Długa historia...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Długa historia...

Avatar użytkownika
przez whisper 10 gru 2008, 15:19
Ci użytkownicy, którzy mnie jeszcze pamiętają może zechcą przeczytać co się ze mną działo przez ten okres kiedy się nie udzielałam na forum. A jeśli nie to może ja kiedyś zechcę sobie przypomnieć jak to było...

Otóż na początku października trafiłam do szpitala, na oddział psychiatrii oczywiście. Była to dla mnie jedyna nadzieja i mimo, iż bardzo się bałam pobytu tam zdecydowałam się podjąć kolejną już próbę walki o siebie. Pierwsze dwa dni były dla mnie tragedią, lęk i ciągłe łomotanie serca, lęk przed pacjentami, lekarzami, no dosłownie przed wszystkim. Nawet, gdy leżałam w łóżku mój organizm nie mógł się uspokoić. Gdy odwiedziła mnie mama ryczałam jej, że ja chcę stąd wyjść na własne żądanie! Już! Natychmiast! Na szczęście moja mama zdołała mnie przekonać żebym jeszcze troszkę poczekała i już następnego dnia obudziłam się spokojniejsza. Zaczęłam troszkę rozmawiać z pacjentami i tak pomalutku zapoznawałam coraz więcej wspaniałych, wrażliwych osób. Jeszcze przed upływem jednego tygodnia, czułam się świetnie na oddziale i prawie jak na wakacjach, a nie w psychiatryku. Było mi tam wręcz za dobrze, czułam się tam bezpieczna, zrozumiana, otoczona przez ludzi, którzy mnie rozumieli i ja ich rozumiałam, mogliśmy gadać o wszystkim, byłam pod stałą opieką lekarzy, moje życie towarzyski kwitło. Siedziałam sobie pod bezpiecznym, kolorowym parasolem szpitala, który oddzielał mnie od szarego i niebezpiecznego świata zewnętrznego. Bardzo się bałam pierwszej przepustki na weekend, bałam się, że nie będę nic robić i zostanę cały dzień w łóżku, na szczęście moje obawy były niesłuszne, spędziłam czas wśród ludzi (zaczęłam odnawiać znajomości, które pozrywałam wraz z postępowaniem choroby). W szpitalu funkcjonowałam coraz lepiej, do czasu... Doszło do tego, że gdy mój lekarz prowadzący stwierdził, że widzi znaczną poprawę i zbliża się pora wypisu, ja rozryczałam się w jego gabinecie. Po tym zajściu została mi zwiększona dawka leków :lol:, a o wyjściu jeszcze przez dłuuugi czas nie było mowy. :mrgreen: Zaczęło do mnie docierać, że kiedyś w końcu muszę stąd wyjść, nie podobało mi się to. Zaczęłam popłakiwać coraz częściej. A, że ja sobie na zewnątrz nie poradzę, że nie ma sensu, itd. Na szczęście nie byłam z tym wszystkim sama, był mój lekarz, pani psycholog oraz najważniejsze inni pacjenci, w których znajdowałam wiele ciepła, wsparcia i zrozumienia. Ja też starałam się in pomagać i wspierać w chwilach załamania. Chciałabym żyć właśnie wśród takich ludzi.
Tygodnie płynęły coraz szybciej, zbliżał się czas wypisu, bałam się, często byłam nie w humorze i płakałam. Nastrój bardzo zmienny, ale mój lekarz był nieugięty, nie ma co się chować za drzwiami szpitala... Tak mówił. Dobrze, że się nade mną nie użalał. W przeddzień wypisu wraz z dwoma pacjentkami-koleżankami zrobiłyśmy "wieczorek pożegnalny". Bardzo dobrze się bawiłyśmy, naprawdę cieszyłam się obecnością tych ludzi. Piękna to była chwila.

Już trzy tygodnie jestem w domu, no prawie miesiąc, nie zawsze było dobrze, ale było i jest lepiej niż przed pobytem w szpitalu. Spotykam się z ludźmi, staram się, szukam pracy, coś chcę robić, ale jak już ktoś mówi, że oddzwoni za kilka dni jeśli się zdecyduje to ogarnia mnie panika. Czy wytrzymam wśród tych ludzi. Oni przecież są NORMALNI, nie tacy jak ja... Czasem mam myśli samobójcze i płaczę, jednak radzę sobie z tym szybciej niż kiedyś, staram się. Boję się, nie chcę umrzeć, ale...
...nie wiem czy potrafię żyć.
You never wanted
To share
Your concept of your creation
With any other gods or worshippers
Your book isn't burned
It was never written
Avatar użytkownika
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
26 mar 2008, 11:32

