Brak sensu zycia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Brak sensu zycia

przez onegdaj 20 kwi 2010, 19:21
Swiat jest mi obcy. To jest umiem dostrzegac jego walory i cieszy mnie oko, gdy widze uroki tego swiata; zycie ludzi szczesliwych, zyjacych w harmonii z pieknem przyrody. Ale to mnie tylko doluje, bo wiem, ze to szczescie jest dla mnie niedostepne. Wielu psychologow powiedzialoby, ze to depresja; ze napompuja mi umysl jakimis utartymi sloganami; zatruja go także pigulami i zycie znow nabierze barw. Ale to nie o to chodzi. Bo co wtedy będzie ? Będę wtedy sztucznym tworem, który stracil samoswiadomosc i naturalnosc myslenia. Tacy ludzie będą mi kazac zyc, bo tak sa nauczeni mowic; bo zyc trzeba. Ale dlaczego trzeba ? Czy zycie czlowieka, który stracil sens ma jakas racje bytu ? Po co go trzymac na sile tutaj, skoro w caloksztalcie ludzkosci, zycie pojedynczego czlowieka, to tylko ulamek sekundy ? Po co trzymac kogos na sile, żeby dozyl w cierpieniach tego, co może nastapic szybciej ? Czy trzeba koniecznie zyc dla zasady, by po prostu zyc ? Gdzie tu sens, gdzie tu logika ? Ci o landrynkowym podejsciu do zycia; ci. Którzy nie brudza glowy glebszymi myslami, czym jest nasze zycie, czym jest ten swiat, w którym zyjemy; powiedza, ze warto zyc, bo rano wstaje nowa nadzieja, ze wszystko może się zmienic, ze trzeba wierzyc w marzenia, ze cale zycie przed toba i takie pierdoly. Czasem chodzac ulica, obserwuje ludzi; typowego menela, ktory zasnal na przystanku i zastanawiam sie, po co w ogole zyje taki czlowiek ? Przeciez on zyje tylko, by przetrwac do nastepnego dnia i nadzieja, ze moze zarobi na nastepna flaszke. I potem zastanawiam sie nad wlasnym zyciem i mysla, ze niewiele sie roznie od niego. Jedynie co mnie od niego wyroznia, to moment zycia. On byc moze bedac w moim wieku rowniez mial wieksze plany, oczekiwal sporo od zycia jak ja. Ale pewnie przyszedl dzien, kiedy swiadomosc o nieurzeczywistnieniu jego ambicji pociagnela go na dno; kiedy przstal sie starac i mysle, ze za te 20-30 lat tez bede taki. Gdy uleci ze mnie ostatnia nadzieja, uwidcznia sie przegrane ambicje, to przestane sie starac, by trzymac w jako takich ryzach moje zycie. Ja juz teraz ledwie znajduje sily, by rano wstac; umyc sie, ubrac... A co dopiero za 20 lat. Przeczytalem tyle ksiazek; tyle filmow obejrzalem, ze sam sobie napompowalem ten balon pelen marzen i nadziei i teraz trudno jest mi sie zadowolic nawet ta przecietnoscia; czyli wygodna posadka za 2000 zl, a co dopiero takim upadkiem, ktory aktualnie przerabiam; tyle, ze w poczatkowej jego fazie. Ja wiem, ze ja tu nie pasuje; ze urodzilem sie w zlym momencie i pewnie w zlym miejscu. Tutaj w tym swiecie nie moge zupelnie byc soba; wszystko, co dobre we mnie tkwi w mojej nadmiernej wrazliwosci i nie mam zadnych innych pozytywnych wlasciwosci, a dzisiaj wrazliwosc to bardziej przeszkoda, niz zaleta. Chodzac do pracy - do marnej pracy, ja caly czas sie doluje. Wciaz z bolem przyjmuje te smutne spojrzenia ludzi, ktorzy rowniez zmarnowali swoje zycia; albo tych pustych pyszalkow, ktorzy mysla, ze cos osiagneli, bo sa kierownikami i zarabiaja te 2 tys zlotych. I ja musze w stosunku do takich ludzi byc pokorny