sieroctwo

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

sieroctwo

przez Blizna 14 kwi 2008, 15:18
Chcę pogadać z kimś kto został osierocony w dzieciństwie i teraz przeżywa tego konsekwencje.

Inni rozmówcy też mile widziani.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
13 kwi 2008, 21:44

przez Motylek 15 kwi 2008, 22:25
Hej!
Ja zostałam fizycznie osierocona przez ojca w wieku 7 lat, zaraz potem zostałam "osierocona" psychicznie przez matkę. Nie wiem dokładnie o czym chcesz pogadać. Ja konsekwencje tego przeżywam do dziś dnia. Są one również powodem mojej depresji. Ale z tym wiąże się też dużo innych rzeczy. Chętnie o tym pogadam lub chociaż wysłucham. Na dziś tylko tyle gdyż muszę już spadać. Pozdrawiam. 3maj się.
"... when I'm lying in my bed
Thoughts running through my head
And I feel the love is dead
I'm loving angels instead.."
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 kwi 2008, 17:57
Lokalizacja
znad morza

ciag dalszy

przez Blizna 16 kwi 2008, 22:15
hej dzięki za odzew

Ja jestem tzw pełną sierotą. Rodzice zmarli gdy miałam kilkanaście lat (ok. 10) w niewielkim odstępie czasu od siebie.

Niestety konsekwencje właśnie zaczynają wyłazić teraz kiedy jestem Bardzo Dużą dziewczynką.

Zastanawiałam się nawet czy tego wątku nie wrzucić do Zespołu stresu pourazowego.

Bardzo niskie poczucie własnej wartości to podstawa. Ale ostatnio przeraża mnie to co już gdzieś pisałam. Odsuwam się od ludzi. Właściwie przez lata nie potrafiłam stworzyć żadnego związku. Moje relacje z ludźmi są płytkie. Taki lęk przed tym ,że ktoś mnie znowu zostawi więc lepiej nie wchodzić w to zbyt mocno. a z drugiej strony przeogromna tęsknota za bliskością.

Lekarz stwierdził zaburzenia depresyjne i przystosowania i w pełni się z nim zgadzam.

Zaczęłam z tym walczyć ostatnio, ale nie wiem co z tego wyjdzie.

Rany , to jest temat rzeka...

Nie wiem jak sobie z tym radzisz i czy masz podobnie w tej kwestii, którą opisałam.

Ale spotkalam wiele osób, ktore utraciły kogoś już w dorosłym życiu i kiepsko bylo z nimi.
A co dopiero gdy traci się rodziców w takim wieku. cZasami chciałabym myśleć , że ich wogóle nie było, że zawsze byłam sama.

Wiesz co narazie tyle.

Wszystkiego dobrego i odezwij się.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
13 kwi 2008, 21:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Motylek 18 kwi 2008, 20:43
Masz racje, to niestety jest temat rzeka :(

U mnie również podstawą jest baaaaaaardzo nieskie poczucie własnej wartości. Zostałam osierocona przez ojca, nikt nie nauczył pływać ani nawet jeździć na rowerze, nie mówił, że jestem ładna - wręcz przeciwnie. Zawsze czułam się gorsza.

Myślę, że obie musiałyśmy bardzo szybko dorosnąć, nie będąc do tego gotowe emocjonalnie. U mnie doszło do tego jeszcze przejęcie odpowiedzialności za mamę - do dziś jestem zanadto odpowiedzialna, reaguję stresem na sytuacje których nie znam, muszę mieć wszystko pod kontrolą. Zupełnie nie potrafie być spontaniczna, dopiero uczę się co to jest zabawa, nie śmieszy mnie wiele żartów, ani pozornie zabawnych sytuacji. Czuję się bardzo odpowiedzialna nawet za sytuacje, które mnie nie dotyczą. To bardzo męczące.

Płytkie relacje z ludźmi, powierzchowne przyjaźnie, strach przed zranieniem, przed tym, że kto mnie pozna naprawdę nie może mnie polubić.

Często muszę zgadywać co jest normalne w domu, uczę się tego u znajomych - jak powinni zachowywać się rodzice, patrzę sobie jak się żyje w "normalnym" domu.