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez anonimowa 10 gru 2008, 19:08
Witam Cię whisper, wszyscy Cię pamiętają (no, ci, co są tu już od dłuższego czasu). Nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować Tobie tego, czego dotychczas dokonałaś. To wielki krok. Dotrwałaś do końca, teraz jesteś w domu i jak sama piszesz jakoś sobie radzisz. Życzę Ci, aby udało Ci się przez to wszystko przebrnąć. Myślę, że jesteś wspaniałą osobą, która sobie poradzi :smile:
A odnośnie tego zdania: "Czy wytrzymam wśród tych ludzi. Oni przecież są NORMALNI, nie tacy jak ja..." może to ty jesteś bardziej normalna od tych innych, bo oni nie wiedzą co to jest cierpienie, poważne problemy. Tacy wielce normalni ludzie to nie potrafią zrozumieć drugiego człowieka, szydzą z niego, wyśmiewają. Ja już wolę taką whisper.
Cóż tak już zawsze będzie, albo ktoś będzie chory o podłożu psychicznym, albo fizycznym, bo człowiek nie jest idealną istotą, niezniszczalną. Nigdy nie wiadomo co nas kiedyś dopadnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
20 kwi 2008, 20:05
Lokalizacja
Żory/Gliwice

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez Gosiulka 10 gru 2008, 22:43
whisper, dobrze że zdecydowałaś się na leczenie i zauważasz poprawę Zaczęłaś walkę o siebie i o dalsze swoje życie i tak trzymać Nie dziwię się tobie że na początku miałaś ochotę stamtąd wypisać się nowe otoczenie obcy ludzie to już powód do lęków dobrze że twoja mama była przy tobie i podtrzymała na duchu Dobrze że ci się udało Nie wiem czy kiedykolwiek ja zdecyduje się na szpital chociaż miałam już okazję aby być tam 2 razy ale jednak obawiałam się czegoś Gratuluję postępów Mam nadzieję i trzymam kciuki abyś znalazła pracę o której marzysz Kontakt z ludżmi na pewno pomoże tobie w dalszej walce Jak podjęłam pracę też się bałam ale po kilku dniach już wszystko było w porządku i teraz pracuję prawie rok i jestem zadowolona że podjęłam się takiego czynu ;)
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
851
Dołączył(a)
15 wrz 2007, 16:26
Lokalizacja
pomorskie

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez whisper 11 gru 2008, 20:26
anonimowa, dziękuję za miłe słowa pod moim adresem i wiarę w powodzenie mojego dalszego życia. :) Bardzo bym chciała sama tak myśleć. Jednak wciąż pojawiają się nowe problemy, obawy... Może i jestem bardziej normalna jak piszesz, ale co za tym idzie jestem też dużo bardziej wrażliwa i czasami błahy gest odczuwam bardzo dotkliwie. :-|

Gosiulka, myślę, że podobnie jak ja boisz się zmiany otoczenia, na początku w szpitalu wszystko jest obce... Ale da się przez to przejść, czego żywym przykładem jestem ja. :) Także jeśli będziesz czuła, że nie dajesz rady, nie masz sił, proszę zwróć się tam o pomoc. Dziękuje również za wsparcie z Twojej strony! :* I cieszę się z Twoich pomyślności w pracy. :)
You never wanted
To share
Your concept of your creation
With any other gods or worshippers
Your book isn't burned
It was never written
Avatar użytkownika
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
26 mar 2008, 11:32

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez mefiboszet 11 gru 2008, 21:01
Jakimi lekami Cię leczono i co zażywasz teraz, jeśli to nie tajemnica?
citalopram - 10 mg | mirtazapina - 15 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
272
Dołączył(a)
03 mar 2008, 20:38

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez whisper 11 gru 2008, 21:35
Oczywiście, że to nie tajemnica.
Na początku zażywałam Lexapro z Sulpirydem, potem lekarka zamieniła mi Lexapro na Bioxetin, a Sulpiryd na Solian. Natomiast w szpitalu odstawiono mi Solian i Bioxetin. Dostałam ParoMerck, Pernazinum i Hydroxyzinum. Te leki zażywam do tej pory.
You never wanted
To share
Your concept of your creation
With any other gods or worshippers
Your book isn't burned
It was never written
Avatar użytkownika
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
26 mar 2008, 11:32

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez mefiboszet 12 gru 2008, 13:35
Dzięki za rzeczową odpowiedź :smile: Czy Sulpiryd usypia, czy raczej pobudza? I czy łagodzi ewentualne lęki?
citalopram - 10 mg | mirtazapina - 15 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
272
Dołączył(a)
03 mar 2008, 20:38

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez whisper 12 gru 2008, 17:42
Sulpiryd jest lekiem aktywizującym i nie powinien usypiać, ale w moim przypadku działanie było wręcz odwrotnie, nieraz potrafiłam przespać 14 godzin w ciągu doby. :shock: Ale ja to ja. :lol: No fakt, uspokaja trochę i działa antylękowo, ale często trzeba było zwiększać dawkę, bo organizm szybko się przyzwyczajał. :-|
You never wanted
To share
Your concept of your creation
With any other gods or worshippers
Your book isn't burned
It was never written
Avatar użytkownika
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
26 mar 2008, 11:32

