Nic mi się nie udaje...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Nic mi się nie udaje...

przez klębuszka 03 mar 2010, 18:13
Witaj Mateuszu!
Cieszę się, że mam okazję podzielić się z Tobą czymś co mnie dodaje otuchy!! Mam nadzieję, że i Ty wkrótce odnajdziesz równowagę! Wiem, że trudne dzieciństwo i niesłuszna samoocena to bardzo trudny wróg ale wierz mi da się z nim wygrać:) Niestety społeczeństwo nie pomaga nam w przezwyciężaniu własnych leków. Obserwując samolubnych i interesownych ludzi nie trudno dojść do wniosku, że nasze osiągniecia wywołują zazdrość! To właśnie to uczucie sprawiło, że znalazłeś sie pod ostrzałem niuzasadnionej krytyki. Poza tym ludzie i media wpajają nam od maleńkości wypaczone pojęcie szczęścia. Boli mnie gdy szczere osoby- takie jak Ty- poddają się tym wpływom!! Wśród ludzkich pragnień i pasji górują pieniądze, jakaś forma władzy lub inne rzeczy, które nie są w stanie dać prawdziwego i trwałego szcześcia. Nie twierdzę oczywiście, że te rzeczy są złe lub niepotrzebne. Oczywiście pieniądze mają pewne znaczenie. Można za nie kupić ładny dom, eleganckie ubrania i drogie meble. Kupić można też podziw, uległość lub pochlebstwa, a nawet zdobyć kilku usłużnych, ale tymczasowych przyjaciół. Na tym się jednak kończy siła pieniędzy. Nie dostaniemy za nie tego, czego potrzebujemy najbardziej — miłości prawdziwego przyjaciela, spokoju umysłu i odrobiny serdecznego pocieszenia w obliczu trudności. Bo przecież zaskoczeniem nie jest to, że gromadzeniu pieniędzy i rzeczy materialnych towarzyszy proporcjonalne pogłębianie się uczucia zadowolenia i szczęścia. po osiągnięciu pewnego poziomu zamożności poczucie satysfakcji przestaje już zależeć od tego, ile dóbr można jeszcze zdobyć. Zależy mi żebyś o tym pomyślał Mateuszu!!!!! Czy brak samochodu, prawa jazdy lub firmy na prawde jest w stanie niszczyć Twoje życie???
tak na prawdę myśle, że sedno sprawy leży gdzie indziej:] Piszesz że W Twoim życiu brak miłości. Ale czy chciałbyś mieć dziewczynę, która jest z Tobą bo masz fajny samochud albo stać Cię na drogie prezenty?? A może zadowoliłby Cię przyjaciel, który lubi się lansować z Takim modnym fcetem....... Mateusz!!!!!!!! Przecież nie o to chodzi!!!! Wiem, że im lepiej rozwija sie nauka tym mniej miejsca zostaje dla Boga ale czy nie naszego Stwórce powinniśmy pytać o sens naszego życia? Pomyśl... ludzie, ktorzy mają swiadomość- i tym różnią się od zwierząt- mają jeszcze jedną ważną potzrebę:] Głęboko wierzę, że poznanie naszego Boga i wsłuchanie się w to co chce nam przekazać to jdyne lekarstwo na wszystko co złe!!!!!!!!! Jeśli pojmujemy pojęcie szczęscia tak jak Bóg to okazuje sie,że jest ono osiągalne!!!!!!!! Jeśli chcesz spróbować i sie o tym przekonać chętnie Ci pomogę!!!! Zdziwiłbyś się jak Biblia pomaga radzić sobie z depresją, pomaga też w kontaktach między ludzkich i nabraniu dystansu do otaczającego świata:] czekam na odpowiedz: klebuszek0@vp.pl

Serdecznie pozdrawiam, nawet jeśli nie odpiszesz życzę Ci powodzenia:):) wierze, że jeszcze będziesz szczęśliwy!!:]
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
03 mar 2010, 17:08

Re: Nic mi się nie udaje...