I jeszcze pewnie wiele wiele innych - to tak w skrócie. Jak próbujesz sobie z tym radzić??? Ja nawet nie wiem jak zacząć, w sumie to oddalam od siebie myślenie o tym, boję się, że wracanie do przeszłości by mnie złamało. Trzymaj się pa
"... when I'm lying in my bed
Thoughts running through my head
And I feel the love is dead
I'm loving angels instead.."
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 kwi 2008, 17:57
Lokalizacja
znad morza

przez babcia ela 19 kwi 2008, 02:56
Witajcie!!!
Rzeczywiście jest to temat rzeka - osierocenie! Nie ważne ile miało się lat czy kilka czy kilkanaście.Wiem tylko,że im więcej tym gorzej.Mnie zostawił mój kochany tata kiedy miałam 12.lat.Zdążył mnie nauczyć jeżdzić na rowerze,nauczył pływać i każdego dnia zapewniał jak bardzo kocha,jak jestem dla niego ważna i jak jestem piękna(urody mi nie brakowało).Aż pewnego pięknego dnia beztroskich wakacji usłyszałam,że mój tato popełnił samobójstwo.Zostawił mnie?! Tak po prostu?! Koszmar!!!
Lata beztroski,szczęścia,dowartościowywania mnie bezpowrotnie przepadły.
Powiecie - została mama.Tak została ale nigdy do końca jej dni na tym padole nie usłyszałam np.ze jestem ładna(bo po co ma być zarozumiała),że coś tam dobrze zrobiłam(zawsze mogłaś lepiej),że dobrze wychowywałam dzieci itp., itd.Nawet kiedy mój mąż zostawił mnie dla innej kobiety,też była moja wina w ocenie mojej mamy.
Teraz jestem już 55.letnią babcią i zapewniam Was,że moje córki zawsze i wciąż słyszą odemnie jak są piękne,mądre i wspaniałe.Nawet jak poślizgnie im się noga,wiedzą,że ich wartość nawet przez moment nie straciła na wartości.Obecnie są już dorosłymi kobietkami i wiedzą,że są jedynymi,niezastąpionymi i ogromnie kochanymi przezemnie istotkami.
Do napisania.
Śmiej się a cały świat będzie śmiał się z Tobą.Płacz a będziesz płakał sam.

"Nieważne jest,jak Twój Anioł będzie miał na imię.
Ty będziesz go nazywał po prostu...Przyjacielem".
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
01 mar 2008, 19:51

przez Blizna 20 kwi 2008, 18:31
To wspaniałe Babciu Elu jak podeszłaś do wychowania swoich dzieci. Myślę, że dzięki temu możesz czuć się ciągle piękna, ważna i kochana dzięki miłości, którą dostajesz od swoich córek. Blizna po stracie zawsze pozostanie, ale napewno Twoje dzieci są lekarstwem na takie smutki.

Ja też miałam dobre dzieciństwo póki żyli rodzice i może dzięki temu nie "stoczyłam się" bo przekazali mi pewne wartości. Masz jednak rację, że te zapasy miłości na długo mogą nie wystarczyć.
Człowiek stale potrzebuje miłości, dowartościowywania. tak jak roślina wody, słońca, wiatru.
Choćbyśmy nie wiem jak się starali kochać siebie samych to i tak potrzebujemy tego ciepła od innych do wzrastania.

Ostatnio zastanawiałam się dlaczego nie mogę pogodzić się ze śmiercią rodzicow i doszłam do wniosku, że może ten ból jest jedyną rzeczą, albo ostatnią ( ostatnim wspomnieniem) , które mnie z nimi łączy.

Motylku ja też boję się do tego wracać. Jak byłam u psychiatry i weszłyśmy na ten temat to kompletnie nie mogłam nic powiedzieć ( choć ze znajomymi czasami o tym mówię). Na drugi dzień byłam jak zdjęta z krzyża.
Teraz jednak już wiem, że nie mam innej drogi, albo zniszczę siebie z tego żalu, albo spróbuję być dla siebie dobra.

Potrzebuję bezwarunkowej akceptacji. A teraz jeszcze zauważyłam, że oddalam się od tych bliskich mi ludzi, którzy mnie krytykują ( przecież mają do tego prawo), w końcu nie jestem idealna.

Odrzucam ich tak jak kiedyś zostałam odrzucona przez rodzinę.

Powalczmy z tym........

Pozdrawiam Was dziewczyny.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
13 kwi 2008, 21:44

Sieroctwo

przez babcia ela 20 kwi 2008, 19:18
WITAJCIE!!!

