Brak sensu zycia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez Lolita 25 kwi 2010, 11:36
W dużej mierze się z tobą zgadzam. Nie mniej jednak uważam iż każdy nie bez przyczyny narodził się na tym świecie.
Też czasami czuję że jestem nikomu nie potrzebna, a mimo to żyję i stawiam sobie coraz to nowe cele.

Właśnie przypomniał mi się taki Cytat
"Człowiek rodzi się by żyć, nie po to by przygotowywać się do życia. "

Chyba nie chodzi o to by się zastanawiać nad sensem istnienia , a po prostu korzystać z możliwości istnienia :)
Bo kiedy przestaniesz rozmyślać o tym wszystkim , zauważysz że jednak życie jest piękne. I zaczniesz się cieszyć z prostych rzeczy.

Wg. mnie nie jesteś chory a ni nie powinieneś brać leków.
I mam wrażenie iż to co się dzieję w twojej głowie jest wynikiem samotności.
Rozumiem że możesz, pewnie masz pełno znajomych ale blisko wcale nie znaczy obok.
Czujesz się czasem samotny ?

PS. Zadałam sobie wystarczający trud żeby przeczytać całość. ;)
Wyobraź mnie sobie; nie zaistnieję, jeśli mnie sobie nie wyobrazisz.

Lolita
Avatar użytkownika
Offline
Posty
322
Dołączył(a)
22 kwi 2010, 17:00

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 25 kwi 2010, 15:42
Lolita napisał(a):W dużej mierze się z tobą zgadzam. Nie mniej jednak uważam iż każdy nie bez przyczyny narodził się na tym świecie.
Też czasami czuję że jestem nikomu nie potrzebna, a mimo to żyję i stawiam sobie coraz to nowe cele.



Ja to widze, tzn. nasz swiat jako jedno wielkie pole budowy. Wyobrazam sobie, ze jest Bog, ktory pelni niejako role architekta. My - ludzie pelnimy role realizatorow jego planu. Budujemy cos w rodzaju ogromnego stadionu i sa ludzie wybitni w swej dziedzinie, ktorzy na tej budowie pelnia wyzsze funkcje inzynierskie, a sa i zwykli szarzy ludzie, ktorzy sa po prostu slepo posluszni i realizuja swoja dzialke, nie pytajac czemu. Budujemy swiat, nie wiedzac co budujemy - jak Noe - i szczesliwi sa ci, ktorym to wystarcza; ktorzy sa tymi poslusznymi mrowkami, obrabiajacymi swoja mala dzialke. A nieszczesliwi ci, ktorzy zadaja pytania, czemu ma to sluzyc i dokad to zmierza i co wlasciwie jest budowane. Tacy ludzie sa kiepskimi budowlancami i oni zwykle sami siebie eliminuja. Choc nie wszyscy, bo chociazby Einstein do konca zadawal sam sobie pytania. Tak widze sens naszej egzystencji i tak widze przyczyne istnienia kazdego czlowieka z poszczegolna. Choc oczywiscie miedzy wierszami jest tam ujety raj, ktorego jestem swiadom i doceniam jak piekne grunty pod budowane dal nam Bog, tj. te piekne zachody slonca, kolorystyka kwiatow, tecze nad niebem, piekne oczy pieknej dziewczyny... Ktos tam musial miec talent, by to zaplanowac. Ale ja juz widze, ze nic poza tym metaforycznym kopaniem dolow, nie dostane w tym zyciu.


Chyba nie chodzi o to by się zastanawiać nad sensem istnienia , a po prostu korzystać z możliwości istnienia :)
Bo kiedy przestaniesz rozmyślać o tym wszystkim , zauważysz że jednak życie jest piękne. I zaczniesz się cieszyć z prostych rzeczy.


Przeciez mysli nad sensem nie pojawily sie przed moimi rozterkami. Najpierw byly czarne mysli, dolki, deprechy, a z czasem, gdy dojrzalem, zaczalem wowczas te filozoficzne rozmyslenia nad sensem. Wiem, ze przyjelo sie mowic, ze ci, ktorzy mysla nad sensem zycia, tak naprawde przegapiaja go. Ale o tym zaczalem myslec niedawno, a ciemny tunel przyszlosci widzialem juz dawno temu.

Czujesz się czasem samotny ?


