co mi jest? depresja,nerwica, oba naraz?ja już nie mogę.....

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

co mi jest? depresja,nerwica, oba naraz?ja już nie mogę.....

przez alutka87 10 kwi 2008, 00:27
Witam, nie wiem w zasadzie od czego zacząć... ale odkąd sięgam pamięcią zawsze było mi źle. Czuję, że powinnam iść do psychologa lub psychiatry ale boję się, brakuje mi odwagi i nie potrafię zebrać siły na to. Dodatkowo mój chłopak uważa, że naczytałam się bzdur na internecie i od razu wynalazłam sobie depresje...Zresztą uważa, że skoro nie miałam takich problemów w domu jak on (alkoholizm) to nie powinnam chyba mieć takich problemów ze sobą. Jestem histeryczką i w ogóle widzę problemy tam gdzie ich nie ma.

A jest ze mną tak - od zawsze byłam nieśmiała, tzn do gimnazjum byłam aktywna na lekcjach i było wszystko ok, ale też od gimnazjum zaczęłam mieć problemy z tym. Doszło to tego, że w liceum i teraz, na studiach, miałam paniczny lęk przed publiczną wypowiedzią (drżenie rąk i głosu, pustka w głowie, poczucie , że wszyscy uważają że mówię głupoty itd). Generalnie większych problemów z nowymi znajomościami nie mam, gdy ktoś się pojawia w moim towarzystwie np. Ale jak wchodzę do obcego mi grona jestem tak zblokowana, że nie potrafię nic powiedzieć, nawet śmiać się. Zresztą denerwuję się zawsze jak muszę coś załatwić, iść do jakiegoś sklepu itp. Czuję jakby ktoś od razu miał odebrać negatywne zdanie na mój temat. Ledwo ukończyłam 1,5 semestru na studiach, a teraz biorę dziekankę bo już sobie w ogóle nie radzę (a raczej już jestem tak nastawiona, że nie potrafię, że coś jest ponad moje siły) Tym bardziej, że pracuję. W pracy też miałam duży problem z aklimatyzacją, długo to trwało (np nie rozmawiałam ze starszymi stażem pracownikami, ewentualnie z nowszymi, drżały mi ręce jak przy kimś jadłam posiłek na przerwie itd) Ale już jest dobrze. (choć nieraz zdarzają mi się "blokady umysłu"). Te problemy zapewne przemawiają za nerwicą.

Ale zapewne przez tą nieśmiałość nie chce mi się żyć i chyba mam depresje... Bywają gorsze i lepsze dni, ale tak naprawdę nigdy nic nie robię ot tak, bo wszystko ma na celu pokazać mi, że "nie jestem taka zła". Każda randka, spotkanie ze znajomymi, nawet klasówka jest "testem". Choć zazwyczaj dół po jakimś niepowodzeniu jest większy niż radość z jakiegoś powodu. Bo radości jako takiej nie odczuwam. Dobrze jest, jak nie jest źle. Byle jakoś to było, byle przeżyć następny dzień, byle bez żadnej gafy i wpadki. Czuję się zawsze na boku, zawsze ta inna, "smutna" (bo nie mam uśmiechu nigdy ot tak, mój codzienny wyraz twarzy jest co najwyżej obojętny). Gdyby ktoś mi teraz kazał wybrać - umierasz albo do końca życia żyjesz jak teraz, to chyba życia bym nie wybrała...Ja po prostu żyję bo muszę, bo się urodziłam, a nie dlatego, że życie jest cudem. Do wielu rzeczy się zmuszam, do wstania z łóżka najbardziej, kiedyś chętnie wstawałam z samego rana, teraz ciężko mi się zwlec z łóżka przed południem, o ile nie mam do szkoły lub pracy. Po prostu mam uczucie wiecznego bezsensu. Jestem cały czas zmęczona, jakoś mi ciężko się skoncentrować, nie potrafię się uczyć. Jestem płaczliwa.