Masz słuszność BLIZNA,pamięć o zmarłych bliskich jest trudna do zaakceptowania szczególnie wtedy,gdy byli jedynymi kochającymi nas bezwarunkową miłością osobami.Ja do dzisiaj tak naprawdę nie pogodziłam się,choć od śmierci taty minęły już 43.lata.Jak moje dziewczyny były małe pozwalałam im ,podczas wizyty na cmentarzu,skakać po pomniku(oczywiście bez przesady) a jeśli ktoś mi zwracał uwagę,że to nie wypada,odpowiadałam,że tu leży ich dziadek i to skakanie to tak jak by nosił je na barana i na pewno jest teraz szczęśliwy.Oczywiście pukali się w czoło ale to już ich sprawa.
Teraz muszę już kończyć ale jak będę miała czas napiszę Ci o krytykowaniu przez rodzinę i jak sobie z tym poradziłam.Powiem tylko krótko - dobrze ,że się od nich oddaliłaś.Tym czasem.Pa.
Śmiej się a cały świat będzie śmiał się z Tobą.Płacz a będziesz płakał sam.

"Nieważne jest,jak Twój Anioł będzie miał na imię.
Ty będziesz go nazywał po prostu...Przyjacielem".
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
01 mar 2008, 19:51

przez Blizna 26 kwi 2008, 13:43
a dziś dopadło mnie znowu poczucie totalnego osamotnienia. Od ponad 20 lat jestem sama. Wewnętrznie. Czuję się kompletnie beznadziejna. I jak pomyślę że czeka mnie to uczucie do końca życia to zastanawiam się po co wogóle żyć skoro to tak boli.

Ja nie żyję tylko wegetuję bo nie potrafię z tym skończyć.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
13 kwi 2008, 21:44

przez płaczka 26 kwi 2008, 18:09
Witajcie- jestem tu nowa
Bardzo się cieszę, że znalazłam to forum, czegoś takiego potrzebowałam. Właśnie 2 tyg. jak odstawiłam sobie leki.
Mója depresja lękowa też chyba zaczeła się kilka miesięcy po śmierci taty-36 lat temu, miałam wtedy 5 lat, mama była w 6m-cu ciąży z moją siostrą. i zaczeło się...Z pięciolatki bardzo szybko musiałam stac się dorosłą osobą-odpowiedzialną za dwa istnienia-mamę i siostrę. Mama popadła w depresję w =tamtych= czasach tego się nie leczyło, póżniej, kiedy Jej leczeniem zajęła się się moja kochana chrzestana było już za póżno- zresztą nie chciała brac leków-do dziś uważa, ze jej nic nie jest, tylko nikt jej nie rozumie, a my jesteśmy niedobrymi córkami, bo Ona przecież wszystko robiła z myślą o nas. Dziś przebywa w DPS-ie ze schizofrenią paranoidalną, a mi naprawdę nie chce się do niej jechac. Jadę -bo tak wypada, tak trzeba- bardzo rzadko z potrzeby serca- ale bardzo, bardzo mi JEJ brak, szanuję Ją, kocham, ale nie doznałam w dzieciństwie ciepła i miłości rodziców. Z dzieciństwa pamiętam nieustające karcenie- za byle co. Jak każde dziecko chciałam miec uśmiechniętą, zadowoloną mamę- więc Jej polecenia wykonywałam migiem- ale zawsze było coś nie tak, zawsze żle, a ja tak bardzo chciałam Ją zadowolic. Odpowiedzialnośc za siostrę została mi do dziś- choc jest już dorosłą kobietą-po przejściach. Mieszkamy od siebie dosyc daleko ale gdy zadzwoni, napisze że ma jakiś problem- to bodaj póżna noc chciałabym byc przy Niej, nie potrafię nauczyc się zadbac o siebie, jestem nadopiekuńcza wobec dzieci i każdemu komu coś dolega czuję się w obowiązku pomagac- mam już tego dośc, zaczeło mnie to przerastac. Po dzieciństwie przyszło dorastanie- najpierw słyszałam- jedz, dziecko zacznij coś jeśc-znów światełko w głowie się zapaliło= jak będziesz jadła, mama będzie szczęśliwa, zadowolona- więc zaczełam jeśc- dziś przy 155cm waże 82 kg i nie potrafię schudnąc, a jakiekolwiek problemy się pojawią- nawet błahe- to ja kierunek lodówka. W wieku 23 lat zostałam mamą-bez męża -chodził na inne, a jak druga była w ciąży i trzeba było wybrac to powiedział mi,że z tą się ożeni, któr bardziej za nim będzie latc- pokazałam mu z której strony zamykają się drzwi, po kilku latach wyszłam za mąż za mojego pierwszego chłopaka. Z osoby bardzo mile widzianej kiedyś jako koleżanka córki (męża siostry) stałam się za jej przyczyną niechcianą synową. Dziś z perspektywy lat z całą odpowiedzialnością mogę powiedziec, że przeszłam piekło na ziemi. Mąż jest wspaniałym człowiekiem dopuki nie musi podjąc decyzji, odpowiedzialności, wysłuchac zwierzeń i doradzic. Choc jestem mężatką to czuję się bardzo samotna w tym małżeństwie, ono mnie dobija- ale nie zostawię tego matoła- nie mogę tego zrobic swoim dzieciom- ja wychowywałam się bez ojca- nie zrobię IM tego choc naprawdę nie wiem ile jeszcze zniosę. Może to nie o depresji, może nie na temat ,ale ulżyło mi jak nigdy dotąd. Pozdrawiam wszystkich czytających.
deprecha
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 kwi 2008, 14:50

