O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

Avatar użytkownika
przez Silje 31 maja 2008, 21:13
Jestem chora.Dzis, wreszcie moge przyznac sie do tego przed sama soba.
Mam depresje,ktora mnie wyniszcza.

Rozprzestrzeniajaca sie pustka.Mrok.
Niemy koliber nie moze mowic.
Niemy koliber nie ma skrzydla.Jedno to zdecydowanie za malo, zeby wzleciec..
Niemy kolbier nie moze tez dotknac ziemi, poniewaz go od niej oderwano.
Niemy koliber tonie we wlasnym ja..

Kim, czym jest niemy kolbier??

Czyms czego nie mozna nazwac slowami.Bo nie ma takich slow, ktore moglyby to wyrazic.

ale teraz o czym innym..innym???
Trzy lata temu poznalam jego.
Na pozor czlowiek, ktory nie ma prawa miec problemow.
Zawsze wylzowany, z gromada przyjaciol, w ciaglym ruchu.
Usmiech nie znikal z jego twarzy.A jednak.. w jego oczach odnalazlam bol..
tak namacalny..tak bliski..

Nie musielismy nic mowic.Wystarczylo, ze na siebie patrzylismy.To wyrazalo wszystko.Dzielilismy sie swoja pustka, cierpieniem i to napawalo nas (a moze mnie?) empatia ktora pali.Zrozumieniem.
Poczulam cos niesamowitego.Odnalazlam czesc swojej istoty.
To tak, jakby ktos zrzucil ja z nieba i upadajac wytlukl sie kawalek.. wijac gniazdo w innym czlowieku.

Po jakims czasie wiele sie zmienilo.Zaczal mnie unikac.Udawac, ze nie zna.. zastanawialam sie - dlaczego?? okazalo sie, ze spotyka sie z moja kolezanka.Usunelam sie w cien.
Nie czekalam juz na nic.Myslalam, ze go kocham.Chcialam zapomniec.
odwracalam wzork, gdy tylko stanal na mojej drodze.. wtedy on nagle zaczal szukac ze mna kontaktu.Nie skutkowalo.Ja chcialam sie uwolnic.

Skonczyl szkole.Przyjezdzal do swojej ukochanej - z mojej grupy.
Mimo to, przytulajac ja i glaszczac zawsze spostrzegalam, ze patrzyl na mnie.

-Wrazenie-myslalam-zapomne.
Walczylam rok.Przez nastepny rok go nie widzialam.Nie mialam z nim najmniejszego kontaktu i.. walczylam dalej.

Pozniej odnalazlam go przez komunikator internetowy.Nie spotykal sie juz z ta dziewczyna.
Powiedzial, ze kocha.Ze kochal.Tylko byl pod presja.. byl w pulapce, ktora go przygniatala.
Nie radzil i nie radzi sobie ze soba. Bol byl zbyt duzy, zeby kazdego ranka nie plakac z bolu ze znow otworzylo sie oczy.

wyprodukowalismy szklana kule, w ktorej wilismy swoje troski.I jednoczesnie je zwalczalismy.Z tym, ze ja bylam wtedy na etapie oszukiwania siebie.Tworzenia harmonijnosci swojego swiata, ktorej nie mozna stworzyc. Bylam skupiona tylko i wylacznie na sobie.Dawalam mu do zrozumienia, ze mi przeszkadza, chociaz jest moim zyciem.On wtedy mial mysli samobojcze.Nie otrzymal ode mnie wsparcia.. nie zauwazalam nawet, ze cos jest nie tak.. chcialam uzdrowic SWOJE istnienie.SWOJE.Pieprzona egoistka.

Z dnia na dzien mial dla mnie coraz mniej czasu.Szanowalam to.Niedawno wrocil z pracy zza granicy.Musial sobie wszystko poukladac.. pewnie chce spedzac czas z rodzina - myslalam.Akceptowalam to.Szanowalam.Ufalam.