przez Mateusz21BLN 04 mar 2010, 10:19
Mój problem leży w czymś innym, kłębuszko. Ciężko pracuję na swój sukces i chciałbym, aby wreszcie to zaowocowało, mimo to nadal zarabiam bardzo mało i mam problemy finansowe, a inni rówieśnicy, którym rodzice załatwili pracę za granicą, jeżdżą sobie super samochodami, stawiają domy i mają fajne dziewczyny. Żadna dziewczyna nie chciałaby mieć za męża takiego nieudacznika jak ja. Jak facet ma prawo jazdy, samochód i stawia dom to znaczy, że jest zaradny, obrotny i inteligentny, natomiast fakt, że siedzę dwa lata za granicą i nic nie osiągnąłem, świadczy o tym, że jestem do niczego, jak mawiał mój wujek :( . Wolałbym być na miejscu rówieśników, którzy mieli lepszy start życiowy, dzięki rodzicom mogą sobie studiować, uczą się, mają dobrych rodziców. Nie mam samochodu, nie mam nawet prawa jazdy, co ogranicza moje możliwości na rynku pracy :( . Gdybym miał ten pier****** plastik dostałbym lepszą pracę i nie musiałbym pracować jako akwizytor :( . Oczywiście to mało prawdopodobne, że kiedykolwiek zrobię prawko, kupię sobie samochód i stanę na nogi. Mój ojciec to pijak, siedzi w Anglii i nic mi nie pomaga, natomiast matka chleje i bierze kuroniówkę. Lepszego startu życiowego nie mogłem mieć. 99% chłopaków w moim wieku ma już prawko i samochód, a co za tym idzie, fajne dziewczyny. Ja tylko wegetuję z dnia na dzień i patrzę na to, jak oni sobie dobrze żyją. Chciałbym, żeby oni kiedyś spadli na samo dno i pili wino pod sklepem. Z całego serca im tego życżę. Zwłaszcza, że mam takie osoby w rodzinie i g**** ich obchodzi mój los. Tylko nabijają się z mojego nieudacznictwa i ciotostwa. Jak budzę się rano mam ochotę wypłakać się w poduszkę i powiedzieć komuś co czuję, niestety nie mam takiej osoby. Wszyscy uważają, że depresja to bzdura i jest wynikiem mody na amerykańskie filmy. Jak powiedziałem koledze, że mam depresję i dlatego się nie uśmiecham i nie mam dobrego samopoczucia, powiedział, że to bzdura i sobie tylko to uroiłem i po prostu jestem ciotą i beksą :(...Czuję, że nigdy w życiu nie zaznam szczęścia. Czasami modlę się do Boga, żeby już zabrał mnie z tego świata, żebym się już nie męczył, bo to nie ma sensu...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 lut 2010, 22:50

Re: Nic mi się nie udaje...

