Niewyleczona depresja

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 12 lut 2009, 18:40
Myślę, że widzę taką różnicę, jednak zbyt wiele ludzi jest koło mnie, którzy mnie właśnie atakują. Myślę, że nie są w stanie pojąć, że może ich dotyczyć taki problem. Mówię o rodzinie.
Rzeczywiście nie odpowiadam za to, że matka ma problemy z alkoholem i nie tylko, ale zawsze staram się ją tłumaczyć. Na ost. wizycie terapeutka chciała, żebym się trochę pogniewała na swoich rodziców - jak to określiła. Nie cierpię manipulacji. Nawet jeśli miałaby mi pomóc.

Jeśli chodzi o mieszkanie, to wyprowadziłam się jak tylko nadarzyła się okazja, czyli w momencie, kiedy kończyłam gimnazjum pod pretekstem znalezienia lepszej szkoły w krakowie. Podejrzewam, że gdybym tam została pare mies. dłużej również doszłoby do próby samobójczej. Jak widać śmierć mnie goni.

Myślę, że będąc w stanie totalnego rozpadu nie jestem w stanie podjąć odpowiedniej decyzji. Za to mogę ostateczną, która na pewno źle nie wpłynie na moje życie, bo już go nie będzie. Nie wiem, jak TAM jest, ale mam nadzieje, że nie odczuwa się żalu itp. złych uczuć. Jeśli chodzi o rodzinę, którą bym tu zostawiła - wiadomo, że każdy samobójca jest egoistą. Przynajmniej w obliczu śmierci.

Myślę, że w takim stanie w jakim byłam mój instynkt samozachowawczy został zachowany, gdyż udałam się w miejsce, gdzie mogłam doznać ukojenia. Jednak jeszcze nie było mi to dane.

Odkąd zaczęły się problemy w domu, miałam wtedy 9lat spostrzegłam, że życie to coś trudnego. Coś co uwikłane jest w nieszczęściu. Przekonywałam się o tym z roku na rok, kiedy to po każdym dramacie mówiłam sobie, że swoje przeżyłam i niemożliwe jest, żebym mogła doświadczyć jeszcze więcej. Kiedy to znów działo się coś okropnego. Wtedy zwątpiłam i wątpie po dziś dzień. Nie czuję sie bezradna, bo życie jest w moich rękach. Czuję się bezbronna, bo wiem już, że cokolwiek nie zrobię, którędy nie pójdę, to znów coś na mnie spadnie. I aż boję się pomyśleć, co tym razem.

Nie ukrywam, że zawsze miałam plany, które wybiegały gdzieś w odległe czasy. Rodzina i te sprawy. Czyli było dobrze i życie postzegalam jako jakiś fajny epizod. Domek, pies, mąż i dzieci. Jednak zaraz potem przychodziła świadomość, że chyba zbyt idealizuje to wyobrażenie.

Nie tylko koleżeńska pomoc, bo jak się okazuje potrzebowałam tego.

A powiedz mi, kim jesteś? :) Na to odpowiedz na priv.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 13 lut 2009, 01:11
wyimaginowana napisał(a):Myślę, że będąc w stanie totalnego rozpadu nie jestem w stanie podjąć odpowiedniej decyzji. Za to mogę ostateczną, która na pewno źle nie wpłynie na moje życie, bo już go nie będzie. Nie wiem, jak TAM jest, ale mam nadzieje, że nie odczuwa się żalu itp. złych uczuć. Jeśli chodzi o rodzinę, którą bym tu zostawiła - wiadomo, że każdy samobójca jest egoistą. Przynajmniej w obliczu śmierci.

Taka decyzja o tyle wpłynie na Twoje życie, że je ostatecznie zakończy. Czyli pozbawisz się kilkudziesięciu lat, podczas których masz szanse na przeżycie wielu bardziej lub mniej przyjemnych chwil. Na pewno zdajesz sobie z tego sprawę. Na pewno też w Twoim życiu są pozytywne zjawiska - nawet teraz - które powodują, że jest ono lepsze od niebytu.

wyimaginowana napisał(a):Odkąd zaczęły się problemy w domu, miałam wtedy 9lat spostrzegłam, że życie to coś trudnego. Coś co uwikłane jest w nieszczęściu. Przekonywałam się o tym z roku na rok, kiedy to po każdym dramacie mówiłam sobie, że swoje przeżyłam i niemożliwe jest, żebym mogła doświadczyć jeszcze więcej. Kiedy to znów działo się coś okropnego. Wtedy zwątpiłam i wątpie po dziś dzień. Nie czuję sie bezradna, bo życie jest w moich rękach. Czuję się bezbronna, bo wiem już, że cokolwiek nie zrobię, którędy nie pójdę, to znów coś na mnie spadnie. I aż boję się pomyśleć, co tym razem.

