Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez paskuda19 22 maja 2008, 17:33
Witam..
musze sie kogos poradzic wiem ze na tym forum przewinelo sie juz pewnie setki takich tematow ale moze ktos mnie wyslucha.
Nawet nie wiem od czego zaczać... kiedys bylam zawsze wesola dziewczyna zawsze rozesmiana z pasjami z sensem zycia z planami na nie...
od jakiegos rok wszystko sie zmienilo poszlam na studia mieszkam teraz z chlopakiem...Sieze teraz w domu bo musialam zostac sama i mam czas na zastanowienie...wlasnie od jakiegos roku zycie przestalo byc juz takie kolorowe zamiast wypatruwania jak kiedys slonca czekam az bedzie ciemno zeby moc sie zaszyc samemu..nie mowie juz o pasjach sensie zycia i celu ktorych nie mam i ktore rozplynely sie i i ktorych nie moge odnalesc... dosc mam ludzi spotykania sie z nimi widzenia ich nawet wyjazdow do domu unikam bo tam zawsze tak wesolo a ty jednak jestes smutna...ostatnio doszlam do wniosku chociaz kocham chlopaka i rodzicow ze lepiej im bedzie bede mnie...chlopakowi bez moich narzekan czepiania sie..nie wiem czy to normalne jesli sie ryczy 3dni z kolei i nie moze przestac i ine zna sie odpowiedzi dlaczego sie placze...:( nie mam juz na nic sily na studia na prace na ratowanie zwiazku siebie ... na nic.... co ja mam zrobic.... niech mi ktos powie...boje sie ze pewnego dnia nie wytrzymam.....;(a ja nie mam juz sily tego ciagnac...tylko prosze nie mowcie ze mam wziac sie w garsc to zabija jeszcze bardziej...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
22 maja 2008, 17:24

Re: Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez paskuda19 22 maja 2008, 18:14
Zostanie mi chyba tylko terapeuta...przyjaciolka nie pomze mi a rodzice "to albo do nauki albo do pracy to ci przejdzie" oni nie rozumieja.. musze cos ze aoba zrobic..czekam tylko na odpowiedni moment na wiecej sil........ pozdrawiam i zycze szybkiego odnalezienia sensu...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
22 maja 2008, 17:24

Re: Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez hoyka 22 maja 2008, 21:55
Ja specjalistą żadnym nie jestem.. ale wydaje mi się, że najgorsze jest samotne spędzanie czas i myślenie nad życiem. Tzn.. chodzi mi o analizowanie każdego zachowania o snucie wizji.. człowiek po jakimś czasie dochodzi do wnioksu, że wszystko jest bez sensu. Co do tego, że nie chcesz się spotykać z ludźmi.. to może być efekt zmęczenia życiem, ciągłego napięcia i stresu. Ja tak miałam.. a wynikało to z tego iż kilka dni pod rząd całymi dniami przebywałam poza domem załatwiając różne bzdety, prace itd.. a to, że wydaje Ci się że jesteś niepotrzebna rodzicom i chłopakowi, że bez Ciebie daliby sobie radę.. nie jesteś przypadkiem niedowartościowana ? Jakie sa Twoje kontakty z chłopakiem i rodzicami ?
póki śmiech tłumi łzy, cieszą nas zwykle dni... warto żyć :)
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
28 wrz 2007, 22:55
Lokalizacja
Śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez paskuda19 22 maja 2008, 22:07
Wydaje mi sie ze nie mam zadnego poczucia wartosci... teraz z perspektywy czasu wydaje mi sie ze to dlatego ze rodzice probowali wbic mnie w ambicje, wielkie wielkie ambicje. jak dalej twierdza potrafie sie wszysktiego nauczyc i jak chce to i 10 jezykow opanuje a prawda jest ze przeciez nikt nie umie wszystkiego...moze to to ze nigdy mnie nie chwialili nawet jesli zdobylam 2x100% na maturze czy dostalam5 to bylo pytanie czemu nie 6... to moze byc glupie ale zbieralo mi sie to przez cale zycie i wiem ze teraz mi sie to odbija. chociaz jestem na studiach moge zdac najlepiej z uczelni egzamin to sie nawet nie usmiechne... wiem ze robie to bo musze bo tata chce bo trzeba cos w zyciu robic a tego nie czuje.... nie wiem co musi sie stac zeby sprawilo mi to przyjemnosc.. wiem ze rodzice mnie kochaja i jak wszysy rodzice chca dobrze ale w tej jednej kwestii sie pomylili bo zawsze bede myslala ze to co robie to za malo zeby byc dumnym... a chlopak? kocha mnie i ja jego chociaz od kiu miesiecy zaczelo sie psuc dosyc powaznie...
wiem ze zamiast mnie wspierac nie wiem czy nie widzi problemu czy nie chce widziec stara sie mi dolozyc do myslenia ( swiadomie lub nie )..zaczelismy planowac zareczymy slub i wogole...ostatnio mowi mi ze jego zakochanie juz minelo, ze jest za mlody na to,ze musi byc pewny.. mowi mi to kiedy widzi ze jestem smutna... ale przy swoich rodzicach mowi ze chce sie ze mna ozenic i wogole swoim kolegom tez....potem zmienia zdanie i mowi mi ze chce
wydaje mi sie ze on chce mnie pomeczyc.. wie ze jestem slaba i jedno slowo moze doprowadzic mnie do placzu i czasem sam to prowokuje...ale wiem ze mnie kocha..
nie wiem co mam juz o tym myslec...nie widzi kiedy wolalam o pomoc a wolam caly czas... wiem ze u mnie trzba zabic samotnosc bo mimotego ze z nim jestem czuje sie samotna..
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
22 maja 2008, 17:24

