Jakiś powód, żeby dalej żyć...?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Jakiś powód, żeby dalej żyć...?

przez kochamkoty 29 mar 2010, 20:59
Leczę się na depresję (zaburzenia adaptacyjne), mam 24 lata, studiuję zaocznie, nie pracuję (żyję z renty po ojcu). Mam problemy z podjęciem jakiegokolwiek działania, przez co zostałam ochrzczona przez rodzinę mianem „parszywego lenia”. Nie mam żadnych znajomych, na studiach też już z nikim nie rozmawiam (jąkam się, przez co od dzieciństwa unikam ludzi, kontaktów, rozmów). Perspektywa zbliżającej się obrony pracy licencjackiej (której nawet nie napisałam jeszcze) przyprawia mnie o wymioty i omdlenia, to byłyby już drugie zawalone przeze mnie studia, rodzina mi tego nie daruje. Do dzisiejszego dnia miałam takie małe światełko w tunelu, powód, dla którego wstawałam rano i „coś” robiłam. To był mój kot. Byłam mu potrzebna choćby po to, żeby nakarmić czy zabrać do weterynarza. Dziś straciłam nawet jego – z powodu ujawnienia się alergii u mojej matki (po trzech latach) musiałam go oddać. Został mi wręcz siłą wyrwany z ramion, jęczał żałośnie… Zapewne brzmi to śmiesznie, bo to niby tylko kot, ale był on jednym z niewielu już bodźców mogących zmusić mnie chociażby do pójścia po jedzenie do sklepu. Boję się, że nie wytrzymam już tym razem (terapeuta mówił, że mam nieprzepracowany temat straty, jeszcze po ojcu, dlatego reaguję w tak histeryczny sposób – a przepracowanie tego będzie bolesne i nie mogę się zdobyć na ten krok). Nie widzę powodu, dla którego miałabym jutro wstać z łóżka, jutro, pojutrze, za miesiąc czy rok… Nie mam dla kogo ani po co żyć, dopuszczam myśl o popełnieniu samobójstwa, nie widzę dla siebie miejsca na świecie. Nie potrafię myśleć o przyszłości (skończyć studia, iść do pracy, wziąć kredyt na 30 lat i kupić kawalerkę i mieszkać sobie spokojnie w samotności, z dala od rodziny). Po prostu nie mam motywacji ani siły :cry:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 mar 2010, 20:52

Re: Jakiś powód, żeby dalej żyć...?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 30 mar 2010, 07:05
Leczysz sie na depresje? Masz lek antydepresyjny? Piszesz ze chodzisz na terapie, wiec terapeuta powinien Ciebie motywowac do dzialania. Ale na to tez trzeba czasu :) Moze uloz sobie jeden cel na kazdy dzien tygodnia, np poniedzialek- wyjscie po zakupy , wtorek- napisanie pracy -10 stron itd itd. Najlepiej zaczac od malych kroczkow :) Co do tych znajomych, mam jedna kolezanke, ktora sie jąka, ale nawet tego nie zauwazam :) Warto wybrac sie do logopedy, z tym problemem. I trzeba cos robic! Samo nic nie przyjdzie :P Nawet jak Ci sie nie chce, to powiedziec,,,,sobie ze trzeba zeby sie chcialo. ! A pozniej z kazdym dniem, bedzie juz latwiej. A zyc, zawsze warto :D Teraz masz gorsze chwile, ale bedzie czas kiedy bedzie lepiej :)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Jakiś powód, żeby dalej żyć...?

przez Fantasmagoria 30 mar 2010, 17:56
Sama mam problemy z podjęciem jakiegokolwiek działania i z myślami o samobójstwie, więc może napiszę głupoty i tylko to zignorujesz, ale teraz nie o mnie. Może powinnać wziąć sobie inne zwierzątko albo np. jeśli Cię stać, chodzić na jazdę konną. Mam na myśli taka terapię z pomocą zwierząt czy ogólnie przyrody. Mnie np. uspokaja kontakt z mruczącym kotem czy wesoło merdającym ogonem psem, a już piękny koń biegający po padoku to wprost fontanna optymizmu:) Napisałaś, że masz leki i chodzisz na terapię, więc zrobienie czegoś na własną rękę będzie tą cegiełką, która przechyli szalę złych myśli na stronę optymistycznych? Poza tym jeśli masz czas to możesz realizować swoje hobby i np. pokazywać to na blogu. Zobaczysz ile jest ludzi, którzy będą podziwiać Twoja pracę. Trzymam za Ciebie kciuki i niech powodem, żeby dalej żyć będzie nawet odpowiadanie na posty, które tu do Ciebie piszemy!
Serdeczności!
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
30 mar 2010, 14:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Jakiś powód, żeby dalej żyć...?

