Niewyleczona depresja

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 09 lut 2009, 17:10
Wytaraskałam się po drugiej nieudanej próbie, kiedy chciałam się zabić. Nie ma chyba nic gorszego, kiedy pojawia się świadomość, że się nie umarło. Że upracie wciąż się żyje. Grudzień, styczeń, luty. Trzeci mija już miesiąc, przestałam chodzić na psychoterapię ze zwględu na to, że miałam już dosyć tego pośpiechu, gdzie psycholog ciągle ode mnie czegoś wymagała. Oczekiwała ode mnie, że w jednej chwili naprawię stosunki z wujostwem u którego mieszkam, z ojcem, którego nie widzę ponad 10lat, poprawie oceny tak, ażeby na semestr dobrze wypaść, a do tego znajdę pracę na popoludnia, bądź weekendy.
Wiem, że nadmiar wolnego czasu zmusza człowieka do myślenia, które nie zawsze działa na korzyść.
Nie mam kontaktu z psychologiem od trzech tygodni. Rzuciłam szkołę, bo uważałam, że nigdzie mi się nie spieszy, a chodzenie do niej przysparza mi wielkiego niepokoju. Jeśli chodzi o farmakologię, to zażywam hydroxyzynę. Pomaga mi spać, w ciągu dnia zażywałam na początku, ale kiedy zaczęłam wracać do życia, to przestałam, żeby trzeźwo w nim uczestniczyć.

Oczywiście wszyscy bliscy wokół mnie smędzą, żebym się zabrała do życia jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Czuję, że jest ze mną trochę lepiej. Zdarza sie, że coś mnie cieszy, wywołuje zachwyt, tęsknotę i ulgę, że mogę to widzieć, czy przeżywać. Jednak, jako że depresja jest chorobą psychiczną i nie można jej wyleczyć jak zapalenia płuc, czuję że wracają do mnie samobójcze myśli, gdy tylko nie mogę sobie z czymś poradzić. Kiedy nie potrafię się zmierzyć z decyzją, z przerażającą przyszłością.
Obawiam się, że wraca znów taki stan jak kiedyś. Że zaskoczy mnie pewnej nocy, spadnie na mnie przygnębienie i brak wiary. Bezsilność i zwątpienie.
Nie chcę już chodzić na terapię, bo nie cierpię, kiedy psycholog uświadamia mi stan rzeczy, który jest czarny jak smoła.

Pytanie mam takie: może wie ktoś z was, z autopsji, jak zrobić, żeby nie czuć się już tak podle i co najważniejsze, nie uciekać w stronę śmierci, której ja się nie boję. A wolałabym się bać.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez gosiavongosia 09 lut 2009, 19:56
Witaj Kochana.
Wiem jak to jest kiedy całe życie się rozwala, wiem co to znaczy.
Wiem co to znaczy kiedy przestajesz już wierzyć. Kiedy kładziesz się do łóżka i nie widzisz sensu. Leżysz w nim dni, tygodnie, nie masz siły, ochoty wstać. Wiem jak to jest.
Wiem jak boli to że z bliskim nie mamy kontaktów, że dla rodziców/a możemy być niczym. Wiem jak to jest.
Wiem jak to jest kiedy nie możemy znieść pytań bliskich, znajomych, ich wymagań itp. Wiem jak to jest.
Byłam w takim stanie. Było strasznie.
Nie podam Ci złotej recepty. Nie ma. Ale myślę, że powinnaś wziąc normalne leki. Hydroxyzyna - co to jest... Moja znajoma lekarka mówi, że to nawet nie psychotrop. A Ty powinnas je brac. Jakies normalne leki a nie takie "syropki". 2, 3 tygodnie i zobaczysz, będzie lepiej.
Wiem, ze trudno jest narazie przetrwac. Wiem. Ale uwierz, jakies powazniejsze leki (SSRI) Ci pomogą.
Psycholog... dobrze, ze do niej nie chodzisz... Ona nie ma prawa od Ciebie wymagac zebys nagle wszytko zmienila.. Nie ma. Ona ma Ci pomoc, masz moc na nia liczyc a z tresci Twojego posta wnioskuje, ze tak nie jest.
Po tych 2,3tygodniach zobaczysz, wstaniesz... Zaczniesz cos robic... Nie dlatego ze otoczenie bedzie wywieralo presje ale dlatego ze Ty bedziesz tak chciala... I świat zacznie sie usmiechac... Zobaczysz.
Skonsultuj sie, Kochana, z psychiatra, jakims dobrym psychiatra. Powiedz mu o tym co Ci dolega. Powinien Ci zapisac jakis SSRI.. A nie Hydroxyzyne... Czymze ona jest..
Rozejrzyj sie za jakims innym psychologiem. Dobrym, przyjaznym...
Wytrzymaj te kilka tygodni...
A jesli nie mozesz... Popros lekarza o jakas benzodiazepine... Uzalezniaja, owszem... Ale jezeli bedziesz brala krotko 2,3tygodnie do momentu az zacznie dzialac SSRI nie uzaleznisz sie... Obnizaja lęk wiec na Twoj stan tez pomoga...
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
31 paź 2008, 02:00
Lokalizacja
Kielce