i sie sluchac; gdy codzien mam ochote wygarnac im wszystkim ich wlasna glupote. Ci wszyscy ludzie tak sie przejmuja tym, co robia; nie dostrzegajac, ze w skali ludzkosci, to nie ma zadnego znaczenia, bo bez nich zycie dalej by sie toczylo; tyle, ze ich zastapilby ktos inny. A oni traktuja ta prace, jakby cale zycie od tego zalezalo. Wkurza i doluje mnie nawet to, co jest ponad tym, czyli ten kult pieniadza; te wszechobecne reklamy, ktore najchetnie wsadziliby nam do tylka, gdyby mogli; wszechogarniajaca paranoja, ze trzeba odniesc sukces; wkolo przemijajace sie slowo "biznes". To jest takie mi obce, ze czuje sie wyrwany z innej epoki, a musze tu istniec i dostosowywac sie. Kiedys jeszcze umialem przyozdobywac sie w rozne maski i udawac osobe rownie skretyniala, co reszta; kiedy udawalem, ze nawet imprezy lubie, ale w pewnym momencie cos we mnie peklo i odsunalem sie od wszystkich wsrod ktorych nie umialem byc soba. A dzis poniekad place za to kare, bo czuje sie samotny. Tak mi mijaja dni, gdzie rzadko kiedy mam okazje do dluzszej wymiany zdan z kimkolwiek. Nie mowiac oczywiscie o milosci, czy raczej jej braku, co tez mi doskwiera coraz bardziej. Ja nie mialbym jakichs wiekszych problemow ze znalezieniem sobie kogos, ale ja nie umie byc z kimkolwiek. Wlepilem sobie do glowy, ze albo bede z kims, z kim istnialoby jakies pokrewienstwo duszy, albo nie ma sensu cokolwiek zaczynac. Poza tym mam takie wymagania, ze sama wrazliwoscia u dziewczyny nie umiem sie zadowolic, bo to moja wada; choc sam nie lubie jak ludzi sie ocenia po wygladzie, to jednak sam pragne miec dziewczyne o subtelnym pieknie. Wiec poniekad jestem hipokryta. Ech, codzien do tego znosze te upokarzajace spojrzenia matki i jej wzdychanie, ktore mowi mi bardziej dosadnie niz jakiekolwiek slowa, ze sie mnie wstydzi, bo mysli, ze juz przegralem zycie. I w sumie ma racje. Liczyla, ze ukoncze studia i w tym celu mi bardzo pomogla finansowo, a ja zawiodlem ja. Dzis nie uwazam porzucenie studiow za blad, ale bledem bylo samo tam pojscie. Nie wiedzialem jeszcze wtedy czego szukam, wiec trafilem tam, by dac sobie czas do namyslu. Nie myslalem jeszcze, ze to, czego szukam nie ma zwiazku ze szkola. Mam duze wymagania co do zycia. Gdy patrze na typowe szczesliwe zycie przecietnego czlowieka - jego sen o samospelnieniu, to tez mi sie to wydaje malo zadowalajace. Nie widzi mi sie zycie, w ktorym trzeba ciagle harowac, by potem dostac skrawek zludnego szczescia. Chcialbym czegos wiecej. Marzylo mi sie zostac pisarzem, bo lubie pisac opowiadania i zyc tak, by to nie czas mnie kontrolowal, a zebym ja panowal nad moim czasem. Ale to wszystko nierealistyczne jest, a nawet jesli, to tez watpie, by mnie uszczesliwilo. Bo po prostu nie umiem byc szczesliwym. Znam siebie na wylot i nie potrzebuje psychologa, by mi uswiadomil cokolwiek i czasem mysle, ze moje zycie to tylko walka o przetrwanie; byle tylko dotrwac do jutra, a potem poki jeszcze slonce swieci, cieszyc sie chwila, bo gdy noc zajdzie, to znow dopada mnie uczucie, ze zmarnowalem kolejny dzien. Ta cala gorycz zbiera sie we mnie kazdego wieczoru i zatruwa mi serce. Nie pociagne tak dlugo, dlatego nie ukrywam, ze powaznie mysle o smierci.