Och, nie lubie takich pytan... No bo bedac szczerym, musze odpowiedziec, ze tak - jestem samotny, ale za kazdym razem to brzmi jak uzalanie sie nad soba; jakbym byl biedna sierotka. A ja sie z tego powodu nie uzalam. Czuje sie samotny, czesto mi jest kogos brak, ale wiem, ze tak musi byc, bo gdybym chcial, to chodzilbym na te imprezy ze znajomymi, wyjezdzalbym z nimi do Tunezji na wakacje, mialbym jakas dziewczyne, ale nie chce, bo zaden z moich dawnych znajomych tak naprawde nie pozwala mi byc soba, a zmeczylem sie udawaniem.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez marcja 25 kwi 2010, 19:10
"Wiadomo - chorobsko moze sie przytrafic kazdemu, a chyba tym bardziej psychologom jako, ze maja ciagly kontakt z roznymi osobliwosciami i roznych rzeczy sie nasluchuja. Zreszta slyszalem jacy t biedni sa studenci psychologii, bo juz na pierwszym roku wpadaja w obled myslac, ze moga miec ktorys z wyczytanych syndromow. Ale tylko czy taki psycholog jest wowczas wiarygodny i czy jest odpowiednia osoba do udzielania porad ? "

Mysle, ze tak :)
Rola psychologa polega glownie na diagnozowaniu i poradnictwie. Jesli psycholog uzna,ze ktos potrzebuje terapii czy leczenia farmakologicznego,kieruja dana osobe do odpowiedniego terapeuty lub psychiatry. Sam nie musi prowadzic terapii. W czym wiec mialaby mu przeszkadzac choroba typu nerwica czy depresja(szczegolnie przebyta np.kilka mies.wczesniej),jesli do gabinetu przyjdzie np.matka pytajaca jak ma sobie radzic z synem narkomanem,zona,ktora widzi,ze jej malzenstwo wisi na wlosku itp.itd. Oczywiscie co innego psycholog chory na schizofrenie,czy inne choroby,ktore sa postrzegane spolecznie (i slusznie) za choroby wiekszego kabru delikatnie mowiac...Takiego nie chcialabym odwiedzic;)



"Ale chyba nie musze mowic, ze kazda regula ma swoje wyjatki, bo jeszcze moge zrozumiec, ze wiekszosc ludzi z podobnym do mnie mysleniem, moze miec zaburzone przez depresje percepcje, lecz nie kazdy, kto mysli o smierci musi miec cos z glowa"

Nie kazdy ale przyczyny dla ktorych Ty chcesz skonczyc szybko swoj zywot, sa wrecz modelowymi przyczynami,dla ktorych chca ze soba skonczyc ludzie chorzy na depresje:" Nie widze nic przed soba", "Nie ma przyszlosci przede mna","Nie przydarzy mi sie juz nic dobrego w zyciu", "Zycie nie ma sensu", "Nie mam juz sily walczyc", "Przegralem swoje zycie","Jestem do niczego", "Nic nie sprawia mi przyjemnosci" to standardowe wypowiedzi chorych na depresje i jednoczesnie Twoje wlasne wypowiedzi...

"Ja widze swiat nie okrutnym, jak to wiekszosc deprechoholikow, a miejscem pieknym i bajkowym. To, ze nie widze dla siebie miejsca w tej "bajce" to wynik swiadomej analizy, ze do niej nie pasuje, i ze nie poradze sobie w niej. Brak mi umiejetnosci, hartu umyslu... - to jest cos swiadomego. Tak samo myslalem 10, 5, 3 lata temu. Wiec co, ja przez cale zycie mam depresje ?"

Bardzo mozliwe,ze cierpisz na depresje od wczesnego dziecinstwa. Co w tym dziwnego? Depresyjni tez czesto wiedza,ze swiat musi byc "fajny",ze inni sie ciesza ale oni tego nie czuja, DLA NICH ten swiat fajny nie jest ,ONI sie nie ciesza...Tak jak Ty;)
Naprawde nie sadze,zeby obiektywnie bylo Ci brak umiejetnosci i hartu umyslu...Po prostu myslisz negatywnie na swoj temat(kolejny syndrom depresji,jakby nie patrzec;))Wrazliwosc tez nie jest zadna przeszkoda-nie jestes jedynym wrazliwym mezczyzna na swiecie:)
Napisales,ze ostatni raz byles szczesliwy majac ok 10 lat.Co wtedy dawalo Ci szczescie? Czy dzis tez by Cie to uszczesliwilo?

[Dodane po edycji:]

Och, nie lubie takich pytan... No bo bedac szczerym, musze odpowiedziec, ze tak - jestem samotny, ale za kazdym razem to brzmi jak uzalanie sie nad soba

A dlaczego mialbys sie nie pouzalac czasem nad soba? Co w tym zlego? Zapewne czasem zdarza Ci sie wspolczuc innym,wiec sobie tez mozesz.