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 09 lut 2009, 21:37
dziękuję, że odpisałaś. nie jestem w tym momencie w stanie krytycznym, nie tak jak przed popełnieniem samobójstwa, kiedy miałam już wszystko gotowe i trzęsłam się szukając w necie jakiegoś ośrodka interwencji kryzysowej. znalazłam go i poszłam w środku nocy. rano przyszła właśnie pani psycholog i skierowała do psychiatry. psychiatra dopiero się uczyła, nawet mnie nie słuchała, więc nie trudno mi było się wybronić przed szpitalem. w ośrodku wszyscy się zdziwili, dlatego tez chcieli, żebym do nich przychodziła. ale jak tylko mnie wypuścili stamtąd informując dom i szkołę nie wyobrażałam sobie jak to będzie. że będą mnie traktować jak wariatkę, a potem obchodzić się jak ze szkłem i cedzić słowa przez najdrobniejsze sitko.
teraz nie wiem, czy dobrze się stało, że nie wylądowałam w szpitalu. wiem, że jedynie to mogłoby zapobiec temu, że próbowałam drugi raz. jedynie zamknięty pokój czy nawet pasy mogły mnie wtedy powstrzymać.
teraz czuję się jakbym stała na cienkim lodzie. a on zaczyna pękać.


zastanawiam się, czy psychiatra przepisze mi tak silne leki, podczas gdy mam 19lat. może gdy mnie wysłucha... wtedy powinien uwierzyć, że nie wyolbrzymiam.
bo problem istnieje od dawna.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 11 lut 2009, 20:19
Witaj,

Decyzja o zaprzestaniu chodzenia na terapię nie była chyba słuszna. Powinnaś powiedzieć swojej terapeutce, że zbyt wiele od Ciebie wymaga i że to przerasta Twoje możliwości. Jeśli to zrobiłaś, a ona zbagatelizowała Twoje zdanie, warto pomyśleć o zmianie terapeuty - w Krakowie na pewno jest wiele miejsc, gdzie można otrzymać darmową pomoc psychologiczną. Pamiętaj, że psycholog powinien być Twoim pomocnikiem, powinien być dla Ciebie i że ma obowiązek przez cały czas uwzględniać Twoje zdanie. Jeśli nie zgadzasz się z nim, po prostu mu to powiedz. Jeśli masz jakieś poważne zastrzeżenia co do jego pracy, to zastanów się nad zmianą terapeuty. Natomiast postaraj się nie rezygnować z terapii jako takiej.

wyimaginowana napisał(a):Pytanie mam takie: może wie ktoś z was, z autopsji, jak zrobić, żeby nie czuć się już tak podle i co najważniejsze, nie uciekać w stronę śmierci, której ja się nie boję. A wolałabym się bać.

Niestety, nie znajdziesz prostego i szybkiego rozwiązania swoich problemów. Ale to nie znaczy, że są to problemy nie do rozwiązania. To, z czym się zmagasz (choroba: depresja) dotyka wielu ludzi i wielu z nich całkowicie sobie z tym radzi - po pewnym czasie są szczęśliwi, w pełni realizują się w życiu zawodowym i prywatnym. Aby tego dokonać musieli jednak nie tylko otrzymać pomoc ze strony innych ludzi (bliskich, rodziny, lekarzy, psychiatrów, psychologów) ale także zmobilizować swoje siły wewnętrzne. To jest możliwe! Ty też możesz tego dokonać!

Powinnaś regularnie chodzić do psychiatry i psychologa. To na pewno. Istnieją jeszcze spsoby, które mogą Ci pomóc, chociaż oczywiście żaden z nich nie jest magiczny i nie przyniesie natychmiastowej pomocy. Na przykład, na pewno dobrym pomysłem byłoby założenie pamiętnika. Jestem przekonany, że codziennie nawiedzają Cię przykre, natrętne myśli. Spróbuj je opisać, na własny użytek, własnymi słowami. To bywa bardzo pomocne. Dla wielu ludzi jest to sposób na uwolnienie się od ciągłego rozmyślania na przykre tematy: kiedy opiszą to, co ich trapi potrafią potem o tym nie myśleć, lub myśleć mniej. Spróbuj.