Myślę, że dużo w tym winy mojej rodziny - panuje w niej "chłód". Zawsze byliśmy biedni, ale w uczuciach też niestety. Rodzice mnie wykarmili, ubrali, ale nie wychowali. Od kiedy już przestałam być małym dzieckiem zaczynam postrzegać błędy wychowawcze moich rodziców, czuję złość, że u innych było inaczej, że mnie skrzywdzili bo nie pokazali mi co to słowo kocham itd.... Przepraszam, że tak długo, że tak chaotycznie.....
Mam nadzieje, że ktoś to przeczyta i mi poradzi.... Pocieszy.... Mi naprawdę jest źle ze sobą i nienawidzę się i choć dużo myślę o tym i teoretycznie wiem co i jak powinnam zmienić, to teoria to nie wszystko, skoro sie nie umie jej wprowadzić w życie.....
"Trudno to zrozumieć lecz nic nie daje siły by żyć jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła..."
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
20 mar 2008, 21:53

Avatar użytkownika
przez whisper 10 kwi 2008, 09:45
Hej alutka87
Uważam, że pójście do psychologa i do psychiatry jest najlepszym wyjściem z tej sytuacji. Z tego co piszesz wynika, że NIC sobie nie wymyślasz, nie przesadzasz. W tym wypadku nie słuchaj chłopaka, ja też mam ojca alkoholika, to też jest jedną z przyczyn mojej depresji i lęku, ale to nie znaczy, że Twój problem nie jest równie poważny.
A mówiłaś o tym jeszcze komuś oprócz chłopakowi? Może przyjaciółce? Jeśli nie to powiedz jeszcze jakiejś bliskiej osobie, a ona napewno pójdzie z Tobą do odpowiedniego specjalisty, pomoże, wesprze.
Słuchaj Twój opis bardzopasuje do mnie też byłam nieśmiała, co prawd już nieco się tego pozbyłam, ale coś jeszcze we mnie siedzi.
Ja po prostu żyję bo muszę, bo się urodziłam, a nie dlatego, że życie jest cudem. Do wielu rzeczy się zmuszam, do wstania z łóżka najbardziej, kiedyś chętnie wstawałam z samego rana, teraz ciężko mi się zwlec z łóżka przed południem, o ile nie mam do szkoły lub pracy. Po prostu mam uczucie wiecznego bezsensu. Jestem cały czas zmęczona, jakoś mi ciężko się skoncentrować, nie potrafię się uczyć. Jestem płaczliwa.

Praktycznie jak zdanie wyjęte z mojego pamiętnika.
I prosze postaraj się zebrać w sobie i idź do tego lekarza, on Ci pomoże, wysłucha. Nie doprowadzaj się do takiego stanu jak ja... W pewnym momencie wogóle przestałam chodzić do szkoły, zawsze rano był płacz i panika, dopiero gdy zaczęłam brać leki to ustąpiło po pewnym czasie.
Trzymam za Ciebie kciuki! :)
You never wanted
To share
Your concept of your creation
With any other gods or worshippers
Your book isn't burned
It was never written
Avatar użytkownika
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
26 mar 2008, 11:32

przez alutka87 10 kwi 2008, 11:29
Dzieki :smile:
Wiesz...ja już właśnie przestałam chodzić na zajęcia.... Nie mogę, nie dam rady po prostu dalej.... Na pozór nie mam czasu na naukę, bo pracuję, tak 4 razy w tyg po 8 h ale ja wiem, że czas mam a nawet chęć czasem, tylko zebrać się nie mogę. Bo i tak bym nie dała rady i tak. Wiem, że to bez sensu.

A z przyjaciółkami....niby rozmawiałam.... i mi radziły iść.. Ale trudno mi zebrać na tyle siły by się zarejestrować do lekarza, potem iść do psychiatry, tym bardziej, że boję się, że jak pójdę do niego będę miała pustkę w głowie.... chyba, że napiszę co mam do powiedzenia...

