PASIERB - MACOCHA

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

PASIERB - MACOCHA

przez Magda Panek 07 kwi 2008, 12:58


Witam wszystkich. Szukam osob z ktorymi moglabym pogadac o tzw. laczonej rodzinie, czyli relacjach pasierb-macocha. Czy jest tu ktos kto tak jak ja przyjal pod swoje skrzydla nie swoje dziecko? Chcialabym zapytac jak sobie z tym daje rade. Sytuacja jest jeszcze gorsza, gdy ma sie tez wlasne dziecko. Ja mam meza, ktory ma syna z 1 malzenstwa i razem mamy drugiego syna. Czy jest ktos kto ma taka sytuacje w domu?[/b]
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 kwi 2008, 12:37
Lokalizacja
poznan

przez szatz 07 kwi 2008, 20:21
Witaj Magda!
Z czym masz problem?Ja mam trochę inną sytuację.To ja wniosłam do małżeństwa dziecko z poprzedniego związku(10-letnią córkę).Mój mąż ma też 2 córki z poprzedniego małżeństwa.Odwiedzają nas co drugi weekend.Może jednak mogę Ci w czymś pomóc?
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

przez Magda Panek 08 kwi 2008, 08:58
Rozumiem, ale Ty masz inna sytuacje, bo corko Twojego meza Was odwiedzaja w weekendy a moj pasierb mieszka razem z nami. Mam problem w tym, ze nie potrafie kochac go tak mocno jak mojego wlasnego syna, ze im moj synus jest starszy tym mniej kocham mojego pasierba. To znaczy chce powidziec ze im bardziej ja jestem z Tomkiem, moim synek tym mniej chce dla Alana. To tak jakby nozyce sie otwieraly i dwa ich konce oddalaly os siebie. Jestem w trudnej sytuacji bo moj pasierb jest teraz na etapie brania a nie dawania. Ma 12 lat. Mnie naprade duzo nerwow no i nie mowie o finansach, kosztuje utrzymywanie i wychowywanie jego. Moj maz to docenia. A ja chcialabym chocby ze strony Alana-pasierba wobec mnie jakies zrozumienie, szacunek, nawet nie podziekowanie, bo w to nie wierze. A on tylo bierze i bierze nie dajac nic w zamian. To mnie boli. A Ty jak sobie z tym radzilas? Kochasz corki swojego meza?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 kwi 2008, 12:37
Lokalizacja
poznan

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez szatz 09 kwi 2008, 10:13
U mnie też nie wygląda to różowo.Mi jest łatwiej akceptować jego córki,bo to tylko weekendy.Trudno mi było tylko pogodzić się z nieporządkiem jaki po sobie zostawiają,bo pod tym względem to prawdziwe "diabły".Nie muszę mówić z jakim trudem przy mojej ciężkiej depresji utrzymuję porządek w domu,a po ich wizycie wszystko wygląda jak po huraganie.Ale z czasem nauczyłam się to "olewać".Pogodziłam się,że muszę kilka dni po weekendzie dochodzić gdzie co leży.
Gorzej wygląda sprawa między moją córką a moim mężem.Nastąpiło starcie charakterów.No i to,że muszą się nauczyć na codzień ze sobą funkcjonować.On odzwyczajony od ciągłej obecności dziecka w domu,ona rozpieszczona(długo jedyne dziecko w rodzinie,odchowana przy babci),z postawą-"ja rządzę w domu i wokół mnie się kręci świat".
On mówi,że czuje jakąś blokadę,że to nie jego dziecko.Bardzo się starał na początku dotrzeć do jej serca,ale podobnie jak Ty czuje niewdzięczność za wszystko co dla niej zrobił.Też się boję co będzie dalej,bo ona wkracza w trudny wiek.Jesli przyjdzie okres buntu,to będzie naprawdę ciężko.
Dzieci potrafią być niewdzięczne,bo nie rozumieją poświęceń dorosłych.Czy Twój mąż rozmawia o tym jak się czujesz z Alanem? Ja staram się tłumaczyć mojej córce jak jej zachowanie odbiera mój mąż.Przynosi to efekty krótkotrwałe,do następnego wyskoku,kiedy znów muszę ratować sytuację.Niestety też nie mam na to złotego środka.Jednego się nauczyłam,że muszę natychmiast ostro reagować na jej odzywki,czy wyskoki,gdy mąż czuje się dotknięty.Brak odpowiedniej reakcji z mojej strony odbiera jak przyzwolenie.Niech Twój mąż spróbuje o tym rozmawiać z synem.Uświadomić mu jak Cię boli jego zachowanie.
Życzę Ci cierpliwości i wytrwałości :smile:

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:13 am ]
U mnie też nie wygląda to różowo.Mi jest łatwiej akceptować jego córki,bo to tylko weekendy.Trudno mi było tylko pogodzić się z nieporządkiem jaki po sobie zostawiają,bo pod tym względem to prawdziwe "diabły".Nie muszę mówić z jakim trudem przy mojej ciężkiej depresji utrzymuję porządek w domu,a po ich wizycie wszystko wygląda jak po huraganie.Ale z czasem nauczyłam się to "olewać".Pogodziłam się,że muszę kilka dni po weekendzie dochodzić gdzie co leży.
Gorzej wygląda sprawa między moją córką a moim mężem.Nastąpiło starcie charakterów.No i to,że muszą się nauczyć na codzień ze sobą funkcjonować.On odzwyczajony od ciągłej obecności dziecka w domu,ona rozpieszczona(długo jedyne dziecko w rodzinie,odchowana przy babci),z postawą-"ja rządzę w domu i wokół mnie się kręci świat".
On mówi,że czuje jakąś blokadę,że to nie jego dziecko.Bardzo się starał na początku dotrzeć do jej serca,ale podobnie jak Ty czuje niewdzięczność za wszystko co dla niej zrobił.Też się boję co będzie dalej,bo ona wkracza w trudny wiek.Jesli przyjdzie okres buntu,to będzie naprawdę ciężko.
Dzieci potrafią być niewdzięczne,bo nie rozumieją poświęceń dorosłych.Czy Twój mąż rozmawia o tym jak się czujesz z Alanem? Ja staram się tłumaczyć mojej córce jak jej zachowanie odbiera mój mąż.Przynosi to efekty krótkotrwałe,do następnego wyskoku,kiedy znów muszę ratować sytuację.Niestety też nie mam na to złotego środka.Jednego się nauczyłam,że muszę natychmiast ostro reagować na jej odzywki,czy wyskoki,gdy mąż czuje się dotknięty.Brak odpowiedniej reakcji z mojej strony odbiera jak przyzwolenie.Niech Twój mąż spróbuje o tym rozmawiać z synem.Uświadomić mu jak Cię boli jego zachowanie.
Życzę Ci cierpliwości i wytrwałości :smile:
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

Avatar użytkownika
przez pyzia1 10 kwi 2008, 09:24
Cześć dziewczyny!U mnie sytuacja wygląda tak, że mam dziecko z pierwszego małżeństwa, a mój drugi mąż nie ma żadnych dzieci. Na początku łudziłam się, że będzie on traktował córkę jak swoją ale jednak tak nie jest. Wiem, że się stara ale wygląda na to, że "cudzego" dziecka nie da się pokochać tak mocno jak swoje. Miłość do swojego dziecka jest instynktowna, nawet nie trzeba się nad nią zastanawiać, a w innym przypadku tak nie jest. Przykro mi często z tego powodu ale staram się zrozumieć. Tak po prostu jest i pewnie nie da się tego zmienić.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

rozmowy

przez Magda Panek 10 kwi 2008, 10:06
Witaj,

tak, rozmawiam z moim mezem ze sytuacja jest dla mnie trudna. Maz to wszystko rozumie. A ja sie mecze. Kocham bardzo meza, kocham mojego synusia, a pasierba nie kocham. Ba, nawet czasami przeszkadza mi ze on jest. Jak wyjezdza to odpowczywam od niego. Nigdy nie powiem mezowi tego, ze mi pasierb przeszkadza, bo byloby mu strsznie przykro. Ale prawda jest taka, ze "starszego syna" moglo by nie byc w moim zyciu i tez by bylo dobrze. Na domiar zlego, im moj syn jest wiekszy tym bardziej "starszy syn" wydaje mi sie dla tego malego zagrozeniem. Nie mozna kochac cudzego dziecka. Ja nie potrafie. A Wy potraficie? Niech ktos jeszcze cos napisze.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 kwi 2008, 12:37
Lokalizacja
poznan

Avatar użytkownika
przez pyzia1 10 kwi 2008, 14:06
Magda Panek, a próbowałaś? Wiem, że na siłę nie można nikogo pokochać, ale chociaż spróbować spojrzeć na to dziecko z innej strony? Bo przecież syn Twojego męża też pewnie potrzebuje miłości i wsparcia i czuje Twoją niechęć. A jak on zachowuje się w stosunku do Ciebie? Na pewno boli Cię jego niewdzięczność ale z dziećmi tak to już jest, ja zaczęłam być wdzięczna moim rodzicom za wszystko co dla mnie zrobili dopiero gdy skończyłam 20 lat, to kwestia dojrzałości. Dla dzieci jest oczywiste to, że rodzice się dla nich poświęcają, a przecież w tym wypadku jesteś także jej rodzicem. Ale przyznam, że nie potrafię się postawić w Twojej sytuacji, jednak rozumiem że jest Ci z tym wszystkim ciężko. Każdemu by było.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

przez szatz 10 kwi 2008, 23:31
pyzia1 napisał(a):cudzego" dziecka nie da się pokochać tak mocno jak swoje. Miłość do swojego dziecka jest instynktowna, nawet nie trzeba się nad nią zastanawiać, a w innym przypadku tak nie jest. Przykro mi często z tego powodu ale staram się zrozumieć. Tak po prostu jest i pewnie nie da się tego zmienić.
myślę podobnie.Też się pogodziłam z sytuacją.
Magda Panek napisał(a):Nie mozna kochac cudzego dziecka.