Potem okazalo sie, ze jest ktos inny.Ktos trzeci.
W miedzy czasie poznal moja przyjaciolke.Ona ni stad ni zowad napisala do niego komputerowo, a odpisala.. jego nowa dziewczyna.

Nie moglam sie otrzasnac.Dlaczego mnie oklamywal? jak mogl mi to zrobic? przeciez od samego poczatku oczekiwalam przede wszystkim szczerosci, o czym duzo mowilam.Zranil mnie.

Tego samego wieczoru on napisal do mojej przyjaciolki.Pytal jak sie czuje.Glupie pytanie.Jak moglam sie czuc ? Kazal mnie przeprosic.Nie byl w stanie zrobic tego osobiscie.Czekalam na niego dwa lata.I znow go stracilam.

Po kilku tygodniach napisal do mnie - nie chcialam z nim rozmawiac
po pol roku to samo.Kazalam mu zniknac z mojego zycia raz na zawsze.

Po kolejnym pol roku napisalam ja.Nie moglam ulozyc sobie zycia.Uswiadomilam sobie, ze jest czescia mniej duszy, bez ktorej nie moge zyc.Nie mozna zyc bez duszy... bez niej jest sie niepelnym..

Chcialam przyjazni.Uswiadomilam sobie, ze go nie kocham.Nie wierze w milosc.Od samego poczatku potrzebowlam i potrzebuje tylko i wylacznie powietrza.A on byl maska tlenowa, ktora mogla mi go dostarczyc.Byl mna.

Bardzo sie ucieszyl.Powiedzial, zebym nie odrzucala jego prob komunikacji.
Pisalismy.Potem skonczyly mu sie pieniadze na karcie.Napisalam dwa smsy - nie odpisal.Potem napisalam jeszcze jeden.Tlumaczylam - to, ze pisze tak czesto nie oznacza, ze ja wciaz chce byc z toba - (chociaz do niczego takiego nie nawiazal)- po prostu jestes mi potrzebny.Nie do milosci.Chyba sie pogubilam.

Na nastepny dzien rano dostalam sms z innego nr

-Nie pisz do mnie wiecej.Podpis.

Zamarlam.Oddzwonilam.

-Dlaczego ze skrajnosci w skrajnosc? cos sie stalo? zmienilo? chyba moge oczekiwac wyjasnien.

-Wiesz mnie ten kontakt po prostu.. bardzo boli.. - powiedzial lamiacym sie glosem - tak bedzie lepiej.Rozumiesz?

Nie rozumialam.Napisalam jeszcze raz.Napisalam wszystko co czuje.Chcialam wykrzyczec z siebie caly tlumiony krzyk.Bez reakcji.Zadzwonilam.

-Czy ten sms cos zmienil?

- z mojej strony nie bardzo.

-dlaczego? odpowiedz mi racjonalnie dlaczego zerwales kontakt.Wytlumacz mi.Nie rozumiem.A moze nie chce zrozumiec..?

-Nie wiem.

-Podaj mi jeden powod.Zeby bylo mi latwiej.Jeden.

-Bo nie chce.

-To nie jest powod.

-Nie chce.

-Czyli reasumujac odp.. sie, tak? - zaszlochalam

-Nie... to znaczy.. skoro tak to interpretujesz..

Rozlaczylam sie.Mialam sie z tym pogodzic.
.... jak mozna zyc bez czesci siebie? ...

Napisalam jeszcze jednego smsa.
Odpisala - z innego numeru - jego dziewczyna.

Powiedziala, ze mam zniknac.Ze widzi jak go mecze i nie bedzie tego tolerowac.
Ze mam zniknac z ich zycia bo wchodze do niego z butami.Nie chodzi o zwiazek tylko ogolne zycie.On nie chce miec ze mna kontaktu i go nie bedzie mial.Nie interesuje go ja ani moje problemy.

On byl w monie, ona w domu.Musial dac jej znac, ze znow sie odezwalam.Ze go nekam.Ja go nekam..? ja..??

