Smierc mojego psa mnie zabila.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Smierc mojego psa mnie zabila.

przez zniszczony 06 kwi 2009, 14:57
Pisze tu z tego wzgledu, poniewaz nie mam nikogo z kim moglbym porozmawiac, komu moglbym sie wyzalic :cry: .
Mam 19 lat, w domu pies byl zawsze obecny odkad tylko pamietam, mialem chyba 4,5 lat gdy moi rodzice postanowili go przygarnąć. Byl moim najlepszym przyjacielem, nigdy nie zapomne jego usmiechu, wspolnych spacerow, gdy to pisze lzy mi obficie kapia na klawiature, po prostu nie moge sie powtrzymac, az sie sam siebie wstydze, ze zachowuje sie jak baba :cry: . Od 2 tygodni moj pies byl bardzo chory, nie mogl sie podniesc, przez caly ten czas (ok. 14 dni) lezal w kojcu w przedpokoju i bardzo piszczal, bylo mi go bardzo szkoda, ale nigdy , nigdy bym nie pomyslal ze umrze za niedlugo, bylem pewny ze bedzie ze mna na wiecznosc, ze to ja umre a on mnie bedzie oplakiwal. Niestety, w ostatni piatek wrocilem ze szkoly i zobaczylem ze leci mu cos z pyska, zadzwonilem po ojca zeby przyjechal z pracy, sam wzialem Maxa (bo tak sie nazywal) na kolana ( nie byl duzy, rasa Foksterier krótkowłosy ) , glaskalem go i plakalem przy czym mocno blagalem by nie umieral. Prosilem nawet Boga o pomoc, mimo ze jestem ateistą. Gdy moi ojciec przyjechal 10 minut pozniej moj pies rzucil na mnie ostatnie spojrzenie swoim błyszczącym, załzawionym okiem, po czym przestał oddychac. Probowalem nie przyjac tego do wiadomosci i w myslach oszukiwalem sie. Polozylem go do kojca i ucieklem do pokoju gdzie wybuchlem placzem, nie chcialem by ktokolwiek widzial mnei w takim wstanie. Plakalem i jednoczesnie wstydzilem sie swoich emocji, wstydzilem sie przed ojcem tego, ze jestem tak slaby i w wieku 19 lat potrafie sie poplakac :cry: nie mam pojecia dlaczego moi rodzice nie wybuchli placzem po smierci psa, przeciez oni pamietali go nawet gdy byl małym szczeniaczkiem. Od 3 dni nic nie robie, nie odbieram telefonow, dzis nie bylem w szkole, jestem zalamany, mam ochote uciec od wszystkich znajomych, od rodziny, poniewaz teraz wiem - > ze oni kiedys umrą i bede na nowo przezywal jeszcze mocniejszy bol, poniewaz strata matki jest nieporownywalną stratą. Mam rowniez ochote zniknac, umrzec, zostac pobity, zamordowany, nie wiem co sie ze mna dzieje, nie poznaje sie. Wstydze sie wyjsc na zewnatrz, pokazac sie.

Blagam was powiedzcie mi czy to uczucie kiedys przejdzie :cry: czy byliscie kiedys tak zdolowani :cry: teraz mam wrazenie ze jestem jedyna osoba na swiecie ktora tak mocno cierpi :cry: ... Minely 3 dni a ja nawet nie moge powstrzymac sie od placzu :cry: .
Doradzcie mi co robic, czy smutek kiedys przeminie, czy nadejdzie taki dzien, w ktorym bede mogl powspominac mojego najlepszego przyjaciela bez płakania? :cry:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
06 kwi 2009, 14:40

Re: Smierc mojego psa mnie zabila.

Avatar użytkownika
przez LucidMan 06 kwi 2009, 15:15
zniszczony, no cóż .. Reagujesz prawidłowo, strata jest bolesna, wzbudza wiele uczuć i emocji. Czas Ci na pewno pomoże. Dostajesz teraz lekcję od życia pt. wszystko jest zmienne, nie ma nic stałego. Z czasem, powinieneś sobie zdać sprawę, że to Twoje przywiązanie powoduje takie cierpienie. W jakiś sposób, uzależniłeś się od tego pieska, dzięki temu miałeś poczucie szczęścia, radości. Teraz tego nie ma, powstała luka, którą wypełniasz łzami i bólem.