Mimo młodego wieku zostałaś ciężko doświadczona przez życie. To pewne. To wyjaśnia też w znacznej mierze Twoje obecne położenie. Natomiast nie jest przecież tak, że zostałaś przez los naznaczona piętnem cierpienia. W życiu musiały spotykać Cię też pozytywne zjawiska i jeszcze wiele takich przed Tobą. Problem polega na tym, że raczej nie dostrzegasz teraz tego, co pozytywne. Leki, psychoterapia są po to, aby to zmienić. Tutaj, na forum, masz wiele dowodów na to, że to jest możliwe. Chyba warto więc spróbować?

wyimaginowana napisał(a):Nie ukrywam, że zawsze miałam plany, które wybiegały gdzieś w odległe czasy. Rodzina i te sprawy. Czyli było dobrze i życie postzegalam jako jakiś fajny epizod. Domek, pies, mąż i dzieci. Jednak zaraz potem przychodziła świadomość, że chyba zbyt idealizuje to wyobrażenie.

Marzenia o domu, psie, mężu i dzieciach nie są przecież nierealne, ani zbyt wyidealizowane. To, czy je zrealizujesz zależy przecież od Ciebie samej. Chodzi o to, żebyś nie pozbawiła się szansy na realizowanie wszystkich swoich marzeń z tego powodu, że nagromadziło się w Twoim życiu wiele problemów i wiele bólu. Tym bardziej, że jako osoba zdolna, wrażliwa i empatyczna jesteś w stanie dać światu wiele pozytywnego i myślę, że są takie chwile kiedy szczerze w to wierzysz. Byłaby to więc duża strata: i dla świata, i dla Ciebie.

Nie mam odpowiednich kompetencji do tego, aby udzielić Ci kompleksowej pomocy. Od tego jest psychoterapeuta. Staram się tylko namówić Cię do tego, żebyś sama sobie dała szansę. Na razie Ci się to udaje. Mogłaś zupełnie się poddać, a jednak: kontynuujesz terapię, szukasz pomocy, przyszłaś na forum. Wszystko to świadczy o tym, że świadomie lub nie, wierzysz w to, że Twoje życie nie jest tak straszne jak czasami Ci się wydaje. I ta wiara jest teraz najważniejsza. Na jej podstawie można podjąć szereg działań, które poprawią Twoje położenie.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 13 lut 2009, 14:14
Rzeczywiście są rzeczy, których w niebycie na pewno nie będzie. Chociażby wspomniany już przeze mnie zachwyt, czy uczucie szczęścia doświadczone w objęciach ukochanego. Jednak nie zdarzyło się jeszcze nic, co wynagrodziłoby wcześniejsze lata, albo chociaż wystarczająco je przykryło.

Terapeutka, z którą jestem dzisiaj umówiona nie przekonała mnie, że warto tutaj zostać. Czeka mnie rozmowa, która zadecyduje, czy będę do niej wciąż przychodzić, czy zrezygnuję z wizyt i zacznę żyć jak ostatnio - na chybił - trafił. Na początku bardzo dobrze się czułam bez tych spotkań, ale nie bez przyczyny znalazłam się na tym forum. Bo w ciągu ostatniego tygodnia, z dnia na dzień czuję jakby ubywało ze mnie siły. Nie wiem, co będzie za tydzień.
I tak właśnie zaczyna się "ten" stan. Co najgorsze - nie boję się śmierci, a widzę w niej kres zła.Na tym forum rzeczywiście są ludzie, którzy wyzdrowieli i wiadomo czemu nie ma tych, którym się nie udało.

Chodzi o to, żebyś nie pozbawiła się szansy na realizowanie wszystkich swoich marzeń z tego powodu, że nagromadziło się w Twoim życiu wiele problemów i wiele bólu. Tym bardziej, że jako osoba zdolna, wrażliwa i empatyczna jesteś w stanie dać światu wiele pozytywnego i myślę, że są takie chwile kiedy szczerze w to wierzysz. Byłaby to więc duża strata: i dla świata, i dla Ciebie.


Może gdyby był ktoś, dla kogo byłabym Kimś... Są ludzie, dla których jestem ważna, ale nie niezastąpiona. I nawet mam kota, który mnie kocha, jednak i on podczas mojej nieobecności siada na obcych kolanach.