Pisze to bardziej, by sie wyzalic, niz zeby otrzymac jakas pomoc od Was. Byc moze nawet ten temat nie wprowadza nic nowego albo zostal zalozony w zlym miejscu - a zatem z gory przepraszam i prosze o zamkniecie tematu. Wiem, ze to jest forum psychologiczne, a wiec bedziecie chcieli mnie zmotywowac do udania sie do psychologa, ale wierzcie mi na slowo, ze to nie ma sensu. Jak juz wspomnialem - ja idealnie znam siebie i wiem co mi dolega. Moje poczucie o bezsensownosci zycia nie jest wynikiem chwilowej frustracji, czy niemoznosci zrealizowania wlasnych celow, a czyms gleboko i wielokrtonie przemyslanym i czyms, co ma podstawy racjonalne i obiektywne. Nie oceniajcie wiec prosze mnie tylko dlatego, ze z innej gliny was ulepiono.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

przez zbychu 20 kwi 2010, 19:39
Każdy myslący człowiek ma świadomość absurdalności tego świata,prowizoryczności wszelkich zabiegów ,marności wszelkiej materii ,swiadomosci ze wszystko co nas otacza włacznie z nami samymi skazane jest na nieuniknioną porażke... znam ten ból istnienia az za dobrze..wynika on po czesci z samotnosci i wrażliwosci która czesto choc nie zawsze jest jej przyczyną... bliska osoba,miłosc i swiadomosc ze Swiat nie jest w istocie w pełni poznawalny oraz fakt iz rozum nie jest jedynym (i najwazniejszym) aparatem poznawczym trzyma mnie w pionie...
Nasze ciało wie,czego potrzebuje mózg,gdyz potrafi sie on tego domagać-czasami nawet w wyjatkowo drastyczny sposob.
Offline
Posty
130
Dołączył(a)
15 kwi 2010, 13:49

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez *Monika* 20 kwi 2010, 19:39
onegdaj,

Ale skoro tutaj napisałeś.......to oprócz wylania swojego żalu napewno oczekujesz jakiejś rozmowy.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 20 kwi 2010, 19:55
zbychu napisał(a):Każdy myslący człowiek ma świadomość absurdalności tego świata,prowizoryczności wszelkich zabiegów ,marności wszelkiej materii ,swiadomosci ze wszystko co nas otacza włacznie z nami samymi skazane jest na nieuniknioną porażke... znam ten ból istnienia az za dobrze..wynika on po czesci z samotnosci i wrażliwosci która czesto choc nie zawsze jest jej przyczyną... bliska osoba,miłosc i swiadomosc ze Swiat nie jest w istocie w pełni poznawalny oraz fakt iz rozum nie jest jedynym (i najwazniejszym) aparatem poznawczym trzyma mnie w pionie...


Racje masz. Ja generalnie sam nie lubie takiego niby to realistycznego, acz w glebi pesymistycznego podejscia do zycia, bo umiem docenic zycie; wiem, ze gdyby cos inaczej sie potoczylo; ze gdybym byl troche inny, to umialbym sie cieszyc tym, co mam, ale niestety wiem za wiele i wybiegajac myslami w przyszlosc nie widze podstaw do bycia szczesliwym. A zyc dla samej zasady, by zyc cos mi sie nie widzi. Wiem jedno: ze na pewno nie dozyje starosci w tym stanie.