przez babcia ela 26 kwi 2008, 19:52
płaczka napisał(a):Mąż jest wspaniałym człowiekiem dopuki nie musi podjąc decyzji, odpowiedzialności, wysłuchac zwierzeń i doradzic. Choc jestem mężatką to czuję się bardzo samotna w tym małżeństwie, ono mnie dobija- ale nie zostawię tego matoła- nie mogę tego zrobic swoim dzieciom- ja wychowywałam się bez ojca- nie zrobię IM tego choc naprawdę nie wiem ile jeszcze znios


Witaj Płaczka!!!

Zacytowałam to co do złudzenia przypomina mi moje życie.Ja podobnie wybrałam-dzieci muszą mieć ojca,bo ja nie miałam - i wybrałam żle.Dzieci odeszły z domu,naturalna rzecz a ja zostałam z kimś,kto nie jest mi bliski,kto nie potrafi nawet ze mną rozmawiać.Jak tylko są problemy on chowa głowę w piasek.Wszystkie poważne sprawy są na mojej głowie a jak coś się nie uda to gromy się sypią na moją głowę.Nie chce mi się nawet pisać o tym bo nie cofnę swojej głupoty.Natomiast jeśli Ty możesz,zrób porządek ze swoim życiem bo dzieci wyjdą z domu a Ty zostaniesz sama ze swoimi niespełnionymi marzeniami i żalem,że życie tak szybko minęło.Ratuj siebie!!!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 7:08 pm ]
Rozumiem Was bo przeszłam i przechodzę to co Wy.Mimo wszystko jestem optymistką i chyba dlatego udaje mi się istnieć na powierzchni a nie w otchłani rozpaczy.Mimo,że mam już 55.lat to wciąż uważam,że najlepsze jeszcze przede mną.Wychowałam dwie wspaniałe córki i cudowną wnuczkę.Teraz moja kolej na lepsze życie.Tak sobie powtarzam- może się sprawdzi?
Leków antydepresyjnych nie odstawię,bo wiem co może mnie spotkać.
Pozdrawiam.
Śmiej się a cały świat będzie śmiał się z Tobą.Płacz a będziesz płakał sam.

"Nieważne jest,jak Twój Anioł będzie miał na imię.
Ty będziesz go nazywał po prostu...Przyjacielem".
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
01 mar 2008, 19:51

przez Blizna 26 kwi 2008, 21:13
witam Dziewczyny

Czytam o tych Waszych związkach z których jesteście niezadowolone i sama nie wiem co myśleć.
Jestem sama, nie ułożyłam sobie życia ( jak to inni mówią ), tzn. nie wyszłam za mąż nie mam dzieci.
Bałam się tego, że spotkam kogoś z kim będę i w kim zakocham się ślepo żeby wypełnić pustkę w życiu.
Bałam się, że nie będę potrafiła odejść jak On okaże się nie taki jak sobie wymarzyłam ( choć wiem, że życie we dwoje to nie sielanka).
Jak spotykałam kolejnego mężczyznę to zawsze ogarniały mnie wątpliwości.
Efekt jest taki, że jestem sama i strasznie mi z tym i nie wiem co lepsze.

Ostatnio ta samotność doskwiera mi na potęgę. Ale ostatnio też doszłam do jednego wniosku. Muszę najpierw zrobić porządek z samą sobą. Wzmocnić się psychicznie. Skorzystać z terapii. Wszystko po to, żeby nie wybrać tylko dlatego, że nie chcę być sama. Zeby jak wybiorę, samemu nie zniszczyć tego związku z powodu własnych lęków, żali, nieumiejętności radzenia sobie z ludźmi.
Myślę, że jeszcze nie jest za późno

Dlatego z niecierpliwością czekam na spotkanie z terapeutą ( pierwsze)