Gdyby zdrowie mi wtedy pozwalało na pewno użyłabym innych środków, żeby tylko nie być. Kiedy czas choroby minął - życie na moment stało się obojętne. Nie działo się nic dobrego, ani nic złego. Jednak, kiedy nie dzieje się nic złego - dla mnie to jest dobry czas. Niestety czas ten nie trwał długo i znowu wszystko sie sypie bez końca.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 13 lut 2009, 17:36
wyimaginowana napisał(a):Rzeczywiście są rzeczy, których w niebycie na pewno nie będzie. Chociażby wspomniany już przeze mnie zachwyt, czy uczucie szczęścia doświadczone w objęciach ukochanego. Jednak nie zdarzyło się jeszcze nic, co wynagrodziłoby wcześniejsze lata, albo chociaż wystarczająco je przykryło.

Ważne, żebyś nie była niewolniczką swojej przeszłości. Zależy Ci na wolności, więc postaraj się uwolnić również od swojej przeszłości. Przeszłość jest o tyle ważna, że może nas czegoś wartościowego nauczyć. Przyszłość jest o tyle ważna, że możemy się trochę do niej przygotować, zaplanować ją. Niestety, ludzie często nie potrafią docenić teraźniejszości, skupić się na niej. Znasz podstawy nauk buddyzmu? Buddyści starają się żyć tu i teraz, unikają tego zawieszenia pomiędzy tym co było, a tym, co będzie. Masz kilka godzin do stresującego wydarzenia. Przez te trzy godziny możesz siedzieć i koncentrować się na tej przykrej rzeczy, która Cię czeka. Przykre będzie wtedy więc nie tylko to wydarzenie, ale i te godziny, które Cię od niego dzielą. Możesz też spróbować o tym nie myśleć - skoro nie możesz tego zmienić - i spróbować skoncentrować się na chwili teraźniejszej. Sprawić sobie drobną przyjemność. Pójść na spacer, pobawić się z kotem, zrobić sobie gorącą kąpiel. Przez kilka chwil nie być niewolniczką tego co było, albo tego co będzie. Wiem, że to się bardzo łatwo pisze - zapomnieć o przykrych wydarzeniach, skoncentrować się na chwili obecnej, sprawić sobie przyjemność. Wierzę jednak, że jesteś w stanie "wskoczyć" na taki poziom samoświadomości, żeby tego dokonać, chociaż na chwilę.

wyimaginowana napisał(a):Terapeutka, z którą jestem dzisiaj umówiona nie przekonała mnie, że warto tutaj zostać. Czeka mnie rozmowa, która zadecyduje, czy będę do niej wciąż przychodzić, czy zrezygnuję z wizyt i zacznę żyć jak ostatnio - na chybił - trafił. Na początku bardzo dobrze się czułam bez tych spotkań, ale nie bez przyczyny znalazłam się na tym forum. Bo w ciągu ostatniego tygodnia, z dnia na dzień czuję jakby ubywało ze mnie siły. Nie wiem, co będzie za tydzień.

To naturalne, że w pierwszej chwili bardzo dobrze się czułaś bez spotkań u terapeuty. Skoro czułaś, że terapeutka zbyt wiele od Ciebie wymaga, a spotkania uświadamiały Ci wiele smutnych rzeczy, ta ulega, którą poczułaś przestając tam chodzić jest uzasadniona. Tylko, czy ta sytuacja nie przypomina łykania niesmacznych lekarstw: odstawiasz niesmaczne lekarstwa, więc przez chwilę czujesz się lepiej, ale po pewnym czasie one przestają działać i jest coraz gorzej i gorzej...?

Postaraj się nie zapominać o ewentualnej możliwości zmiany terapeutki. To nie jest tak, że skoro jeden człowiek nie potrafi Ci pomóc, to żaden inny nie będzie w stanie tego zrobić. Nie musisz wybierać pomiędzy terapią u tej osoby, a życiem "na chybił trafił". Są też inne rozwiązania.
Jest też psychiatra, do którego - jak pisała gosiavongosia - nie musisz mieć skierowania. Ten, u którego już byłaś, chyba nie udzielił Ci jakiejś zdecydowanej pomocy. Sama napisałaś, że ten psychiatra dopiero się uczył. Nie jestem lekarzem i nie powinienem tego oceniać, ale hydroxizina którą bierzesz, to - według encyklopedii leków - lek na uspokojenie. Na stany lękowe, stany napięcia, nadpobudliwość, a nie na depresje. Być może antydepresant poprawiłby Twój nastrój, ustabilizowałby go, sprawiłby, że nie wpadniesz w "ten" stan ciemnej odchłani - na ten temat powinien wypowiedzieć się dobry psychiatra.

wyimaginowana napisał(a):Może gdyby był ktoś, dla kogo byłabym Kimś... Są ludzie, dla których jestem ważna, ale nie niezastąpiona. I nawet mam kota, który mnie kocha, jednak i on podczas mojej nieobecności siada na obcych kolanach.

