marudzenie o tym i owym.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

marudzenie o tym i owym.

przez fly.to.rakuen 25 lip 2008, 01:41
witam. mam 17 lat. piszę, żeby się wyżalić o większości.
od dzieciństwa byłam inna. nie miałam znajomości. gdy zdarzały się wypady na dwór, zazwyczaj przychodziłam z płaczem, bo 'koleżanki' mnie obgadały, odepchnęły na bok. dzwoniły na domofon, a gdy wychodziłam z klatki, nikogo nie było. dziecinne zabawy, które miały być śmieszne. matka zabraniała mi wychodzić. miałam być przy niej, bo w domu jest najlepiej. bo ludzie z zewnątrz są źli, tylko obgadają i skrzywdzą. no to siedziałam. nie było źle. miałam dobre stopnie, chętnie chodziłam do szkoły. choć często byłam wyśmiewana przez rówieśników, jakoś do tego przywykłam.
kiedy miałam 14 lat, mama umarła. odepchnęłam od siebie tę myśl. jakaś taka obrona. nie chcę wspominać, ani tęsknić, bo jednocześnie się boję, że jeśli pomyślę o matce, ta byłaby na mnie wściekła za to, jaka się stałam.
zaczęłam wagarować. w drugiej kasie pisałam egzamin poprawkowy, trzeciej nie zdałam drugi raz. robiłam wszystko, żeby nie iść na lekcje. zostawałam w domu, albo chodziłam w zimę po lesie, zziębnięta, słaba. bałam się ludzi, ich wzroku. a jednocześnie tego, że będę stać sama z boku. przerażała mnie samotność, kiedy wokół tyle ludzi z dobrymi stopniami, z celem w życiu. czułam się wśród nich jak łajno. nie chciałam kontaktować się z pedagogami. albo nie było mnie w szkole, albo nie otwierałam drzwi, kiedy pukali. odłączałam telefon.
zaczęłam nienawidzić, myśleć o dziwnych rzeczach. kochać dziwne rzeczy. smutna muzyka, smutna pogoda. deszcz, szare niebo. napawam się melancholijnymi widokami, marzeniami. smutek jest dla mnie piękny. odbiera mi to siły do życia, a jednocześnie cieszy. uwielbiam płakać do księżyca. a ludzie nie byli mi potrzebni. wciąż zamykałam się w pokoju, słuchałam muzyki. siedzę pod kloszem, mało jem i szybko się męczę.
ojciec zaczął pić. siostry miały swoje życie, swoich facetów. brat mieszkał z nami, też pił. zaczął mnie bić, rozkazywać. krzyczał na starszą siostrę, ale zazwyczaj prowokowałam go do kłótni tylko ze mną. czułam się na siłach, żeby poświęcić godzinę na awanturę. prawie zawsze na szarpaniny, popychanie. przychodził do mojego pokoju, żeby mnie zszarpać z łóżka na podłogę, wyzwać od matkobójczyni. to nie była w sumie przemoc fizyczna, bardziej psychiczna. upokarzanie, obelgi, krzyki, rozkazy. ojciec zamykał się w pokoju i był głuchy na to, co się działo. trwało to jakieś 3 lata, może więcej, bo nawet za życia matki też się to zdarzało. któregoś dnia siostra zadzwoniła na policję. przyjechali upomnieć brata. po jakimś czasie się wyprowadził, a pałeczkę przejął ojciec. zaczął mnie dusić, szarpać, wyzywać. bo zasłużyłam, bo jestem leniem, nie zdałam szkoły, jestem głupia, powinnam się leczyć na mózg. w ogóle mam się powiesić, bo jestem mu niepotrzebna, w łagodniejszym przekładzie. czasami mu się poprawia, kiedy kończy się kasa na picie. ale za każdym razem, gdy wchodzi do domu, automatycznie zamykam drzwi w pokoju i myślę, jak dzisiaj się obronić.
nie umiałam o tym mówić. nauczono mnie, żeby nie srać do swojego gniazda, nie wynosić tego, co dzieje się w domu. ale kiedyś, z własnej woli poszłam do psychologa, żeby spróbować. byłam tylko na dwóch spotkaniach.
na początku czerwca szkoła wysłała mnie do Ośrodka Terapii Nerwic. rozpoznano zaburzenie depresyjno-lękowe, oraz zaburzenie emocji uwarunkowane środowiskowo. obniżony nastrój i samoocena. i wiele innych. psychiatrzy byli mili, słuchali z uwagą. patrzyli prosto w oczy, aż głupio się robiło. pacjenci, dzieci i młodzież, też byli fajni. poczułam, że nie chodzi tam tylko o wygląd, o pieniądze, ale o problemy. tęskniłam za domem, ale wiedziałam, że takim myśleniem sobie nie pomogę. jednak ojciec wypisał mnie po dwóch tygodniach. bo musiał wyłazić z psem, co do tej pory robiłam ja. to za daleko. siedzi sam w domu, nie ma do kogo się odezwać. myślałam, że się zmienił, ale wciąż chleje bez umiaru, wrzeszczy. kiedy ma mi coś powiedzieć, o czymkolwiek i bez planowanej agresji, nie potrafi tego zrobić, nie popychając mnie przynajmniej jednym palcem. mam 38 kilo i każde popchnięcie jest dla mnie za silne. nienawidzę tego.