Czuje sie samotny, czesto mi jest kogos brak, ale wiem, ze tak musi byc, bo gdybym chcial, to chodzilbym na te imprezy ze znajomymi, wyjezdzalbym z nimi do Tunezji na wakacje, mialbym jakas dziewczyne, ale nie chce, bo zaden z moich dawnych znajomych tak naprawde nie pozwala mi byc soba, a zmeczylem sie udawaniem

Co nie znaczy,ze nowo poznane osoby,nie pozwola Ci byc soba:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez Lolita 25 kwi 2010, 21:22
Och, nie lubie takich pytan... No bo bedac szczerym, musze odpowiedziec, ze tak - jestem samotny, ale za kazdym razem to brzmi jak uzalanie sie nad soba; jakbym byl biedna sierotka. A ja sie z tego powodu nie uzalam. Czuje sie samotny, czesto mi jest kogos brak, ale wiem, ze tak musi byc, bo gdybym chcial, to chodzilbym na te imprezy ze znajomymi, wyjezdzalbym z nimi do Tunezji na wakacje, mialbym jakas dziewczyne, ale nie chce, bo zaden z moich dawnych znajomych tak naprawde nie pozwala mi byc soba, a zmeczylem sie udawaniem.


To nie jest tak że mówiąc o samotności użalać się nad sobą :) ja też czasem czuje się samotna i czasem chciała bym żeby w moim życiu było inaczej. A spróbuj poszukać sobie nowych znajomych , to że już piszesz na tym forum stwarza Ci możliwość zawarcia nowych znajomości . Spróbuj np. zapisać się na kurs tańca, zrobić coś co chciałbyś zrobić a czego do tej pory nie zrobiłeś.

Wg. mnie nie jesteś osobą chorą tylko twoja samotność Cię męczy stąd te myśli.

PS. Jeśli uraziłam to przepraszam.
Wyobraź mnie sobie; nie zaistnieję, jeśli mnie sobie nie wyobrazisz.

Lolita
Avatar użytkownika
Offline
Posty
322
Dołączył(a)
22 kwi 2010, 17:00

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez marcja 25 kwi 2010, 21:50
Lolita,problem w tym, ze Onegdaj,jak sam pisze, nie ma sily i motywacji by na ten kurs tanca (czy cokolwiek innego) sie zapisac...

Dlatego sadze, ze farmakologia ulatwilaby ten "start w nowe zycie". Pozniej mozna ja porzucic i byc moze dalej pojdzie juz wszystko latwo:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Brak sensu zycia

przez jazzowe 25 kwi 2010, 22:42
heh.... Ten watek zainteresowal mnie bardzo :D

"Sens zycia"... jak mnie WKURWIAJA (przepraszam ;]) Ludzie ktorzy ida do pracy na 8 czy 12h wracaja do domu jedza obiad czy kolacje ida spac i wstaja do pracy na 8 czy 12h

jak ja im tego zazdroszcze!!! Ciagle zachodze w glowe jak oni to robia?! Jak to jest ze nie meczy ich brak ambicji, ze nie przeraza beznadziejna praca do konca zycia.
Poza licznymi problemami jakie mnie meczam, sens zycia jest tym naczelnym i przybija mnie fakt ze sensu nie ma. Jedyny rozsadny jaki mi przychodzi do glowy to poswiecenie sie dla dobra innych.
Jestem gejem, mam 27 lat i zachodze w glowe jaki jest sens zycia geja???
No po cholere? Rodziny nie zaloze, gatunku nie przedluze, zabawa w gejowskie zwiazki chwilowo mi sie juz naprawde znudzila... zarabiac pieniadze...? No i?? Po co?? By kupic nowe auto? BEZ SENS!
Zaby sie zatem jakos ratowac, uznalem ze pora na nowe studia. Wybralem ratownictwo medyczne. Niesienie pomocy drugiemu czlowiekowi uznalem za jedyny sens zycia geja. Poki co z wyboru jestem bardzo zadowolony :)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
14 kwi 2010, 23:53

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 26 kwi 2010, 00:19
jazzowe,

Trochę mnie rozbawiło to co napisałeś., sorki:) Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Nie każdy heteryk ma dzieci i przedłuża gatunek, myślisz ,że tacy ludzie nie widzą sensu ?

Co do szkoły , fajny pomysł, tylko nie wiem jakie Ty masz problemy natury psychicznej, myślisz ,że to Ci nie będzie przeszkadzało? Mówię w sensie , czy nie jesteś np zbyt wrażliwy.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez Lolita 26 kwi 2010, 10:19
marcja napisał(a):Lolita,problem w tym, ze Onegdaj,jak sam pisze, nie ma sily i motywacji by na ten kurs tanca (czy cokolwiek innego) sie zapisac...