Twoje zachowanie jest całkowicie normalne, z czasem przebolejesz stratę. Takie doświadczenie jest wyzwaniem dla Ciebie. Nie możesz się pogrążać na długo w rozpaczy. Popatrz na pozytywne strony tej sytuacji (wszystko ma swoje za i przeciw). Pewnie myślisz, że nie ma nic pozytywnego w tym co się stało, ale popatrz na to z innej strony. Twoja psychika jest właśnie wzmacniania. Jeśli dobrze to zrozumiesz, każde następne doświadczenie straty już nie będzie bolesne, bo zrozumiesz naturę zmienności rzeczy.

Niezależnie jak się będziesz zachowywał, nic nie zwróci życia temu pieskowi. Więc może nie ma sensu się zamartwiać i rozpaczać? Naucz się lekcji jaką daje Ci życie i żyj dalej, zostawiając przeszłość za sobą ;)

Pozdrawiam 8)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Smierc mojego psa mnie zabila.

przez zniszczony 06 kwi 2009, 15:26
Niby moja psychika jest wzmacniana, ale gdy przyjdzie nastepna smierc bede tak samo cierpial, plakal, nie bede mogl zapomniec z tygodnia na tydzien o tragedii. :cry:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
06 kwi 2009, 14:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Smierc mojego psa mnie zabila.

przez Korba 06 kwi 2009, 15:34
Z tygodnia na tydzień się o czyjejś śmierci nie zapomina, takie wydarzenie zostaje w człowieku na zawsze, jedyne co można zrobić, to nauczyć się z tym żyć, a potem to akceptować. A to jest najtrudniejsze. Ja nie mam już rodziców i ich śmierć przyjęłam do wiadomości, ale nigdy nie zaakceptowałam.
No ale żyjesz dalej i z czasem robi się łatwiej.
Korba
Offline

Re: Smierc mojego psa mnie zabila.

przez Autodestrukcja 06 kwi 2009, 20:12
Mogę powiedzieć że na swój sposób to rozumiem ;)
Sytuacja była inna bo
pies który zmarł był u nas tylko ( dla mnie wowczas to było aż) 4 lata
to było 5 lat temu, miałam tylko 13 lat
ale
niesamowicie się przywiązałam do tego psiaka i zaangażowałam w niego emocjonalnie, można powiedzieć że przy nim ewoluowały i ukształtowały się poglądy na temat psów, pracy z psem etc , co miało dla mnie ogromne znaczenie
poza tym to był jednak ten pierwszy pies, moje pierwsze wymarzone zwierze

pies zmarł na babeszjoze,...umierał długo, w pewnym momencie jakby stracił świadomość jego widok był cholernie bolesny, umierał na moich kolanach wieziony do veta, umierał w nocy dosłownie wyjąc i krzycząc w bólach : / a ja wiedziałam że rano obudzę się bez psa.
po miesiącu jeszcze zdazyło mi się płakać okrągłe 45 min

wzięliśmy nowego psa i wciaż przeżywałam
no ale postanowiłam się pogodzić z tą sytuacją bo najwazniejsze stało się dla mnie to że psiak w ogóle sie pojawił, był i odniósł duże w mym żywocie znaczenie Tak więc poszłam do przodu, z psem już tylko w pamieci, po czasie myslałam o historii mego psa mimo że zakończonej strasznym wydażeniem jako o epizodzie, który nie daje mi powodu do cierpienia tylko do radości. I choć z początku normalną koleją rzeczy jest odczuwanie braku to po przyzwyczajeniu się do nowego ładu i zwróceniu oczu w przyszłość, tą utraconą cząstkę życia traktuje się jako coś pozytywnego a jednocześnie otwiera się na nowe ;) i jest ok

hah , długi wywód wyszedł ;)
pozdrawiam ;)
Autodestrukcja
Offline

Re: Smierc mojego psa mnie zabila.

przez betty_boo 06 kwi 2009, 21:14
zniszczony, nie przeczytałam dokładnie twojego posta bo widzialam ze zawiera taki ładunek bólu i emocji ze na pewno bym sie poryczala...

mnie tez bardzo wzruszaja zwierzeta i ich cierpienie.

wiem ze cie to nie pocieszy ale powiem ci ze my z mezem tez przezylismy smierc naszego psa (zginąl przez głupi, wyjatkowy zbieg okolicznosci potracony przez samochod). nie bede opisywac calego tego wydarzenia bo mysle ze byloby ci jeszze bardziej smutno.

tez oboje ryczelismy jak bobry i nie umielismy sobie znalezc miejsca przez 2 dni. nie bylo po co wychodzic do ogrodka, nie moglismy patrzec na jego miski, zabawki. ale potem...jakos oboje zaczelismy szukac nowego psa , chyba 5 dni pózniej kupilismy przez allegro malutka suczke której maz dal to samo imie. z wygladu jest bardzo podobna do poprzedniej ale z charakteru nie. ten maly pies przyniosł nam tyle radości i pozwolil moze nie zapomniec, ale ukoic ból.