przez Mateusz21BLN 06 mar 2010, 22:35
Niestety tak jest... Przeszłość i choroba mają bardzo duży, destrukcyjny wpływ na nasze życie :/ . Najbardziej boli mnie to, że nie mam wpływu na bieg swojego życia. Przez to, że mam gorszy start, jestem 10-20 lat do tyłu za osobami, które miały dobrych i inteligentnych rodziców. Nienawidzę ich za to!! Zarówno rówieśników, którym się lepiej powodzi, jak i moich pier******* rodziców. Też powinienem cieszyć się życiem, spotykać się ze znajomymi, poznawać fajne dziewczyny, jeździć na wakacje za granicę, mieć samochód i prawko, dobrą pracę, uprawiać sex :( . Wkurza mnie to, że inni mają lepiej. Chciałbym, żeby mój ojciec zdechł na ulicy za to, co mi zrobił. Tak bardzo nienawidzę tego skur******, że byłbym gotów go zabić... Moja matka ciągle robi mi wyrzuty: Bo tobie nic nie pasuje, gnojku!! TYlko chcesz więcej, trzeba było się urodzić w bogatej rodzinie!! To dla mnie kara, że urodziłem się Polakiem w biednej rodzinie. Moja matka miała okazję wyjechać ze mną do Niemiec, jak miałem roczek. Jej znajomi wszystko już załatwili. Teraz miałbym dobry zawód, stabilną pracę, samochód, byłbym obywatelem Niemiec. Ale oczywiście moja matka, wtedy gówniara, posłuchała się swoich rodziców i głupiego, zazdrosnego brata (Boję się, że przez te wszystkie przeżycia stanę się taki jak on :( ). Poza tym lepiej było zostać w Polsce i chlać z ojcem i z koleżankami w pracy (gówniany zarobek, ale zero stresu. Po co iść na swoje jak można mieszkać za darmo u rodziców - życiowe motto mojej matki) niż charować w Niemczech. Do dzisiaj nienawidzę ich za to, co mi zrobili. A wiem, że wszystko mogło być zupełnie inaczej. To moje marzenie, mieć takie umiejętności jak główny bohater filmu EFEKT MOTYLA. Wtedy doprowadziłbym tych jeb**** gnojków (moich starych) do rozsądku. Niestety to nie jest możliwe.... :( Rozważając alternatywne lepsze wersje mojego życia, chce mi się płakać. Zasługuję na to wszystko, czemu więc los jest przeciwko mnie?? Powinien mnie wspierać, bo miałem gorszy start od innych, a nie ciągle pokazywać mi, gdzie moje miejsce :(
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 lut 2010, 22:50

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nic mi się nie udaje...

przez Randle 06 mar 2010, 23:28
1.Skoro tak nienawidzisz Polski i Polaków, umiesz biegle niemiecki to po jasną cholere piszesz na polskim forum-niemieckich nie ma?!
2.Z jakiej racji możesz mówic,że na wszystko zasługujesz? Z takiej,że miałeś gorszy start od NIEKTÓRYCH(bo na pewno nie od wszystkich)? Czy,dlatego że jesteś jednym z milionów którym życie dało po dupie?
3.Ja sie nie dziwie,że nie masz przyjaciół skoro każdemu któremu sie w życiu udało życzysz jak najgorzej.Trudno,żeby było inaczej i logiczne jest to,że ludzie nie chcą utrzymywać kontaktu.Sam bym tak zrobił co jest chyba oczywiste...
4.Czytając twoje posty cały czas piszesz o 2 sprawach: sexie i samochodach tak jakby były to rzeczy najważniejsze w życiu.Otóż ci powiem: nie,nie są.I każdy mądry człowiek powie ci to samo-od samochodu i sexu jest ważniejsze 10000 innych rzeczy.To są tylko mało znaczące dodatki,które mogą sprawić życie przyjemniejszym.Na pewno nie staniesz się dzięki nim szczęśliwy...Ale jeśli skupiasz sie tylko na tym,to nic dziwnego że jesteś nieszczęśliwy...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
01 sty 2010, 23:14

Re: Nic mi się nie udaje...