Znalezienie kogoś, dla kogo będziesz niezastąpiona może nie być od razu takie łatwe. Szczególnie obecnie, kiedy pewnie unikasz ludzi. Może więc to jest dobry powód, żeby spróbować wyjść z tej trudnej sytuacji i zostać na tym padole łez? Dać sobie szansę, żeby poznać kogoś, dla kogo będziesz Kimś?

Powodzenia u terapeutki. :)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 13 lut 2009, 17:48
Więc napuszczam wody do wanny i włączam muzykę. Masz rację, że jest w stanie mnie to zająć. Zresztą lubię dbać o ciało, sprawia mi to przyjemność, poza tym jest czasochlonne.

Nie rozważam wizyty u innego psychologa, bo nie chcę przechodzić kolejnej drogi poprzez opowiedzenie mu, co się stało.
Co do psychiatry, to poszukam czegoś w necie i udam się w poniedziałek czy we wtorek.

Nie szukam kogoś, dla kogo byłaby niezastąpiona. Nie rozglądam się i nie piszę ogłoszeń w necie, ale jest we mnie resztka nadziei, że pojawi się ktoś taki w niedalekiej przyszłości i osłoni mnie jak bańka mydlana, przed tą depresją.

Trzymaj się ciepło.

[*EDIT*]

Po rozmowie. Wciąż nie odważyłam się powiedzieć, że dwa razy nie udało mi się siebie zabić, nie raz. Jak można być takim palantem? Może we wtorek z nią o tym porozmawiam, bo dowiadując się o powrocie myśli samobójczych, jako ostatecznym rozwiązaniu, zdecydowała, że spotkamy się już we wtorek.

Nie wspomniałam wprost, że za wiele ode mnie wymaga w jednej chwili. Dałam jej do zrozumienia mówiąc, że nie chodząc do szkoły, czuję mniejszy niepokój, a także, że wszyscy wokół twierdzą, że wrócę do "dawnego życia" na pstryknięcie palcami. Nie była zachwycona, że rzuciłam szkołę, ale przyjęła to do wiadomości. W końcu to ja czuję, ile jestem w stanie znieść, a kiedy zaczyna mnie wszystko przerastać.

Również ona sama zaproponowała mi wizytę u psychiatry z wieloletnim doświadczeniem, który przyjmuje w tym samym ośrodku. Zapisała mnie na czw. na 15.00.

Odpowiedziałam jej na pytanie, jak chciałabym, żeby wyglądała ta najbliższa przyszłość. Teraz chciałabym mieć pracę - obojętne mi to- mogę być nawet odśnieżarką, od września chciałabym kontynuować szkołę zaocznie, ale - nie wiem, czy dotrwam do września...

Dowiedziawszy się, że prowadzę pamiętnik zaproponowała, żebym założyła drugi zeszyt i prowadziła zapiski o tym, co dobre. Stwierdziłam, że to dobry pomysł, ale zanim wróciłam do domu - zdążyłam zmienić zdanie, że pomysł jest beznadziejny, bo przecież w tym zeszycie piszę również o tym, co dobre. Zwykle ogranicza się to do podziwu natury, kota itp. Ale jest.

Rozmowę skończyła jak zawsze ona, pomimo iż została na nocnym dyżurze, co świadczyło o tym, że z nikim już nie jest umówiona. Jeszcze zanim na dobre się oddaliłam czując jak na łeb spadają mi ogromne krople z rynien, zastanowiłam się, dlaczego właściwie nie poprosiłam o to, żeby porozmawiała ze mną dłużej. Jednak nie wróciłam już.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 14 lut 2009, 16:00
Witaj,

wyimaginowana napisał(a):Po rozmowie. Wciąż nie odważyłam się powiedzieć, że dwa razy nie udało mi się siebie zabić, nie raz. Jak można być takim palantem? Może we wtorek z nią o tym porozmawiam, bo dowiadując się o powrocie myśli samobójczych, jako ostatecznym rozwiązaniu, zdecydowała, że spotkamy się już we wtorek.

