Paraliżujący strach...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Paraliżujący strach...

przez Melkor 07 lip 2009, 01:21
Witam, może na początek się przedstawię mam na imię Radek i mam aktualnie 22 lata, jakoś nie szczególnie miałem
ochotę otwierać tego wątku z uwagi na to że, z reguły starałem się sam rozwiązywać moje problemy, w myśl przekonania
iż prawdziwy facet potrafi sobie ze wszystkim poradzić ponad to taki już jestem... Nigy z nikim nie rozmawiałem o swoich problemach
jednak ostatnimi czasy zacząłem sobie zdawać sprawę że, wyjście z tego może okazać się zbyt trudne, a takie forum może
udzieli mi odpowiedzi " Czy jestem chory? "

Zanim przejdę do sedna sprawy chcę przedstawić moją historię (wcale nie krótką) aczkolwiek ważną bo właśnie tam
doszukuję się fundamentów problematycznej reszty.
Całość zaczęła się parę latek temu jeszcze w gimnazjum, problem polegała tym że, nigdy się nie uczyłem olewałem sobie szkołę
zdając na dwójach z klasy do klasy pamiętam że, pewnego dnia (był to dzień wywiadówki) wróciwszy z szkoły
doszło do konfrontacji mojej z matką... Cała rozmowa potoczyła się standardowo jak zawsze byłem przyzwyczajony tylko tym
razem mama wypowiedziała nowe słowa "że jesteś głąb nieudany" "nigdy nic nie osiągniesz w życiu".
Dziś wiem że, te słowa padły tylko po to aby mnie zmotywować do nauki, niestety wtedy odebrałem to bardzo poważnie.

Ofc udało mi się skończyć gimnazjum dostałem się potem do jakiegoś lipnego technikum, gdzie kontynuowałem.
Wracając do głównego wątku słowa które wtedy m... mi powiedziała strasznie mnie zabolały, może nawet to nie był ból one
tak jak by paliły mnie w środku jak myślałem o nich denerwowałem się, możne lekka frustracja, po prostu coś się we mnie zmieniło.

Zaraz po skończeniu 18 lat stwierdziłem że, najlepszym wyjściem z całej sytuacji będzie udanie się do pracy na przekór słowom, i udało
mi się wujaszek załatwił mi prace w fabryce na 2 zmianę... Nie wiem czy to normalne ale rozpoczęcie pracy wpłynęło na mnie tak
bardzo pozytywnie że, wydawało mi się " niczego mi więcej nie potrzeba" to był lek na wszelkie bóle nie martwiłem się o nic starsi
przestali mi truć, stać mnie było na pierdoły itd W między czasie o dziwo zdałem maturę, zdałem sobie sprawę że dobrze tak mi jest
W sprawach sercowych źle nie miałem i nie mam, układało się all.


Do końca lutego tego roku (tutaj opisze główny problem) Wtedy to straciłem pracę... kryzys firma upadła nie zostało nic dla mnie jak i dla
reszty, od razu to mnie jednak tak nie trafiło koszmar zaczął się jak udałem się do biura pracy po pracę zaznaczam że wcześniej problem braku pracy
mnie nie dotyczył, nie miałem myśli że, np pracy można nie mieć czy można być osobą bezrobotną myślałem że jak zaczniesz coś robić to robisz to na zawsze.
Rozmowa z pracowniczką biura potoczyła się dość normalnie niestety Stwierdziła że dla mnie narazie pracy nie ma bedą pisać wysyłać list, jeśli będą jakieś oferty.
To co się stało przekręciło mi świat dziś sądzę że to jakaś wersja pracoholizmu, jestem w sumie od lutego na bezrobociu najgorsze że zacząłem spędzać czas
przed kompem GRY ETC a teraz pod wpływem kolegów i kobiety siłownia 3/4 h na dzień boje się że jak zaczął bym pić to poadał bym w alkoholizm...
A stres przed udaniem się do biura, i przed odmową paraliżuje mnie, napewno nie jest to normalne, dodatkowo dochodzi stres przed utratą jeszcze nie
posiadanej pracy co mnie okropnie przeraża.


Mam wrażanie że, straciłem kontrole nad własnym życiem... Nie potrafię się wyzbyć lęku, dodatkowo dochodzi myśl że jak nie znajdę szybko czegoś to niczego nie
osiągnę a czas płynie dziś kolejny dzień jutro będzie następny... Coraz mniej czasu

Może ktoś z was ma podobnie, nie wiem co robić powinien udać się z tym do specjalisty ? Traktować to jako zaburzenia / chorobę ? pozdrawiam mam nadzieje że wybrałem
odpowiednie miejsce na ten post oraz przepraszam za wszelkie błędy w pisowni literówki, orty, interpunkcja.




Pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
07 lip 2009, 00:13

Re: Paraliżujący strach...

przez rock'n'roll 07 lip 2009, 05:45
cześć.
nie jestem jakimś specjalistą, ale odetchnij. odpocznij. ja też tak mam, że ciągle muszę coś robić robić robić, z tym, że ja boję się swoich rozmyślań.
widzisz, weź głęboki wdech. świat nie kończy się jutro. a większym stresem niczego nie załatwisz. spokojnie.
potrzebujesz odpoczynku od tego codziennego biegu, tak się nie da bez przerwy.
spróbuj się jakoś wyluzować.
trzymaj się!;)
time isn't wasted when you're getting wasted
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
30 cze 2009, 04:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 9 gości

Przeskocz do