Chcę myśleć tak jak babcia ela, że wszystko przede mną.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
13 kwi 2008, 21:44

przez Motylek 30 kwi 2008, 13:08
Czytając historię Płaczki czułam się trochę jakbym czytała o sobie. Pozwólcie, że wam się trochę zwierzę... Straciłam ojca gdy miałam 7 lat. Do tego czasu miałam wspaniałą rodzinę i dom : mama tata starsza siostra i ja. Gdy mój ojciec umarł zaczęło się... Mama wpadła w depresje, oczywiście wtedy tego nie rozumiałam, kiedyś byliśmy rodziną ogólnie szanowaną, rodzice mieli wyższe wykształcenie itp. Nie wiedziałam dlaczego chodzę głodna i brudna, mam niewyprane ubrania, w domu jest bałagan a mam ciągle śpi, płacze, pali papierosy i jest smutna. Więc zaczęłam sprzątać, zajmować się domem, mamą i jeszcze martwiłam sie o siostrę, która miała w głowie tylko dyskoteki itp. W wieku 13 lat poszłam do pierwszej pracy wakacyjnej, którą wspominam jako koszmar, była ciężka fizycznie i z daleka od domu... od tamtego czasu aż do dziś dnia nie miałam wolnych wakacji, tzn od 10 lat. Nienawidzę pracować, marzę o wakacjach ale muszę niestey. W tym czasie moja mama i siostra miały względnie dobre wakacje (siostra korzystała, że nie ma mnie w domu). Wzięłam na siebie obowiązki z którymi musiałam sobie poradzić choć były one ponad moje siły...
Niedawno dowiedziałam się, że ojciec miał romans z mężczyzną.. mój świat się kompletnie zawalił, nie potrafie sobie poradzić z tym, że mój kochany tata zrobił nam takie świństwo. Jeśli o tym nie myślę to jest dobrze, ale kiedy wszystko wraca to po prostu nic nie ma sensu, chciałabym po prostu aby świat przestał istniec...
Czuję się zdradzona i oszukana, nie potrafię z tym żyć, marzę by być szczęsliwa a nie mogę... marze o wakacjach, odpoczynku, o tym ,że ktos mnie zrozumie, ze bede ogła cofnac czas... nie wiem czy potrzebuje terapii, teraz moze nie ale kiedy dopadaja mnie czarne dni to na pewno, nie wiem czy isc po prostu do psychiatry/ psychologa??? co mu powiem??
Wiem że moze to nie jest na temat ale po prostu musialam sie gdzies wygadac...
"... when I'm lying in my bed
Thoughts running through my head
And I feel the love is dead
I'm loving angels instead.."
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 kwi 2008, 17:57
Lokalizacja
znad morza

przez Martusia 30 kwi 2008, 17:51
płaczka
Myślę, że napisalaś bardzo na temat.
Dużo przeszlaś i wiele z tego pamiętasz. Między innymi, że chcialaś, by Twoja mama była auśmiechnięta.
Myślę, ze Twoje dzieci (niezaleznie od wieku) też tego potrzebują, ze są takimi samymi istotkami jaką Ty byłaś i świetnie wyczują, kiedy się uśmiechasz a kiedy tylko wkladasz maskę.
Przeszłaś wiele, ale nadal masz kogoś dla kogo jesteś najważniejsza i od Ciebie zależy czy kiedyś one będą chciały Cię odwiedzić czy zrobią to z obowiązku.
Absolutnie nie uderzam w Twoje macierzyństwo, wierzę, że je kochasz i starasz się, zależy mi tylko by powiedzieć, że one bardzo Cię potrzebują, Ciebie szczęśliwej.
Serdecznie pozdrawiam i życzę uśmiechu.
Nie da się skasować wspomnień, ale da się z nimi szczęśliwie żyć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

Re: sieroctwo

przez Blizna 17 maja 2008, 17:19
Wiecie co? jakiś czas temu zostałam zaproszona na imprezę rodzinną. Odmówiłam bo to ma bardzo bliski związek z moją tragedią. Ludzie, miejsce, przypominają mi wszystko co się wydarzyło. czuję jakbym się cofnęła do przeszłości. jakbym znowu była tą małą beznadziejną sierotką z którą nikt nie wie co zrobić.
Odmówiłam. Skłamałam. I zaczęłam czuć kłucie w sercu. Takie nerwicowe.
Nie wiem czy zmierzacie się ze swoimi strachami z przeszłości np ludźmi, którzy wiążą się z waszymi traumatycznymi doświadczeniami. Ja sobie z tym nie mogę poradzić. Unikam rodziny jak ognia a oni uważają że ich lekceważę.

Część z nich zlekceważyła kiedyś mnie. Nie pragnę zadośćuczynienia, ale nie chcę też przypominać sobie tego wszystkiego.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
13 kwi 2008, 21:44

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do