Monika, byc moze tak. W koncu nie bez powodu wybralem forum psychologiczne. Jak juz mowilem: ja w ogole nie mam z kim porozmawiac o glupotach, a co dopiero takich powaznych sprawach, wiec nawet jesli to do niczego nie prowadzi, to i tak milo mi bedzie z kims pogadac o tym, bo tlumienie wszystkiego w sobie nie idzie mi dobrze.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez uspiony 20 kwi 2010, 20:12
Najgorsze jest to, że jeżeli masz już kogoś do porozmawiania i próbujesz poruszać jakieś nietuzinkowe tematy, to zadajesz sobie pytanie...czy nie wyjdę na pomyleńca, dziwaka? Ten świat jest tak mało wrażliwy (lub w ogóle), że te pytanie ma sens.
Coś straciłem. Nie jestem do końca pewien co... ale wiem, że nie zawsze czułem się taki... uśpiony. Ale wiecie co? Nigdy nie jest za późno, żeby to odzyskać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
232
Dołączył(a)
02 sty 2010, 18:16

Re: Brak sensu zycia

przez eqqq 20 kwi 2010, 23:27
Musisz jeszcze onegdaj prawdziwie pocierpieć, wtedy zrozumiesz sens życia
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 00:26

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 21 kwi 2010, 00:01
uspiony napisał(a):Najgorsze jest to, że jeżeli masz już kogoś do porozmawiania i próbujesz poruszać jakieś nietuzinkowe tematy, to zadajesz sobie pytanie...czy nie wyjdę na pomyleńca, dziwaka? Ten świat jest tak mało wrażliwy (lub w ogóle), że te pytanie ma sens.


Wiem i dlatego ja mam zawsze taka wewnetrzna blokade przed zwierzaniem sie, bo wiem, ze nie ma takiej osoby, ktora by to zrozumiala, i ktora w ogole zyczylaby sobie takich zwierzen. Kazdy powtarza, ze mozesz na mnie liczyc, ale to tylko tak na pokaz, bo nikomu nie jest na reke wziecie odpowiedzialnosci za czyjes problemy.

Musisz jeszcze onegdaj prawdziwie pocierpieć, wtedy zrozumiesz sens życia


Wiesz, gdybym ja mial sie otworzyc tutaj i opisac moje prawdziwe problemy; czyli cos, co lezy glebiej pod tym brakiem sensu zycia, to bym musial napisac conajmniej trzy razy tyle, co tu napisalem. Historia moich ostatnich dziesieciu lat jest nieciekawa - wierz mi na slowo. Ale nie bede o tym rozmawial, bo nie o to mi chodzi. Prawda jest taka, ze ja sie nie przejmuje tym jak do tej pory los mnie potraktowal; umiem miec dystans do swoich spraw i nie lamie sie jakimis napotkanymi przeszkodami. Zlamac mnie moze tylko to, co jest przede mna. A przed soba nic nie widze i to mnie tylko dobija. Inna sprawa, ze kazda osoba na moim miejscu juz teraz by nie zyla; gdybys znal moja przeszlosc tez bys zaczal z szacunkiem do mnie podchodzic. Ale pewnie - latwiej z gory zalozyc, ze mnie w tylku sie poprzewracalo od dobrobytu, bo tak z reguly sie mysli o ludziach, ktorzy stracili sens zycia.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

przez eqqq 21 kwi 2010, 02:32
Staram się zrozumiec Twoje frustracje. Każdego życie doświadcza i dla każdego jego problem jest największy i najważniejszy. To czy każda osoba będąca na Twoim miejscu już by nie żyła to Twoje subiektywne odczucie. Tak czy owak życze powodzenia
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 00:26

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 21 kwi 2010, 04:33
eqqq napisał(a):Staram się zrozumiec Twoje frustracje. Każdego życie doświadcza i dla każdego jego problem jest największy i najważniejszy. To czy każda osoba będąca na Twoim miejscu już by nie żyła to Twoje subiektywne odczucie. Tak czy owak życze powodzenia