Ja już byłam kilka lat temu u psychologa, kilka razy, ale to były krótkie wizyty, u "państwowego", w zasadzie nic mi nie dały a tylko potem przez kilka miesięcy nie rozmawiałam z mamą, po tym jak powiedziałam, że poszłam do psychologa a ona na to "chciałaś to se poszłaś". Miałam ją zabrać na rozmowę, ale powiedziała, że nigdzie nie idzie.... I właśnie ten brak wsparcia u rodziny jest najgorszy.... Brak zrozumienia, wolą uważać, że jestem leniem śmierdzącym i wariatką niż zauważyć realny problem.....
"Trudno to zrozumieć lecz nic nie daje siły by żyć jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła..."
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
20 mar 2008, 21:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez whisper 10 kwi 2008, 14:29
No problem :)
To co Ci mogę poradzić to żebyś poszła się zarejestrować do psychiatry z którąś z przyjaciółek. Super, że im powiedziałś! Potem mogłaby Cię zaprowadzić na wizytę, zawsze to raźniej :)

Fakt, nie jest łatwo znaleźć dobrego specjalistę, mnie się akurat poszczęściło, ale na forum znajdziesz tematy poświęcone dobrym lekarzom w danym mieście, także warto poszukać. Napewno znajdziesz kogoś ze swojego miasta.

Możesz zrobić właśnie tak jak mówisz, napisać sobie co masz do powiedzenia i potem korzystać z tej ściągi. A na początku poprostu powiedz, że się denerwujesz, wtedy będzie Ci łatwiej :)

Niestety też znam ten ból zadawany przez bliskich - również mama, niby to ona znalazła mi psychologa, ale już nie potrafi pojąć jak mogę spędzać całe dnie nic nie robiąc i jak mogę nie widzieć sensu życia, przecież "wszyscy coś robią, chcą coś osiągnąć". i pomimo, że teraz jest już troszkę lepiej to nawet byle bzdura powiedziana przez nią wyprowadza mnie z względnej równowagi i budzi agresję.
Pozdrawiam

P.S. Jak masz ochotę pogadać to zawsze możesz pisać na priva.
You never wanted
To share
Your concept of your creation
With any other gods or worshippers
Your book isn't burned
It was never written
Avatar użytkownika
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
26 mar 2008, 11:32

Avatar użytkownika
przez blackwitch 10 kwi 2008, 17:46
Alutka, to co piszesz w pierwszej częsci swojego posta znam bardzo dobrze. Też tak mam że nawet głupia rozmowa w sklepie jest dla mnie takim "mini-testem" z tego jaka jestem miła i od razu myśę czy pani mnie polubi i staram się zrobić jak najlepsze wrażenie. U mnie to jest jednak chyba jeszcze bardziej posuniete, bo ja nawet wsród znajomych mam już to samo. Z ludzmi których np. znam od wileu miesiecy...- wychodzę np. na imprezę i nic nie mówię bo jestem taka sztywna jakbym połknęła kij:) Chodze na terapię i myśę że tu się doczekam rozwiązania tego problemu. A że do tego dochodzi depresja....nic dziwnego, nie masz ochoty na nic bo każda mała sytuacja może być stresująca. To okropnie wyczerpujące. Pozdrawiam, trzymaj się ciepło i zapisz na terapię.
“You can't always sit in your corner of the Forest and wait for people to come to you... you have to go to them sometimes.” Winnie the Pooh
Avatar użytkownika
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
21 lis 2006, 22:50

przez alutka87 10 kwi 2008, 18:05
Ja też wśród znajomych (ale nie przyjaciół) tak mam często, że jeśli się oni do mnie pierwsi nie odezwą, nie zagadają, to ja niezbyt.... bo się czuję taka mała, nieważna, taka szara myszka na którą nie ma co zwracać uwagi....
"Trudno to zrozumieć lecz nic nie daje siły by żyć jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła..."
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
20 mar 2008, 21:53

przez ARTmen 10 kwi 2008, 18:20
Lekarz jest niezbędny.Ja aktualnie jestem na chorobowym bo mam nawrót depresji.Najgorzej iść do lekarza pierwszy raz, potem już z górki.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 5:23 pm ]
Też mam problem z samooceną.Czuję się jakiś gorszy od innych,nic nie wart