przez kochamkoty 30 mar 2010, 22:21
Nie umiem sobie takich celów postawić, nie mówiąc już o wykonaniu tego, co sobie na dany dzień założyłam... Nie potrafię teraz planować, nie widzę jutra, w czarnej dziurze jestem i nawet kanapki sobie nie potrafię zrobić :cry: do tego jeszcze ta nienawiść ze strony rodziny, ja wiem jak wiele zmieniłoby we mnie jakieś jedno przyjazne słowo ze strony któregoś z nich :cry: Leczę się wenlafaksyną ale jeszcze za krótko, żeby dała efekty, na psychoterapię nie mam siły i zdrowia, od roku nie mam już psychoterapii bo jestem za słaba na takie "grzebanie w problemach" :cry: A do logopedy już chodziłam - to mnie wysłał do psychologa, psycholog też nic nie umiał na to poradzić, i tak chyba już zostanie :cry: co do zwierząt - kota ani psa nie mogę mieć, a konie nie wchodzą w grę - daleko i drogo... zresztą od wczoraj opłakuję stratę mojej Iskierki kochanej, nie jestem w tej chwili w stanie robić czegokolwiek innego :cry: czuję się tak strasznie słaba, bezradna i winna, nie wyobrażam sobie reszty mojego życia, coraz częściej myślę o śmierci, wydaje mi się to jedynym rozwiązaniem. Nie mam siły na tłumaczenie mojej wrzeszczącej i wyzywającej mnie najgorszymi przekleństwami matce czym jest depresja :cry:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 mar 2010, 20:52

Re: Jakiś powód, żeby dalej żyć...?

przez Fantasmagoria 31 mar 2010, 14:12
Możesz nie wierzyć, ale rozumiem Cię. U mnie też jest problem ze zrobieniem czegokolwiek, nikt nic nie wie jak się czuję i mieszkam na wsi zabitej dechami:/ Rzeczywiście głupio napisałam, żebyś podjęła jakiś krok, skoro właśnie samo zrobienie tego jest problemem. Z tym jąkaniem to przyznam Ci się, że u mnie też była ta wada i jest z resztą. Ale w miarę nabierania pewności siebie jakoś trochę to zwalczyłam. W ogóle nie było pomysłu, żebym poszła do specjalisty, nie wiedziałam nawet kiedyś, że to się leczy! Więc samodzielnie robiłam takie mapy na kartce - skąd to może wynikać np. jakieś przykre doświadczenia z dzieciństwa, traumy - u mnie alkoholizm ojca, ciągłe kłótnie i bijatyki z mamą, krytyczna wobec mnie mama, brak akceptacji moich pomysłów itp. W każdym razie powoli wszystko spisywałam, potem doczytałam gdzieś, że wazny jest oddech podczas mówienia. Najśmieszniejsze było to, nie wiem jak u Ciebie, że w samotności mówi się normalnie, bez zacięć, a przy kimś zaczyna się panika i jąkanie:/ Więc rozmawiając z kimś starałam się brać głębokie oddechy, a przy trudnych dla mnie słowach (nauczyciel, autor itp.) po prostu zwalniałam tempo i mówiłam je powoli.
Druga rzecz to pewnie powinnać chwilowo dać sobie trochę wytchnienia, ale nie popadać w rozpacz i stany prowadzące do myśli samobójczych. Wiem, wiem, łatwo pisać co trzeba zrobić, ale bardzo chcę, żebyś ciut lepiej się poczuła. Może pomóc Ci załatwić jakiś wolontariat w zwierzyńcu u Ciebie? Jeśli chcesz wykonam za Ciebie jakiś telefon, ten krok do lepszego?
Egoistycznie teraz napiszę: dziwne jest to, że jak mam coś załatwić dla siebie to mam z tym problem, a teraz jak myślę, żeby pomóc Tobie, to nie sprawia mi to trudności i nie czuję przed tym strachu (!) Może tak można się leczyć? - pomagając innym, zajmując się kimś?
Także pisz do mnie to mogę nawet porozmawiać z Twoją mamą, może kogoś obcego wysłucha i dotrze do niej Twój problem.
Trzymaj się i czekam na wieści!
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
30 mar 2010, 14:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do