Cierpienie, cierpieniu nie rowne jest. Można stosowac rozne hierarchnie bolu, ale i tak to nie istotne, bo każdy ma swoja wlasna tolerancje. Dla mnie bolem jest moje ponizenie; to, ze samym moim zyciem, sam sobie odbieram godnosc i szacunek do siebie. I to jest dla mnie upokorzenie, bo nie mam moznosci, by urzeczywistnic swoich pragnien; baa, nawet nie umiem dorownac przecietnosci. I moje frustracje wlasnie takie sa: chciałbym duzo, nie mogę nic, bo ograniczaja mnie ramy mojego wlasnego zycia. Byc moze jestem zarozumialy i glupio ubzduralem sobie, ze zycie moze mi dac tyle, co mi obiecaly marzenia, ale jednak nie potrafie wyzbyc sie uczucia pustki i absolutnego braku sensu, a bez tego ani rusz do przodu z zyciem.
Zmieniajac sens rozwazan Iwana Karamazowa z dziela Dostojewskiego; mowie, ze pragne teraz tylko zwrocic bilet wejsciowy Bogu. Dal mi go w swej lasce i zapytal o recenzje pod koniec. Lecz ja nie wytrzymalem do konca seansu – ze tak powiem w duchu tej metafory. Seans mi się nie podoba, bo już w polowie widze, ze to strata czasu. Nie lubie robic nic na sile – jeśli film mi się nie podoba, to wylaczam go; jeśli ksiazka mnie nie zaciekawi, to tez odkladam ja. I tak jest z zyciem, które mnie nie cieszy, a wizja zycia bez szczescia w srodku jest bezsensowna. Zreszta nie tylko ja tak mam; przegladajac wiele for internetowych, czy komentarzy pod artykulami, sam zauwazam, ze istnieje masa ludzi, którzy urodzili się i od samego poczatku sa na tyle ciekawi, ze zadaja pytania o sens. To jest typowo ludzkie. Zartuje się, ze tym czlowiek rozni się od naszych przodkow, neandertalczykow, ze nie tylko jest swiadom swego istnienia, ale i jest w stanie zadac pytanie dlaczego istnieje. Ja wciąż zadaje sobie takie filozoficzne pytania, robie tez bilans wlasnego dotychczasowego zycia i na chlodno oceniam widoki na przyszlosci i rachunek wciąż mi się nie zgadza. Caly czas bilans jest ujemny. Jak widac mój problem jest dosc oryginalny, bo dla wiekszosci, którzy krzycza, ze nie widza swiatla w tunelu, w gruncie rzeczy zadowali napotkana milosc, nowy kolega, nowa praca, nowa nadzieja. U mnie, żeby cos w moim mysleniu choc odrobine drgnelo, musialby caly mój swiat się zatrzasnac. Choc w gruncie rzeczy musialbym się po prostu od nowa urodzic; w innym miejscu i w innym czasie i od nowa umeblowac moje zycie, bo tutaj – mowiac kolokwialnie – mam już pozamiatane.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

przez eqqq 21 kwi 2010, 15:37
Wydaje mi się, że zbyt głęboko obcujesz ze swoimi myślami ufając im bezgranicznie( możliwe, że dzieje się tak zważywszy na doskwierającą Tobie samotnośc, brak miłości, bratniej duszy, która nadałaby sens Twojemu życiu lub skłonnośc do poczucia wszechwiedzy) Niepotrzebnie wyprzedzasz fakty widząc przyszłośc w odcieniach szarości. Dlaczego używasz mechanizmu projekcji utożsamiając się z menelem?
Oczekujesz zbyt wiele, może spróbuj trochę obniżyc poprzeczkę i docenic to co masz, zaakceptowac siebie i tolerowac rzeczywistośc, a jeśli nie to zwróc bilet Stwórcy ( jeśli takowy istnieje) tylko nie wiem czy przyjmuje reklamacje. Na pewno zastanawiałeś się co będzie potem, nie przerażają Cie myśli o nicości, niebycie? Jaką masz pewnosc, że tam będzie lepiej? Póki co tutaj masz możliwośc kontroli, podejmowania decyzji, wpływu na to co Cie otacza, tworzenia i pomimo tego, że czujesz się w tym momencie swojego życia bezsilny, przeżywając dramat niespełnienia nie znaczy to, że zawsze tak będzie.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 00:26