Koncentruj się też na tym, co w Tobie i Twoim życiu pozytywne. Jeśli wydaje Ci się, że nie ma takiej rzeczy, to zaręczam Ci, że się mylisz. Wypisz sobie na kartce wszystkie swoje pozytywne myśli dotycząca samej Ciebie i Twojego życia. Przypomnij sobie wszystkie komplementy, jakie usłyszałaś w życiu. Żeby Ci pomóc i skończyć pozytywnym akcentem :) zasugeruję Ci już pierwszy komplement: bardzo sprawnie i komunikatywnie opisałaś swój problem a to jest już bardzo wiele! Ludzie w trudnej sytuacji psychicznej mają problem z wyrażeniem swoich myśli i uczuć, natomiast Ty zdajesz sobie radzić z tym znakomicie. A dojrzały styl wypowiedzi wskazuje na Twoje ponadprzeciętne zdolności intelektualne.

Jeśli masz jakiś talent artystyczny (umiesz malować, pisać wiersze, opowiadania, rzeźbić, śpiewać) - lub nawet wydaje Ci się (niesłusznie! każdy ma jakiś talent) że trochę Ci go brakuje - postaraj się wyrazić poprzez sztukę swoje emocje. Wszystkie emocje, te pozytywne i negatywne.

Jeśli wybierzesz się do psychologa, koniecznie spytaj Go o to, czy medytacja mogłaby być w Twoim przypadku pomocna. Znam wielu ludzi, którzy poradzili sobie z rozmaitymi problemami psychicznymi w dużej mierze dzięki medytacji. Jednak, przed rozpoczęciem medytowania należy uzyskać na to zgodę terapeuty.

Na koniec optymistyczna maksyma. Pamiętaj o tym, że:

wyimaginowana napisał(a):Zdarza sie, że coś mnie cieszy, wywołuje zachwyt, tęsknotę i ulgę, że mogę to widzieć, czy przeżywać.

Wiesz kto to napisał? :)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

przez noell24plus 11 lut 2009, 20:46
Cześć, ja też leczyłam się na depresję, ale same leki nie wiele mi dały pokonałam ją siłą swojej woli. Jak traciłam sens życia. Wszystko wydawało mi się bezbarwne, ludzie, których mijałam na ulicy byli dla mnie jak kosmici, uświadomiłam sobie, że to choroba i codziennie wmawiałam sobie, że rzeczywistość jest inna to mnie się wydaje to wszystko takie bezsensu, jak miałam myśli samobójcze nigdy się im nie poddałam, bo na taką myśl mój mózg otrzymywał ode mnie odpowiedz- to jest choroba i mam zniekształcony obraz rzeczywistości. Usilnie wmawiałam sobie, że moje samopoczucie wywołuje chemia, która krąży w mózgu. I nigdy nie próbowałam nawet dopuścić do próby samobójczej, a naprawdę nie miałam nieraz wsparcia od nikogo i wydawało mi się, że jestem sama bezsilna na tym świecie i nie ma dla mnie żadnego ratunku. Płakałam z bezsilności, póżniej przychodziła obojętność. Jednak brałam się w garść, zabierałam się za robienie czegoś i tłumaczyłam sobie to jest tylko choroba życie naprawdę może być piękne. Pozdrawiam i życzę dużo optymizmu :smile:
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
11 lut 2009, 19:32

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 11 lut 2009, 21:12
Oiom,
witam.
z psychologiem umówiłam się na piątek, ale dlatego, że to ona zadzwoniła, żeby zapytać, co się dzieje. Dostrzegam fakt, że ... chyba nie był jej obojętny mój los, a już na pewno, że zastanawiała się, czy coś się nie stało.
Tak samo wtedy, gdy się mną zajęła i nie chciała wypuścić, bo wiedziała, co sie wtedy stanie, jednak nie miała aż tak wielkiej mocy, żeby mnie umieścić w szpitalu. Gdyby była ze mną w gabinecie u psychiatry na pewno bym tam została.
Jeszcze nie miałam odwagi powiedzieć jej, co nie podoba mi się w naszych rozmowach, chyba właśnie poprzez jej dominację. Przez to, że miała nadę mną ogromną wyższość, bo czuła swoją wartość, a ja czułam, że nie jestem warta nic.
Staram się odpisywać po kolei, co by się nie pogubić w wypowiedzi.
Jeśli chodzi o pamiętnik, to prowadzę od wielu lat, niestety przed tym jak próbowałam się zabić zniszczyłam wszystkie swoje zapiski, ażeby w oczach bliskich zostać taką, jaką mnie widzieli, a nie jaką byłam w środku.

Gdy tylko wróciłam do zdrowia fizycznego, na tyle by móc pisać - założyłam nowy zeszyt i kontynuję pisanie. Rzeczywiście czasem czuję ulgę, a czasem po prostu ogromne przygnębienie uświadamiając sobie pewne sprawy.