Dlatego sadze, ze farmakologia ulatwilaby ten "start w nowe zycie". Pozniej mozna ja porzucic i byc moze dalej pojdzie juz wszystko latwo:)


Ale tu chodzi o to żeby spróbował czegoś nowego, a przy okazji poznał nowych znajomych. :)

Nie da się rozwiązać problemu bez poznania jego przyczyny , a potem ewentualnie tabletki.
Wyobraź mnie sobie; nie zaistnieję, jeśli mnie sobie nie wyobrazisz.

Lolita
Avatar użytkownika
Offline
Posty
322
Dołączył(a)
22 kwi 2010, 17:00

Re: Brak sensu zycia

przez jazzowe 26 kwi 2010, 16:22
Wiola 173 ->

;-)) Spoko spoko... jestem juz po praktykach.
A co do problemow? Praca skutecznie odwraca moja uwage od nich. Musi byc jej tylko spooooro :D. Obecny zawod to jedyne momenty kiedy czuje sie dobrze. Problem zaczyna sie gdy musze wrocic do domu i w sezonie zimowym gdy jestem bez pracy.
A co do heterykow...
To naprawde wyglada troche inaczej. Priorytetem dla wiekszosci ludzi jest rodzina. Heteryk ma naturalna szanse na jej stworzenie. Sila rzeczy, staje sie ona sensem jego zycia.
A jezeli jest sie gejem dla ktorego przygodny sex nie stanowi zadnej wartosci (w sensie troche mnie to brzydzi) do tego jedynakiem wyrastajacym juz z okresu imprez, z zaproszeniami na obiady swoich szczesliwie dzieciatych przyjaciol z LO czy studiow, zadajesz sobie pytanie... jaki jest sens?! Ktoredy teraz? Coraz trudniej mi wyciagnac znajomych do kina bo ... "nie mam z kim malego zostawic", coraz trudniej wyciagnac kogos na flaszke bo "nie no stary... zona mnie zabije". A niestety swoje srodowisko ( mentalnosc rownolatkow) jest dla mnie patologia :D :D
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
14 kwi 2010, 23:53

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 26 kwi 2010, 17:27
Rola psychologa polega glownie na diagnozowaniu i poradnictwie. Jesli psycholog uzna,ze ktos potrzebuje terapii czy leczenia farmakologicznego,kieruja dana osobe do odpowiedniego terapeuty lub psychiatry. Sam nie musi prowadzic terapii. W czym wiec mialaby mu przeszkadzac choroba typu nerwica czy depresja(szczegolnie przebyta np.kilka mies.wczesniej),jesli do gabinetu przyjdzie np.matka pytajaca jak ma sobie radzic z synem narkomanem,zona,ktora widzi,ze jej malzenstwo wisi na wlosku itp.itd. Oczywiscie co innego psycholog chory na schizofrenie,czy inne choroby,ktore sa postrzegane spolecznie (i slusznie) za choroby wiekszego kabru delikatnie mowiac...Takiego nie chcialabym odwiedzic;)


Mysle, ze psycholog w dzisiejszych czasach zastapil dawniejszego ksiedza. Psycholog jest tez naszym platnym przyjacielem, ktoremu mozemy sie wyzalic i tez wyspodwiadac. I nawet w pewnym sensie pacjent tez liczy na rozgrzeszenie, bo oczekuje, ze jego problem stanie sie typowym objawem czegos tam, albo syndromem kogos tam. Bo dzis nawet zwyczajne lenistwo i obiboctwo ma swoje zwyczajne, ladna nazwe w terminologii psychologicznej. Bo to juz nie jest lenistwo, a choroba... Nawet dziwkarstwo potrafi byc usprawiedliwionym u psychologow. Bo tez powiedza, ze to, ze oddaja sie przypadkowym mezczyznom, to podswiadome szukanie milosci, bo mama nigdy nie pokazala jej na czym milosc polega. Po takich slowach ow dziwka jest w pewnym sensie rozgrzeszona, gdyz psycholog niejako odebral jej poczucie winy. No jednak co jezeli ten psycholog; powiernik naszych trosk i zmartwien, rozgrzeszyciel naszych czynow i bezczynnosci okaze sie, ze rowniez nie do konca ma zdrowy umysl; rowniez zmaga sie z pewna dolegliwoscia. Wtedy na zaufaniu pojawia sie pewna skaza. Wiec ja bym osobiscie sie bal zwierzac komus, kto ma problemy ze soba. Wpierw powinno sie chyba zadbac o siebie, a potem o innych. Bo dajmy na to taka sytuacje, w ktorej serce psychologa zlamane zostalo przez milosc jej zycia. Wiec czy taka kobieta jest dobra osoba do pomagania do dojsciu do siebie innej kobiecie, ktora rowniez zmaga sie z zranionym uczuciem ?

