Chyba za dużo mi się nazbierało...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Chyba za dużo mi się nazbierało...

przez THE_END 10 lis 2009, 01:50
Nie będę Wam tu przedłużał.
Już nie raz się wygadywałem na podobnych forach, ale to wygląda najprzyjaźniej.
Co mi dolega? Chyba łatwiej powiedzieć, co mi nie dolega.
Nikt mi jeszcze nie diagnozował tego wszystkiego, ale da radę samemu wywnioskować. U psychiatry będę dopiero za tydzień. A miałem być już dziś i zachorował :/ Tak chociaż mógłbym już od jutra truć organizm chemią. Byłem już 3 razy u psychologa licznego. Choć tam jak na razie to się tylko wygadałem, co zajęło mi prawie 2h.

W skrócie:
:arrow: Jestem erotomanem, uzależnionym od pornografii i masturbacji. Brzydzę się sobą przez to bardzo. Upadłem tam już tak nisko, że wstyd powiedzieć już o swoich parafiliach. Granicy nie przekroczyłem, ale czuję się bardzo chory z tym, ale mam starać się tak nie mówić o sobie.
:arrow: Jak byłem młodszy to miałem nerwicę natręctw. Rytuały, mycie rąk itp. Przeszło mi to i przerodziło się w hipochondrię. Na wszystko już chyba umierałem.
:arrow: Mam fobię społeczną. Nie, aż tak straszną powiedzmy 6/10, ale ostatnio się bardzo nasiliła. Starzy znajomi uciekli na studia z moje 200.000 wsi. Nowych nie ma, a ja sam jak palec.
:arrow: Na szczęście ulżyły trochę natrętne myśli, które wpędziły mnie w depresję. Tak od marca powiedzmy. Ustąpiły w dużym stopniu po przeczytaniu jednego wątku tu. Bardzo Wam z to dziękuję. Przez to w ogóle jakoś funkcjonuję od ok. 3 tygodni. Natrętne myśli na temat przekrojenia granicy związanej z uzależnieniem. 'Na szczęście' to tylko moja głupia głowa. Inni też tak mają i to tylko natrętne myśli. Sami możecie sobie wyobrazić takie myśli od marca do października. Wyniszczyły mnie tak, że w końcu trafiłem do psychologa i dobrze.
:arrow: To już raczej logiczne, że jestem nieśmiały. Na pewno nie 10/10, ale problem też jest.
:arrow: Nabawiłem się też ostatnio nerwicy lękowej. Nie mogę wybrać się na zajęcia. Powtarzam I rok studiów. Zawaliłem cały drugi semestr przez te natrętne myśli. Muszę iść w zasadzie po obecność tylko na 1,5 h w tygodniu, a i tak nie mogę się zebrać. Już nie byłem 5 razy i mnie znowu wywalą. Szkoda pieniędzy, ale niestety opcja z roczną wegetacją na dywanie w pokoju nie wchodziła w grę. Nie mogę się przełamać :/ A to już znowu w piątek.

Głupio mi również jak czytam Wasze historie. Alkoholizm, problemy w domu itp. Szkoda mi Was naprawdę. Ja nigdy tego nie doświadczyłem. Jestem z 'dobrego domu', bez problemów materialnych, trochę nawet lepiej niż przeciętny poziom życia. Jak czytam Was to myślę sobie, że mam dzięki rodzicom wielkie szczęście, ale źle mi z tym trochę i Wam współczuję. Co do rodziców to też mam hipochondrię na ich temat. Wyganiam ciągłe na badania itp.
O presji z ich strony nie muszę chyba wspominać. Ile raz już słyszałem, że jestem leniem, nic nie robię. Musisz studia skończyć, magistra zrobisz tam, podyplomowe tam. Cholerny wyścig szczurów. Jasne, że bym chciał, ale na razie się ciszę, że nie mam natrętnych myśli od rana. To niezrozumienie mnie męczy. Chociaż wiedzą, że się leczę na 'depresję', ale i tak nie wiedzą, co ja przeszedłem od marca i ile się napłakałem od tamtego czasu.

Nie wiem po, co to napisałem, ale może jeszcze raz się komuś wygadam tak wirtualnie. Albo po prostu to będzie kolejna historia człowieka, który był bardzo ambitny, miał rozległe pasje, marzenia i plany. A w obecnej chwili porównuje swoją wartość do szmaty do podłóg. Wiedzę, że nad samooceną będę musiał popracować. Gdzie mój snobizm i kosmopolityzm wybitnie mi przeszkadza. Szkoda tylko, że nie mam niskiej samooceny, co do wyglądu. Dałbym sobie nawet 7+/10, jakbym spalił te wszystkie łakocie, którymi poprawiałem sobie humor od marca . Jednak wypad z dziewczyną do kina jest mi tak samo obcy, jak biegłe posługiwanie się językiem Suahili. Chętnie bym się przytulił albo dostał buziaka. Wolałbym to 1000 razy bardziej niż seks, który oczywiście znam tylko 'teoretycznie', ale nie jest dla mnie priorytetem. Gdzieś też wyczytałem i założyłem konto na sympatii. Nawet jest jakieś zainteresowanie. Może jakoś zbytnio nie chcę go odwzajemnić, ale jest co raz lepiej.

Chyba wyszło chaotycznie i jakieś pierdoły popisałem, ale niech będzie. Jak przeczytaliście i zmarnowałem Wasz czas, to przepraszam.

Pozdrawiam Was i życzę chociaż lepszego samopoczucia, a najlepiej wyzdrowienia :)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
14 paź 2009, 18:18

Re: Chyba za dużo mi się nazbierało...

przez ewaryst7 10 lis 2009, 10:29
Witaj na pokładzie , "noramalnych inaczej":).Nie pękaj kolego , nie jesteś samotny w swojej odmienności.Z Twojego postu wynika , że cierpisz na "nadambicję"..Pewnie Twoi rodzice , pragną byś grał w pierwszej lidze.To żle.W tych głupch czasach , rodzice myślą tylko o tym KIM będzie ich dziecko, nie JAKIE będzie.To głupie.Wywołuje frustrację , depresję , fobie i cholera wie , co jeszcze.Wiesz? Prawdę powiedziawszy , z Twojego postu wynika , że nie przekraczasz norm.Jesteś absolutnie normalny, wziąwszy pod uwagę dzisiejsze , szmatławe czasy.Normalny - czyli znerwicowany , zalękniony , depresyjny itd itd.Ja o studiach nigdy nie myślałam , bo po prostu wiem , że jestem za mało łebska , by je skończyć.Mam średnie wykształcenie , i finał.I tak zostanie.I moich dzieci , też nie bębę zmuszać do magistrów.Sam widzisz jak to się kończy.Piszesz , że miałes plany , marzenia , cele , ale , sorry , jestem pewna , że TO NIE BYLY TWOJE MARZENIA ,tylko Twoich rodziców.Więc polecam zweryfikować je nieco.I zastanowić się czego JA chcę?, a nie Twoi rodzice.Pozdrawiam cię ciepło.Przemyśl to.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do