Co do stylu mojej wypowiedzi, a zatem do Twojego komplementu, za który Ci dziękuję, to myślę, że istotą w porozumieniu jest dokładna informacja. Bez niej nie zdiagnozuje się problemu, ani nie da sie dobrej rady. Nie wiem skąd się to u mnie wzięło. Prawdopodobnie z doświadczenia, gdy widząc, że moja matka strasznie cierpi nie dostawalam odpowiedniej ilości informacji, żeby pomóc jej mentalnie, czy choćby skierować się w odpowiednią stronę. Co innego, że należę do ludzi empatycznych, co ułatwia mi twórcze życie. Przechodząc do Twojej kolejnej uwagi: piszę wierszę, co daje mi raz na jakiś czas taki zastrzyk poczucia, że jednak kimś jestem, widząc postępy. Zrobiłam kiedyś album na zdjęcia, świecznik czy wielki obraz z jesiennych liści. To wszystko pokazuje mi samej, że nie jestem prostym człowiekiem, ale w obliczu śmierci tego wszystkiego nie ma.

Co do cytatu, to myślę, że jest we mnie pragnienie życia i spełnienia zawsze snutych marzeń. Napisałam ja, ale chyba dyktowała mi to podświadomość.

Odpiszesz mi?
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez gosiavongosia 11 lut 2009, 21:53
Witaj.
Znajdz innego psychiatre, ta, z tego co mowisz byla nic nie warta.
Idz do tej psycholog ktora do Ciebie dzwonila. Z tego co mowisz jest to kobieta z pasja ktora NAPRAWDE chce Ci pomoc
Jesli masz powyzej 18lat (a masz 19 a wiec powyzej 18) bez Twojej wiedzy i zgody psycholog, psychiatra, nikt nie moze poinformowac o terapii, leczeniu Twoich rodzicow a tym bardziej szkoly. Spokojnie.
Co do lekow - masz JUZ 19lat a wiec lekarz moze Ci przepisac normalne leki. Wiekszosci lekow nie przepisuje sie do 18r.z, pozniej juz mozna. Nie wiem czy beda silne, mam nadzieje, ze dobre a nie otepiajace. W przypadku jakis skutkow ubocznych pamietaj, ze zazwyczaj po max.ok. 2tygodniach ustepuje a pozniej jest tylko coraz lepiej takze spokojnie.
Tak na marginesie ja tez sie rozchorowalam majac 19lat. Rzucilam studia (nie bylam w stanie studiowac) i czulam sie jak w "grobie za zycia". Ale 1,5mca na Citalu i jest super :) Czego i Tobie zycze:)
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
31 paź 2008, 02:00
Lokalizacja
Kielce

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 11 lut 2009, 22:10
gosiavongosia, do tego psychiatry rzeczywiście nie poszłam już ani razu.
Sprawa z informacją wyglądała następująco: jako że nie mieszkam już z rodzicami, a u wujostwa z moim bratem, pani psycholog po długim naleganiu zdobyla ode mnie przyzwolenie na tel. do brata - koenicznie chciała rozmawiać z kimś, z kim mieszkam. Wtedy już mi wszystko było obojętne, bo stwierdziłam, że sytuacja wygląda jeszcze gorzej niż wcześniej. Mój brat nie odbierał, więc skonsultowała się z wujostwem. Nikt nie wiedział, że jak tylko wyszłam z ośrodka, to znów próbowałam się zabić i znów się nie udało; tym razem ze względu na to, że już po kilkudziesięciu tabletkach, które w połączeniu z alko zaczęły działać, miałam odruchy zwrotne.
Wykonała jeszcze tel. do szkoły w celu rozmowy z pedagogiem szkolnym, co by zwrócić na mnie szczególną uwagę i poprosić nauczycieli o łagodniejsze traktowanie. Dodam, że wtedy grozili mi usunięciem za ilość nieobecności.

Jeśli chodzi o leki, to najpierw muszę udać się do internisty po skierowanie, bo nie bardzo mnie stać na prywatne wizyty u psychiatry.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 12 lut 2009, 00:34
Wyimaginowana,

To bardzo dobrze, że wybierasz się do psychologa. Taka aktywność Twojej terapeutki - to, że zaniepokoiła się Twoją nieobecnością i postanowiła do Ciebie zadzwonić - na pewno dobrze o niej świadczy. Niestety, osobiste zaangażowanie w sprawy pacjenta nie cech.uje wszystkich psychologów.
Wzajemne zaufanie i otwartość to podstawa relacji psycholog-pacjent, dlatego będzie wspaniale, jeśli szczerze porozmawiasz ze swoją terapeutką. Piszesz, że ona nad Tobą dominuje. Pojawia się pytanie: czy masz ten problem w relacji tylko z tą konkretną osobą? A może takie poczucie - że ktoś nad Tobą dominuje - towarzyszy Ci zawsze w kontaktach z ludźmi, którzy są bardziej pewni siebie niż Ty?
Jeśli rozmowa wprost z psychologiem o pewnych sprawach sprawia Ci trudność, możesz na przykład spróbować do niej napisać i wręczyć jej list podczas Waszego spotkania? Ktoś już pisał o tym sposobie na forum: podobno pomaga.