mam szansę wrócić do Ośrodka. jest to nawet konieczne, jak mówili lekarze. pytanie tylko, czy nie stchórzę? może znowu sobie wmówię, że sobie tu poradzę ze wszystkim.
chciałabym tam znowu pojechać, skończyć szkołę, uśmiechnąć się. ale dalsza odległość od domu mnie przeraża, jak za pierwszym razem. potem byłoby lepiej, ale początki są najgorsze. nie wiem, co zrobię. boję się wszystkiego. że się całkowicie poddam i skończę nie wiadomo gdzie. a jednocześnie już wszystko mi jedno.

trochę tego wyszło. przepraszam za te smęty, ale nie wiem, gdzie to wszystko napisać. pamiętnik zna te słowa na pamięć.
your mouth are opened
ready to scream

...
but then, can anyone hear you?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 lip 2008, 01:32

Re: marudzenie o tym i owym.

przez Martusia 25 lip 2008, 19:28
fly.to.rakuen, czytałam jak wryta.
Mam teraz w sobie tyle emocji że trudno mi zacząć.
Powiem tak. Nie do tego stopnia ale tez mialam bardzo nieciekawą sytuację w domu i zgłosilam to w szkole. Byla rozprawa sądowa i teraz mamy kuratora. Rok jeszcze byłl masakry bo jak to napisalaś, trzeba brudy prać w swoim domu itd. Wyrzucali mnie z domu, ale ja po prostu skorzystałam ze swoich praw. Tobie radzę to samo + mimo wszystko ośrodek, jeśli czujesz, że mogą Ci tam pomóc. Zawsze jest to odmiana, masz szansę nabrać dystansu i nauczyć się jak radzić sobie z emocjami. (jeśli to dobry ośrodek). Dawniej też lubiłam być smutna. Mogę nawet powiedzieć, że miałam wyrzuty sumienia kiedy byłam zadowolana (czasem nadal tak mam). Robiłam wszystko by się emocjonalnie katować. Muzyka, przykre wspomnienia (nie brakowało takich:)), w ogole wszystko co było przykre, było super. Ale to nie jest sposob na życie,a przynajmniej daleko nie prowadzi. Obie jesteśmy młode i mamy mnostwo dobrego przed sobą. A jeśli będziemy chciały skopać sobie życie to same a nie pozwalać komuś nas krzywdzić. Moim zdaniem nie ma w tym żadnej Twojej winy (mam nadzieję, że wiesz o tym) ale tylko Ty możesz poprawić cokolwiek. Odnośnie jeszcze dolowania się, to chcę Ci powiedzieć, że bycie szczęśliwą jest o wiele przyjemniejsze:)
Wierzę, że jeśli zechcesz i włożysz wysiłek to kiedyś bedziesz mogła iść do przodu z podniesioną głową, odnośić sukcesy. Wierzę w to na prawdę.
Nie pozwól się krzywdzić. Szukaj wsparcia, jeśli nie w rodzinie to wśród specjalistow lub tutaj i walcz.
Ja spróbowalam i nie żałuję. Jest o co.
Nie da się skasować wspomnień, ale da się z nimi szczęśliwie żyć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

Re: marudzenie o tym i owym.

