potrzebuję waszej rady

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

potrzebuję waszej rady

Avatar użytkownika
przez fray 12 lip 2008, 23:28
Zacznę od początku. Od jakiś 14 lat miewam depresję a od 5 doszło jeszcze ed. Zaliczyłam okaleczanie siebie, zwidy, próby samobójcze, pijaństwo i ogólnie sporo rzeczy od których da lub się nie da uzależnić. Leczyłam się psychiatrycznie, od niecałego roku już nie przyjmuję leków. Do psychologa nigdy nie zdecydowałam się pójść ponieważ uparłam się że nie i już. Możliwe że przez to iż od razu jak zaczynam mówić o swoich problemach od razu zaczynam płakać. Pisanie jakoś łatwiej przychodzi Ponad 2 lata temu zaczęło się dziać gorzej (z tego też powodu poszłam do psychiatry). Nie miałam siły na nic, przestałam mi zależeć na czymkolwiek. Straciłam pracę bo przestałam do niej przychodzić, ledwo co udało mi się skończyć studia. Przepchnęli mnie na siłę bo to ostatni rok był, ale obronić nadal mi się nie udało. Nie potrafię zebrać się do napisania pracy. Próbuję często to zrobić, ale zazwyczaj samo otwarcie książki kończy się płaczem albo objadaniem się z powodu tego że za głupia jestem by pracę napisać a poza tym nie zasługuję by mieć wyższe wykształcenie. Przez 2 lata pisania uzbierało mi się niecałe 20 stron i to nędznych. Ciągle dręczą mnie wyrzuty sumienia o wszystko. Wstydzę się na samo wspomnienie jak to jedyny raz w życiu w podstawówce ściągałam na klasówce. Sumienie mnie dręczy nawet w sprawach na które nie mam wpływu, taki najnowszy to to że nie kupiłam bratu i bratowej (nowożeńcy) mieszkania, niestety nie mam za co. Wstyd mi było za wszystko i przed wszystkimi. Nawet wstyd mi przed zwierzakiem że śmiem w weekendy przechodzić rano koło jego klatki i go budzić (bardzo zły jest na mne przez to).Jak już nie pracowałam zaczęłam wychodzić coraz rzadziej aż w końcu przestałam to robić. Zejście na dół po fajki stało się zbyt przerażające. Aż przeprowadzono mnie do mieszkania brata które stało puste (dodam że wcześniej z rodzicami mieszkałam). Tam już zaczęłam się bać "wychodzić" na świat przez internet. Musieli mnie zmuszać bym do psychiatry pojechała (oczywiście samochodem). Najogólniej świat nie wydawał mi się zbyt miły. Wstyd się przyznać ale w przypływie chęci uwolnienia swojego szynszylka od męki życia wypchnęłam biedaczkę przez okno. Niestety nie przeżyła. Do tej pory cieszę się że nie chciałam być zbawcą swojej rodziny. Aktualnie mam 2 nowe gryzonie i czują się dobrze Co do prób samobójczych to miałam ich parę ale jaki widać nieskutecznych. Myśli mam zawsze i to teraz najbardziej mi doskwiera. Nie bym chciała się zabić, w zasadzie to mi obojętne czy żyję czy nie. Ale za to dość irytujące jest że ciągle myślę o sposobach, jak to będzie wyglądało, o skuteczności samobójstwa. Tak niedawno zauważyłam to że te myśli nie przestają mnie opuszczać, są tak jakby automatyczne i nie zależą od nastroju. Niedawno trafiłam na dywanik do prezesa i nasłuchałam się jak to on i wszyscy inni w firmie są zadowoleni z mojej pracy (niedługo będzie rok jak tam pracuję), dał mi podwyżkę, awansik i przeniesienie do pokoju z którymi bardzo dobrze mi się pracuje a ja podczas tej całej rozmowy myślami błądziłam porównując powieszenie się, podcięcie żył a tabletki. Wiem że durne ale tak zawsze wychodzi. Może kiedyś uda mi się tego pozbyć. Liczę też że uda mi się pozbyć jeszcze jednego problemu. Mianowicie od jakiś paru lat męczy mnie że ciągle się objadam i to tak że żołądek mnie okropnie boli i ciągle jestem potwornie głodna. Następnego dnia zazwyczaj znacznie mniej jem bo koło 1000 kcal, ale najczęściej bywa tak że te ciągi obżarstwa trwają parę dni. Można się spodziewać że ciągle z tego powodu tyję. Już przybyło mi 8kg i ciągle rośnie. Z tą tendencja wzrostową będę musiała zaraz na otyłość się leczyć. Myślałam że tak sie objadam bo czasem za mało jem ale próbowałam już sposobu by jeść tyle ile powinnam ale i tak objadanie się nie minęło a nawet zwiększyło się. Dobija mnie to okropnie. Już nie mam pomysłu co z tym zrobić. Może wy macie jakiś sprawdzony sposób? Od razu tylko mówię że na terapię nie pójdę. Jest ze mnie taka Zosia samosia i będę robiła wszystko by samodzielnie wybawić się od tego problemu. Przepraszam że tak bardzo się rozpisałam. Mam nadzieję że cokolwiek zrozumiecie z moich wywodów pomimo chaotyczności i braku talentu do pisania. Fajnie by było gdyby ktoś przetrwał te męczarnie czytania tego. Pozdrawiam.
nawiedzana przez duchy dawno zmarłych ciasteczek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 lip 2008, 21:58