To bardzo optymistyczne, że prowadzisz pamiętnik. Czasami czujesz "ogromne przygnębienie uświadamiając sobie pewne sprawy", ale może właśnie dzięki uświadamianiu sobie pewnych problemów jesteś w stanie sobie z nimi poradzić? Ważne jest to, jaki masz stosunek do pisania pamiętnika - jeśli będziesz traktowała to jako formę oczyszczenia i zrozumienia samej siebie, co pomoże Ci w walce z problemami, to masz szansę na sukces. Gorzej, jeśli pisanie pamiętnika będzie dla Ciebie okazją do przesadnego rozpamiętywania przykrych wydarzeń, katowania samej siebie. Ta sama rzecz dla jednego jest lekarstwem, dla drugiego trucizną. Tak samo jest np. z tym forum - jednym pomaga to zrozumieć chorobę i zdystansować się do własnych problemów, natomiast u innych może pogłębić depresję (zwłaszcza u osób z dużą wrażliwością i empatią, bo takie osoby przejmują problemy innych na siebie). Na pewno potrafisz obserwować samą siebie, widzisz jak reagujesz na inne rzeczy i wiesz, co pogłębia Twój smutek. Możliwe, że sama podświadomie dążysz do pogłębiania tego smutku, na przykład poprzez depresyjną muzykę, filmy, literaturę. Prawdę mówiąc z twórczości Jana Twardowskiego - zazwyczaj optymistycznej i humorystycznej - wybrałaś najbardziej przygnębiający fragment i to w dodatku najbardziej przygnębiającego wiersza.

Poezja to świetna forma ekspresji. W Twoim przypadku pisanie może być nie tylko twórczością samą w sobie (sztuką dla sztuki), sposobem na wyrażanie siebie, ale także formą autoterapii. Jeśli ktoś nie będzie potrafił docenić Twojej twórczości, to postaraj się (łatwo się mówi, prawda? :) ) tym nie przejmować. Sama jesteś przecież najlepszym odbiorcą tego, co tworzysz. A Twoja wrażliwość i empatia może być przecież punktem wyjścia dla wspaniałej twórczości - grunt, to znaleźć środki wyrazu.

Wydaje się, że w zmaganiach z chorobą poczyniłaś postępy. Po pierwsze przyjęłaś do wiadomości to, że jesteś chora. Rozumiesz też, że próby samobójcze były efektem tej choroby. To naturalne, że obawiasz się, że stan, który popchnął Cię do tej dramatycznej decyzji może powrócić. Ważne, żebyś wypracowała sobie - najlepiej ze swoją terapeutką - taki mechanizm obronny, który zadziała w sytuacji krańcowej. Z tego co rozumiem, w sytuacji ogromnego bólu wewnętrznego zdołałaś znaleźć adres ośrodka interwencji kryzysowej i poszłaś tam. To wymaga wielkiej odwagi i siły wewnętrznej. Czy Twoja terapeutka powiedziała Ci co masz robić, jeśli taka sytuacja się powtórzy? Jeśli - nawiązując do Twojej wypowiedzi - ten lód na którym stoisz, naprawdę zacznie pękać?

Niezależnie od wszystkiego nie zapominaj o tym, że "jest w Tobie pragnienie życia i spełnienia zawsze snutych marzeń". :)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Re: Niewyleczona depresja

przez gosiavongosia 12 lut 2009, 07:58
Wyimaginowana, kochanie, do psychiatry (takze tego NFZowskiego) nie potrzebujesz skierowania takze spokojnie :)
Mówię Ci, wiem jak to jest byc w takim okropnym stanie, ale z tego sie wstaje, wychodzi :) Rozmawia z Tobą żywy przyklad :)
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
31 paź 2008, 02:00
Lokalizacja
Kielce

Re: Niewyleczona depresja

przez bedewere 12 lut 2009, 08:21
Hej

gosiavongosia masz rację pisząc ,że z depreji się wstaje, kiedyś doświadczyłam powrotu do zdrowia i udało mi się utrzymać ten stan ponad 2 lata :-)
Traz mam nawrót i do nie dawna myślałam , że to NERWICA miałam ataki lęku itp itd, teraz jednak wątpię sama sobie nie wystawię diagnozy czuje jednak ,ze to depresja i to w dość nasilonym stadium. Zawsze myślałam, że siła to podstawa i nadal tak twierdze, POzytywne myślenie jest NASZĄ JEDYNĄ BRONIĄ.
Tylko,że ja urodzony pechowiec jestem teraz mam ciężki okres w życiu, starciłam prace, myślę że chłop mnie nie kocha, i bummmm czuje się jakby NIC NIE MIAŁO SENSU.
Nie mam myśli samobujczych, ale ciągle mnie męczy pytanie "CZY WARTO, I CZY DAM RADĘ"
Pozdrawiam was serdecznie