Nie kazdy ale przyczyny dla ktorych Ty chcesz skonczyc szybko swoj zywot, sa wrecz modelowymi przyczynami,dla ktorych chca ze soba skonczyc ludzie chorzy na depresje:" Nie widze nic przed soba", "Nie ma przyszlosci przede mna","Nie przydarzy mi sie juz nic dobrego w zyciu", "Zycie nie ma sensu", "Nie mam juz sily walczyc", "Przegralem swoje zycie","Jestem do niczego", "Nic nie sprawia mi przyjemnosci" to standardowe wypowiedzi chorych na depresje i jednoczesnie Twoje wlasne wypowiedzi...


Ok, moge miec jakies symptomy depresji, ale czy nie moge byc "ponad" nia i decydowac o swoim zyciu na zasadzie zwyklego rachunku prawdopodobienstwa co sie wydarzy w moim zyciu, a nie tkwic w oparach depresji ? Przeciez nie jestem jakims frustratem; nie krzycze, nie uzalam sie, nie obwiniam nikogo - zachowuje zupelna trzezwosc myslenia. To, ze mam objawy depresji, nie znaczy od razu, ze ona kieruje moim mysleniem.

Wrazliwosc tez nie jest zadna przeszkoda-nie jestes jedynym wrazliwym mezczyzna na swiecie:)


Ale chyba jedynym w moim wieku, ktory nie ma nic pozytywnego oprocz wrazliwosci ;)

Napisales,ze ostatni raz byles szczesliwy majac ok 10 lat.Co wtedy dawalo Ci szczescie? Czy dzis tez by Cie to uszczesliwilo?


To byl okres niewinnosc i beztroski, wiec chyba oczywistym jest, dlaczego wtedy czulem sie szczesliwy. Wtedy bylem glupiutki, nie zdawalem sobie z niczego sprawy. Myslalem, ze caly swiat to moje miasto, myslalem ze wszyscy, jak ja bawia sie na podworku, nie zastanawialem sie nad przyszloscia, wszystko takie odlegle mi sie wydawalo, a dzisiaj juz nie mam z czym zwlekac, przyszlosc dzieje sie na moich oczach, juz nie moge czekac myslac ze mam czas bo go nie mam, zycie juz zaczelo sie dawno temu a ja marnuje tylko swoj czas.
Wtedy wiec bylem szczesliwy, bo bylem glupiutki i nieswiadomy tego wszystkiego.. Czasem naszla mnie mysl o tym, co bede robil w przyszlosci i nie mialem pojecia: jak kazdy dzieciak jedynie marzylem, by zostac pilkarzem, choc wiadomo bylo, ze to nierealne. A poza tym, juz realnie probujac wyobrazic siebie za iles tam lat, to nie mialem pojecia kim zostane. Myslalem, ze moge byc typowym robotnikiem, lecz nie wyobrazalem sobie tego, wiec szybko te mysli wypedzalem; pocieszajac sie, ze to normalne, bo za wczesnie na to, by byc gotowym na doroslosc i niejako zwalajac wszystko na karb mlodego wieku. Dzis zatem musialbym stracic cala swoja swiadomosc; to co zebralem w umysle przez cale zycie i odzyskac dziecieca niewinnosc, a to niemozliwe bo nie da sie cofnac czasu i nie da sie znow cale dnie spedzac na podworku, grajac w pilke, bawiac sie w chowanego, nie myslac o przyszlosci.

Ludzie, zdecydujcie sie w koncu, bo jedna osoba mowi mi, zebym zalozyl biznes internetowy; inna, zebym poszedl sie leczyc, a trzecia, zebym zapisal sie na kurs tanca. A niektorzy z was obrazaja moja skromna, bo skromna, ale jednak inteligencje, myslac, ze rozwiazanie wszelkich moich problemow moze byc takie proste; ze niby wystarczy paru znajomych. Ja nie jestem wielce skomplikowany, ale i nie taki prosty, by nagle jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki odmienic poprzez zapoznanie sie z ludzmi. Jak juz mowilem: na moj brak sensu egzystancji sklada sie kilka warstw; samotnosc jest tylko jedna z wielu. A poza tym nie wystarcza mi sami znajomi. Jeszcze w zeszlym roku bylem z grupka znajomych na sylwestrze w gorach i niby bylo fajnie, niby okej, a jednak dla mnie to byl fatalny wyjazd. Zle sie czulem wsrod tych ludzi, czulem sie uwieziony w pewnym schemacie; obrazie mnie samego, do ktorego wszyscy przywykli. I ktos powie: to badz soba ! Ale nie moglem i nie moge.

