Rodzice zniszczyli mi życie...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Rodzice zniszczyli mi życie...

Avatar użytkownika
przez DanceWithTheWind 16 maja 2009, 12:34
Nie mam dokąd się podziać, więc przybywam tu.
Wczoraj poznałam przyczynę swoich obecnych dolegliwości. Wszystko nagle stało się klarowne. Bezsenność, nerwica, depresja, lęk przed ludźmi, dysforia, hipochondria. Wcześniej przyczynę ich powstania wypierałam z pamięci, nie docierał do mnie prawdziwy powód ich pojawienia się. Przypisywałam to dziełu wrażliwości, burzy hormonów, zaburzeniu osobowości, a nawet wiązałam to z naradzającą się powoli chorobą psychiczną. Zadawałam sobie pytanie 'dlaczego coś ze mną nie tak?', a tak naprawdę odpowiedź znajdowała się tuż przed oczami, na wyciągnięcie ręki. Wczoraj jej dosięgnęłam, a ta świadomość sprawiła, że pękła we mnie nitka podtrzymująca tłumioną przez lata nienawiść i złość. Każdego dnia pragnę coraz bardziej bez uprzedzenia spakować się, zostawić pożegnalną kartkę i zniknąć na zawsze. Odłączyć się od całego bajzlu, w jakim dorastałam i na który mnie skazano. Męczę się. Mieszkam nadal z rodzicami. Przestałam spać w październiku, ale nie przypuszczałam wcześniej, że wina znajduje się w ciągłym strachu powstającym w skutek przebywania w ich domu. Ciągali mnie po lekarzach, załatwiali terapię, wmawiali, że to przez buzujące emocje. Ślepcy! Odkąd sięgam pamięcią, lali mnie nawet za drobne przewinienie. Z bólu nie mogłam się ruszać, krzyczałam aż bolało mnie gardło, w szkole musiałam ukrywać siniaki, wstydziłam się pokazać przed sąsiadami. Całe życie wmawiali mi, że na to zasłużyłam, bo nie zachowuję się właściwie. Jak małe dziecko może odróżniać dobro od zła?! Nie zdążyłam przepisać zeszytów - zbić, nie rozumiem matematyki - jeb przez łeb, chcę by ojciec włączył radio, jak jedziemy samochodem - zlać pięściami po mordzie przy ludziach na ulicy, w walentynki miałam zły humor, bo nie układało mi się w sprawach uczuciowych i odezwałam się nieodpowiednio - zbić! Imbecyl, potwór, głupi gnój, idiotka - karmiono mnie takimi określeniami od małego, w końcu uwierzyłam i sama zaczęłam doszukiwać się wad. Gdy po raz pierwszy poszłam do szkoły, potwornie bałam się zawierać znajomości i bawić z innymi dziećmi. Odtrącano mnie, nie miałam przyjaciół, kpiono ze mnie. Wracałam do domu, postąpiłam niewłaściwie i mnie bito. Ojciec nie panował nad agresją, bo sam wychował się w ciężkich warunkach i tak go nauczono. Matka jest perfekcjonistką, schowała się w wyidealizowanym świecie. Krytykowała mnie bezlitośnie prawie na każdym kroku. Gdy to się działo, chowała się w drugim pokoju, udawała ślepą i głuchą, a po wszystkim przychodziła i mówiła 'masz to, na co zasłużyłaś'. Zresztą sama miała identyczne warunki, gdy dorastała. Babka zawsze trzymała koalicję z rodzicami, nigdy mnie nie obroniła, a nawet podsycała gniew ojca, gdy mnie lał 'wpier.dol jej porządnie!'. Zawsze mi grożono ojcem, kiedy znowu postąpiłam niewłaściwie. W końcu go znienawidziłam do granic możliwości. Boję się go. Jak wracał do domu z pracy, kuliłam się i prosiłam w duszy, by wreszcie wyszedł. Nie miałam gdzie się schronić. Wszyscy zdawali się być przeciwko mnie, a ja nawet nie rozumiałam DLACZEGO. Zaczęłam wierzyć, że wina leży po mojej stronie. Jak mogą się zadawać inni z tak dziwną, nudną i głupią osobą. Uciekałam w świat marzeń, bo tylko on mi zapewniał bezpieczeństwo. Tam posiadałam kochających przyjaciół, wyrozumiałą rodzinę, ciepły dom do którego wraca się z radością. Wreszcie wylazły skutki ich wspaniałych metod wychowawczych. Zwariowałam. Wczoraj, gdy wreszcie pani psycholog mi uświadomiła skąd pochodzą moje problemy, miałam ochotę ich zabić. Za każdą wylaną łzę, pręgę po pasie i nieprzespaną noc! Chciałam by cierpieli równie mocno, co ja. Do tej pory starałam się sprostać ich wysokim wymaganiom, teraz... przestało mi zależeć. Chcę stąd wreszcie uciec.