wyimaginowana jesteś taka młodziutka, napisze Ci historię babaci mojego serdecznego kolegi, ma ona teraz 86 lat, opowiedziała mi że jak była młoda miała, KRYZYS, tak mocny,że organizm odmówił jej posłuszeństwa miała wtedy może 18 może 20 lat, położyli ją w szpitalu i wszyscy mysleli ze umrze ona też, jednak tak się nie stało, przyszedł do niej lekarz którego twarz do tej pory pamięta i powiedział jej słowa które dały jej siłę do tego by zadbac o siebie i cos zrobić dla siebie " Wspomnie Pani moję słowa, będzie jeszcze Pani się ŚMIAĆ, TAŃCZYĆ, MIEĆ DZIECI" i tak się stało ma teraz 5 wnuków i 2 prawnuków.
wyimaginowana - zobaczysz i ty też staniesz na nogi :-)
Offline
Posty
234
Dołączył(a)
23 paź 2008, 11:57

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez wyimaginowana 12 lut 2009, 13:25
Oiom,
Nie, przeszkadzała mi jedynie jej dominacja, do czego doszłam właściwie przedwczoraj. Że to było istotą tego, że trochę się przed nią zamknęłam. Obojętni mi są ludzie, nawet ci pozornie bliscy, podczas gdy widzę, że : tym to życie jakoś idzie. Też inna sprawa, że nie rozmawiam z nimi, a ona tak emanowała pewnością siebie, aż zalatywało zarozumiałością. Może to tylko ja jestem takim odbiorcą.
Rozmawiając zawsze odpowiadałam na pytania wyczerpująco. Nigdy nie padło takie, jak podobają mi się te spotkania, więc i ja nie wchodziłam na ten temat. Zresztą sądziłam, że nie mogę mieć do niej pretensji o to, że ode mnie wymaga.
Jeśli chodzi o tematy, które poruszam w pamiętniku, czyli często to, co jest mi przeszkodą, to rzeczywiście zauważam pewne nieprawidłowości, chociażby taką, że robię za opiekunke rodziny i całą odpowiedzialność biorę na siebie. Nie robie tego wbrew sobie, ani po to by komuś pomóc. Robię to odruchowo. Widzę ten błąd, który uświadomiła mi akurat terapeutka, ale kompletnie nie wiem, jak się go pozbyć. Dodam jeszcze, że nie potrafię nie troszczyć się o najbliższych, cedzić informacje tak, żeby ich nie zaniepokoić, czy nie zranić. Prosty przykład, kiedy terapeutka dodatkowo chciała skontaktować się z moją matką, a ja nie chciałam tylko dlatego, że kompletnie by się załamała dowiadując się, że niewiele brakowało, żeby mnie już nigdy nie było, co zapewne skutkowałoby w tym, że znów zaczęłaby obficie się upijać.
Tak więc jestem w takiej wielkiej kropie O i najlepiej bym się tego nie tykała, choć powiem, że życie rodzinne przysparza mi chyba najwięcej trosk. Cały horror zaczął się w domu, który matka nazywała azylem. Jak klatka śmierci.
Jeśli chodzi o podświadome pogłębianie depresji, to oczywiście mnie dotyczy. Szczególnie właśnie na tle muzyki i literatury, jednak nie wyobrażam sobie słuchać disco polo, podczas gdy czuję, że coraz ciężej ze mną. Teraz to czuję.
Wybrałam ten wiersz dlatego, że ma mądrą treść ubraną w piękne słowa. Chciałabym, kiedyś tak napisać, choć nie mam kompleksów, co do mojej twórczości. Piszę od kilku lat i wiem, że potrzebny jest warsztat, to też widzę postępy, co zachęca mnie do dalszego pisania.
Oczywiście większość moich wierszy jest o zabarwieniu pesymistycznym, co pomaga rozładować mi tę czarną rozpacz.
Zwykle ludzi, którzy to czytają nie rusza tak pointa, jak właśnie odzworowanie uczucia. Niewazne :]
Co do tego, że przyjmuję, że to jest choroba - to właśnie nie bardzo. Nie zostałam "powołana do życia" dlatego, że chcialam i uważam, że mam wolny wybór : chcę żyć, czy nie. Ponadto dlaczego chęć do życia określana jest jako norma, a niechęć jako coś nienormalnego?
Poszłam wtedy do tego ośrodka, bo wiedziałam, że jak mnie ktoś nie zatrzyma, to znów to zrobię i zrobiłam. Jak stamtąd wyszłam.
Powiedziała mi wtedy, że jakby coś się działo, to żebym od razu przyszła i działo się cały czas, ale nienawidziłam życia i jak przeżyłam to znienawidziłam je jeszcze bardziej. Siebie za to, że nawet nie umiem się zabić, a życie za to, że tyle problemów sprawia odebranie sobie jego.

