Niewyleczona depresja

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 16 lut 2009, 10:32
Oiom, zwróciłam uwagę, ale nie w ten sposób, co proponujesz. Oni nie mają w swoich dzieci i ciotce się troche w głowie "poprzestawiało". Całą swoją mądrość dotyczącą wychowania dzieci czerpie z harlequinów i tvn style. Czego więc można oczekiwać? Pracuje w księgowości, tj. ma najlepszą pracę z mojego otoczenia czyt. lepszą od matki, ojca, moich braci i wujka, i czuje sie z tym nad wyraz dobrze. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby i to nie odbijało się na naszych stosunkach. Kiedy rozmawiamy ona podnosi głos i nie pozwala mi dojść do słowa. Postępowo przestałyśmy ze sobą rozmawiać. Moja terapeutka poprosiła mnie, żebym zaczęła stawawiać małe kroki w celu ocieplenia tych relacji, jednak żeby móc to zrobić musiałam zacząć rozmowę, podzas gdy tylko się mijamy na przedpokoju czy w kuchni i rano rzucamy sobie wymuszone "cześć". Więc któregoś ranka zapytałam ją, jaka jest pogoda, czy ciepło, bo ona już wychodziła wcześniej. I tym swoim narastającym głosem jakby ktoś się bawił equalizerem wygarnęła mi, że mi przecież zawsze jest zimno, bo wasza rodzina już "taka" jest :| . Z akcentem na taka. Kiedy. p. psycholog poprosiła o spotkanię trio: z ciotką i wujkiem, to na nie nie przyszła. Czyżby jakieś obawy dotyczące przyczyn mojej "próby" samobójczej?

Oiom napisał(a): No i już absolutnie ostatnia rzecz - nie chcę, żebyś sobie pomyślała, że przesadnie ingeruje w Twoje sprawy i zamieniam się w zrzędzącego kolegę

Ingerujesz w moje sprawy? To w ogóle złe określenie. Ja bym powiedziała, że mi pomagasz i mimo pewnie małej ilości Twojego wolnego czasu wolałabym, gdybyś jednak poodpisywał mi jeszcze. Jesteś jak terapeuta :)

Oiom napisał(a): te Twoje przykre doświadczenia z bratem i znajomym Twojej matki. Rozmawiałaś o nich ze swoją terapeutką?

Tak, powiedziałam jej o tym wszystkim na pierwszej wizycie. Na razie przywraca w moich oczach skrzywiony obraz rodziny i próbuje go nieco wypoziomować. Do "tamtych rzeczy" jeszcze na szczęście nie wracała.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 17 lut 2009, 01:09
Witaj Pięknooka,

Rzeczywiście wygląda na to, że ułożenie relacji z Twoją ciotką nie będzie takie proste. Czy ona ma taki sposób bycia w stosunku do wszystkich ludzi? Np. Twojego brata, który też tam mieszka? A może traktuje Cię ze szczególnym chłodem z jakiegoś konkretnego powodu, na przykład obwinia Cię za coś (bardzo możliwe, że całkowicie niesłusznie)? Jak rozumiesz zdanie: "Tobie zawsze jest zimno, bo Wasza rodzina już taka jest"? To wygląda trochę tak, jakby on obwiniała Cię za grzechy innych członków Twojej rodziny... Może też, tak jak zdajesz się sugerować, ona czuję się winna za Twoją "próbę" samobójczą i nie umie sobie z tym poradzić? Odpowiedź na te pytania powinna stanowić dla Ciebie wskazówkę w jaki sposób "rozładować" to napięcie między wami. Może się uda.
A jak układa się Twoja relacja z wujem? Pamiętam, że ochoczo relacjonuje Twoje życie Twojemu ojcu. Ale, może jest bardziej komunikatywny i da się z nim jakoś porozumieć?