Muszę mieszkać z nimi, nie stać mnie na nowe mieszkanie. W domu nie śpię nawet po wzięciu leków uspokajających. Natomiast, gdy wreszcie zabiorę się do koleżanki na noc, śpię prawie bez problemu. Czuję się wtedy naprawdę bezpieczna, nic mi wreszcie nie grozi. Nikt nie wpadnie bez ostrzeżenia z pasem, ani nie wyzwie mnie, nikt mnie nie zrani.

Jestem sierotą, od małego.
"Tak łatwo z rąk wymyka się. Szczęście to przelotny gość. Szczęście to piórko na dłoni."
Posty
89
Dołączył(a)
03 mar 2009, 11:20

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

Avatar użytkownika
przez AnkaSzklanka 16 maja 2009, 13:11
to bardzo smutne co napisałaś, trzymaj się jakoś, ja w pewnym sensie tez jestem sierota, dla mojej matki zawsze jestem ta gorsza od jej trzech synków, ojca nie mam..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
67
Dołączył(a)
09 maja 2009, 22:01
Lokalizacja
Warszawa

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

Avatar użytkownika
przez Donkey 16 maja 2009, 13:32
Nie zadroszczę :(. Ciężkie życie miałaś i masz. Ale trzymaj się dzielnie!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

przez aizdam 22 lip 2009, 00:35
"ciepły dom do którego wraca się z radością" i jak mi jest tego brak... Moja psychika została zniszczona po części przez ojca i większej mierze ojczyma. Tylko u mnie przejawiało się to u ojca w sile i słowie, u ojczyma w słowie. Chociaż niejednokrotnie twierdziłam, że wolałabym zostać uderzona przez niego aniżeli tak sponiewierana słownie. Słowa mają większą siłę. Nie jestem w stanie wybaczyć temu człowiekowi zwanemu moim ojczymem i nie mogę przeboleć tego, że brakowało mi tutaj reakcji mojej matki, stanowczej reakcji kończącej to cierpienie. Również "mieszkam" w tym domu. I choć nieustannie myślę jak będzie już dobrze gdy się stąd wyprowadzę to czuję, że poprzez wyprowadzkę i tak nie będę w stanie uwolnić się od tego wszystkiego czego doświadczyłam. :(
aizdam
Offline

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

Avatar użytkownika
przez 123 22 lip 2009, 01:09
Współczuję Ci. Mam nadzieję, że chociaż po części uda Ci się te wszystkie emocje ukoić, a przede wszystkim wyjść na prostą. Życzę Ci wielu życzliwych osób w życiu. Trzymam za Ciebie kciuki!
Avatar użytkownika
123
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
12 lip 2009, 19:38

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

przez krolowamarysienka.i 23 lip 2009, 16:47
chyba jest wiele osob tłamszonych przez własnych rodziców, którzy tak naprawde za nic mają nasze dobro. wyżywają się, bo coś im się nie udało, czekają na nasze potknięcia, żeby z satysfakcją coś powiedzieć/zrobić. To odrazające, że rodzicom nie zalezy na psychice i dobrym samopoczuciu dziecka! Ja tez marzę o wyprowadzce, nie wytrzymuje w domu, często mam równiez problemy z zasypianiem, bo strasznie denerwuje mnie moja rodzina. mam ich b. dosyć.
Posty
20
Dołączył(a)
05 lis 2008, 17:50

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

Avatar użytkownika
przez StahuPL 23 lip 2009, 22:52
Jakbyś pisała o mnie.

Przez moich "rodziców" byłem blisko rok w domu dziecka, od małego nie miałęm lekko, byłem poniżany itp. Dałem sprawę do sądu. Kiedy wyczuli że mogą siedzieć za to co robili, powiedzieli w sądzie że żekomo jestem psychiczny, a tak, żeby nikit nie brał tego co mówię pod uwagę. Załatwili mi też przez to pobyt w szpitalu przez miesiąc. Sprawa została umożona z powodu braku dowodów i 2 lata temu znowu wróciłem do "domu". Teraz jest jeszcze gorzej, dalej mnie poniżają, na nic nie dają mi pieniędzy, prawia codziennie słyszę że odetną mi internet. Jakaś pomoc ze strony sądu? Zero.

Mam zamiar, odrazu kiedy będe mógł wyprowadzić się bo mam dość tej rozjebundy. Na pewno będę studiował jak najdalej od nich, tylko nie wiem skąd będe miał pieniądze na studia..