przez Mateusz21BLN 07 mar 2010, 03:43
Przekręcasz moje słowa. Nigdzie nie napisałem, że nienawidzę Polski i Polaków. Chodziło mi o to, że Polska jako państwo nie robi nic w kierunku zniwelowania nierówności społecznych. Zanim powiesz, że to niezdrowa sytuacja, w której każdy byłby milionerem... Byłby to najgłupszy argument jaki słyszałem. Sam jestem liberałem (należę do niemieckiej partii liberalnej FDP) i opowiadam się za niskimi podatkami i przywilejami dla przedsiębiorców (sam nim jestem), jednak opowiadam się również za szeroko rozwiniętym programem pomocy społecznej, który nie ma na celu "rozleniwiania" społeczeństwa jak ma to miejsce w Niemczech ("Nie muszę nic robić, bo i tak państwo się o mnie zatroszczy"), lecz stworzenie równych szans dla młodzieży z rodzin uboższych. W państwach socjalnych takich jak Dania, Szwecja, Norwegia i Niemcy, młodzież z biednych domów ma zagwarantowany lepszy start (W Niemczech dziecko musi mieć własny pokój według przepisów urzędowych). W Polsce taki człowiek idzie na byle jakie studia w swojej małej mieścinie (takiej jak mój Wałbrzych), a potem na kasę do REALA albo na strefę ekonomiczną na taśmę za 1200 PLN brutto. Mam prawo wybrać kraj swojego zamieszkania, gdzie widzę dla siebie perspektywy, i mam również prawo dążyć do szczęścia i na nie ZASŁUGUJĘ. Wiesz, Randle, statut piotrkowski z 1496 roku nie stanowi dla mnie wzorca mobilności społecznej. Nie jestem przypisanym do ziemi "chłopem" i mam prawo dążyć do lepszego życia i szczęścia, bo na nie ZASŁUGUJE. Fakt, że urodziłem się w biednej polskiej rodzinie, nie znaczy, że mam zarabiać psie pieniądze, mieszkać do końca życia z mamusią, wstawać o 4 rano do pracy, żeby zdążyć na autobus pracowniczy do fabryki (na auto mnie nie stać), robić zakupy w BIEDRONCE i ubierać się w lumpeksach. Nie chcę, żeby reszta mojego życia była taka jak jego ostatnie 21 lat. Chciałbym żyć na dobrym poziomie, być dobrym mężem i ojcem dla swoich dzieci. Chciałbym im coś zapewnić, żeby miały dobry start w życiu i były ze mnie dumne. I na pewno nie wychowam je na Polaków. To właśnie negatywne wartości tego narodu z przesadnym patriotyzmem i sarmackie "zastaw się a postaw się" (mam brykę, dom, super dżagę) ukształtowały moją osobowość. Młodzi Niemcy nie patrzą się na takie rzeczy jak fura, dom etc. W Polsce musisz na 18stkę zrobić prawko i dostać brykę, żeby być kimś. Wtedy każda Polka jest Twoja!! Poza tym zasługuję na realizację swoich marzeń, bo się staram i robię coś w tym kierunku. Gdybym był leniem, który "użala się tylko nad sobą", zostałbym w Polsce, poszedłbym do pracy za 800 złotych i narzekałbym do końca życia na Tuska i Kaczyńskiego. Moi rodzice byli głupi i podejmowali złe decyzje. Ja chciałbym to nadrobić i wreszcie coś sobie zapewnić. Gdyby tylko mój trud się opłacił, zostałbym innym człowiekiem. Byłbym bardziej spełniony i szczęśliwy . Mam swój pomysł na życie i chciałbym go zrealizować (Nie jak u moich rówieśników: Mama, tata, załatwcie robotę w Anglii, Nie wiem co chcę robić, po maturzę pojadę do mamy do Niemiec, coś mi załatwi). To, że nie pracuję fizycznie, nie znaczy, że jestem leniem, jak twierdzą inni. Nie jestem silny i nie nadaję się do tego typu prac. Znam za to biegle niemiecki i dobrze angielski, umiem prowadzić firmę (reklama, marketing, rekrutacja), pisać pisma urzędowe, tłumaczyć z polskiego na niemiecki i odwrotnie, sprzedawać produkty finansowe. To są moje atuty i raczej powinienem je wykorzystać i pracować na tej niwie, gdzie przysłużyłbym się społeczeństwu :) ! A pomógłbym wielu rodakom jako pośrednik pracy. Załatwiałbym im pracę za dobrą stawkę, pomagał przy rozwiązywaniu problemów z pracodawcą :). Tą pracę wykonywałbym lepiej :), bo raczej kiepski byłby ze mnie rzemieślnik :). Planuję też iść na studia, uczyć się innych języków obcych (angielski, rosyjski). Mógłbym spełnić się w życiu i być szczęśliwym, potrzebuję tylko uśmiechu losu i szczęścia. Jestem odważny, silny, inteligentny, mimo choroby dobrym człowiekiem, kreatywny, pomysłowy, komunikatywny etc :) i zasługuję na sukces. Wyjechałem w ciemno do Berlina (Albo coś z tego będzie, albo wyląduję żebrząc na dworcu ZOO)!! Inni na moim miejscu skończyliby na budowie, gdzie zostaliby oszukani albo wylądowaliby na dworcu ZOO, dając za 15 euro d*** starym niemcom. Zasługuję na sukces bardziej od rówieśnika, któremu wszystko załatwili rodzice i nie musi się o nic starać. Pocieszam się myślą, że za kilka lat będę miał fajne życie. Będę mieszkał w ładnym domu, jeździł dobry samochodem (porsche panamera), nosił ładne ubrania i spędzał urlop na florydzie :), co wszystko zapewnią mi moje firmy. A moi rówieśnicy będą dalej jeździli na saksy do mamusi do Niemiec, albo się trafi jakaś budowa albo sprzątanie :), a potem na kilka miesięcy do Polski, żeby nacieszyć się zyciem na imprach w towarzystwie głupich dyskotekowych blachar. Ja natomiast będę bywał na imprezach dla ludzi na poziomie, miał inteligentną, ładną i wykształconą dziewczynę (najlepiej lekarkę albo panią stomatolog :P ). Nasze dzieci będą studiować, zostaną lekarzami albo prawnikami, będą znały biegle języki obce (w tym polski), natomiast syn mojego "kolegi", który się ze mnie nabijał w młodości, zostanie łysym drecholem jeżdżącym starą beemką, a córka dyskotekową blacharą :), która po 60tce przemieni się w moherowego bereta. Trochę się rozpisałem, wreszcie jakiś pozytywny post :), Randle, jestem dobrym człowiekiem, ale nie lubię jak ludzie źle mi życzą i dowartościowują się moim kosztem. Moje życie wyglądało jak wyglądało. Wszyscy nabijali się ze mnie. Jedyny sylwester z laską był tylko po to, żeby laska mogła się ze mnie ponabijać :( . Kiedy ja będę odnosił sukcesy i cieszył się życiem, ona będzie dalej siedziała u rodziców i narzekała na "cholerny rząd" i Tuska ;), do tego pojawi się jeszcze synek drechola z beemki ;). Więc nie dziw się, że mam takie podejście do innych ludzi. Gdyby ludzie byli inni dla mnie i los wynagradzał mnie za mój trud, byłbym szczęśliwym i spełnionym człowiekiem, czego wszystkim innym życzę... :) Poza moimi wrogami, jakaś sprawiedliwość być musi ;). Teraz to oni powinni dostać po tyłku od życia :)...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 lut 2010, 22:50

