Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez namiestnik 29 paź 2009, 13:09
Nie chce poruszać tematu samobójstwa, podobnie jak nie chce być tym skończył.

Ale powiedz mi - jak sobie radzisz w społeczeństwie? Z czego żyjesz? Przecież są jakiś rachunki. Zakupy. Rozumiem, że za bilet w autobusie da się nie zapłacić. Pić i palić nie trzeba. Leki można znaleźć rańsze (choć za nie też trzeba zapłacić). Zwinąć jedzenie z supermarketu czy innego sklepu trudniej, ale się da (tak tak wiem, że to jest kontrowersyjne), ale... co z opłatami za mieszkanie? Za inna rzeczy? Z czego żyjesz?

To bardzo przygnębiające gdy się ma na coś wielką ochotę i nie można tego mieć.



Coś musi się dać z tym zrobić.

Napisz też proszę skąd jesteś.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez julie 01 lis 2009, 13:16
namiestnik napisał(a):Rozumiem, że za bilet w autobusie da się nie zapłacić.


Ale dowcip-nie płacić za bilet w autobusie...
posłuchajcie co za chamstwo spotkało mnie ostatnio w autobusie lini pośpiesznej; tak się składa że nie jeżdżę autobusami tylko starym dobrym opelkiem, nie mniej jednak że ostatnio pracuję abroad i w kraju jestem okazjonalnie nie opłacało mi się utrzymywać auta więc sprzedałam; byłam ostatnio w rodzinnnym mieście i spieszyłam się na osiedle i miałam przy sobie 2 bilety: jeden za 2,2zł, drugi za 1,1zł (oba skasowałam)(nie kupywałam, wzięłam od kogoś z domu) a autobus w który wsiadłam to linia pośpieszna, ale tak mi się śpieszyło że nie zdążyłam nawet zapytać/kupić się w kiosku ile kosztuje bilet na hot line bus, bo ten już nadjechał-instynktownie wiedziałam, że skoro cały normalny 2,2 zł to na pośpieszny minimum 4,4 zł...no i masz ci pech: przystanek przed moją wysiadką do autobusu wsiadło 2 kanarów! nie miałam stracha bo stwierdziłam że nawet jeśli mam za tani bilet to jakoś się z tym facetem dogadam; ZAPOMNIJCIE! kretyn nie chciał sluchać moich tłumaczeń, i choć rozumiem że to jego praca i szanuję ją nie chciało mi się wierzyć jak z uśmiechem na twarzy wypisał mi mandat na 169 zł (nie wiem już czy to było parę groszy więcej czy mniej)...dajcie spokój... próbowałam się z nim dogadać, żeby wypisał jakiś niższy, bo w końcu nie jechałam bez biletu i nie uciekłam mu z autobusu (tak, tego argumentu też użyłam ;) (choć miałam taką możliwość) tylko miałam za tani bilet (brakło mi 1,10zł).
Mogłam też nie podpisać mandatu i moglibyśmy czekać na policję itp, ale jak mówiłam spieszyło mi się i ostatecznie podpisałam ten pier****** mandat; Wiecie jest też możłiwość odwołania się, ale jak wspomniałam pracuję za granicą a do domu wróciłam na urlop nie mam czasu na dochodzenie do sprawiedliwości, ale fakt faktem poczułam się pokrzywdzona (nie chodzi o kasę, bo dzięi Bogu miałam z czego zapłacić, ale o durne przepisy bo moim zdaniem jeśli brakło mi 1,10 do uznania biletu za ważny to nie powinno wlepiać mi się takiej samej kary jak komuś kto w ogóle nie ma biletu...) co o tym myślicie? Nie dość że najadłąm się trochę wstydu (nie dużo bo nie czułam się winna), ale wiecie jak to jest; człowiek chce być normalny w tym kraju ale jak?!
macie jakieś "niesprawiedliwe doświadczenia" na tym polu? może ktoś miał czas i zdrowie i nauczył już niektóre kretyńsko działające instytucje w tym kraju rozumu?!

pzdr
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez namiestnik 01 lis 2009, 13:33
Hmmm niepodpisanie biletu może ew. skutkować sprawą sądową a nie czekaniem na policję. Pan nie ma chyba prawa Cię aresztować. Choć fakt, że nie wiadomo co zrobić w takim przypadku.

Anyway jeździć bez biletu się da - co najwyżej raz na jakiś czas będzie mandat. Ale jak nie mamy pracy ani nic wartościowego i jest nam wszystko jedno to da się. Gorzej jest ukraść coś ze sklepu - bo policja etc...