Świetnie, że porozmawiałaś ze swoją terapeutką na temat tych przykrych wydarzeń z przeszłości. Wojtala dosyć radykalnie radził Ci, żebyś w obliczu tej sytuacji zerwała kontakty z matką i jej facetem. Zerwanie kontaktów jest zbyt radykalnym pomysłem (świadczy o tym Twoja reakcja), ale może przydałoby Ci się troszeczkę egoizmu w tej sytuacji. Teraz pojawiają się trzy pytania w kontekście Twojej relacji z matką (o faceta matki nie pytam bo wypowiedziałaś się zdecydowanie na temat swojego stosunku do tego człowieka) :
1. Czy kontaktujesz się z nią z wewnętrznej potrzeby (bo chcesz z nią być... tak jak często córka chce być z matką, babką, dziewczyna z chłopakiem, matka z dzieckiem itd. czyli mówiąc w skrócie dla przyjemności wspólnego obcowania) czy z poczucia obowiązku?
2. Czy Ty jesteś potrzebna swojej matce? Czy pomoc, której jej udzielasz realnie zmienia coś w jej życiu?
3. Czy myślisz, że jesteś w stanie zrobić dla niej coś więcej niż robiłaś dotychczas? Może jest coś, czego nie próbowałaś, a co mogłoby jej pomóc?
Ważne, żebyś sama przed sobą odpowiedziała na te pytania. Te odpowiedzi mogą być dla Ciebie wskazówką jak kształtować przyszłe relacje z mamą.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 17 lut 2009, 11:37
Oiom ? Ty mnie zawstydzasz :P

Przyjmijmy, że brat z którym mieszkam to X, a ten dtugi to Y. Najpierw urodził się Y, ale jak urodził się X, to ciotka zaproponowała mojej matce, żeby ta oddała jej tego drugiego syna. Nie stało się na szczęście tak. Moi rodzice i bracia mieszkali wtedy w tym mieszkaniu, co ja teraz, też razem w wujami, którzy już twedy chołbili X nadzwyczajnie. I tak przez całe lata. Gdy się przeprowadziliśmy do mojego domu rodzinnego wujostwo ciągle go zabierało do siebie, gdzie tu miał więcej atrakcji, niż w małej mieścinie. Może nie było tu ogrodu, ale duży ruch, kino i wiele wiele innych miejsc, w które go zabierali. Dobrze zaplusowali. Jak ja byłam jeszcze małą dziewczynką i rodzice mnie do niech na dwa dni przywieźli, to usłszałam: "Tylko nie licz na żadne prezenty, bo my nie mamy pieniędzy." Nigdy jednak nie żebrałam w sklepie, nie byłam też chciwa - nie wiem, skąd to niemilstwo się wzięło. Tak więc X był faworyzowany od samych narodzin, co i jego nie uchroniło przed dzisiejszą zgorzkniałością ciotki. Niby mówi do niego pieszczotliwie (podczas gdy chłop ma 24lata), ale z nim też nie potrafi rozmawiać. Kiedy jesteśmy w domu we trójkę: wujek, X i ja - i przychodzi ciotka to wszyscy zamykają się w pokojach.

Najgorzej ma wujek - bo mają wspólny. Jednak i on nie jest w stanie wiele znieść, więc 3/4 dnia spędza na przedpokoju. Dostęp jest łatwiejszy, zawsze można coś zagadać. Jest humorzasty, ale to chyba należy do jego charakteru. Czasem można się dużo pośmiać, nawet z niego samego, a czasem strach cokolwiek mruknąć. Bądź, co bądź. I tak uważam, że z nim idzie się łatwiej dogadać.

Kiedyś była jeszcze taka sytuacja, że piłam browara u siebie i bez pukania weszła do mnie ciotka i ryknęła, że ona "nie będzie mieszkać z alkoholikiem pod jednym dachem". Próbowałam powiedzieć, że "pije jedno piwo" (!), ale ona tylko wywrzeszczała: "popatrz na matkę! ja wiem, jak to się zaczyna." Zamknęłam się wtedy, bo pomyślałam, że jak wybuchnę, to w jednej chwili wyląduję na bruku.

Zwykle jest tak, że przyjeżdzam do mamy, co dwa, trzy tygodnie. Dlatego, że chcę. Potrzebuję powiedzieć jej o najbardziej błahych sprawach. Czasem przyjeżdżam, bo ona tego chce. Tak było ostatnio. Było tak ciepło... 16st. a ja zamiast wytarzać się w trawie, pojeździć na rolkach, albo wyjść gdzieś na dlużej z kotem, to pojechałam i otworzyła mi drzwi kompletnie pijana. Z nim. Zwątpiłam.

Myślę, że troszkę jej pomagam. Chociażby tym najkonretniejszym - że wciąż jestem. Że żyję, ale też, że pomimo iż nie mieszkamy razem, to nie zostawiłam jej z tym problemem. Moi bracia przez długi czas do niej nie przyjeżdżali. Było jej z tym bardzo ciężko, dlatego ja przyjeżdżałam ciężej. Pomimo tego, że jest chora, też normalnie odczuwa, a nawet nadwrażliwie. Więc jeśli tylko mogę jakoś pomóc - robię to.