Jeśli powiedzenie o tym terapeutce (o drugiej próbie) sprawia Ci trudność, to może spróbujesz jakoś się do tego przygotować? Na przykład, zwizualizujesz sobie tę sytuację, wyobrazisz sobie, że siedzicie razem w pokoju a Ty to mówisz. Brzmi trochę infantylnie, ale nawet wielcy mówcy przygotowują się w ten sposób do trudnych rozmów i wystąpień publicznych. Pamiętaj też, że możesz (a może nawet powinnaś?) powiedzieć swojej terapeutce jak wiele kosztowało Cię to wyznanie, że nie przyszło Ci to z łatwością.

Zastanawiam się, czy Ty mówiłaś już komuś o tej drugiej próbie samobójczej? Czy masz w swoim życiu kogoś, z kim możesz otwarcie porozmawiać o swoich problemach? Jakąś przyjaciółkę, przyjaciela, członka rodziny? A jeśli nikt o tym nie wie, to może w Twoim najbliższym otoczeniu jest ktoś, kto zasługuje na to, żeby mu zaufać i z nim porozmawiać?

Najważniejsze, że do niej poszłaś i że zamierzasz iść kolejny raz. Ważne też, że wybierasz się do psychiatry. To już są ewidentne sukcesy. Ta bariera pójścia do psychologa i dla psychiatry dla wielu jest nie do przełamania, a Tobie się to udaje. Ważne, żebyś zauważyła ten progres.

wyimaginowana napisał(a):Odpowiedziałam jej na pytanie, jak chciałabym, żeby wyglądała ta najbliższa przyszłość. Teraz chciałabym mieć pracę - obojętne mi to- mogę być nawet odśnieżarką, od września chciałabym kontynuować szkołę zaocznie, ale - nie wiem, czy dotrwam do września...

Piszesz, że jest Ci obojętne jaką znajdziesz pracę. Jesteś tego pewna? Chodzi mi o to, czy uwzględniasz swoje możliwości? Może być na przykład tak, że Twój obecny stan powoduje, że bardzo źle się czujesz w otoczeniu innych ludzi (to częste przy depresji) i wolałabyś raczej pracę nie wymagającą częstych kontaktów z innymi? A może masz szanse znaleźć taką pracę, która jednak będzie sprawiała Ci przyjemność, będzie dotyczyła Twoich zainteresowań? Wiem, że nie jest łatwo znaleźć pracę i nie możesz specjalnie wybrzydzać, ale warto zwrócić uwagę na ten aspekt.

wyimaginowana napisał(a):Dowiedziawszy się, że prowadzę pamiętnik zaproponowała, żebym założyła drugi zeszyt i prowadziła zapiski o tym, co dobre. Stwierdziłam, że to dobry pomysł, ale zanim wróciłam do domu - zdążyłam zmienić zdanie, że pomysł jest beznadziejny, bo przecież w tym zeszycie piszę również o tym, co dobre. Zwykle ogranicza się to do podziwu natury, kota itp. Ale jest.

Twojej terapeutce chodzi pewnie o to, żebyś nauczyła się dostrzegać też te dobre strony życia. Drugi zeszyt w zamyśle miał to pewnie podkreślić i zaakcentować. Rzecz jednak nie jest przecież w zeszycie, tylko w tej umiejętności. Zwróć uwagę, że nawet relacjonując jedną wizytę u psychologa, możesz podkreślić tylko negatywne jej aspekty (o tym zapomniałam.... tego nie powiedziałam....) lub też pozytywne (odważyłam się tam pójść.... dałam radę.....). Nikt nie będzie wymagał od Ciebie dostrzegania samych pozytywów, ale ważne żebyś widziała, że są dwie strony księżyca: ciemna, ale i jasna.

wyimaginowana napisał(a):Rozmowę skończyła jak zawsze ona, pomimo iż została na nocnym dyżurze, co świadczyło o tym, że z nikim już nie jest umówiona. Jeszcze zanim na dobre się oddaliłam czując jak na łeb spadają mi ogromne krople z rynien, zastanowiłam się, dlaczego właściwie nie poprosiłam o to, żeby porozmawiała ze mną dłużej. Jednak nie wróciłam już.

Ta chęć dalszego prowadzenia rozmowy to dobry znak, nie sądzisz?
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 15 lut 2009, 13:25
Dzień dobry.