Swoją drogą drogie macie te bilety - 4.4 za przejazd...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez julie 01 lis 2009, 14:07
linia pośpieszna dla osoby dorosłej bez zniżki-Szczecin
no tak ale ile można wytrzymać żyć w ten sposób, chyba że staje się to sposobem na życie i normalnością a po pewnym czasie pewnie tak jest;
ostatnio robię zakupy w Żabce-są dwie laski: jedna przy kasie, jedna na sklepie: ja jestem jedyną klientką przy kasie a na sklepie chłopak spokojnie bierze 4 bosmany i w nogi ze sklepu!!! i udało mu się a zwiewał tak szybko że mało nóg nie połamał;
życie to pieprzona tragikomedia;
Ostatnio edytowano 01 lis 2009, 14:19 przez julie, łącznie edytowano 1 raz
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez linka 01 lis 2009, 14:16
julie, hmm nikogo nie interesuje ile zabrakło ci do biletu.......nie miałaś ważnego biletu i tyle, nie masz się co odwoływać, bo to raczej nic nie da ...(kumpel jest kanarem) jeztem na bierząco z takimi sytuacjami :mrgreen:
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez julie 01 lis 2009, 14:26
no linka, jeszcze mi powiedz że to Twój kumpel wlepil mi mandat;) masz rację że nikogo to nie interesuje, prawda, ale przepis jest porąbany żeby kogoś kto w ogóle nie ma biletu i kogoś komu coś tam brakło karać takim samym mandatem-no ale najłatwiej jest wszystkich wrzucić do jednego worka;
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez namiestnik 01 lis 2009, 14:45
julie napisał(a):ile można wytrzymać żyć w ten sposób


Nie wiem. Wiem, że trudno. Ale co zrobić? Jak sobie radzicie? Pytanie do tych co mają dni w czasie których nic nie mogą, a jednocześnie nie żyją w domu rodziców, czy ogólnie mają nikogo kto by ich utrzymywał?

Interesuje mnie co robicie? Jakiś czas można. Ale przecież staczamy się coraz bardziej. Jak sobie z tym radzicie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez czarnulek19 01 lis 2009, 15:57
czesc wszystkim mam nerwice lekowa ...niepokojace podwyzszone cisnienie dziwne przewracania i mocne uderzenisa serca prosze o pomoc
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
01 lis 2009, 15:41

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Melon35 13 gru 2009, 21:04
Witajcie ja też jestem tutaj nowym użytkownikiem.Mam prawie tak samo jak wy tylko pewnie troszkę trudniej,ponieważ mieszkam za granicą.Mam jeszcze problemy z porozumiewaniem się,ale daję radę,i się niepoddaję.Uczęszczam co tydzień regularnie na psychoterapię,mamy tutaj na szczęście polską poradnię.Niepoddaję się,wiecie dlaczego?Bo życie trwa nadal, a ja chcę żyć.NORMALNIE!Namawiam was bardzo do tego żebyście się niepoddawali,i niepoddawały.Róbcie wszystko aby uzyskać pomoć u psychologa,lub psychiatry.WARTO.Cieszę się bardzo że znalazłem wasze forum.Mam nadzieję że się na mnie nikt nieobraził.Ja także zamknąłem sie w swoich ścianach,odwróciłem się od znajomych i przyjaciół.I wiecie co Żle mi jest żyć w samotności.Kobietę z Naszym synkiem też opóściłem,i to był mój największy błąd w życiu.Zostawiłem ją bo stałem się dla niej Ogromnym Ciężarem.Tak to odczówałem,lecz jak jest na prawdę?Może już nigdy się o tym nie dowiem.Mam kąkretną załamę,ale wyjdę z tego bo chcę żyć i mnieć znajomych i przyjaciół.Bynajmniej tych pierwszych,bo o tych drugich bardzo Ciężko jest tutaj.Pozdrowienia dla wszystkich Melon.Trzymajcie się i walczcie o siebie:)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
13 gru 2009, 19:29

Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Susannah 12 wrz 2011, 16:43
odświeżam. Jest gorzej, niż wtedy, jestem po anoreksji, dwóch szpitalach i wróciły myśli samobójcze.

-- 12 wrz 2011, 16:47 --

namiestnik napisał(a):
julie napisał(a):ile można wytrzymać żyć w ten sposób


Nie wiem. Wiem, że trudno. Ale co zrobić? Jak sobie radzicie? Pytanie do tych co mają dni w czasie których nic nie mogą, a jednocześnie nie żyją w domu rodziców, czy ogólnie mają nikogo kto by ich utrzymywał?