Czy jest coś czego nie zrobiłam? Tak. Sprawa w sądzie dla tego sk... .
Ale i to dojdzie kiedyś do skutku. Wolałabym, żeby już mama przez niego nie cierpiała, ale jak tylko coś się stanie, to po raz kolejny wzywam policję, a z tego co wiem oni mają wtedy obowiązek zawiadomić prokuraturę.
Mogę też pomóc jej finansowo, gdy tylko znajdę pracę, bo w obecnej sytuacji pomagam, ale to jest niewiele jak na to, żeby przeżyć miesiąc.

Kąpiel i wizyta u psychologa. A co na śniadanie?

[*EDIT*]

Dodam jeszcze, że jutro są moje kolejne urodziny i jadę Jej złożyć coś a' la życzenia i gratulacje ;)
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Niewyleczona depresja

przez bedewere 17 lut 2009, 12:47
wyimaginowana
chcem Ci coś napisać, przeczytałam kilka twoich postów i coś wemnie ruszyło, przykre,że nie masz wsparcia i poczucia byciem kochaną przez rodzinę, ważne jednak,że o tym piszesz i wyrzycasz to z siebie, pamiętaj,że ty w przyszłości prawdopodobnie będziesz matką i żoną i sama zbudujesz swoją rodzinę to jest realne i wykonalne nie poddawaj się,.
Masz braci na twoim miejscu starałabym się odbudować silną więź z nimi, starać się walczyć o tą braterską miłość, jeśli nawet nie widzisz szans.
Pozdrawiam
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
23 paź 2008, 11:57

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 17 lut 2009, 13:11
bedewere,
ech. Dla mnie stało się to normalne, że moje życie rodzinne tak wygląda. Wiem jedno: że jeśli kiedyś będę miała okazję sprawdzić się jako matka, czy żona - nie zawiodę.

Więź z moimi braćmi. Chciałabym, żebyśmy kiedyś byli tak blisko jak lata temu, kiedy mama nas w trójkę w jednej wannie kąpała. Albo jak graliśmy w "kluchy". Obojętne, może kiedyś znowu jakaś (nie daj Boże) tragedia nas złączy.

Pozdrawiam też.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez bedewere 17 lut 2009, 13:18
Nerwica pojawia sę wtedy gdy cos sie dzieje wbrew nas, na co wpływu nie mamy. Ja też mam 2-ch braci starszegi i młodszego, kiedy starszy wyjechał, a był moją podpora,wsparciem, przyjacielem, popadłam w nerwice nie umiejąc wtedy jeszcze nazwać swojego stanu.
Wiem więc co to znaczy czuć sie samotną, niekochaną,, to jest coś przez co się traci chęci do działania, marzenia i życia. Aleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee warto jest zawalczyć, ja krzyknełam swojemu rodzeństwu w twarz że ich potrzebuje bo bez nich nie dam rady...pomogło, zebym nie spróbowała też bym nigdy nie wierzyła, że mogę jeszcze na nich liczyc. Bądz silna i się nie poddawaj :-)

[*EDIT*]

"Znowu przyszła do mnie samotność
choć myślałem, że przycichła w niebie
Mówię do niej:
- Czego chcesz jeszcze, idiotko?
A ona:
- Kocham ciebie."

(ks. J. Twardowski)
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
23 paź 2008, 11:57

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 17 lut 2009, 15:41
bedewere, to na szczęście nie nerwica, a depresja. Myślę, że gdybym ja powiedziała to samo moim braciom, to ośmialiby się zawstydzeni i temat nigdy by nie wrócił do naszych rozmów. Ja bym wolała, żeby przemówiły czyny, a nie usta. Usta mówią różne rzeczy - nie zawsze prawdziwe.


Jestem po wizycie. Wciąż nie powiedziałam jednej rzeczy. Nie umiałam. Nie dzisiaj, kiedy tak dobrze się czuję, że aż promienieję.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez bedewere 17 lut 2009, 16:22
Ja sama nie wiem czy mam depresje czy nerwicę. Czasem jestem poddenerwowana, uczucie jakbym biegła a czasem pustka totalna pustka. Też mam h.. z rodziną, ojciec kiedyś prubował popełnić samobojstwo, obwiniał mnie o to i te uczucia jakie miałam wtedy wróciły, psycholog mi mowila ze to przez to ze nie czulam złości, że nie powiedziałam mu ile mnie to kosztowało, ze sobie nie potrafilam z tym poradzic..ehhh
Wiem jedno nie wolno w sobei tłumić złości, smutku. Musisz zaczac mowić o tym co Ciebie trapi, i sprobuj z braćmi, jeśli nawet nie wyjdzie to bedziesz miała świadomość że prubowałaś.
Ja też sie czuje lepiej, już od 2 tyg :-) ptfu ptfu..oby tak dalej :-)
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
23 paź 2008, 11:57