przez fly.to.rakuen 25 lip 2008, 21:05
dzięki za przeczytanie.
więc takie, jak to nazwałaś dobrze, katowanie psychiczne jest normalną częścią takiego zrytego życia... przynajmniej ktoś wie, co mam na myśli.
w sumie racja, że szczęście jest przyjemniejsze. w niektórych chwilach naprawdę jest się z czego śmiać, kiedy siostry mnie rozśmieszą, wyciągną chwilowo z jakiegoś dołka, kupią colę, chipsy. pogadają o czymś innym, niż tylko o tym, żebym szła z psem teraz-już-nał! i w takich chwilach aż chce się na nowo żyć. zapominasz o tym, co Cię gryzie, o tym, do czego tęsknisz, czego nie chcesz, a co pragniesz. wtedy jest akurat w sam raz.
w gruncie rzeczy mam jakieś przekonanie, że w tym też tkwi moja wina. nie wiem, czy to błędne. w takim wieku nie powinnam się załamywać i marudzić, że mi źle, tylko planować piękną przyszłość i się cieszyć. może sama sobie zryłam to wszystko, a inni jedynie dokładają.
dobrze jednak, że Ty skorzystałaś z tego, z czego powinnaś i wyszłaś na tym dobrze. tak się powinno robić od początku, wyciągnąć rękę, żeby ktoś za nią chwycił. im dłużej się z tym zwleka, tym jest coraz gorzej i tracisz przekonanie, że da się to jeszcze naprawić.
spróbuję. chociaż nawet próby często zawodzą, bo jestem znana z wycofywania się. boję się strasznie, nie umiem z tym wygrać. ale będę próbowała do skutku, z pomocą pani pedagog ze szkoły. bardzo miła i święta kobieta ^^'

dziękuję za odpisanie raz jeszcze. dużo to dla mnie znaczy :) pozdrawiam.
your mouth are opened
ready to scream

...
but then, can anyone hear you?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 lip 2008, 01:32

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: marudzenie o tym i owym.

Avatar użytkownika
przez scrat 25 lip 2008, 23:05
Przeczytałem. Nie wiem co odpisać, może tylko to, że będę trzymał kciuki żeby wszystko się ułożyło...

Powodzenia.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Re: marudzenie o tym i owym.

przez fly.to.rakuen 25 lip 2008, 23:38
dziękuję. żyję taką nadzieją ^^
your mouth are opened
ready to scream

...
but then, can anyone hear you?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 lip 2008, 01:32

Re: marudzenie o tym i owym.

przez panna_nikt 26 lip 2008, 02:30
fly.to.rakuen napisał(a):dziękuję. żyję taką nadzieją ^^


fajnie że ją masz.

wiesz nie wiem czym sobie zasłużyłaś na taki los.. naprawde nierozumiem dlaczego zawsze przytrafia sie cos takim osobą jak ty! czyli dobrym, strajacym sie cos osiagnac.. znam ten bol kiedy jestes wysmiewana, sama, inna... ale ja, ja to wogule jestem jakas beznadziejna, najabrdziej beznadziejna z beznadziejnych.. juz koncze, przepraszam. wiesz, troche zdziwilas mnie, ze poszlas z tym do pedagoga (może dlatego, że do moeego z dosłowanie żadnym problemem nie mogłam iść.) przepraszam, ale mnie jakos zablokowalo i nie wiem co mam pisac...znow mam te p******** mysli... pozdrawiam cie cieplo.
_____________________________________

wodny ptak śpi.
kołysząc się na rzece pomiędzy
życiem a śmiercią.
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
02 lip 2008, 00:09
Lokalizacja
Wrocław

Re: marudzenie o tym i owym.

przez fly.to.rakuen 26 lip 2008, 03:16
komuś w końcu musi się przytrafiać. zawsze myślałam, że mam odporną psychikę. nigdy się nie żaliłam, rzadko płakałam. wierzyłam, że nie mówiąc o problemach mam silną głowę i już. a działo coś odwrotnego.
sądzę, że to pedagog chodziła za mną. miałam nieobecności, nie było mnie tygodniami w szkole. opiekowała się mną przez trzy lata i powtarzała, że nie pozwoli mi zmarnować sobie swojego życia. więc zaczęłam jej ufać, mówić jej więcej. pomogła mi z tym ośrodkiem, nawet mnie tam zawiozła. rzadko się tacy ludzie trafiają, tym bardziej w szkołach.
wierzę, że także masz problemy. ale skoro znajdujesz czas, by odpisać, wyrazić swoje zdanie i zrozumieć - w moich oczach nie jesteś beznadziejna, Twoje słowa również. nie przepraszaj ^^
też pozdrawiam.