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 21 kwi 2010, 17:58
eqqq napisał(a):Wydaje mi się, że zbyt głęboko obcujesz ze swoimi myślami ufając im bezgranicznie( możliwe, że dzieje się tak zważywszy na doskwierającą Tobie samotnośc, brak miłości, bratniej duszy, która nadałaby sens Twojemu życiu lub skłonnośc do poczucia wszechwiedzy) Niepotrzebnie wyprzedzasz fakty widząc przyszłośc w odcieniach szarości. Dlaczego używasz mechanizmu projekcji utożsamiając się z menelem?
Oczekujesz zbyt wiele, może spróbuj trochę obniżyc poprzeczkę i docenic to co masz, zaakceptowac siebie i tolerowac rzeczywistośc, a jeśli nie to zwróc bilet Stwórcy ( jeśli takowy istnieje) tylko nie wiem czy przyjmuje reklamacje. Na pewno zastanawiałeś się co będzie potem, nie przerażają Cie myśli o nicości, niebycie? Jaką masz pewnosc, że tam będzie lepiej? Póki co tutaj masz możliwośc kontroli, podejmowania decyzji, wpływu na to co Cie otacza, tworzenia i pomimo tego, że czujesz się w tym momencie swojego życia bezsilny, przeżywając dramat niespełnienia nie znaczy to, że zawsze tak będzie.


Ale ja juz robilem to, co mi radzisz, to znaczy czekalem juz, dawalem sobie czas. I tak to ciagne od ilus lat i wciaz dochodza mi kolejne problemy. O ile kiedys szkola zajmowala troche moje mysli, to teraz nie mam nic, co mogloby nakierowac mnie na inny tor myslenia. Czuje sie juz po prostu zmeczony, kompletnie wypruty z checi zycia; zycie jest mi teraz bardziej jak kula u nogi, niz jakis dar. A wiem, ze zycie powinno sie traktowac jako ogromna szanse od Boga i chcialbym tak, bo wiem, ze zycie moze byc wspaniale i tym bardziej jestem wsciekly, ze nie moge sie tym cieszyc. Bo tak, jak mowisz: ja widze w tej chwili same szare barwy. Za oknem szary budynek, w pracy szare twarze, noca smutek i przygnebienie w poczuciu kolejnego zmarnowanego dnia... Dookola dawni znajomi, niby to glupsi, ale jakos wiedzie im sie lepiej, bo albo koncza studia, albo maja wygodna posadke, albo sa zawodowymi fotografami, albo odnosza sukcesy w zyciu prywatnym. W kazdym badz razie maja powody do szczescia, a ja nic nie mam. Kiedys w jakiejs ksiazce znalazlem slowa mowiace, ze warunkiem szczescia jest regularne wymienianie wspomnien na coraz to nowsze. A ja ostatnie szczesliwe wspomnienie mam z okresu, kiedy mialem z 10 lat. Gdybym po drodze znalazl choc jeden znak, jedna namiastke nadziei, ze Bog sie nie pomylil zsylajac mnie na ziemie akurat w tym czasie i w tym miejscu, to moze, by mi to starczylo na jakis czas, ale tak to nie mam nic. Wciaz ide przez zycie z pustymi rekami, kierujac sie slepa wiara, ze "jakos to bedzie". Ale w koncu musi przyjsc dzien, kiedy poklady wiary sie skoncza.

Czemu utozsamiam sie z menelem ? A nie wiem, tak mi sie skojarzaylo. W sumie jest to mozliwe, bo kazdy bedac mlodym oczekiwal chyba czegos od zycia. A jednak skads ci menele i bezdomni sie biora i tak. Problemem moim jest brak zaradnosci zyciowej, wiec mysle, ze jest duzo prawdopodobne, ze przy moim zanikajacym zapale do pracy, za jakis czas bede prosil meneli o zrobienie mi miejsca na przystanku.