Ale chyba u Ciebie tak źle nie jest jak u mnie?
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
99
Dołączył(a)
21 cze 2009, 21:18

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

Avatar użytkownika
przez laguna 23 lip 2009, 23:12
jest taka piosenka metallica - dyers eve. to byc moze cos o tobie.

mnie nie bito, chyba ze mocno zasluzylam.... ale u mnie w chacie nigdy nie bylo ok, zawsze bylo cos nie tak, przez co mam teraz problemy i to widze. mimo to tez mieszkam u rodzicow, wiec staram sie ich szanowac i akceptowac, a to co mowia - czy mi sie podoba czy nie, puszczam kolo ucha.

mnie nigdy nie chwalili, wiec ja zaczelam byc coraz gorsza, aby - kiedy nagle stalabym sie lepsza - dostac nagrode. gorsze oceny w szkole, awantury i pijanstwo a bylam malym glupim nastolatkiem. wiesz, jacy sa tacy sa, zniszczyli zycie, ale to wciaz starzy... :/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
17 lut 2009, 13:03
Lokalizacja
brak

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

przez wciacia 24 lip 2009, 08:59
nie znam waszych przeżyć z autopsji ale z opowiadań mojego męża,który już jako 4-letnie dziecko był przywiązywany do krzeseł i bity tylko za swoje istnienie przez ojca sadystę-alkoholika. kiedy skończył szkołę zawodową ,zapakował się w plecak i wyprowadził.nie było mu łatwo ale wynajął mieszkanko a drugim kumplem na spółę,znalazł byle jaką robotę-bo zaczynał swoją 'karierę zawodową' pracując w sadach i żył. z czasem znalazł normalną pracę i życie mu się unormowało. po paru latach poznał mnie,pobraliśmy się. szybko okazało się,że tamte życie wywarło na niego piętno. znęcał się nade mną psychicznie przez 9 lat małżeństwa,bo ciągle nie był świadom tego,że mnie krzywdzi. odeszłam od niego. postarałam się o separacje prawną. to był dla niego cios. wrócił,gotowy na zmiany,terapię itd. drugi rok mieszkamy znowu razem i jest cudownie. kocham go z całego serca.
nie wiem czemu to tu napisałam ale wydaje mi się,że z takiej rodziny to trzeba się wyrwać za wszelką cenę. nawet cenę biedy.
może mogłabyś poszukać jakiegoś niedrogiego mieszkanka z jakimiś koleżankami,które też chciałyby się usamodzielnić?
myślę,że bardzo trudno jest dojść do siebie w warunkach strachu i ciągłych złych wspomnień.
mój mąż odciął się od swojej rodziny na długie lata. teraz odwiedza ich 1-2 razy w roku i nigdy nie czuje się tam dobrze.szanuję jego wybór. wiele zrozumiał i stawia na nas,czyli na swoją nową rodzinę ,którą założył.
wciacia
Offline

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

Avatar użytkownika
przez Lena88 24 lip 2009, 23:09
"Nie mam dokąd się podziać, więc przybywam tu.
Wczoraj poznałam przyczynę swoich obecnych dolegliwości. Wszystko nagle stało się klarowne. Bezsenność, nerwica, depresja, lęk przed ludźmi, dysforia, hipochondria. Wcześniej przyczynę ich powstania wypierałam z pamięci, nie docierał do mnie prawdziwy powód ich pojawienia się. Przypisywałam to dziełu wrażliwości, burzy hormonów, zaburzeniu osobowości, a nawet wiązałam to z naradzającą się powoli chorobą psychiczną. Zadawałam sobie pytanie 'dlaczego coś ze mną nie tak?', a tak naprawdę odpowiedź znajdowała się tuż przed oczami, na wyciągnięcie ręki. Wczoraj jej dosięgnęłam, a ta świadomość sprawiła, że pękła we mnie nitka podtrzymująca tłumioną przez lata nienawiść i złość"

Dance, kiedy pierwszy raz przeczytałam te słowa-wydało mi się dziwne, aby tak nagle coś zrozumieć. Uświadomić sobie przyczynę obecnych problemów. Jednak sama uświadomiłam sobie dopiero po prawie 10 latach coś, co zaważyło na moim życiu. To trudne, przykre. Trzeba z tą świadomością nauczyć się jednak funkcjonować. Moja terapeutka powiedziała mi dziś, że nie mogę teraz tego bez przerwy rozpamiętywać i grzebać w przeszłości, bo już jej nie zmienię. Muszę to teraz przetrwać, choć jestem tym załamana i starać się z całych sił żyć dalej, jak najlepiej będę potrafiła. POwodzenia
Just listen to the music of the traffic in the city
Linger on the sidewalk where the neon signs are pretty
How can you lose?

http://www.youtube.com/watch?v=JyW1smKgJF8
Avatar użytkownika
Offline
Posty
300
Dołączył(a)
16 cze 2009, 18:37