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 17 lut 2009, 18:56
Oiom napisał(a):Witaj Pięknooka


I nie żeby oczy były zwierciadłem duszy :P
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 18 lut 2009, 02:20
Wyimaginowana,

Zaczynam od najważniejszego: wszystkiego najlepszego. :)

W kontekście relacji z Twoim wujostwem, które bardzo dobrze nakreśliłaś, trudno jest mi coś Ci poradzić. Rzeczywiście słuszna wydaje się być rada Twojej terapeutki, żebyś próbowała ocieplać te stosunki metodą „małych kroków”. Możesz próbować, w sumie – co masz do stracenia? To Ty wyciągasz rękę, a jeśli ktoś tę rękę odrzuca, to źle świadczy o nim, a nie o Tobie.
Ważne, żebyś nie dawała się sprowokować swojej ciotce do kłótni - staraj się formułować przekaz w sposób asertywny (mów zdecydowanie NIE jeśli coś Ci się nie podoba) ale sympatyczny (swoje NIE może ozdobić sprytnym komplementem).

Jeśli chodzi o Twoje stosunki z mamą, to sprawa się z mojego punktu widzenia częściowo wyjaśniła: Ty potrzebujesz jej, a ona potrzebuje Ciebie. Żadne radykalne rozwiązania w stylu zerwania kontaktów nie mogą więc wchodzić w grę.

wyimaginowana napisał(a):Zwykle jest tak, że przyjeżdzam do mamy, co dwa, trzy tygodnie. Dlatego, że chcę. Potrzebuję powiedzieć jej o najbardziej błahych sprawach. Czasem przyjeżdżam, bo ona tego chce. Tak było ostatnio. Było tak ciepło... 16st. a ja zamiast wytarzać się w trawie, pojeździć na rolkach, albo wyjść gdzieś na dlużej z kotem, to pojechałam i otworzyła mi drzwi kompletnie pijana. Z nim. Zwątpiłam.

Rozmawiałaś z nią o tym później? Powiedziałaś jej, co czujesz (bez pretensji i osądzania) w takich sytuacjach? Potraficie rozmawiać szczerze o Waszych wzajemnych stosunkach? Mówisz swojej mamie o tym, co w jej życiu sprawia Ci przykrość (rozumiem, że jest to jej facet i alkohol)? Jeśli tak, to jak ona na to reaguje?

Ważne, w jaki sposób rozmawiasz ze swoją mamą. Twoja matka ma pewnie wyrzuty sumienia z powodu swoich problemów życiowych, nie możesz jej więc otwarcie krytykować, ani osądzać.
wyimaginowana napisał(a):Czy jest coś czego nie zrobiłam? Tak. Sprawa w sądzie dla tego sk... .
Ale i to dojdzie kiedyś do skutku. Wolałabym, żeby już mama przez niego nie cierpiała, ale jak tylko coś się stanie, to po raz kolejny wzywam policję, a z tego co wiem oni mają wtedy obowiązek zawiadomić prokuraturę.
Mogę też pomóc jej finansowo, gdy tylko znajdę pracę, bo w obecnej sytuacji pomagam, ale to jest niewiele jak na to, żeby przeżyć miesiąc.

A myślisz, że można zrobić coś, żeby ona przestała pić? Udzielić jej jakiejś pomocy w tej sferze? Nie ma uzależniania, z którego nie możnaby wyjść.

Poświęcam dużo uwagi Twojej rodzinie, bo widzę, że to ważny dla Ciebie temat. Ponadto wydaje mi się - jeśli jest inaczej, to wyprowadź mnie z błędu - że masz silną potrzebę opiekowania się kimś. Świadczą o tym marzenia o byciu matką (w bardzo młodym wieku), uwaga jaką poświęcasz kotu, no i przede wszystkim Twój stosunek do matki. W tej potrzebie opiekowania się nie ma niczego złego, wręcz dobrze to o Tobie świadczy. Wątpię, żeby ktokolwiek namawiał Cię do tego, żebyś wyeliminowała ten element swojego życia wewnętrznego. Istotne jest natomiast uświadomienie sobie tej cechy charakteru i konsekwencji, jakie ma ona dla Twojego życia. Te konsekwencje nie zawsze będą dla Ciebie pozytywne i to musimy sobie otwarcie powiedzieć. Na pewno Twoja terapeutka będzie zwracała Ci na to uwagę.