Caly czas mam wrazenie, ze sie wyniszczam w srodku; czuje sie taki zdezelowany, ze mam nieodparte przeczucie, ze z czasem bede tylko smutnym cholerykiem, przeklinajacym na wszystko, bo wszystko przypomina o tym, czego sie nie mialo. Coraz czesciej widze, ze sie unosze gniewem, stosuje liczny sarkazm, zaczynam drwic i obnazac cudza glupote, co prowadzi tylko do zuchwalstwa poczucia wyzszosci, a kiedys bylem strasznie samokrytyczny wobec siebie, a innych uznawalem za lepszych... Za 10 lat zapewne stalbym sie typowym gnusnym i zgorzchnialym samotnikiem, ktoremu przeszkadza slonce za oknem i wrzask dzieci bawiacych sie na dworze, bo przywoluje pamiec, ktora tylko rozjatrza niezagojone rany.
Dzis rano bylem w pracy; znow ten dolujacy widok ludzi o poranku, tloczacych sie w autobusie, z wyrazem oczu, jakby jechali na skazanie. Podobnie, jak u jazzowe, ja tez sie zastanawiam, jak oni moga tak codziennie wstawac o czwartej i jechac do jakiejkolwiek smutnej pracy, jaka pelnia. Co ich sciaga z lozka kazdego dnia, ze nie sa zmeczeni tym jeszcze ? Przeciez maja swiadomosc, ze to samo ich czeka przez nastepne dlugie lata, wiec co jest ich motywacja ? Chyba jedyna obrona przed tym swiatem jest po prostu absolutny zanik mysli. Gdyby ta ich praca jeszcze cos znaczyla, gdyby mogli sie podbudowywac, ze ktos to doceni, ze ich wysilek przyczyni sie dla dobra ludzi... Ale ich praca, tak samo, jak moja praca jest tylko trybem maszyny, ktora mozna wymienic w kazdej chwili. Cholera, przeciez po tych ludziach wkrotce nic nie zostanie; zadna spuscizna, zadne slowa, nawet pamiec szybko przeminie. A po mnie tym bardziej, bo rodzicom zostalo jakies 30 lat zycia, jak dobrze pojdzie, a gdy oni umra, to juz nikt nie wspomni mnie. Dlatego jedyna pocieszajaca mysla, jaka mnie ostatnio naszla, jest pewien plan co do wykorzystania ostatnich swoich dni przed smiercia.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

przez jazzowe 26 kwi 2010, 17:57
Onegdaj -->

Wiekszosc ludzi pozbawiona jest wiekszej wrazliwosci. Podchodzi do zycia BEZMYSLNIE. I wlasnie im zazdroscimy :D
Mnie ostatnio dreczy tez inna mysl. Jakis czas temu zmarla moja babcia, z ktora jako najmlodszy wnuk mialem najblizszy kontakt.
Od Jej smierci, patrze na mame i zdaje sobie sprawe ze ... o Fuck... Ona jest nastepna a po Niej juz tylko ja.
I znowu... gdzie tu sens? Skoro i tak mamy umrzec, na cholere nam budowac cokolwiek? Zdobywac majatki?

O co tu chodzi???
A moze to wlansie pytanie powinnismy sobie czesciej zadawac? I dochodzic do odpowiedzi ze chodzi o drugiego czlowieka...
Smuci mnie osobiscie fakt, ze nie potrafie przez te wszystkie "ciezkie" mysli o egzystencji, cieszyc sie dniem codziennym. Ze nie czuje juz smaku lodow waniliowych, ze pory roku uciekaja mi niezauwazone, ze na sile wymyslam sobie jakis plan na zycie bo nie mam odwagi go sobie odebrac. A przeciez chcialby sie niekiedy...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
14 kwi 2010, 23:53

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 26 kwi 2010, 18:11
jazzowe napisał(a):Onegdaj -->

Wiekszosc ludzi pozbawiona jest wiekszej wrazliwosci. Podchodzi do zycia BEZMYSLNIE. I wlasnie im zazdroscimy :D
Mnie ostatnio dreczy tez inna mysl. Jakis czas temu zmarla moja babcia, z ktora jako najmlodszy wnuk mialem najblizszy kontakt.
Od Jej smierci, patrze na mame i zdaje sobie sprawe ze ... o Fuck... Ona jest nastepna a po Niej juz tylko ja.
I znowu... gdzie tu sens? Skoro i tak mamy umrzec, na cholere nam budowac cokolwiek? Zdobywac majatki?