tobie tez to polecam, moze inne zwierzatko, moze psa ze schroniska?

wiem ze moze nie mozesz zniesc mysli o nowym zwierzatku albo boisz sie ze nie bedziesz umial go tak samo kochac ale pomysl, moze ono juz gdzies na ciebie czeka i jest ci przypisane?

twój post swiadczy o tym ze jestes bardzo wrazliwym człowiekiem....twoje emocje sa normalne i bardzo dobrze o tobie swiadcza.

pozdrawiam i pamietaj - czas leczy rany. urzadz pieskowi pogrzeb i przezyj załobe, to tez ci pomoze.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Smierc mojego psa mnie zabila.

przez alu 10 kwi 2009, 17:09
zniszczony, Twój post mnie totalnie rozwalił, naprawdę. Aż dorzucę kilka słów od siebie, bo DOSKONALE wiem, jak to boli.
Mieliśmy kiedyś psa, jamnika, na imię miał Rambo. Kochaliśmy go niesamowicie. U nas zwierz to członek rodziny a nie jakiś tam czworonóg. Rambek lubił chodzić na ładaczki, ale zawsze wracał. Robił podkopy pod ogrodzeniem, ale zawsze wracał do domu.
Pewnego dnia nie wracał dość długo, było to dzień przed świętem zmarłych w 98 roku...
tata zaniepokojony wyszedł do ogrodu go zawołać a on... leżał pod drzwiami, zakrwawiony, ze śladami potrącenia ...
po prostu trąciło go auto, ale znalazł siłę, żeby wrócić do domu.
Wyprawiliśmy mu pogrzeb, płacząc jak dzieci - ja, moja siostra, Mama i Tata.
Minęło 11 lat (!) a nadal, gdy oglądamy zdjęcia, łzy same napływają do oczu. Pochwaliśmy go w ogrodzie, tam gdzie lubił najbardziej siedzieć, a na grobie posadziliśmy cyprysa, takiego z doniczki, bez większej wiary, że w ogóle krzak się przyjmie.. a dziś ma 1,5 metra wzrostu.

Ja wiem, że dla wielu to co pisze to pierdoły, ale Pies to dla mnie po prostu Przyjaciel.. nalezy mu się pamięć, żałoba po nim, wspomnienia... pozwól sobie na rozpacz, płacz ile wlezie.
Pozwól sobie na uzewnętrznienie tego.
Nie mówię, że to kiedykolwiek minie, ale z czasem będziesz uśmiechał się do wspomnień, w oku zakręci się łza, ale rozrywający serce żal minie..

Po śmierci Rambka tata już nie chciał psa, nigdy więcej. Ale 4 lata temu zmarli moi dziadkowie , w marcu Babcia, w sierpniu Dziadek. Tak po prostu sobie odeszli, jedno po drugim, bez uprzedzenia ..
mieli 3-miesięczną suczkę, sznaucerkę...

Teraz ma u nas nowy, najlepszy na świecie dom, jest członkiem rodziny, przyjaciółką, oczkiem w głowie.
Telepie się na myśl, że kiedyś jej nie będzie, że w ogóle moi bliscy odejdą...

i chyba tego boję się najbardziej. śmierci. nie swojej, o nie. tylko moich najbliższych.

rozpisałam się, ale miałam potrzebę. Mam nadzieję, że będziesz się trzymać. Płacz, ale trzymaj się.
alu
Offline

Re: Smierc mojego psa mnie zabila.

przez pisiorec 14 kwi 2009, 20:33
zniszczony napisał(a):Od 2 tygodni moj pies byl bardzo chory, nie mogl sie podniesc, przez caly ten czas (ok. 14 dni) lezal w kojcu w przedpokoju i bardzo piszczal


nie rozumiem dlaczego takiego psa nikt nie uspil tylko musial jeszcze cierpiec umierajac. powinniscie dac mu zastrzyk albo inaczej go usmiercic, zeby nie bolalo
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
14 kwi 2009, 18:36

Re: Smierc mojego psa mnie zabila.

przez Margaryna9 14 kwi 2009, 21:21
Ja tez mam psa i nie wyobrazam sobie ze kiedys zdechniue
DziwnySwiat00.blog.interia.pl wejdz i skomentuj :)
Biorę Abilify , Pernazyna , Lenuxin , tegretol i chyba zdrowieje :)
Offline
Posty
259
Dołączył(a)
24 lut 2009, 18:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 21 gości

Przeskocz do