Czy przerazaja mnie mysli o nicosci ? Jezeli tyle tego jest po smierci, to coz, i tak kazdy sie z tym spotka. Ja nad tym sie zastanawialem, troche poczytalem no i to nie jest cos pewnego, ale mam przeczucie, ze zycie to jest taka wedrowka dusz. Nie wiem na jakiej zasadzie to dziala, ale mysle, ze reinkarnacja istnieje. A jesli nie, jesli trafie do piekla, no to trudno. Chociaz zagram z Bogiem w otwarte karty i zobacze co on ma.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Re: Brak sensu zycia

przez zbychu 21 kwi 2010, 18:10
Być może kryteria Boskiej sprawiedliwości i sensu sa odmienne od naszych -ludzkich...zatem nie zbadane są wyroki Boskie co znaczy ni mniej ni wiecej jak to ze nie zawsze to co uznajemy dla siebie samych za dobre jest takim w rzeczywistości.
Nasze ciało wie,czego potrzebuje mózg,gdyz potrafi sie on tego domagać-czasami nawet w wyjatkowo drastyczny sposob.
Offline
Posty
130
Dołączył(a)
15 kwi 2010, 13:49

Re: Brak sensu zycia

Avatar użytkownika
przez *Monika* 21 kwi 2010, 18:12
onegdaj,

Wiesz.....ja Ci powiem tylko tyle. Napewno jesteś wrażliwym człowiekiem........widac to chociażby po Twoich stylach wypowiedzi i i ich głębi. Warto byłoby się zastanowić jaki mechanizm tkwi w Twoim toku myślenia, zachowania, jaki wzorzec możesz nawet nieświadomie stosować,że wywiera on wpływ na to,ze czujesz sie aż tak bardzo dotknięty.
Nie chcę się licytować kto więcej wyciepiał od Ciebie. Tu nie o to chodzi.
Chodzi o to,żeby sobie radzic w każdej sytuacji trudnej, stressowej.
Popatrz...jeśli człowiek żyje w ciagłym przeświadczeniu,że nic mu się nie udaje,że życie pisze inne scenariusze niż by chciał, nie stawia porażek na piedestale,zeby wyciągać z nich wnioski i budować na nich inne, nowe spojrzenie......wszystko zaczyna się nawarstwiać.
Na jeden nierozwiazany problem zaczyna nachodzić drugi, potem trzeci. I tak w nieskończoność. To wszystko zniechęca człowieka, dodatkowo zaczyna widzieć świat jak w krzywym zwierciadle, nie podejmuje kolejnych prób, uruchamia się u niego kolejny mechanizm unikania rozwiazywania problemów..... i potem jak napotka naprawdę duży problem w swoim mniemaniu zaczyna się jeszcze bardziej wycofywać, zamykać w swoim swiecie. Tu juz powstaje błędne koło. Niech jeszcze po drodze stanie sie jakaś tragedia, utrata pracy, dziecka, żony, dziewczyny......

Piszesz,że niewiadomo co musiałby się stać, zebyś zaczął inaczej postrzegać życie,że innym może pomóc dziewczyna, praca itp.........
Słuchaj...od czegoś trzeba zacząć.
Masz zamiar tkwic w miejscu? Nie wierzę w to....nie napisałbyś tutaj.