Kompletnie nie wiem, jak się za to zabrać. Jako że ona nic o tym nie wie, ja muszę poruszyć temat. Rzeczywiście spróbuję sobie przećwiczyć tę rozmowę, zwizualizować.

O tym drugim razie wie mój były chłopak. Znalazł mnie wtedy i w miare szybko podał węgiel. Przekleństwo. Teraz jednak nie mamy ze sobą dobrego kontaktu. Nie mam też nikogo, z kim mogłabym o tym pogadać.

Obojętne mi jaka to będzie praca. Mam raczej wstręt do bliskich, a póki ktoś nie wie, co się dzieje i nie zadręcza mnie, to mi nie przeszkadza. Ja sobie wtedy zakładam kolorową maseczkę i wszystko staje się "normalne". Jeśli chodzi o wybór pracy, to nie chodzi o to, że nie ma w czym wybierać, ale ja mam nieskończone liceum. I to jest bariera.

Ta chęć dalszego prowadzenia rozmowy to dobry znak, nie sądzisz?


Tak. Dobry.

Co mam jeszcze do dodania, to że wczoraj zadzwonił do mnie mój drugi brat, o ktorym jeszcze nie wspominałam i zaproponował, żebym się do niego przeprowadziła. Mama mu powiedziała, co się dzieje. Niestety on mieszka w pokoju jakieś 16m kw. i jeszcze ja i mój kot. Nie byłoby łatwo. Poza tym... nie ufam mu, boję się go.

Półtora roku temu po jednej z domówek, którą zrobiliśmy jak byliśmy u mamy chciał mnie zgwałcić. Oboje byliśmy nieźle zalani, ja już poszłam spać i obudziło mnie jak na mnie wszedł. On miał więcej siły. Krzyczałam wtedy najgłośniej jak umiem, bo przeciez matka była tuż za ścianą. Nie udało mu się wyłącznie dlatego, że nie mógł poradzić sobie z moim paskiem. Poobijał mi twarz i nagle doszło do niego, co robi. Powiedział wtedy, że jak przestane krzyczeć, to mnie puści. Chwila minęła zanim opanowałam ten wrzask i mnie puścił. Jak się okazało moja mama wtedy bardzo mocno zasnęła, bo całą noc nie zmrużyła oka. Jednak pomimo iż miałam tam małe obrażenia, małe rozcięcie pod okiem, sińce itp. to w psychice mam uraz do dziś. Bo skrzywdziła mnie osoba najbliższa, której bezgranicznie ufałam. Teraz już nikomu nie ufam bezgranicznie.

Jak zadzwonił powiedział też, że bez względu na to, co było - kocha mnie najbardziej na świecie, bo jestem jego jedyną siostrą i zabiłby się, gdyby "coś" mi się stało.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 15 lut 2009, 16:31
Na pewno ta sytuacja z Twoim bratem istotnie wpłynęła na to, jak patrzysz na innych ludzi. Takie wydarzenie byłoby wstrząsem dla każdego. Nie dziwi mnie więc, że nie umiesz teraz nikomu bezgranicznie zaufać. Ważne natomiast, żebyś w ogóle była w stanie zaufać i żebyś nie patrzyła na każdego innego człowieka jak na kogoś, kto chce Cię skrzywdzić. Pisałaś o swoim byłym chłopaku, z którym jak rozumiem byłaś związana po całej tej sytuacji z bratem - to jest dowód na to, że jakoś uporałaś się z tamtym wydarzeniem. Przynajmniej na tyle, żeby zbudować relację z innym człowiekiem.

Mieszkanie z kimś, komu nie ufasz i kogo się boisz na pewno nie jest dobrym pomysłem. To jest szczególnie ważne, żebyś czuła się bezpiecznie w domu, żebyś wiedziała, że nic Ci tam nie grozi. Tylko, z tego co rozumiem, tam gdzie teraz mieszkasz też nie czujesz się zbyt komfortowo. Jest cień szansy żeby to zmienić? Umiesz nazwać to, co powoduje, że Twój obecny dom nie jest Twoim prywatnym azylem, że nie czujesz się tam w pełni bezpieczna i odprężona?
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