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

przez aga25 25 lip 2009, 10:34
Dance,
nie ty jedna doświadczyłaś zła ze strony ludzi, których nazywa się "rodzicami" ale to rodzice nie są. Kiedy czytam podobne historie przypominają mi się też moje doświadczenia z dzieciństwa i wiecie co wymiotować mi się chce. Najgorsze jest to, że dziecko nie potrafi odróżnić kata i sadystę od prawdziwych rodziców. Z całej siły stara się całą winę brać na siebie, czuje się odpowiedzialny za to że go biją i poniżają. To biedne dziecko nie wie że ci ludzie, którzy określają siebie mianem ojca lub matki to zwykli bandyci i przestępcy. Dziecko od poczęcia (jak uczy KK i nie tylko) zasługuje na szacunek więc pytam się gdzie jest szacunek kiedy leje się tą biedną niewiele wiedzącą o życiu i świecie istotkę? Oczywiście wmawia się nam że zasłużyliśmy, itp ale otóż nie! Dziecko ma prawo wyrażać siebie każdymi emocjami a rolą dorosłych jest pokazać właściwą drogę, dać poczucie bezpieczeństwa, otoczyć miłością wspierać rozwój osobowości dziecka, wzmacniać poczucie własnej wartości a nie KATOWAĆ! Znęcanie się nad dzieckiem jest taką samą zbrodnią jak znęcanie się nad dorosłym! Takiego postępowanie nie tłumaczy i nie usprawiedliwia fakt że tym ludziom było ciężko. W każdym człowieku jest dobro i zło i to od człowieka zależy, którą drogę wybiera. Zobaczcie wam też jest bardzo ciężko ale próbujecie to zmienić, chcecie podążać inną drogą. Oni też mieli ten wybór jednak woleli znaleźć sobie kozła ofiarnego czyli swoje dzieci żeby wyładowywać na nich frustracje z przeszłości. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu zło jest złem a dobro dobrem.
Ja już nie mieszkam w domu rodzinnym. Obecnie staram się zbudować zdrowy i normalny związek z człowiekiem wspaniałym i nie myślcie że idealizuję bo już dawno zaczełam widzieć świat takim jakim jest naprawdę. Dużo się uczę od swojego partnera, który miał to szczęście bycia dzieckiem kochanym w rzeczywistym tego słowa znaczeniu. Oczywiście przeszłość dopóki sobie z nią nie poradziłam dała mi się mocno we znaki w postaci nerwicy natręctw ale obecnie radzę sobie z nią. Nie mam już tych wstrętnych myśli, które tak naprawdę spowodowane były tym co przeszłam w swoim domu.
Poczytajcie Alice Miller - ta kobieta otworzyła mi na prawdę oczy i mnie wyzwoliła!
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

przez malenka_kropelka 25 lip 2009, 14:05
kur**.... DanceWithTheWind wiesz ze wlasnie opisalas moje zycie ? ...

Rozumiem was jak nikt Stahu i Dance ...

od dziecka GOŚĆ w domu wychowywany zasada ''w ryja za wszystko''':(
zero milosc. zero ciepla. zero zainteresowania. i o wsyzstko trzeba blagac...

ale uciekniemy od nich.. jeszcze uciekniemy.
Posty
12
Dołączył(a)
02 lip 2009, 19:15

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

przez verdemia 26 lip 2009, 15:59
na pewno uciekniecie...trzymam za was wszsytkich kciuki. jak czytam te historie jest mi niezmiernie przykro, ze do czegos takeigo sie dopuszcza. Jak mozna znecac sie nad wlasnym dzieckiem. Ale jeszcze bedzie dobrze, jak zaczniecie zycie tylko w swoim swiecie z daleka od tych katow.
Pytanie do wciaci: wierzysz ze maz sie zmienil? ze to wszystko nie wroci?
verdemia
Offline

Re: Rodzice zniszczyli mi życie...

Avatar użytkownika
przez Moniczka23 26 lip 2009, 17:23
hej
właśnie znalazlam sie we właściwym "gronie" moi"rodzice" zniszczyli mi moje życie. Od dziecka nie było łatwo. Ciągle awantury pijaństwo lęk czy spokojnie przespie noc i tak ciągle. Dziecko nie powinno w taki sposób przeżywać swoje dzieciństwo to jest poprostu chore! Przez nich byłam w domu dziecka 4 lata ale nie uskarżam sie na to bo było to lata spędzone w spokoju i ciszy bez lęków i nie przespanych nocy. Lecze się obecnie na depresję i nerwice i mam oczywiście syndrom DDA...ciezko mi teraz z tym zyc ale jakos sobie radze. Mam swoja rodzine,swoje dzieci. I juz wiem ze napewno nie beda mialy takiego dziecinstwa jak ja i w przyszlosci nie beda sie przeze mnie musialy leczyc.
pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki zeby wam wszystkim sie udalo

[Dodane po edycji:]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
20 maja 2009, 15:52
Lokalizacja
Łódź

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do