Tak skonczyla sie ta bajka.Dlaczego tak??
dlaczego?? jak mam zyc, skoro jestem.. nie ma mnie.. nie mam duszy..

Juz nie chce wiedziec
Juz nie chce czuc
Chce pojsc na dno pod naporem wlasnego cierpienia
Bo na takim dnie, jest juz wszystko jedno
Kolejny krok do przodu- krok w nicosc
Krok w bol i niewiare
Chce przestac gasnac powoli
I z kazdym dniem mocniej
Chce przestac chciec..
Bo przeciez to wlasnie mnie zabija
http://www.brightlion.com/InHope/InHope_pl.aspx
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
31 maja 2008, 21:03

Re: O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

Avatar użytkownika
przez Voytek 03 cze 2008, 17:51
Smutna historia,nie wiem co napisać,nie chcę nawiązywać do mojego życia i konkretnych sytuacji,bo wydaje mi się,że to nie ma sensu,ale wiem co to ból odrzucenia.Też się męczę.Z drugiej strony smuci mnie fakt,że dzieją się takie rzeczy,bo sam wiele bym dał,żeby spotkać kogoś,z kim będę mógł podzielić się swoimi smutkami i wysłuchać czyichś,w zaufaniu,bez zarzutów typu "obnosisz się z tym co czujesz,jakbyś oczekiwał od kogoś litości" z drugiej strony.Bo tak większość ludzi z którymi się stykam reaguje,ktoś nawet nazwał mnie "emo" i stwierdził,że tak się kreuję (tak jakby przyjemność sprawiało mi cierpienie i paplanie o tym na lewo i prawo-po prostu szukam kontaktu z kimś kto też się męczy i ma takie czy inne problemy na płaszczyźnie psychicznej)."Kto nie doznał nie zrozumie".
"Po pierwszym ad personam kończę dyskusję."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
22 maja 2008, 23:36

Re: O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

przez paskuda19 11 cze 2008, 22:04
wiesz co.... szczerze Ci mowie do lez wzruszyla mnie Twoja historia... przypuszczam ze wiekszosc ludzi ktorzy tu pisza ma problemy ze soba... lacznie ze mna...takie czy inne... zycze Ci tylko dojscia do siebie...kiedys ... pozdrawiam goraco...i wierze w Ciebie.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
22 maja 2008, 17:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

Avatar użytkownika
przez fiufiu 12 cze 2008, 17:37
A ja Ci powiem Silje ze tak naprawde nic nie stracilas. Powiedz mi po co Ci osoba, ktora nie wie co do Ciebie czuje.....A tym bardziej kreci na lewo i prawo z innymi. Jakby Cie kochal to by Cie nie puscil...zrozum to i daj juz mu spokoj, to jest jego strata nie twoja. Bylas po prostu jego karta rezerwowa...tzn. nie wyjdzie z tamta to zawsze jest tutaj taka jedna, ktora owinalem wokol palca. To jest wlasnie ksiazkowy przyklad toksycznego zwiazku.
Ja mialem podbno sytuacje i wiem jak ciezko z tego sie wygrzebac.... Ale teraz jakby on chcial wrocic to nie dawaj juz mu zadnych szans, bo to jest zwykly oszust, ktory by Cie wykorzystywal i zdradzal, a to by Cie zabolalo jeszcze bardziej....
Trzymaj sie mocno i ciesz sie zyciem takim jakie ono jest...a zobaczysz ze napewno poznasz wartosciowa i godna Ciebie osobe....
"Oddaję się morzu,
Pozwalam się ponieść fali,
Niech mnie obmyje.
W obliczu strachu,
Pewnego razu uwierzyłem.
Łzy smoka,
Dla Ciebie i dla mnie..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
245
Dołączył(a)
13 lis 2007, 17:39

Re: O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

Avatar użytkownika
przez jevii 13 cze 2008, 16:42
Wiem jak strasznie musisz się czuć Silje. Wiem też, że chciałaś jak najlepiej, a wyszło inaczej i nie ma w tym nic z Twojej winy, że może czegoś nie zrobiłaś jak należy - jeśli takie wątpliwości by Ci się nasunęły.