Re: Nic mi się nie udaje...

przez michał88 07 mar 2010, 21:25
widzisz Mateusz dlatego apeluje do Ciebie o mniej pałania złości . Ubierasz buty swoich katów !!
Co do rozwarstwienia ...Zgoda ale ilu bierze pomoc społeczną i ja przejada nie dając nic w zamian ??
Polaków nie ma , Polską to piękny kraj rządzony przez politykierów ...
Ja jestem Twoim rówieśnikiem i nie mów że wszytskim wszystko starzy załatwiają (nie wiem czy czytałeś mój post) .
Nie ważne czy jesteś ładny czy brzydki biedny czy bogaty na codzień spotykasz się z podobnymi problemami
Nie pozwól by ludzie Ciebie wytykali ale nie wytykaj innych ...
Zajmij się sobą , jasne , trzymam kciuki celuj wyżej !!
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
31 sty 2009, 21:32

Re: Nic mi się nie udaje...

przez klębuszka 08 mar 2010, 20:53
Mateusz to jeszcze raz ja, chciałabym coś Ci przesłać:) Ale zależy mi by te informacje były tylko do Twojego wglądu. Odezwij się na mojego e-maila klebuszek0@vp.pl lub podaj proszę swojego!!
Pozdrawiam
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
03 mar 2010, 17:08

Re: Nic mi się nie udaje...