zaczęłam się obawiać, że do września będzie kiepsko. w obecnej chwili nie robię nic. nie mam terapii, ani jakichś leków. z ośrodka może bym dostała na pewien czas, ale wymknęłam się jakby po angielsku, moja psycholog była wtedy na urlopie, nie skonsultowałam się z nią. zaczęło mnie nachodzić coś dziwnego. wszystko mi leci przez palce, ale zupełnie inaczej. nie umiem dzisiaj zasnąć, bo mi niedobrze. mam coraz bardziej obcą głowę. zawsze byłam pewna swoich myśli, zwykła codzienność, a teraz... przychodzą różne chęci na zrobienie czegoś. czasem kilka na raz. i szybko mi się odechciewa. może to chwilowe, ale dziwne. porąbana noc x_x
your mouth are opened
ready to scream

...
but then, can anyone hear you?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 lip 2008, 01:32

Re: marudzenie o tym i owym.

przez fly.to.rakuen 26 lip 2008, 05:23
chyba dostaję na łeb.
nie śmiejcie się. nie wiem, ile to trwało...

nie spałam całą noc. poczułam, że przestał mnie boleć brzuch więc położyłam się. i coś zaczęło się dziać. chciałam zasnąć, tak desperacko, że zaczęłam się modlić, co nie robiłam od bardzo dawna. i nagle moja głowa jakoś... sama przesunęła się w bok, na głębokim wydechu, jakbym miała zobaczyć w mroku coś strasznego. zobaczyłam... no, nic. tylko kontury ubrań na szafie. przeraziłam się tego i odwróciłam się plecami.
na chwilę spokój. potem zobaczyłam coś kątem oka, wychylającego się. przykryłam się kołdrą. wszystkie zmysły mi się wyostrzyły. bałam się, trudno mi było oddychać.
ale najgorsze było to, że zaczęłam tracić wspomnienia z dzisiejszego dnia. z całego życia też. widziałam w oczach to wszystko, ale nie czułam nic. jakbym w ogóle tego nie przeżywała. próbowałam panicznie przywrócić te odczucia, ale w głowie miałam pustkę. kompletną. żadnych przyjaciół, rodziców, muzyki, marzeń, moich zainteresowań, niczego. /cenzura/, no zero, nic! z szokiem poszłam do ubikacji.
ja pierniczę, co ja tam wyprawiałam. najpierw się rozpłakałam, przytuliłam czoło do ściany. a potem... taka lekkość. pustka. jakbym lewitowała. w rękach nie miałam nic, dotykałam ściany delikatnie, przytulałam się do niej. oddychałam przez otwarte usta. wyciągałam ręce w górę, na boki, oglądałam lustro. i tylko ta pustka w głowie. nie miałam nic, dosłownie. wszystko wymazane. jakbym żyła tylko tą chwilą. teraz jestem świadoma tego, że zachowywałam się nienormalnie. jak wariatka. naprawdę.
potem zakaszlał ojciec. głośno. i przestałam. patrzyłam przez chwilę w to lustro, i tak jakoś mi się zrobiło 'aha, co ja robię. hehe. to głupie'. wyszłam. poszłam do pokoju. usiadłam na łóżku. w szoku i z pustką. wróciłam do komputera. i spisuję to, co pamiętam.
ja... wciąż mam tę pustkę. coś kojarzę, coś widzę, odczuwam. ale tak mało. nic nie czuję, ale chyba jestem przestraszona. ledwo panuję nad drżeniem ciała. ręce mam ciągle lekkie, jakby mi same fruwały.
nie mam ochoty na nic. nie chce mi się spać. mrugam rzadko, bo oczy mam jak talary. patrzę na tapetę, gdzie są moje ukochane postacie z mangi. wiem, że to one. ale ja do cholery nic nie czuję, żadnej miłości do tych postaci. do niczego. to straszne!
wolałabym zasnąć. ale nie zasnę. myślę, nie wiem, o czym. może to zmęczenie? co to jest? nie chcę oszaleć.
siedzę w tym pokoju i nie potrafię niczego odczuć. nie czuję strachu, że w nim jestem, bo znam ten pokój. tylko patrzę na niego szerokimi oczami. nic nie ma uczuć. kolorów. nawet nie wiem jak to opisać. pierwszy raz mi się to zdarzyło, i nie umiem się tego pozbyć.
your mouth are opened
ready to scream