Myśle też,że tak naprawdę to kochasz życie, tylko,ze nie masz w chwili obecnej na nie pomysłu. Mówi się o celu życiowym. Jeśli masz problem z zadowoleniem sie nawet jakąś ksiązką...to tak naprawdę cały czas szukasz. Robisz to nieświadomie, ale szukasz. Potrafię to zrozumieć. Ale nie powinieneś czekać z założonymi rękami. Samo z siebie nic nie przyjdzie.
Glupi przykład z cwiczeniem .......wiadomo,ze czlowiek nie lubi przymusu. Założy sobie ,że będzie codziennie ćwiczył,żeby dla zdrowotności polepszyć kondycję. Ma to w zamiarach, ale jego ego nie pozwala mu cwiczyć, podpowiada mu,ze to bez sensu,że po co itp. Masz wybór........mozesz przełamać się,żeby cwiczyć regularnie, ale możesz też wybrać sen , albo nic nie robienie i ciągle zamartwianie się nad tym, jakie to życie jest bezsensowne.
NIe wiem co Ci doradzić.
Najchętniej to wysłałabym Cię na terapię...ale pewnie nie jesteś do niej przekonany z różnych powodów. Czasami trzeba schować ambicję do kieszeni, pozwolić pomóc swojej osobie.


Napisz proszę ile masz lat. Czym się zajmujesz na codzień. O marzenia nie zapytam bo pewnie nie jesteś ich pewien, albo powiesz,że ich nie masz.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Brak sensu zycia

przez onegdaj 21 kwi 2010, 18:40
Monika1974,

Trzeba sobie radzic, mowisz. Ja juz probowalem i wciaz i wciaz... Mam dosc zycia jako pole bitwy, gdzie wciaz trzeba walczyc o przetrwanie. A widocznie nie mam charakteru, by byc twardszym i wiecznie zakasac rekawy. Juz taki jestem - z jednej strony mam w sobie duzo ambicji i uporu, by nie zadowalac sie byle czym, a z drugiej strony jestem swiadom, ze sam nigdy siebie nie zadowole. Coraz bardziej czuje sie bezradny, patrzac jak zycie przechodzi obok mnie bez mojego udzialu.

Co do ksiazek, to akurat z nimi nie mam problemu, bo mam swoich ulubionych autorow i zawsze znajdzie sie jakas pozycja, ktorej nie przerobilem. Cwiczenia - to tez przerabialem. Przez niespelna rok chodzilem na silownie i nie powiem, nawet to mi pomagalo. Dzis mnie stac na karnet, bo to bylo dosc droga silownia, a i poza tym, to tez bezcelowe, bo to tylko rozwiazanie dorazne - pozwala na moment skupic sie na czyms innym - jest to jakby ibuprom, ktory na moment usniezy bol zeba, ale na dluzsza mete wiadomo, ze bez dentysy sie nie obedzie.

Do psychologa nie pojde. Oni sa przygotowani na schematyczny objaw depresji, czy innych dolegliwosci psychicznych, a ja wbrew pozorom nie mam depresji. Depresja wystepuje na tle emocjonalnym. Moje przemyslenia sa z kolei wynikiem chlodnego podejscia do sprawy, odrzucajac emocje i wlasne frustracje na bok. Bo tak - ja nie lacze obecnych frustracji, czy tych z przeszlosci w mysl o braku sensu. Jedynie meczy mnie swiadomosc, ze to sie juz nie zmieni; ze przegralem najlepsze momenty mojego zycia i ponad to nic dobrego juz nie bedzie. To jest racjonalne podejscie do rzeczy, bez grama emocji. A poza tym ja znam siebie lepiej, niz ktokolwiek inny. Sam dla siebie jestem psychologiem, bo umiem byc wzgledem siebie obiektywny i samokrytyczny.

Mam 24 lata, pracuje w fabryce. Marzenie kiedys mialem, by napisac ksiazke i zostac znanym pisarzem. Ale coz: nikt nie powiedzial, ze marzenia maja sie spelnic, wrecz przeciwnie - marzenia powinny pozostac wiecznie w szufladzie pod kategoria "niespelnione".

Na koniec powiem, ze doceniam Twoje i innych staranie, ale pierwotnie nie dlatego tu napisalem. Chcialem widocznie rozmowy, bo inaczej wkolo musialbym sie meczyc z moimi myslami. Takze milo mi z wami dyskutowac, ale badzcie przygotowani, ze i tak nie zmienicie nic.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
20 kwi 2010, 18:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Frozen21 i 17 gości

Przeskocz do