przez Mateusz21BLN 08 mar 2010, 23:17
Dzięki za post, kłębuszko. Mój mail to matti250789@gmail.com :) . Michal88, dziękuję również za Twój post, który dodał mi otuchy. Wiem, że źle robię, że jestem zły na innych oraz pluję żółcią. Jednak życie mnie tego nauczyło. Moi rówieśnicy raczej nie pałają do mnie empatią i uważają za ofiarę losu, niedorobieńca i nieudacznika. Bardzo chciałbym prowadzić normalne życie, ubierać się w ubrania, które mi się podobają, mieć samochód, dom, dziewczynę. Gdybym był szczęśliwy, nie plułbym żółcią i nie byłbym zgorzkniały jak teraz. Wiem, że to chore i powinienem iść z tym do lekarza, ale czuję nienawiść, jak widzę, jak chłopak w moim wieku jest doskonałym kierowcą, ma samochód etc. i fajną dziewczynę. Dziewczyny lubią takie rzeczy jak chłopak jest "zaradny" (ma prawko, jeździ samochodem, ma perspektywy na wybudowanie domu). Nie rozumieją tego, że na wszystko potrzeba czasu. Wszystkie laski jakie znam, mają chłopaków, których rodzice pracują za granicą, mają firmę, albo chłopak już coś odziedziczył po rodzicach. Swój materializm zasłaniają takimi pojęciami jak zaradność życiowa. To również powoduje u mnie depresję... Często chce mi się płakać, kiedy o tym myślę, czuję się gorszy od innych. Nie zgadzam się z Tobą, że zasiłki są niepotrzebne. To, że jestem biedny i nie mam kasy, nie znaczy, że jestem leniem, co wiele osób chce mi wmówić. Staram się, pracuję, chcę się uczyć, rozwijać... Gdybym urodził się w Niemczech albo tutaj dorastał, byłbym na lepszej pozycji. Rodzice mojego kolegi (Niemca) są bezrobotni, żyją z zasiłku, a mimo to ich syn może studiować poza miejscem pochodzenia (jest z Lipska), ponieważ państwo płaci mu stypendium. Już za rok będą przysługiwały mi podobne prawa.... Według niektórych powinienem może wziąć na siebie całą odpowiedzialność i przyjąć fakt, że sam jestem sobie winien!! Głupota!! Nie wybierałem sobie rodziny, narodowości i statusu społecznego... Tak naprawdę dopiero od roku mam wpływ na swoje życie i to nie moja wina, że jestem do tyłu o 10 lat!! To nie moja wina, że rodzice moich kolegów pracują za granicą i dzięki temu oni sobie studiują, mają samochody, fajne dziewczyny, uprawiają sex :( . Mnie żadna dziewczyna nie chce :( !! Nigdy nie uprawiałem sexu!! Żadna dziewczyna nie chciała mnie na chłopaka... Tylko ze mną gadały, robiły mi nadzieje, a potem się okazało, że wolą innych, "zaradnych", "męskich" chłopaków... Wtedy czułem się jakby Bóg robił sobie ze mnie jaja, że tak naprawdę nadaję się tylko na pedzia.... :(. Nigdy nie chcę być "najlepszą przyjaciółką z penisem". Mam ochotę walnąć dziewczynie po mordzie, jeśli tak o mnie myśli... Nie moja wina, że nie umiem jeździć samochodem i nie znam sie na technice i nie jestem wysportowany i maczo. Wiadomo, opalony maczo z muskułami, mający super BMW, na 10000000% nie jest prawiczkiem!! Oczytany, miły, inteligentny, grzeczny, wrażliwy, ambitny i kulturalny chłopak już tak :(, bo nie ma kasy, prawka etc. Najgorsze jest to, że inteligentne dziewczyny (studentki) też lecą na takich :(. Mam nadzieję, że odbije się to tym kurwom czkawką....Pojawi się nieślubny bachor, tatuś ucieknie, a potem te głupie szlaufy będą stać w kolejce po kuroniówkę, bo te ścierwa nic innego nie potrafią, poza małpowaniem Dody i dawaniem dupy...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 lut 2010, 22:50

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do