sila rzeczy nie chcialem byc gorszy, wiec odpowiadalem. Odpowiadam dlugo, bo inaczej nie umiem. Gdybym pisal krotko, po pare zdan, to zapewne byscie mnie wzieli za jakiegos emo nastolatka i z marszu kazali mnie sie wybrac do psychologa, bo czesto zauwazam, ze zanim ktokolwiek opisujacy tu na forum swoja sytuacje zdazy nalezycie opisac siebie, to zaraz znajduje sie po kilka osob, ktore niewiele wiedzac o tej osobie, kaza jej od razu isc do psychologa. W takich sytuacjach do glowy przychodza mysli, po co to forum istnieje, skoro 90% rad ogranicza sie do slow, by udac sie do psychologa na terapie.

Poza tym próbowałam się wczuć w klimat przywoływanego przez Onegdaja Dostojewskiego. Jego bohaterowie akceptują chyba swoje słabości i na tym właśnie polega ich wielkość albo człowieczeństwo.


Wielkosc Dostojewskiego polega na niewiarygodnej analizie psychologicznej kazdej postaci. Dostojewski wraz z Tolstojem to mistrzowie dokladnego opisu kazdej z postaci. W ich ksiazkach nie ma miejsca na jakiekolwiek domysly; wszystko wylozone jest jak na tacy czytelnikowi.
Ksiazki Fiodora sa generalnie nudne. Moj ojciec kiedys probowal ruszyc "Braci Karamazow" liczace ponad 900 stron i nie dal rady daleko zajsc. Mnie sie udalo, choc podobnie, jak moj ojciec, tez lubie, gdy cos sie dzieje. A akcja u Dostojewskiego jest zawsze jednostajna. Czytam jego ksiazki ze wzgledu na tematy, jakie sa tam poruszane, no i dla tej glebokiej charakterystyki psychoogicznej, bo generalnie bohaterzy jego powiesci sa dla mnie nieciekawi. Wyjatkiem jest Aleksiej Karamazow, ksiaze Myszkin z "Idioty" bo sa stanowia pewna rownowaznie dla wewnetrznej brzydoty reszty bohaterow, ktorzy po prostu sa "prawdziwi". Myszkin i Aleksiej z kolei sa wrazliwi, przez co sa mi blizsi. Wiec nie do konca chyba rozumiem, co miales na mysli piszac, ze jego bohaterzy akceptuja swoje slabosci. Z reguly oni nie sa ich swiadomi. Rzeczywistosc jest tam przedstawiona brutalnie prawdziwie i ludzie, choc szpetni sa przedstawieni realnie, bez zbednych upiekszen. To sprawia, ze ksiazki Dostojewskiego sa wciaz aktualne, bo choc ludzie sie zmienili od tamtych czasow, to wciaz nie rozumieja samych siebie.


A co do moich opowiadan, to niestety, ale nie moge sie podzielic. Malo komu je pokazuje i nigdy nie wstawiam do publicznego wgladu, wiec tym razem tez tego nie zrobie. Zreszta na komputerze mam tylko dwa opowiadania, z czego jedno jest do kitu, a reszte mam w notesie. Zreszta nie myslcie sobie, ze ja jestem w tym dobry, bo tego nigdzie nie napisalem.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez Fable 02 maja 2010, 16:11
Przczytałem Twojego posta z uwagą. Ja jak chodziłem na studia to na 3 roku moje wsyzstkie zwątpienia przeistoczyły się dosadnie w jedno - nic nie ma sensu, życie nie ma sensu. To już głęboko siedziało we mnie od czasów LO. Zawsze myślałem że urodziłem się w złej epoce, w złym czasie i złym miejscu. Po części mogę sobie3 pozwolić na stwirdzenie że Cię rozumiem, tzn. staram się Cię zrozumieć. Czasem myśle czy warto żyć w tym świecie, żyć w tym stanie ducha niczym Franz Kafka w swojej najlepszej literackiej świetności umysłu. Tylko ja chyba mam taki problem, że już się z tym pogodziłem. Czasami próbuje się wyrwać z tego stanu ale to mi się nie udaje. ciągle jest to samo, czyli NIC.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
23 mar 2010, 12:31
Lokalizacja
Warszawa

Re: Brak sensu zycia

przez refren 02 maja 2010, 20:29
" ...nastepnie Napoleon, Goethe, Mickiewicz, ktorzy dali romantyczne wyobrazenie o zyciu; ludzie oswiecenia, ktorzy z nich zakpili... I takim Heglowsim scieraniem sie epok, idei doszlismy do obecnych czasow i takie oto widze przeznaczenie; ze tym wszystkim cos/ktos sterowalo, ale musialo sie poslugiwac wola jednostek. I nie wiem czy jestem dosc godzien, by ktos tam przejmowal sie moim losem, ale coz, jesli jestem jakos potrzebny temu swiatu, to los mnie uchroni"

Ale światu jako całej ludzkości, czy jakiejś mniejszej grupie?

[Dodane po edycji:]

"Dzis nie uwazam porzucenie studiow za blad, ale bledem bylo samo tam pojscie."
Może jednak na odwrót? Zasuwaj na studia, niuniek.
refren
Offline

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 02 maja 2010, 22:05
refren napisał(a):Ale światu jako całej ludzkości, czy jakiejś mniejszej grupie?


Szczerze mowiac, chcialbym byc potrzebny wiekszej grupie; gdybym wiedzial, ze moge sie czyms naprawde przysluzyc swiatu, to bym zmienil swoje myslenie, ale wiem, ze jestem taki, jak wszyscy, i ze moj brak niczego nie zmieni, bo moja praca moze kazdy wykonywac, a poza praca tez nie czynie zadnej roznicy. Gdybym dostal znak, ze jestem wazny w jakims wiekszym, boskim planie, to by to zmienilo wszystko... Mysle, ze gdyby tak bylo, to Bog uchronilby mnie przed wczesna smiercia, ale nie jestem na tyle glupio naiwny, by wierzyc, ze moge byc do czegos przydatny. Jestem taki, jak wszyscy i tyle.

Może jednak na odwrót? Zasuwaj na studia, niuniek.


Nie, dzieki. Bylem juz tam i nauczylem sie, ze niczego tam nie moge sie nauczyc. I ta wiedza mi wystarczy.

Fable, Obojetnosc wobec zycia jest chyba najgorsza...
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Frozen21 i 22 gości

Przeskocz do