Wczoraj miałam podły nastrój. Najpodlejszy chyba od tamtego czasu.
A teraz siedze jak na szpilkach, bo chyba obawiam się, że zbeszta mnie, że rzuciłam szkołę i jeszcze nie mam pracy + że przestałam do niej przychodzić.

gosiavongosia, skoro rzeczywiście tak jest, to ułatwia mi to dostęp.
A... wiesz, że nie wszyscy z tego wychodzą? Bo ja mam właśnie taką świadomość.
bedewere, wow, komplement: jesteś taka młodziutka :). No. Jestem. A czuję się jak emeryta.
I zawsze marzylam o tym, żeby być mamą.
Wisława Szymborska - "W zatrzęsieniu"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
139
Dołączył(a)
09 lut 2009, 16:23
Lokalizacja
kraków

Re: Niewyleczona depresja

Avatar użytkownika
przez MOCca 12 lut 2009, 13:51
bedewere, to niesamowite ale mogłabym opowiedzieć podobną historię, gdyby nie wiek, nawet liczba wnuków i prawnówków się zgadza :D Medycyna wciąż się rozwija, a na nerwice i depresję choruje coraz więcej osób.


Dwa lata, chiałabym móc również tego doświadczyć, u mnie trwało to zaledwie dwa miesiące, w których odczułam ulgę, spokój, uwolnienie od negatywnych myśli, gdyby mogło trwać to wiecznie...
idxcie na całosc nie łapiąc yonka, pusycyajcie latawce na łące i dmuchajcie motzlki...

"Wyobraź sobie prawa i obowiązki, przywiązania i potrzeby, wspomnienia i wdzięczność, zespól to wszystko pod jednym imieniem i imieniem tym będzie Ojczyzna". V.v.G.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1550
Dołączył(a)
09 lip 2008, 23:45
Lokalizacja
Łódź

Re: Niewyleczona depresja

przez Oiom 12 lut 2009, 18:03
Witaj,

wyimaginowana napisał(a):Rozmawiając zawsze odpowiadałam na pytania wyczerpująco. Nigdy nie padło takie, jak podobają mi się te spotkania, więc i ja nie wchodziłam na ten temat. Zresztą sądziłam, że nie mogę mieć do niej pretensji o to, że ode mnie wymaga.

To chyba nie jest kwestia pretensji. Ty po prostu masz prawo czuć, że ktoś zbyt wiele od Ciebie wymaga. Masz prawo o tym otwarcie powiedzieć i możesz być pewna, że nie zostanie to odebrane jako pretensja. Psycholog jest pomocnikiem, a nie szefem więzienia: powinien doradzać, przekonywać, namawiać, nawet krytykować (ale nie oskarżać!) natomiast nie ma prawa żądać. Dlatego też nie ma prawa Cię "zbesztać" za to, że rzuciłaś szkołę. Może to natomiast skrytykować. Myślisz, że w praktyce czujesz różnicę między krytyką a atakiem?

wyimaginowana napisał(a):Jeśli chodzi o tematy, które poruszam w pamiętniku, czyli często to, co jest mi przeszkodą, to rzeczywiście zauważam pewne nieprawidłowości, chociażby taką, że robię za opiekunke rodziny i całą odpowiedzialność biorę na siebie. Nie robie tego wbrew sobie, ani po to by komuś pomóc. Robię to odruchowo. Widzę ten błąd, który uświadomiła mi akurat terapeutka, ale kompletnie nie wiem, jak się go pozbyć. Dodam jeszcze, że nie potrafię nie troszczyć się o najbliższych, cedzić informacje tak, żeby ich nie zaniepokoić, czy nie zranić. Prosty przykład, kiedy terapeutka dodatkowo chciała skontaktować się z moją matką, a ja nie chciałam tylko dlatego, że kompletnie by się załamała dowiadując się, że niewiele brakowało, żeby mnie już nigdy nie było, co zapewne skutkowałoby w tym, że znów zaczęłaby obficie się upijać.

Ten przykład z Twoją matką świadczy o Twojej wrażliwości i empatii. Nie wiem, czy mówienie o całej sytuacji Twojej mamie może Ci pomóc, czy nie - sama znasz najlepiej jej charakter i problemy z którymi się zmaga, więc możesz przewidzieć jej reakcje.
To, że nie potrafisz nie troszczyć się o swoich bliskich nie świadczy o Tobie źle. Nie sądzę też, żeby Twoja terapeutka oczekiwała od Ciebie, że pozbędziesz się tej troski. Tutaj są dwie różne rzeczy, których nie powinno się mieszać: troska a poczucie winy. Troska o najbliższych jest naturalna i pozytywna (to objaw zdrowia psychicznego, a nie choroby) natomiast dobrze jest uporać się z poczuciem winy. Nie odpowiadasz za to, że Twoja matka ma tego rodzaju problemy.