...
but then, can anyone hear you?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 lip 2008, 01:32

Re: marudzenie o tym i owym.

przez panna_nikt 26 lip 2008, 23:47
też mam takie chwile kiedy zachowuje się "troszeczke dziwnie" ?! oj uwierz jestem beznadziejna... ja tak! wczoraj plakalm w luzku do godziny 5 rano.... niemoglam sie powstrzymac cos mnie ozwalao od srodka.. niemoglam zasnac, niemoglam sie uspokoic... plakalm przez swoja beznadziejnosc, to jaka jestem, z powodu mojej sytuacji, z braku zrozumienia... umieram powolutku, cierpie i to bardzo ale ciesze sie bo mam malutka "nadzieje", ze wkoncu zejde z tego swiata i moje cierpienie sie skonczy.!
_____________________________________

wodny ptak śpi.
kołysząc się na rzece pomiędzy
życiem a śmiercią.
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
02 lip 2008, 00:09
Lokalizacja
Wrocław

Re: marudzenie o tym i owym.

przez fly.to.rakuen 27 lip 2008, 06:47
też zawsze dziwna byłam, ale nigdy nie nachodziły mnie jakieś utraty pamięci. zastanawiam się, czy to może nie po lekach przeciwbólowych? ale wzięłam małą dawkę i brałam je już wcześniej, nic mi nigdy po nich nie było. myślę nad swoim poprzednim zachowaniem, i wiem, że już wcześniej bałam się czyjejś obecności w pokoju. lękałam się tego, czego nie powinnam, bałam się absurdalnych rzeczy. nie mogę spać w otwartym pokoju, bo boję się, że coś złego do niego wejdzie. nie mówiąc o dalszych myślach i zachowaniach, ech.
wiesz, najlepiej się poddać i powiedzieć sobie, że zejdziesz z tego świata. nie znam Twojej sytuacji, ale nie warto gdzieś pomocy szukać? do skutku. wiadomo, że nie łatwo jest zaufać. lekarze są tacy a tacy, inni ludzie nie rozumieją. wydaje Ci się, że kiedy zejdziesz ze świata, będziesz zadowolona, a troski się skończą. ale podczas tego i tak będziesz mieć wyrzuty sumienia, że nie pokonałaś choroby i wstrętnych uczuć, które Cię męczyły. przecież to chyba da się wyleczyć? nie lepiej odchodzić z w spokoju i ze świadomością, że mimo wszystko dałaś sobie radę? że próbowałaś, że się starałaś.
w każdym razie życzę powodzenia. pozdrawiam.
your mouth are opened
ready to scream

...
but then, can anyone hear you?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 lip 2008, 01:32

Re: marudzenie o tym i owym.

przez panna_nikt 27 lip 2008, 16:22
też mam utraty pamięci, brak koncentracji itp idp dużo by wymieniać...
czasem naprawde mam juz takie wrażenie że tak bylo by lepiej, dzieki ja tobie też życzę powodzenia.
_____________________________________

wodny ptak śpi.
kołysząc się na rzece pomiędzy
życiem a śmiercią.
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
02 lip 2008, 00:09
Lokalizacja
Wrocław

Re: marudzenie o tym i owym.

przez fly.to.rakuen 27 lip 2008, 17:19
ech, ta zasrana psycha.
może i rzeczywiście byłoby lepiej... dzięki.
your mouth are opened
ready to scream

...
but then, can anyone hear you?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 lip 2008, 01:32

Re: marudzenie o tym i owym.

przez panna_nikt 27 lip 2008, 21:53
niewiem co mam już robić... totalnie brak mi sił.
_____________________________________

wodny ptak śpi.
kołysząc się na rzece pomiędzy
życiem a śmiercią.
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
02 lip 2008, 00:09
Lokalizacja
Wrocław

Re: marudzenie o tym i owym.

przez fly.to.rakuen 27 lip 2008, 22:14
wiesz, nigdy nie pytam nieznajomych osób, co ich gryzie. ale tutaj wypada, bo to forum jest jednak pełne cierpiących ludzi.
jeśli Ci się chce, jeśli Ci to bólu nie sprawi, napisz o tym. poczytam.
your mouth are opened
ready to scream

...
but then, can anyone hear you?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
25 lip 2008, 01:32

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do