Re: potrzebuję waszej rady

przez Kejti 12 lip 2008, 23:39
nie jestes sama :) ja na kolejnym spotkaniu z psychiatra i psychologiem chce mówić o myślach samobójczych - nie umiem sobie z tym poradzić. Mimo, ze biore leki to nadal przesypiam dnie całe i niewiele mi się chce. Jest mi ze soba ciężko. Ja w tym roku praktycznie nie chodziła m na zajęcia na uczelni, mam zwyczaj uciekać przed sąsiadami lub znajomymi osobami, a odebranie telefonu to problem - nie wspominając juz o tym, ze drzwi nie otworze (ostatnio rodzice się dobijali dobre 30 minut - mieszkam sama, ja i 4 ściany ale czuje sie bezpiecznie tutaj).
Nie jesteś beznadziejna ani głupia, spokojnie... przecież damy sobie rade i wyjdziemy z tego!!!!
Be the Master Not His Tool
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
01 maja 2008, 12:29

Re: potrzebuję waszej rady

Avatar użytkownika
przez fray 13 lip 2008, 00:06
Kejti, jakbym siebie opisywała. Do mnie też rodzice się dobijali, dziwne to dosyć. Z telefonem też tak samo, pamiętam jak kiedyś zaciekle wrzeszczałam na telefon by się zamknął i przestał mnie specjalnie dręczyć :P
A możesz być pewna że może być lepiej. Ja znalazłam pracę którą bardzo lubię i mam zamiar wrócić na studia. Skoro u mnie coś się zmieniło i nawet wyłażenie nie jest już tak ciężkie to tobie też na pewno się uda. Najważniejsze by ciągle próbować iść naprzód. Proponuję ci na początek pisać smsy do znajomych. Otwierasz się na ludzi a nie musisz nigdzie wychodzić.
Teraz okropnie się boję że to wszystko wróci. Nie chce przechodzić tego jeszcze raz. Chcę pracować by było naprawdę dobrze tylko problem że nie wiem jak i co mogłabym zrobić. Porady w stylu "weź się w garść" albo "po prostu zrób to a nie gadaj" tylko mnie wkurzają bo nic nie wnoszą i robią ze mnie tylko lenia.
nawiedzana przez duchy dawno zmarłych ciasteczek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 lip 2008, 21:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: potrzebuję waszej rady

przez Kejti 13 lip 2008, 00:14
ha, a mnie jeszcze podobaja się akcje jak mam spotkac sie ze znajomymi i pojsc np na impreze - wiec ja mysle o tym caly dzien, w koncu zaczynam sie szykowac, a kiedy jestem ubrana i wyszykowana to siedze dalej i robie sie pólnoc i nigdzie nie wychodze, pozniej do mnie dzwonia znajomi a ja nie odbieram :D Nie odbieram bo nie potrafię, musze nad tym popracowac jakoś. Mnie jest tylko wstyd, ze nie potrafię życ jak normalny człowiek, ze tylko jestem ciężarem bo nic sama nie zrobię. Dobrze, ze mam wsparcie farmakologiczne bo nie wiem jak by to wyglądało, pewnie niz by juz ze mnie nie było hehehe
Trzymaj się fray, i zacznij życ tak jak chcesz!!! BE THE MASTER NOT HIS TOOL! ja kiedys też taka bede tylko musze sie troszke pozbierać :)
Be the Master Not His Tool
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
01 maja 2008, 12:29