W tym momencie mogę Cię pocieszyć - gdybyś była w takiej sytuacji psychicznej, w jakiej jesteś obecnie, ale mieszkałabyś ze swoją matką, usłyszałabyś pewnie piękny psychologiczny slogan: "musi Pani zmienić środowisko!". Ty, jak rozumiem, nie mieszkasz już w swoim domu rodzinnym, który był dla Ciebie "jak klatka śmierci". Ten problem masz więc przynajmniej częściowo rozwiązany.

Jeśli chodzi o podświadome pogłębianie depresji, to oczywiście mnie dotyczy. Szczególnie właśnie na tle muzyki i literatury, jednak nie wyobrażam sobie słuchać disco polo, podczas gdy czuję, że coraz ciężej ze mną. Teraz to czuję.

Kto jak kto, ale ja do słuchania disco polo nie zamierzam Cię namawiać. ;) Może po prostu powinnaś na jakiś czas odpocząć od dołującej twórczości. Na pewno słyszałaś, że po tym jak Goethe opublikował "Cierpienia młodego Wertera" wielu młodych, wrażliwych ludzi kompletnie się załamywało. Zdarzały się nawet samobójstwa. Tak, sztuka odziaływuje na nas w wielkim stopniu. A co najgorsze, człowiek smutny usilnie szuka kontaktu z równie smutną sztuką, co tylko pogłębia jego smutek - typowe błędne koło.

wyimaginowana napisał(a):Co do tego, że przyjmuję, że to jest choroba - to właśnie nie bardzo. Nie zostałam "powołana do życia" dlatego, że chcialam i uważam, że mam wolny wybór : chcę żyć, czy nie.

Co do Twojego wolnego wyboru - zgoda. Twoje życie, Twoja sprawa. Wiadomo, że prędzej czy później zrobisz z nim to, co będziesz chciała. Wydaje mi się, że jesteś bardzo wrażliwa na punkcie swojej wolności i nie lubisz, kiedy ktoś mówi Ci co masz robić, a czego robić nie powinnaś. Takie moralizatorstwo w stylu "nie Ty sobie dałaś życie, więc nie masz prawa go sobie odbierać" pewnie do Ciebie nie przemawia. Nie ma w tym niczego złego. Tylko, kiedy myślisz o wolnej woli i o wolności musisz pamiętać o jednym: istnieja wolność zewnętrzna (brak przymusu z zewnątrz) ale istnieje też wolność wewnętrzna (wtedy, kiedy sama nie stanowisz zagrożenia dla swojej wolności, kiedy podejmujesz działania i decyzje dobrze przemyślane, racjonalne). Pytanie: czy w przerażającym smutku, wielkim cierpieniu wewnętrznym, jesteś w stanie podejmować właśnie takie dobrze przemyślane decyzje będące emanacją Twojej wolności?

wyimaginowana napisał(a):Ponadto dlaczego chęć do życia określana jest jako norma, a niechęć jako coś nienormalnego?

Strasznie nie lubię określeń w stylu "normalne", "nienormalne". Mało kto potrafi je zdefiniować. Generalnie współczesna nauka (w tym psychiatria) uważa, że jedną z podstawowych cech zdrowego człowieka jest instynkt samozachowawczy. Jeśli więc ktoś dąży do samounicestwienia, to według psychiatrów jest to objaw choroby.

wyimaginowana napisał(a):Poszłam wtedy do tego ośrodka, bo wiedziałam, że jak mnie ktoś nie zatrzyma, to znów to zrobię i zrobiłam. Jak stamtąd wyszłam.
Powiedziała mi wtedy, że jakby coś się działo, to żebym od razu przyszła i działo się cały czas, ale nienawidziłam życia i jak przeżyłam to znienawidziłam je jeszcze bardziej. Siebie za to, że nawet nie umiem się zabić, a życie za to, że tyle problemów sprawia odebranie sobie jego.


Pytanie, jaki jest Twój stosunek do życia? Czy jest on stały, od dawna taki sam? Czy też w dużej mierze zależy od Twojego nastroju w danej chwili, w danym okresie Twojego życia? Opisywałaś swój stan sprzed ostatnich kilku miesięcy, ale nie pisałaś o sobie sprzed choroby. Czy zawsze patrzyłaś na świat, ludzi, samą siebie, w taki sposób jak robisz to obecnie?

Jeśli któreś z moich pytań jest zbyt intymne, po prostu o nim zapomnij. Może zresztą w ogóle nie przychodzisz tutaj po to, żeby pisać o sobie - wtedy zignoruj wszystko to, co piszę. Najważniejsza jest przecież prawdziwa terapia u psychologa. To, co jest tutaj to tylko koleżeńska pomoc. :)
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
04 lut 2009, 21:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do