przez wojtala 15 lut 2009, 17:10
wyimaginowana, ta sytuacja z bratem to na pewno podstawowa przyczyna Twoich problemów. Dzieciństwo w domu gdzie był alkohol to kolejne. Przeszłość masz bardzo sprzyjającą problemom psychicznym (ja np. miałem o niebo lepiej a problemy i tak są). Ze swoich doświadczeń i prób naprawy siebie mogę polecić, żeby spróbować zmienić myślenie na takie: To co było, nie było w żaden sposób kontrolowane przeze mnie i nie zależało ode mnie. Byłam dzieckiem, nie miałam możliwości wyboru. Teraz mogę o sobie decydować, wybierać, żyć tak jak ja chcę. Myślę, że pomiędzy tą przeszłością a teraźniejszością warto postawić niewidzialny mur. Ten mur mówi, że tamto co było już minęło, nie wróci. Nie możesz tego zmienić, ale zdajesz sobie sprawę, że to nie była Twoja wina, że tak się działo, bo Ty nie decydowałaś. Myślę, że przez taki sposób myślenia uda Ci się tak jak mi przestać winić siebie za to co działo się w środowisku, w którym żyłaś. Nie ma w tym Twojej winy, że inni są nieszczęśliwi, Ty masz prawo do szczęścia. Oni też mieli. Myślę, że z czasem zaczniesz bardziej się lubić, ufać sobie, i szanować siebie. Wtedy samo przyjdzie zaufanie do innych ludzi, bo będziesz pewna, że masz silną podstawę swojej osobowości i nie będzie tak łatwo Cie zranić. Łatwiej będzie zaufać. Tak mi się wydaje. Pozdrawiam.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
27 mar 2008, 13:27

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 15 lut 2009, 17:54
Oiom,
każdego traktuję jako potencjalnego złoczyńcę, dopiero poznając osobę przekonuję się do niej. Ale myślę, że to mi nie szkodzi. Czuję się dzięki temu pewniej.

Mieszkanie, w którym mieszkam to miejsce, gdzie czuję się bezpiecznie, ale niekomfortowo. Na szczęście mam swój pokój i w każdej chwili mogę się odizolować. Nie zawsze jednak udaje mi się uniknąć przykrych sytuacji. Szepty, które słysze przez ścianę i niemiłe uwagi. Mogę głośno włączyć muzykę, ale co z tego skoro tamto słyszałam?
Wujostwo też przysparza mi wielu innych problemów, mianowicie pogarsza moje stosunki z ojcem, z którym i tak mam dosyć złe. Ojciec jak dzwoni to odbiera mój wujek, a na pytanie: "co słychać?" zaczyna na mnie skarżyć, że siedzę całe dnie w pokoju, że nie da się ze mną porozmawiać, że nie chodzę do szkoły. Więc, kiedy ja dostaję słuchawkę czuję się jakby bombardowało mnie kilka samolotów, choć to tylko mój ojciec, który dostał zbyt wiele zbędnych informacji, o które nawet nie zapytał.

Jak już znajdę tę pracę, to planujemy wyprowadzić się stąd z moim bratem i wynająć we trójkę mieszkanie. Wtedy czułabym się bezpiecznie i jak sądzę bardziej komfortowo.


wojtala, zdarzyło się w moim życiu jeszcze coś, co przyczyniło się do obecnego stanu. Podczas, gdy miałam 10-11 lat molestował mnie facet mojej matki. Kiedy się zorientowała nie zrobiła kompletnie nic w stronę, żebym czuła się dostatecznie dobrze. Wręcz przeciwnie stwierdziła, że ja go prowokowałam (!). A ja nawet nie wiedziałam do czego to wszystko służy.
Niewiele się zmieniło, bo do tej pory jest z tym facetem, przez którego nie raz musiałam wzywać policję w środku nocy, a widuję go za każdym razem, gdy do niej przyjeżdżam.
Rzygać mi się chce jak go widzę i nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy widzę go kompletnie pijanego, podczas gdy on bezustannie lustruje moje ciało. Obawiam się, że kiedyś przerośnie mnie to wszystko i chwycę za nóż.

Walczyłam z tym wszystkim od lat i zdaję sobie sprawę z tego, że to przeszłość, ale wraca w myślach w teraźniejszości wyraźne są skutki znowu nie fizyczne, a psychiczne.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez wojtala 15 lut 2009, 18:52
wyimaginowana, uh z tego co piszesz dla Twojej matki zdecydowanie ważniejszy jest on niż Ty. Skoro ona tego nie zauważa jest egoistką. To nie Twoja wina, że ona taka jest, ale jej też nie zmienisz. Ojca też nie zmienisz. Możesz zmienić tylko siebie, to czy się z nimi kontaktujesz, w jakim środowisku przebywasz. Moim zdaniem nie uda Ci się zbudować muru dopóki jesteś z nimi w kontakcie, bo przeszłość staje się teraźniejszością. Myślę, że powinnaś jasno powiedzieć jej że nie chcesz mieć kontaktu, przynajmniej na jakiś czas. Takie moje zdanie jest...To bardzo chora sytuacja i bardzo delikatna, ale pamiętaj że to Ty jesteś tutaj najważniejsza a nie Oni i to Ty masz być szczęśliwa bo chcesz :) Ja wiem, że dasz radę, ale uważam że zmiana środowiska jest konieczna bo w tej sytuacji za dużo jest toksyczności.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
27 mar 2008, 13:27