Interesuje mnie co robicie? Jakiś czas można. Ale przecież staczamy się coraz bardziej. Jak sobie z tym radzicie?

no właśnie coraz bardziej sobie nie radzę, na dodatek wszyscy mówią mi,że nic w życiu nie osiągnę i wiecie co? mają rację. :why:
Stwierdzam to po 3 latach próbowania, wysyłania i noszenia cv,podań, przechodzenia kolejnych rozmów kwalifikacyjnych
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez kornelia_lilia 12 wrz 2011, 17:37
Susannah, Hej, a co masz w ogóle stwierdzone i leczysz się? Jak wygląda Twoja sytuacja w domu, z czego żyjesz?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6325
Dołączył(a)
04 lip 2011, 15:12
Lokalizacja
Wielkop./ Dolnośl.

Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Susannah 12 wrz 2011, 18:02
tzn. miałam stwierdzoną jeśli można tak powiedzieć anoreksję. Znaczy to: zaliczyła, 1 szpital ogólny z powodu bólów brzucha,wymiotów w połączeniu z niemożnością wyprostowania ciała. Ból był silny, więc rodzina w nocy wezwała ambulans. Po trafieniu na oddział wiadomo, dużo badań, ściągania z żołądka płyn przez sondę. Okazało się,że mam jakąś bakterię w żołądku, kamienie małe na pęcherzyku a ponadto wpisano mi anoreksję, bo miałam wagę 45kg/168cm. No i napisali w papierach zalecenie dieta wysokoenergetyczna... koszmar w ogóle. Ale to szpitalik powiatowy,chyba na porządku dziennym jest stawianie diagnoz przez osoby niekompetentne... nie miałam tam ani jednej rozmowy z psychiatrą. Zalecilio też kontrolę w PZP Poradni Zdrowia Psychicznego.
Wyszłam ze szpitala,myślałam że będzie ok.
Wyszłam w listopadzie. Posiedziałam, i kiedy ocknęłam się po 1,5tyg. z 10kg więcej załamałam się i znowu zaczęłam się odchudzać chciałam wrócić mniej więcej do ok.50kg. No i w lutym na początku waga pokazała mi 35kg, czułam się ok ale bolały mnie nogi przy chodzeniu szczególnie po schodach. Poszłam do lekarza i dostałam skierowanie na oddział, tam znów badania, usg,krew,itp. I tym razem rozmowa z psychiatrą, wywiad itp. Po czasoe wyjścia okazało się,że pani psychiatra wypisała mi seronil, choć nie miałam bulimii i o to w wywiadzie m.in. pytała sama...
Nie wiem,teraz mam problemy z zaakceptowaniem siebie, wyszłam z wagą 45kg. ale przytyłam od tamtej pory :| jednoczesnie chcę byc zdrowa i jednocześnie wolałabym być chuda, wazyć max 48kg. Czasem jeszcze mam wyrzuty sumienia. Wtedy zaczęło się niewinnie, ale zobaczyłam upragnioną wagę cel,do którego dązyłam czyli 50kg i chciałam już się utrzymać jednak waga poleciała mi systematycznie, lekko się wtedy przestraszyłam. Jednak podświadomie się cieszyłam, bo nie byłam głodna choć miałam już wtedy napady smutku (ale przed odchudzaniem też,więc celuję,że depresję chyba mam od dawna?) ogólnie chciałam to zatrzymać spadki,ale bez zmiany odzywiania, bałam się zjeść coś innego niż do tej pory, codziennie planowałam posiłki na kolejne 2-3 dni, miałam poczucie bezpieczeństwa. Tak to wyglądało.
Co poza tym? Czuję,że mam zaburzenia osobowości, opisałam to w innym temacie ale napiszę tez tu:
ostatnio przeglądałam dużo artykułów dt. zaburzeń osobowości i niestety, pasują do mnie objawy osobowości unikającej. Już od dłuższego czasu, tj. od kilku czy nawet od zawsze miałam problemy pewnego rodzaju z adatpatacją w różnych środowiskach, przeważnie izoluję się. Nie mam o czym rozmawiać z ludźmi, jedynie czasami w kontakcie internetowym na czatach tudzież forach różnego rodzaju. Według opisu na wikipedii osobowość unikającą charakteryzują m.in. "trudności w kontaktach społecznych i unikanie ich (skrajna introwersja), mimo dążenia do bycia akceptowanym i pragnienia relacji interpersonalnych oraz zaniżona nieprawidłowa samoocena". To zgadza się z moimi objawami. Jednocześnioe cierpię, spędzając 99,9% czasu w domu, ale nie potrafię zdobyć znajomych/kontaktów. Nie jestem pewna, czy problem stanowi tylko introwersja,czy właśnie choroba (zaburzenia osobowości, osobowość unikająca). Jak w opisie, boję się kontaktów, w przeszłości pisałam na tym forum o problemach, jakie przeżyłam. Nie wiem,czy przeżycia po prostu wywołały taką postawę u mnie, bo mam od dzieciństwa takowe problemy, teraz natężenie jest znacznie większe. Boję się tego,co już dostałam wielokrotnie-wyśmiania, odrzucenia, napiętnowania. Czuję także niedopasowanie do otoczenia, czasów,itp. Mam objawy lęku i gniewu, zauważyłam też,że koncentruję się na krytyce, jestem nieatrakcyjna.