W Twoich dzisiejszych postach dostrzegłem sporo optymizmu. Sama o sobie napisałaś, że "tak dobrze się czujesz, że aż promieniejesz". Świetnie! Jak myślisz, co jest powodem tego dobrego samopoczucia? Jeśli odpowiesz sobie na to pytanie, to być może znajdziesz klucz do stałej poprawy swojego nastroju.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 18 lut 2009, 10:07
Sz kurde. Jeszcze mi się skasował post jak już go kończyłam pisać. Wrr. Od początku.

Oiom,
serdecznie dziekuję ;)

Myślę, że ocieplanie tych relacji jest jak praca Syzyfa. Czekam tylko, aż będę się mogła stąd wyprowadzić.

Nie rozmawiałam z nią o tym, jedyne, co powiedziałam jej w gniewie to: "nie pij już więcej. Przyjechałam tu dla Ciebie." Ale ona walnęła kolejną banię - z tego, co widziałam już ostatnią, a ja z tym swoim gniewem spaczona cierpieniem poszłam do swojego pokoju.

Kiedyś zaproponowałam jej, że może warto skorzystać z terapii, ale ona tylko odpowiedziała, że chyba sobie z niej żartuję, bo przecież nic się nie dzieje.


Oiom napisał(a):Świadczą o tym marzenia o byciu matką (w bardzo młodym wieku)

Heh, jak sama nazwa wskazuje instynkt macierzyński nie jest czymś, co sie kontroluje. Takie pragnienie (?) jest we mnie od dawna.

Kot jest dla mnie bardzo ważny, bo wzięłam go chorego ze schroniska tylko dlatego, żeby był sensem mojego życia. Wiem, egoistycznie. Po części się udało. Trochę mi pomógł, ale później to, że był nie wystarczyło.

Jeśli chodzi o matkę - nie potrafię jej zostawić z problemem. To wszystko.

Może rzeczywiście jest to opiekuńczość - nie wiem, bo działa podświadomie.

Nie wiem też, jak to się stało, że wczoraj było tak dobrze, a dzisiaj tak dupiaście. Sama noc wystarczyła?

Ty jak spałeś?

[*EDIT*]

Urodzinowy wiersz.

zostanie rozdeptanych butów kilka par
kilka już też znoszonych płaszczy
a także kilka bezsensownych zdań
co jak bezbronny już nie będą się płaszczyć

na kartce papieru między bazgrołami
których nikomu nie będzie się chciało czytać
walcząc wraz ze swymi sumieniami
schowają twarz w ręce, niewinnie poczną chlipać

nieświadomi ciężaru, obarczeni winą
wyrzucą buty stare i płaszcze wytarte
słowa zaś spisane pośród kartek zginą
bo ileż te słowa mogą być warte?


Chyba nie tak powinnam pisać w tym dniu. Coś się popsuło. Bardzo.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 18 lut 2009, 15:05
wyimaginowana napisał(a):Nie rozmawiałam z nią o tym, jedyne, co powiedziałam jej w gniewie to: "nie pij już więcej. Przyjechałam tu dla Ciebie." Ale ona walnęła kolejną banię - z tego, co widziałam już ostatnią, a ja z tym swoim gniewem spaczona cierpieniem poszłam do swojego pokoju.

A myślałaś o tym, żeby wrócić do tej sytuacji i porozmawiać z nią przy sprzyjających warunkach (kiedy Ty będziesz spokojna, a ona trzeźwa)?

wyimaginowana napisał(a):Kiedyś zaproponowałam jej, że może warto skorzystać z terapii, ale ona tylko odpowiedziała, że chyba sobie z niej żartuję, bo przecież nic się nie dzieje.