O co tu chodzi???
A moze to wlansie pytanie powinnismy sobie czesciej zadawac? I dochodzic do odpowiedzi ze chodzi o drugiego czlowieka...
Smuci mnie osobiscie fakt, ze nie potrafie przez te wszystkie "ciezkie" mysli o egzystencji, cieszyc sie dniem codziennym. Ze nie czuje juz smaku lodow waniliowych, ze pory roku uciekaja mi niezauwazone, ze na sile wymyslam sobie jakis plan na zycie bo nie mam odwagi go sobie odebrac. A przeciez chcialby sie niekiedy...


Wiesz, czytajac pewna ksiazke naszla mnie inna dolujaca mysl. Bo dzis z pewna litoscia spogladamy na naszych przodkow - tych dawnych i niedawnych, ktorych okres zycia przypadl na odlegle nam wieki. Widzimy dzis ile ich ominelo; tyle rozwiklanych tajemnic, tyle odkryc... Bo co ma powiedziec o zyciu taki prehistoryczny czlowiek, ktorego jedyna chluba bylo wynalezienie ognia ? On nic o swiecie nie dowiedzial sie, ani nie odkryl zadnego sensu, bo nawet nie byl w stanie sobie zadac takiego pytania. Ale i nas to czeka. My tez odejdziemy i nastepne pokolenia beda z wyrzutem na nas patrzyc, jako tych, ktorych ominely wielkie wydarzenia, wielkie odkrycia; byc moze ktos bedzie w stanie nawet udowodnic, albo zaprzeczyc istnienie Boga lub skonstruowac wehikul czasu, moze nawet ktos odkryje idealny system, w ktorym nie bedzie miejsca na wojny, glod i bedzie jak w piosence "Imagine" Lennona. A byc moze tez ktos wynajdzie lekarstwo na raka... Moze odnajdziemy jedna i jedyna przyczyne naszej egzystencji. I to wszystko nas ominie. Jest w tym jakas losowa niesprawiedliwosc, ze nasze zycie jest taka sztafeta pokolen, w ktorej nikt nie zna ostatecznego rozstrzygniecia... A moze ktos doczeka finalu wszystkiego, kiedy poznamy odpowiedzi na kazde pytanie ? Ale zapewne dostapia tego tylko ci, ktorzy znalezli sie na ostatniej zmienie tej sztafety i to jest niesprawiedliwe.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

przez al_bundy123 26 kwi 2010, 18:35
jazzowe napisał(a):Onegdaj -->

Wiekszosc ludzi pozbawiona jest wiekszej wrazliwosci. Podchodzi do zycia BEZMYSLNIE. I wlasnie im zazdroscimy :D

Mam pytanie skąd wysnuwasz takie wnioski i dlaczego utożsamiasz brak problemów nazwijmy to psychicznych z bezmyślnością tudzież brakiem wrażliwości ??
Pozdrawiam
G
al_bundy123
Offline

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez marcja 26 kwi 2010, 19:19
jazzowe napisał(a):Wiola 173 ->

Priorytetem dla wiekszosci ludzi jest rodzina. Heteryk ma naturalna szanse na jej stworzenie. Sila rzeczy, staje sie ona sensem jego zycia.


Eee tam...;) Mam prawie tyle samo lat, co Ty (jutro 25-prosze zyczyc mi wszystkiego najlepszego!:D) i ani mi, ani kolezankom nie spieszno do zakladania rodziny,mimo, ze czesc ma swoich partnerow. Wyjazdy,wycieczki w znane i nieznane, spotkania, rozmowy,czasem imprezy,to cos co nas cieszy:) Jak widac wszystko jest kwestia podejscia:)

[Dodane po edycji:]

" Wiec ja bym osobiscie sie bal zwierzac komus, kto ma problemy ze soba. Wpierw powinno sie chyba zadbac o siebie, a potem o innych. Bo dajmy na to taka sytuacje, w ktorej serce psychologa zlamane zostalo przez milosc jej zycia. Wiec czy taka kobieta jest dobra osoba do pomagania do dojsciu do siebie innej kobiecie, ktora rowniez zmaga sie z zranionym uczuciem ?"