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 5:23 pm ]
Też mam problem z samooceną.Czuję się jakiś gorszy od innych,nic nie wart

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 5:28 pm ]
niska samoocena to objaw depresji
Z DNIA NA DZIEŃ...
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
10 kwi 2008, 17:41

Avatar użytkownika
przez khasia 11 kwi 2008, 19:15
alutka87 jakbym czytała siebie.. :( z tym samemu nie idzie sobie poradzic, jakbym nie wiem ile walczyła. życie cały czas stawia wymagania i chyba jest coraz trudniejsze. trzeba nabrac sił bo sama siebie zgnieciesz.
ja na razie przełamałam pierwsze lody i dzięki paru osobom tu z forum zarejestrowałam się do psychiatry. tylko teraz ta nadzieje mna trzyma, że może leki pomogą bo tak to nie chce mi się dalej wegetowac w tym nierzeczywistym półśnie..:(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
30 mar 2008, 17:47

Avatar użytkownika
przez blindmessiah 11 kwi 2008, 22:41
Nie można wmówić że problemy takie mają tylko osoby z rodzin gdzie panuje alkohol/przemoc. Każdego może to spotkać na pewno twój chłopak to z czasem zrozumie. Trzeba się liczyć z tym że większość ludzi zdrowych nie rozumie nas -chorych. Dla nich nasze problemy są trywialne. Dlatego trzeba się zgłosić do specjalisty i to prędko bo życie płynie. W wieku kiedy powinniśmy się cieszyć my się smucimy a niektóre chwile nigdy nie wrócą.
Tak jak już wszyscy wyżej wspomnieli zmobilizuj się i pójdź najlepiej do psychiatry. Niech to będzie zadanie o najwyższym priorytecie!
Zapisz sobie plan spotkania wypisz swoje objawy na kartce- ja tak robię :P

Mam ten sam problem przez rodzinę ciągle jestem przezywany "leniem".
Zraziłem się przez to że moja matka często mi wmawiała że się do niczego nie nadaję. Bez entuzjazmu przyjmowała moje dobre wyniki w szkole w przeciwieństwie do potknięć. Nadal podaje mi przykłady moich znajomych jacy to oni są ambitni i co już w życiu osiągnęli. To mnie dodatkowo blokuje a ja nie potrafię jej powiedzieć o moim problemie.
Teraz walczę z samym sobą i "próbuje" zapisać się do psychiatry.
Kontakt telefoniczny odpada bo cholernie się boję telefonów -jąkam się i zapominam o czym mam rozmawiać na sam dźwięk dostaje dreszczy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
26 mar 2008, 23:46
Lokalizacja
Łódź

Avatar użytkownika
przez khasia 12 kwi 2008, 09:41
blindmessiah napisał(a):Bez entuzjazmu przyjmowała moje dobre wyniki w szkole w przeciwieństwie do potknięć. Nadal podaje mi przykłady moich znajomych jacy to oni są ambitni i co już w życiu osiągnęli


Tak jak mój ojciec.. kiedys obchodzily go oceny, a teraz jak mi idzie dobrze na studiach to tylko patrzy przez okno i wytyka.. patrz, tamta juz ma męża i dzieci, a ty nawet chlopaka nie masz! patrz tamta "robi" na produkcji a ty nawet pracy nie mozesz znalezc, zadnego doswiadczenia(a mialam juz staz w muzeum i w ZUS)! itd. idzie sie wykonczyc:((
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
30 mar 2008, 17:47

Avatar użytkownika
przez CITRIA 12 kwi 2008, 14:55
alutka87 napisał(a):Rodzice mnie wykarmili, ubrali, ale nie wychowali. Od kiedy już przestałam być małym dzieckiem zaczynam postrzegać błędy wychowawcze moich rodziców, czuję złość, że u innych było inaczej, że mnie skrzywdzili bo nie pokazali mi co to słowo kocham itd...