Hmm... A może powinnaś wrócić do tego dialogu? Oczywiście wtedy, kiedy będziesz miała na to wystarczający dużo sił.
Jak Twoja mama mogłaby zareagować na komunikat tego rodzaju: "mamo, wiesz że Cię kocham i będę przy Tobie pomimo wszystko, ale uważam, że masz problem... Pęka mi serce kiedy często widzę Cię pijaną. Chciałabym Ci pomóc się z tym uporać. Myślę, że to jest możliwe!"? Nie proponuj jej od razu terapii - na początku ważne jest, żeby ona stwierdziła, że rzeczywiście ma problem, ale jest w stanie się z nim uporać.
Nie mam doświadczeń w kontaktach z osobami uzależnionymi. Nie wiem, czy jesteś wewnętrznie przekonana do tego, żeby namówić swoją mamę na jakąś radykalną zmianę (na walkę z uzależnieniem). Nie wiem, czy masz wystarczająco dużo sił, żeby przeprowadzać z nią takie trudne rozmowy. To są pytania, na które musisz sama sobie odpowiedzieć. Jeśli jednak spróbujesz jakoś pomóc swojej mamie w tej kwestii, to myślę, że możesz poprosić swoją terapeutkę o radę i odpowiedź na pytanie jaki rozmawiać z osobą uzależnioną i jak nakłonić ją do terapii.

Kot jest dla mnie bardzo ważny, bo wzięłam go chorego ze schroniska tylko dlatego, żeby był sensem mojego życia. Wiem, egoistycznie. Po części się udało. Trochę mi pomógł, ale później to, że był nie wystarczyło.

Mnie się taki egoizm podoba. Kot ma dom i jest kochany, a Ty masz kota - wszyscy wygrywają. Zastanawiam się tylko, czy takie poszukiwanie sensu życia wyłącznie w jednej istocie (to może być kot, dziecko, chłopak, mąż, matka) jest słuszne? No, bo pomyśl: Twój kot umrze i Ty stracisz sens życia? Czy warto redukować swoje życie tylko do relacji z jedną istotą (nawet najwspanialszą i najkochańszą)? A może lepiej byłoby przyjąć, że jednak żyjesz przede wszystkim dla samej siebie (taki pozytywny egoizm) co oczywiście nie wyklucza bardzo ważnej roli innych osób w Twoim życiu? To na pewno wymagałoby dużo miłości własnej. A Ty: lubisz siebie? Lubisz spędzać czas z tą pięknooką Kamilą z Krakowa? Jesteś dla niej dobra? :)

wyimaginowana napisał(a):Nie wiem też, jak to się stało, że wczoraj było tak dobrze, a dzisiaj tak dupiaście. Sama noc wystarczyła?

Często masz takie nagłe zmiany nastroju?
Myślę, że jesteś na początku terapii, więc nie należy spodziewać się tego, że przez cały czas będziesz się świetnie czuła. Ważne i pozytywne jest jednak to, że w ogóle, po raz pierwszy od dłuższego czasu, miałaś dobry dzień. Mam nadzieję, że będzie to stanowiło dla Ciebie zachętę dla dalszej terapii i pracy nad sobą.

wyimaginowana napisał(a):Ty jak spałeś?

Dobrze. :) Lubię spać, uważam to za piękny proces twórczy... Nie wiem czy wiesz, ale surrealiści kładąc się spać wywieszali kartkę "UWAGA! Artysta pracuje!". Myślę, że my ludzie powinniśmy dążyć do tego, żeby nasz mózg na jawie osiągnął taki stan perfekcyjnej pracy jaki osiąga każdej nocy podczas tworzenia naszych snów.

Wiersz bardzo mi się podobał jeśli chodzi o poziom ekspresji uczuć. Dobrze, że wyrażasz swojej emocje nawet, jeśli są to emocje pesymistyczne.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 18 lut 2009, 15:09
Odpisze Ci może wieczorem. Wybacz Oiom, ale czuję się okropnie.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 18 lut 2009, 15:24
wyimaginowana napisał(a):Odpisze Ci może wieczorem. Wybacz Oiom, ale czuję się okropnie.


Jasne. Nigdzie nam się nie spieszy. Jeśli nie będziesz chciała, nie odpisuj w ogóle - moje pytania są raczej po to, żebyś sama sobie na nie odpowiedziała i tym uświadomiła pewne rzeczy.

Postaraj się teraz nie utożsamiać ze swoim samopoczuciem. Wiem, że to trudne, ale spróbuj. Wczoraj czułaś się lepiej i świat pewnie wydawał Ci się o wiele piękniejszy, Twoja przyszłość była bardziej kolorowa, Ty sama bardziej wspaniała. Dzisiaj wydaje Ci się, że jest dużo gorzej. Ale, to przecież - ten sam świat, ta sama przyszłość i ta sama Ty. Zmienił się TYLKO Twój nastrój.

Niestety, muszę zniknąć na kilka godzin. Nie poddawaj się i głowa do góry: jutro może być lepiej. :)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: paramparam i 16 gości

Przeskocz do