Re: Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez hoyka 23 maja 2008, 11:22
A ja w domu miałam tak samo.. rewelacyjnie się uczyłam.. zawsze tak było a rodzicom zawsze byłomało.. dostałas 5 a czemu nie 6 ? i z czasem przestałam się liczyć z ich zdaniem bo widziałam, że tak naprawde nigdy nie sprostam ich wymaganiom i zaczełam się sama cieszyć ze swoich sukcesów.. postanowiłam sobie że robię to dla siebie a nie dla nich. :] Poza tym podczas kłótni sugerowałam im, że ich postawa nie jest dobra, bo nigdy mnie nie doceniali.. i powiem Ci że ta rozmkowa wiele zmieniła.. często jeszcze mnie atakują że za słabo ale zaczeli częściej mnie doceniać.. w trudnej sytuacji w sumie nie jestem pewna czy mogę na nich liczyć, ale wiem, że się starają.. a to że chca mnie zmotywowac do tego by być najlepszym i wyrażają swe niezadowolenie, że dostałam 5 a nie sześc wynika z tego, że chcą dla mnie jak najlkepiej. Twoi rodzice nie chcą Cię przeciez zniszczyć, oni chcą Ci pomóc.. ale nie są świadomi tego, że robią to nieudolnie.
A co do chłopaka.. wydaje mi się, że swoim zachowaniem chce CIę sprowokowac. Chyba sam nie wie jak Ci pomóc.,. bardzo chcer ale nie wie jak.. dlatego też mówi, że nie chce ślubu, bo licczy an to, że Ty w obawie przed rozstaniem szybko sie pozbierasz. Niestety działając w ten sposób nie odniesie pożądanego efektu. Najlepiej porozmawiaj z nim szczerze. Poza tym.. dowartościuj się ;) Jeśli tak rewelacyjnie zdałaś mature.l. i tak świetnie sobie radzisz na studiach będziesz w życiu kimś przez duże K :D Najwazniejsze to zastanowić się czego oczekujesz od życia.. jaki masz cel? Rób to co lubisz.. jeśli juz się uczysz.. rób to dla siebie.. nawet nie informuj rodziców jak Ci poszło.. zmotytwuj siebie do działania. Skończysz studia.. znajdziesz pracę.. i np ja mam taki cel by po studiach wykonywac swoja pracę z pasją, żeby nigdy nie robić czegoś mechanicznie od niechcenia.. zawsze z sercem i zaangażowaniem :] Pozdrawiam :]
póki śmiech tłumi łzy, cieszą nas zwykle dni... warto żyć :)
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
28 wrz 2007, 22:55
Lokalizacja
Śląsk

Re: Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez Pstryk 23 maja 2008, 11:46
Dziewczyny, odnajdźcie własne wartości i odbudujcie wiarę w siebie - bez tego ani rusz.
Pstryk
Offline

Re: Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez paskuda19 23 maja 2008, 22:19
Eh.... zrobic cos trzeba.... ale dzis czuje sie 100razy gorzej niz woczoraj wiec wysilkow nie podejmuje....:(
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
22 maja 2008, 17:24

Re: Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez Gusiaty 24 maja 2008, 17:37
ja całkowicie straciłam poczuci jakiekolwiek wartości siebie samej - czuję sie nic nie znacząca dla nikogo, nieważne jest czy jestem, czy mnie nie ma...
może lepiej gdyby mnie nie było?
gusia
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
23 maja 2008, 17:52

Re: Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez paskuda19 24 maja 2008, 21:41
ehhh wierz mi tez bardzo dobrze znam to uczucie...wiem jak umie wyzerac od srodka....marzenie o ucieczce od wszystkiego tylko gdzie...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
22 maja 2008, 17:24

Re: Co mi jest? prosze pomozcie mi...:(

przez hoyka 25 maja 2008, 11:17
no dokłądnie.. brak poczucia wartości to pierwszy krok w stronę tego żeby się pograzyć. Więc.. punkt 1 mówmy sobie codziennie rano że warto życ.. dostrzeżcie to, że niektórzy są inwwalidami, a widza w życiu piękno a majuą mniej od nas.. niektórzy są bezdomni , niektórzy cierpią głód.. a my to mamy ! Poza tym mamy choćby te forum i widzimy, że wiele ludzi ma problem i trudną sytuacją, ale jest wiele osób, któe pisza że wyszły z tego ! Jest nadzieja- jest wszystko :] noo to zaczynamy się dowartościowywac :]
póki śmiech tłumi łzy, cieszą nas zwykle dni... warto żyć :)
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
28 wrz 2007, 22:55
Lokalizacja
Śląsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do