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez mefiboszet 12 gru 2008, 18:56
Ja właśnie myślę o zamianie Promazin-u na jakiś mniej usypiający neuroleptyk na lęki. Zaproponuję lekarzowi Sulpiryd albo Fluanxol, zobaczymy co powie. Na szczęście nie muszę brać stale, a jedynie doraźnie. Życzę Ci zdrowia :smile:
citalopram - 10 mg | mirtazapina - 15 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
272
Dołączył(a)
03 mar 2008, 20:38

Re: Długa historia...

przez midzi11 19 gru 2008, 09:33
czesc whisper dawno mnie tu nie bylo ale tez Cie pamietam...Ciebie i twoj strach przed szpitalem.pisalam ci duzo o tym ze jak juz tam pojdziesz to nie bedziesz chciala stamtad wyjsc.czytalam Twoje "relacje" ze szpitala i sa dokladnie takie jak moje kiedy tam bylam.ale co racja to racja-nie mozna calego zycia spedzic w szpitalu.od mojego pobytu minelo juz 9 miesiecy ale do dzis na samo wspomnienie robia mi sie mokre oczy...mimo wszystko mam nadzieje ze juz nigdy tam nie trafie.pozdrawiam cieplutko
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 sie 2008, 00:24

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez CzarnaZebra 19 gru 2008, 11:25
whisper, midzi11, , ja was podziwiam. Ja w szpitalu dostawałam szału - byłam tam wbrew swojej woli i bez swojej zgody co prawda, ale o ile wcześniej można powiedzieć że miałam problemy (chodziłam do psychologa czasem), to po wyjściu miałam już tylko myśli samobójcze. Bałam się zamkniętych drzwi, miałam wielki żal do rodziców (10 lat minęło a ja dalej nie potrafię im tego wybaczyć, nadal nie rozmawiam z matką, dobrze że już z nimi nie mieszkam). Dwa tygodnie snułam się po różnych podmiejskich chaszczach, kumpel mnie nasączał tanim winem, wtedy trochę zapominałam. Potem inny znajomy przygarnął mnie do siebie, zamieszkaliśmy u niego w piwnicy - miał tam urządzony taki pokoik. Uratował mi życie. Oboje jakoś prześlizgnęliśmy się przez maturę, potem były wakacje... no i się jakos wszystko wyprostowało, tylko że przez kolejnych 10 lat konsekwentnie i z wielkim uporem odmawiałam już jakiegokolwiek leczenia, a problemy rosły...Rodzice chyba połapali się co mi zrobili po moim zniknięciu, tylko wtedy już sami nie byli w stanie sobie z tym poradzić.
"Gdy gubię sny, jakby nigdy nie były, wysycha źródło mojej wielkiej siły"
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
21 lut 2008, 02:15
Lokalizacja
Warszawa

Re: Długa historia...

przez midzi11 20 gru 2008, 11:17
CzarnaZebra wspolczuje...zdaje sobie sprawe ze nie wszyscy wspominaja pobyt w szpitalu miło bo okolicznosci sa rozne...tak jak dla jednych byl zbawieniem-dla innych traumą.kurcze przykro mi naprawde nie wiem co napisac bo co bylo nie wroci i czasu minelo sporo(10 lat).dobrze ze jakos mimo wszystko to przetrwalas ale uraz zostaje wiem...
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 sie 2008, 00:24

Re: Długa historia...

Avatar użytkownika
przez whisper 28 gru 2008, 15:20
midzi11, ciesze się, dobrze słyszeć coś od Ciebie. Mam nadzieje i życzę nam żebyśmy już więcej tam nie trafiły! Ja również ciepło wspominam pobyt tam, z częścią pacjentów (byłych) nadal utrzymuję kontakt. Powiedz, jak się trzymasz?

CzarnaZebra, nie wiem co powiedzieć, już trzeci raz piszę i kasuję to co napisałam. Chyba tutaj słowa to za mało...
You never wanted
To share
Your concept of your creation
With any other gods or worshippers
Your book isn't burned
It was never written
Avatar użytkownika
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
26 mar 2008, 11:32

Re: Długa historia...

przez midzi11 29 gru 2008, 09:58
whisper u mnie wszystko w jaknajlepszym porządku.moje zycie zmienilo sie diametralnie..jestem zupelnie inna osoba inaczej podchodze do wielu spraw a przedewszystkim do samej siebie.a wszystko wlasnie dzieki szpitalowi i duzej pomocy mojej psycholożki.tez utrzymuje kontakt z wieloma osobami ze szpitala z niektorymi sie mocno zaprzyjaznilam.nie biore lekow juz 4 miesiące i jest swietnie nic mi nie dolega.ehh nie bede sie rozpisywac bo ja bym tak mogła godzinami.pozdrawiam
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 sie 2008, 00:24

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 9 gości

Przeskocz do