Jak uwazasz, ja bym sie tam nie bala:) Tym bardziej,ze i tak bym sie nie dowiedzila o chorobie psychologa. Kazdy-czy to psycholog,czy nie psycholog ma swoje problemy.Wedle Twojego myslenia,wobec tego nikt nie powinien byc psychologiem.



Wrazliwosc tez nie jest zadna przeszkoda-nie jestes jedynym wrazliwym mezczyzna na swiecie:)


Ale chyba jedynym w moim wieku, ktory nie ma nic pozytywnego oprocz wrazliwosci ;)

Ja tam widze u Ciebie wiecej pozytywow:)

Mowisz,ze nie mzona zyc,nie myslac o przyszlosci. Ja wlasnie staram sie nie myslec o przyszlosci. Co ma byc to bedzie!Moze bedzie zle a moze los zgotowal dla mnie jakas niespodzianke,kto wie?:)

"Ludzie, zdecydujcie sie w koncu, bo jedna osoba mowi mi, zebym zalozyl biznes internetowy; inna, zebym poszedl sie leczyc, a trzecia, zebym zapisal sie na kurs tanca.
A niektorzy z was obrazaja moja skromna, bo skromna, ale jednak inteligencje, myslac, ze rozwiazanie wszelkich moich problemow moze byc takie proste; ze niby wystarczy paru znajomych. Ja nie jestem wielce skomplikowany, ale i nie taki prosty, by nagle jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki odmienic poprzez zapoznanie sie z ludzmi. Jak juz mowilem: na moj brak sensu egzystancji sklada sie kilka warstw; samotnosc jest tylko jedna z wielu. A poza tym nie wystarcza mi sami znajomi. Jeszcze w zeszlym roku bylem z grupka znajomych na sylwestrze w gorach i niby bylo fajnie, niby okej, a jednak dla mnie to byl fatalny wyjazd. Zle sie czulem wsrod tych ludzi, czulem sie uwieziony w pewnym schemacie; obrazie mnie samego, do ktorego wszyscy przywykli. I ktos powie: to badz soba ! Ale nie moglem i nie moge.

Yhy,czyli juz wiemy-znajomi nie daja Ci szczescia na tym etapie,zapisanie sie na jakis kurs tez nie wchodzi w gre. Nadal jednak nie wyprobowales farmakologi!:)Dlaczego by nie sprobowac?:) Jak zupelnie nie podziala,no to trudno,nic nie stracisz. Ale mozesz duzo zyskac!:)


"Dzis rano bylem w pracy; znow ten dolujacy widok ludzi o poranku, tloczacych sie w autobusie, z wyrazem oczu, jakby jechali na skazanie. Podobnie, jak u jazzowe, ja tez sie zastanawiam, jak oni moga tak codziennie wstawac o czwartej i jechac do jakiejkolwiek smutnej pracy, jaka pelnia. Co ich sciaga z lozka kazdego dnia, ze nie sa zmeczeni tym jeszcze ? "

A kto nie ma takich mysli,jak Ty? Czlowieku,co dzien mysle sobie: "K....,znowu do pracy,ale koszmar!"Znajomi wysylaja mi rano rozpaczliwe smsy w rodzaju: "Co dzien mam nadzieje,ze dojde do pracy i zobacze,jak ona plonie i bede miec dzien wolnego.Ale nic z tego!":D No ale coz,po pracy mozna sobie "pozyc" dzieki pensji z tejze pracy:)

"Dlatego jedyna pocieszajaca mysla, jaka mnie ostatnio naszla, jest pewien plan co do wykorzystania ostatnich swoich dni przed smiercia."

Nie no... zaraz zaraz...To jakis skandal!;) Zdobyles nasza sympatie i zamierzasz sie zawijac? Tak byc nie moze! :nono: :)

[Dodane po edycji:]

"Moze odnajdziemy jedna i jedyna przyczyne naszej egzystencji. I to wszystko nas ominie. Jest w tym jakas losowa niesprawiedliwosc, ze nasze zycie jest taka sztafeta pokolen, w ktorej nikt nie zna ostatecznego rozstrzygniecia... A moze ktos doczeka finalu wszystkiego, kiedy poznamy odpowiedzi na kazde pytanie ? Ale zapewne dostapia tego tylko ci, ktorzy znalezli sie na ostatniej zmienie tej sztafety i to jest niesprawiedliwe."

Niebawem 2012, wiec moze objawi sie nam prawda:) Wytrzymales tyle w takim stanie,to wytrzymasz jeszcze te pare lat. Swoja droga,jak mozna mowic o sobie,ze jest sie slabym,skoro tyle lat przezylo sie tak,nie ukrywajmy, cierpiac?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do