Być może ten człowiek sam nie wie czego tak naprawdę chce. Powinien czuć się odpowiedzialny za to co czujesz, a nie bawić się Twoimi uczuciami. Takie coś jest bardzo nie porządku - delikatnie mówiąc.

I wiedz, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, może w tej chwili to żadne pocieszenie, ale będzie dobrze. Teraz jest trudno, ale poradzisz sobie.
Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.Éric-Emmanuel Schmitt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
242
Dołączył(a)
13 sie 2006, 20:26

Re: O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

Avatar użytkownika
przez Silje 13 cze 2008, 18:40
dziekuje za Wasze kojace slowa.
Tak bardzo chcialabym, zeby zza nas wszystkich zniknal kiedys ten podly cien, ktory nie chce ustapic na krok.Czyli sam bol, ktory pali od srodka.

Nie wypowiem sie bardzo kategorycznie nt. tego chlopaka, uwazam, ze on tez ma problemy ze soba i tez potrzebuje pomocy.Moze nawet wiekszej.Mam nadzieje, ze ktos wyciagnie do niego pomocna dlon, ktora posklada pewne elementy jego zycia w jedna nieodzowna calosc..szczesliwa calosc..- bo moja odrzuca.
Dziekuje jeszcze raz.
http://www.brightlion.com/InHope/InHope_pl.aspx
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
31 maja 2008, 21:03

Re: O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

Avatar użytkownika
przez Silje 16 cze 2008, 11:57
Voytek , jesli potrzebujesz rozmowy indywidualnej z kims.. kto moglby Cie zrozumiec.. albo chcialby przynajmniej chcialby sprobowac.. to jestem do dyspozycji.. moje gg 6695532 .Buziak
http://www.brightlion.com/InHope/InHope_pl.aspx
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
31 maja 2008, 21:03

Re: O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

Avatar użytkownika
przez Silje 17 cze 2008, 11:10
czuje sie tak strasznie.. przeciez prosilam tylko o minimalny kontakt.. nawet tego nie mogl dla mnie zrobic? tak go potrzebuje.Nie umiem bez niego zyc.. ta 'komedia' trwa juz trzy lata i nie chce sie skonczyc.. on po prostu jest czescia mnie i zawsze bedzie .. i tak jak mowie nie chodzi tu o milosc.. tak mi ciezko.. dlaczego tak gwaltownie mnie odtracil? nie mam prawa znow wchodzic na sile do jego zycia.. nie dam rady po prostu nie..
http://www.brightlion.com/InHope/InHope_pl.aspx
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
31 maja 2008, 21:03

Re: O tym, jak straciłam cząstke swojej istoty.. jak dalej żyć?

Avatar użytkownika
przez fiufiu 17 cze 2008, 17:59
A ja Ci mowie ze im szybciej to zakonczysz to bedzie lepiej dla Ciebie.....Jakby mu zalezalo to by sie inaczej zachowywal....odpusc juz sobie i staraj sobie ulozyc zycie z kims innym.
Po co sie bedziesz meczyc.....a najgorsze jest to ze milosc przeslania wady drugiego czlowieka....a ich moze byc bardzo wiele.
Najlepszym lekarstwem jest wlasnie zapomnienie o tej drugiej osobie...ale zeby tak sie stalo to musisz definitywnie urwac kontakt....
Ty strasznie cierpisz a on sie bawi w najlepsze....i to ma byc czastka Ciebie.....??
Zapomnij o nim i idz dalej swoja sciezka...bo naprawde nie ma sensu sie cofac....
"Oddaję się morzu,
Pozwalam się ponieść fali,
Niech mnie obmyje.
W obliczu strachu,
Pewnego razu uwierzyłem.
Łzy smoka,
Dla Ciebie i dla mnie..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
245
Dołączył(a)
13 lis 2007, 17:39

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do