witaj alutka87 pod tym i ja mogłabym się podpisać, a i "objawy" mam takie jak ty. Bardzo dlugo czułam się niedojrzała emocjonalnie i do dziś mam z tym problem... niestety ta emocjonalna niedojrzalosc doprowadzila mnie do toksycznych zwiazkow, a w efekcie do tej choroby :/ Idz do psychiatry, nie ma sensu sie samemu męczyc.

blindmessiah napisał(a):Kontakt telefoniczny odpada bo cholernie się boję telefonów -jąkam się i zapominam o czym mam rozmawiać na sam dźwięk dostaje dreszczy.


blindmessiah czym to jest u ciebie spowodowane ? ja bylam wiecznie podsluchiwana a nastepnie przesluchiwana z tresci rozmow przez ojca w dziecinstwie...
Życie jest piękne i wierzę, że wszystko jest po coś.
Bylebym się nie poddała.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
15 lut 2008, 15:16

Avatar użytkownika
przez blindmessiah 12 kwi 2008, 15:16
CITRIA napisał(a):blindmessiah czym to jest u ciebie spowodowane ? ja bylam wiecznie podsluchiwana a nastepnie przesluchiwana z tresci rozmow przez ojca w dziecinstwie...

Jak miałem 5 lat często zostawałem sam w domu. Mama była w pracy w zakładzie obok bloku. Pewnego dnia zaczęła wydzwaniać jakaś kobieta.
Pytająca się o moją babcię. Była strasznie natrętna i krzyczała. Ja jej mówiłem że babci nie ma i odkładałem słuchawkę a ona w kółko dzwoniła.
Aż rozłączyłem kabel od tel. Od tamtej pory jestem uczulony nawet na dźwięk telefonu. Jak już muszę rozmawiać to strasznie się jąkam, nie skupiam się na tym co dana osoba mówi. Zawszę muszę widzieć osobę z którą rozmawiam. Dodatkowo boję się tego że ktoś będzie podsłuchiwał moją rozmowę a potem w jakiś sposób ją komentował(co często moja mama czyniła). Jestem jednym z niewielu którzy nie posiadają "komórkowca". To jest straszne czasami bo tracę czas na dojazd do jakiegoś miejsca by z kimś porozmawiać unikając dzwonienia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
26 mar 2008, 23:46
Lokalizacja
Łódź

Avatar użytkownika
przez CITRIA 12 kwi 2008, 21:57
No to z tobą gorzej niz ze mna... telefon mam i np komunikacja za pomoca smsow i gadugadu nie sprawia mi problemu. jednak rozmowa przez telefon... zawsze czuje napiecie, lekka panike, nie wiem co powiedziec, bladze myslami, czuje sie przymuszona do rozmowy i mysle tylko tym zeby ja zakonczyc.
Czasem jak musze duzo rozmawiac to ten strach sie wylacza np jak musze zadzwonic do 20 instytucji, to po 10 telefonie juz sie przyzwyczajam ;D

Niemniej zlosliwe komentarze po rozmowach, krzyczenie na mnie, oskarzanie, obelgi... to byl standard w wykonaniu mojego tatusia...

nie wiem co ci poradzic, ale trzeba sie przelamywac, chocby powoli... zacznij od pisania smsow... natarczywym dzwoniacym powiedz ze twoj telefon jest zepsuty i nie slyszysz glosu rozmowcy :)

odwagi , nie można sie do konca zycia męczyc !!! :) pozdr!
Życie jest piękne i wierzę, że wszystko jest po coś.
Bylebym się nie poddała.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
15 lut 2008, 15:16

Avatar użytkownika
przez khasia 13 kwi 2008, 16:13
CITRIA napisał(a):Niemniej zlosliwe komentarze po rozmowach, krzyczenie na mnie, oskarzanie, obelgi... to byl standard w wykonaniu mojego tatusia...

dlatego jak dzwonie.. to gdy jestem sama... ba! gdy cos mam załatwic, wszystko zapisuje na kartce (sprawdzm trzy razy, czy dobrze) co mam powiedziec.. i jakos wtedy idzie bez zająknięcia się;) polecam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
30 mar 2008, 17:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do