Re: Niewyleczona depresja

przez chmielo52 15 lut 2009, 20:14
Wszystko, co piszesz jest (niestety) prawdą. Ja już jestem stary(po trzech próbach) i chciałbym pomóc. Stary może zdechnąć, młody MUSI ŻYĆ.Eeeeee, masz rację...nic nie ma sensu
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
15 lut 2009, 18:55
Lokalizacja
Sosnowiec

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 15 lut 2009, 22:28
wojtala, urwać kontakt z rodziną? Nie wyobrażam sobie tego. Wytłumaczy mi ktoś, jak mogłoby to wyglądać?

chmielo52, sens, sens... może gdzieś jest ukryty, ale i ja go nie mogę zobaczyć. Jedyne, co widzę pozytywnego w tym wszystkim, że to przeszłość, która wiele mnie nauczyła.

[*EDIT*]

chmielo52 napisał(a):Ja już jestem stary(po trzech próbach)



Jak się z tym czujesz? Ja mam do siebie pretensje, że mi się nie udało.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 16 lut 2009, 02:42
wyimaginowana napisał(a):Wujostwo też przysparza mi wielu innych problemów, mianowicie pogarsza moje stosunki z ojcem, z którym i tak mam dosyć złe. Ojciec jak dzwoni to odbiera mój wujek, a na pytanie: "co słychać?" zaczyna na mnie skarżyć, że siedzę całe dnie w pokoju, że nie da się ze mną porozmawiać, że nie chodzę do szkoły. Więc, kiedy ja dostaję słuchawkę czuję się jakby bombardowało mnie kilka samolotów, choć to tylko mój ojciec, który dostał zbyt wiele zbędnych informacji, o które nawet nie zapytał.

A mówiłaś kiedyś swojemu wujostwu, że to relacjonowanie Twojego życia Twojemu ojcu Ci się nie podoba? Jeśli czujesz, że granice Twojej prywatności są przekraczane i co gorsza negatywnie odbija się to na relacjach z Twoim ojcem, to możesz przecież jakoś zaakcentować swoje niezadowolenie. Możesz porozmawiać z wujostwem i poprosić, żeby dali Ci więcej swobody, żeby nie relacjonowali Twojego życia innym, bo czujesz się wtedy źle, masz wrażenie, że ktoś ingeruje w Twoją prywatność. Przy tego rodzaju rozmowach ważne jest asertywne sformułowanie komunikatu: bez krytyki, bez pretensji. Coś na zasadze "wiem, że się o mnie martwicie i że chcecie dla mnie dobrze i jestem Wam za to bardzo wdzięczna, ale byłoby mi łatwiej gdybyście..." i dalej mówisz to, na czym Ci zależy. To działa! W ten sposób jesteś w stanie załatwić z ludźmi naparawdę dużo...
Nie chodzi mi tutaj konkretnie o tę sytuację z Twoim wujostwem, tylko bardziej o umiejętność sprzeciwu wtedy kiedy nie czujesz się komfortowo. Taki inteligentny egoizm, który jednocześnie nie ingeruje w prawa innych ludzi na pewno by Ci się przydał.

No i już absolutnie ostatnia rzecz - nie chcę, żebyś sobie pomyślała, że przesadnie ingeruje w Twoje sprawy i zamieniam się w zrzędzącego kolegę - te Twoje przykre doświadczenia z bratem i znajomym Twojej matki. Rozmawiałaś o nich ze swoją terapeutką? Wiem, że zbiera Ci się wiele rzeczy, o których powinnaś z nią porozmawiać i możesz czuć się z tego powodu nieco przytłoczona. Wiem też, że to może być dla Ciebie trudny temat. Jednak, te doświadczenia są istotne, wiele tłumaczą. Zastanów się, czy nie byłoby warto porozmawiać o tym z psychologiem.
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 8 gości

Przeskocz do