Poza tym są problemy w domu, matka ma schizofrenię, je co drugi dzień w nocy sama ma jak sądzę ED.
Kiedyś słyszałam, jak jeszcze miałam nadwagę,że za dużo jem, teraz panicznie się boję a wiem,że będzie wielkie jojo,znów usłyszę to co dawniej i wkręcę się w kolejne błędne koło. wiem,że po takim ścinaniu kalorii są napady ehh. Ogólnie to jadłam 400-500kcal.
Mam właśnie problemy ze wszystkim, jak wtedy gdy pisałam ten 1 post w temacie,nnic a nic się nie zmieniło. Nie mogę znaleźć zajęcia żadnego, wszędzie mnie odpychają,nie mam żadnych znajomych, 99% czasu spędzam w domu,cierpię na zaburzenia snu (czasem mam budzenie 2-3 razy w nocy, później problemy z ponownym zasnięciem albo zwyczajnie nie czuję potrzeby snu), czuję się wuiecznie zmęczona, straciłam sens życia, wróciły plany na samounicestwienie.
Czuję,że nigdy nie będę szczęśliwa, wszelkie plany i marzenia wzięły "w łeb", rodzina nie rozumie moich dążeń,że chciałam studiować. Teraz nie robię nic i mam codziennie napady płaczu i jest zaje*...
Powinni być zadowoleni, w końcu "po co mi studia" prawda:(
Ciągle mieszkam z rodziną, mam poczucie gorszej, niezaradnej i to prawda,jestem cholernie niezaradna, nie wiem zwyczajnie boję się o siebie,każdego dnia następnego. Boję się przyszłości-co bedzie, jak ojciec umrze? Z czego ja będę egzystować?? Ciągle na garnuszku,z zazdrością patrzę na zaradne rodzeństwo i niewiem, kogo nienawidzę bardziej-jego czy siebie?

-- 12 wrz 2011, 18:05 --

agusiaww napisał(a):A nie mozesz sie wyprowadzic do duzego miasta? poza tym zabierz sie za siebie, schudnij zacznij realizowac swoje zamierzenia, uprawiaj sporty, samemu tez jest fajnie :) Zacznij cos robic, dzialac, a nie tylko tkwisz w domu.

teraz,gdy przeczytałam to 2 lata po tym poście, nie dowierzam że tak może się posypać, że w życiu wszystko może zataczać niezłe koło. Wtedy nie wierzyłabym,że będę ważyć wswoim życiu 35kg i trafię do szpitala. Sama już nie wiem,co się pojawiło najpierw i co z czego wynika-depresja z chęci bycia akceptowaną czy anoreksja z depresji
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez uspiony 12 wrz 2011, 19:39
Susannah, no ok, ale poczyniłaś obecnie jakieś kroki, aby coś zmienić? Mam na myśli psychiatrę/psychoterapeutę?
Coś straciłem. Nie jestem do końca pewien co... ale wiem, że nie zawsze czułem się taki... uśpiony. Ale wiecie co? Nigdy nie jest za późno, żeby to odzyskać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
232
Dołączył(a)
02 sty 2010, 18:16

Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Susannah 15 wrz 2011, 17:35
no nie. Teoretycznie mam swiadomość tego, co dałoby mi szczęście i nie mówię o farmakologii bo pigułki szczęścia dają sztucznie wywołaną górkę nastrojową itp. a zależy mi na takim efekcie bez nich (choć pewnie to będzie niemożliwe). U nas na nfz jest 1 psychiatra, niestety oczekiwanie w kolejce kilka (jakieś 3-4_ miesięcy, no i spotkanie możliwa godzina w miesiącu to nieco mało... nie wiem,czy taka terapia dałaby skutek jakikolwiek. Próbowałam radzić sobie na własną rękę ale jestem bezsilna, bo próbuję a nie otrzymuję nic w zamian, mam wrażenie jakiegoś upchnięcia w ramy, z których nie mogę się wydostać. Najgorszer jest poczucie,że nic nie mogę,znaczę nic zupełnie. Nie wiem, ciagłe kłótnie z rodzicem ostatnio, on pewnie nie chce ale jego słowa mnie ranią, czuję brak poczucia bezpieczeństwa ch9ć mam już 21 lat a brak mi tego poczucia, czuję też poniżenie z jego strony jak słyszę texty "a co, pieniędzy nie masz? ja mogę cię olać". bliscy pogłębiają moja depresję.
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do