Re: potrzebuję waszej rady

Avatar użytkownika
przez fray 13 lip 2008, 08:56
ale ja lubię być TOOL :P
dzisiaj spodziewam się że będzie dobry dzień i zrobię wszystko by tak się stało. Obudziłam się z jakimś optymizmem pomimo że bolą mnie plecy a po wczorajszym obżarstwie zrobił się ze mnie grubas. Mam nadzieję że dotrą do ciebie te pozytywne fale które wyślę przez internet :mrgreen: Trzeba coś z tym wszystkim robić bo jak się przekonałam pomoc farmakologiczna za mnie niczego nie zrobi, że należy nadal się starać a dzięki prochom mniej to boli. Chociaż muszę przyznać że jakaś albo dziwna jestem bo prochy nie chciały na mnie działać albo za dużo oczekiwałam po nich stąd te wrażenie. Chociaż do tej pory uważam że wszystko co było sobie uroiłam że to tylko przez lenistwo nie wychodziłam pół roku z domu i zaczynałam mieć problemy z mówieniem. Jak se coś wbije to pustej mózgownicy to nie ma przebacz.
Wiesz, bardzo dobrze mi się z tobą piszę. Pierwszy raz mogę pisać takie rzeczy i nie patrzą na mnie jak na idiotę, nawet przy mojej psych. czułam się jak debil.
Może chcesz się pobawić ze mną w coś w rodzaju "wyzwanie to ubranie"? Bo takie ciągłe dręczenie siebie to męczarnia. wkońcu to nawet żaden znajomy nie będzie chciał się z tobą widywać (mi została jedna przyjaciółka która ma za kretynkę i przyjaciel który wychodzi ze mną jeśli chce zapolować na dziewczyny i jak znajdzie jakąś to ja wracam sama do domu). Ciekawie kiedyś by było szykować się na imprezę, pójść na nią a jeśli tego by było za mało to jeszcze można dobrze się bawić a nie zachowywać się jakby to wojna była w której i tak przegrywasz.
Wierzę że uda cię się "pozbierać" :przytul:
nawiedzana przez duchy dawno zmarłych ciasteczek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 lip 2008, 21:58

Re: potrzebuję waszej rady

Avatar użytkownika
przez CzarnaZebra 13 lip 2008, 23:43
to jeszcze ja się zgłoszę po poradę...
mam przyjaciela który zachowuje się właśnie w ten sposób, tzn kiedy dzwonię w tygodniu i gdzieś zapraszam, to "super, oczywiscie ze przyjde", potem go rzecz jasna nie ma, telefonu też nie odbiera. Nie odbiera tak przez 2 tygodnie, a potem tłumaczy że mu było głupio że nie przyszedł i się nie odezwał, a nie przyszedł bo "jakoś tak złapał doła i nie dał rady". I dlatego przez 2 tygodnie sie nie odzywał... Teraz to nie jest duży problem, przywykłam chociaż doprowadziło mnie to jusz nie raz do białej gorączki, ale w czasie kiedy wyczołgiwałam się z pięknie rozwiniętej depresji za każdym razem w takiej sytuacji czułam się odrzucona, zlekceważona, wystawiona i to przez przyjaciela, który w dodatku ma mnie za nic i nawet nie pomyśli żeby chociaż przeprosić...
Widzę że wy znacie to z autopsji, więc proszę powiedzcie mi co ja mam z nim zrobic, naprawdę zależy mi na nim, znamy się od 100 lat, wiem że dawniej tak nie było... Skąd to się wzięło, jak z tym walczyć, ja chcę z powrotem swojego kumpla...
"Gdy gubię sny, jakby nigdy nie były, wysycha źródło mojej wielkiej siły"
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
21 lut 2008, 02:15
Lokalizacja
Warszawa

Re: potrzebuję waszej rady

Avatar użytkownika
przez fray 14 lip 2008, 06:46
zawsze możesz spróbować się umawiać u niego. Jak już przyjdziesz to nie będzie miał wyboru i nawet ze strachu przed zbłaźnieniem się pójdzie. Możesz z nim pogadać przez smsy o jego dołkach. Skoro miałaś pięknie rozwiniętą depresję pewnie wiesz że zazwyczaj trzeba wyciągać informacje. Na mnie zazwyczaj działało spicie i pozwolenie na wygadanie się, ale następnego dnia tamta osoba musiała napisać smsa, inaczej unikałam jej jak ognia ze wstydu.

dzisiaj zrobię wszystko by dzień był udany. Pogoda pochmurna więc jest nieźle :)
nawiedzana przez duchy dawno zmarłych ciasteczek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 lip 2008, 21:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do