Myślę,że można,tylko to bardzo trudne gdy ma się własne.Wierzę Ci i rozumiem.Mam wygodniej,bo jego dzieci muszę tolerować tylko w weekendy i one mnie uwielbiają,ale ne wiem jak by było codziennie,bo w niedziele po ich wyjeżdzie często wzdycham z ulgą.
Myślę jak pyzia1,że na wdzięczność Alana musisz poczekać,aż wyrośnie.To przykre,ale prawdziwe.Trzymaj się.
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

przez babcia ela 23 kwi 2008, 11:34
A ja jestem dzieckiem z takiego związku.Ojczyma nie lubiłam na "dzień dobry" bo chciał zastąpić mojego tatę.Zresztą on też mnie nie cierpiał i zawsze kiedy coś się stało(mam dwóch braci) była moja wina.Potrafił tak to przekazać mojej mamie,że zawsze mu wierzyła.Nigdy nie usłyszałam od niego pochwały czy po prostu dobrego słowa.
Tak było w dalekiej przeszłości.Teraz mama nie żyje a ojczym został sam.Zagadka: komu najbardziej ufa,z kim utrzymuje kontakt,kto się nim opiekuje(ma 78.lat i jest schorowany) i pociesza kiedy jest smutny? Tylko ja.Tylko moje potrawy są smaczne,tylko ja potrafię z nim rozmawiać i tylko ja go rozumiem.To są jego słowa.
Topór wojenny został dawno zakopany.
Śmiej się a cały świat będzie śmiał się z Tobą.Płacz a będziesz płakał sam.

"Nieważne jest,jak Twój Anioł będzie miał na imię.
Ty będziesz go nazywał po prostu...Przyjacielem".
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
01 mar 2008, 19:51

Avatar użytkownika
przez yoyo 23 kwi 2008, 16:33
Magda Panek napisał(a): A on tylo bierze i bierze nie dajac nic w zamian

bo czuje, wie, ze nie jestes jego matką...i jest to przykre...
nie rozumiem słów - nie kocham ??? Jak można nie kochać dziecka z którym się żyje, mieszka, któremu zastępuje się (choć odrobinke) mamusię. Przecież to jest żywa istota, która czuje się odpychana....
"...wszystkie dzieci nasz są..." ładne słowa piosenki :(
przed czym Ty się tak bronisz, myślisz , że tylko ten kto wyrośnie na Twoim łonie zasługuje na Twoją miłość??

Zmień swoje nastawienie, przed Tobą jeszcze dojrzewanie Alana, wtedy wyjdą wszystkie zaniedbania. Inie ma w tym winy dzieciaka, jeśli czuje się cieżarem - odchodzi (niekoniecznie fizycznie, ale emocjonalnie).

Masz ciężką sytuację, ale jestes osobą dorosłą i musisz znaleźć wyjście z tego. To nie piesek którego można oddać, to jest dziecko.
I nie chcę płakać, Panie mój
Uczyń bym była z kamienia
I pozwól mi, pozwól mi spróbować jeszcze raz
Jeszcze raz....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
22 paź 2006, 20:00

Re: PASIERB - MACOCHA

przez marmor82 13 sty 2009, 12:16
Magda Panek napisał(a):Witam wszystkich. Szukam osob z ktorymi moglabym pogadac o tzw. laczonej rodzinie, czyli relacjach pasierb-macocha. Czy jest tu ktos kto tak jak ja przyjal pod swoje skrzydla nie swoje dziecko? Chcialabym zapytac jak sobie z tym daje rade. Sytuacja jest jeszcze gorsza, gdy ma sie tez wlasne dziecko. Ja mam meza, ktory ma syna z 1 malzenstwa i razem mamy drugiego syna. Czy jest ktos kto ma taka sytuacje w domu?[/b]

Cześć Madziu ,u mnie jest taka sama sytuacja jak u Ciebie -podobna.Moje Twoje Nasze-czyli ja mam Kacpra 6 letniego z pierwszego małożeństwa,Darek ma Czarka z pierwszego małożeństwa 14 letniego a razem mamy Nelę 2 letnią.Powiem Ci że ja już mam serdecznie dosyć czasami.Są dni że mam ochotę wyneść się z domu i nie wrócić-chyba dopada mnie depresja.Mogę sie przyznać że jestem teraz złą macochą-olewam syna Darka !!!!!
Ale dlaczego????Na początku wszystko było ok,dopóki nie zaczął być zazdrosny o mojego synka Kacpra ,czasem bywały dni że chciałam uciec!!!!Odzywał się do niego niemiło na każdym kroku,nawet nie pozwolił mu łóżka swojego dotykać,odnosiłam wrażenie że się brzydzi nim,więc po jakimś czasie i ja zaczęłam tak się zachowywać w stosunku do niego....Potem urodziła się Nela i Czarek syn mojego męża traktuje Nelę jak siostrę a Kacpra jak wroga nr1....-na każdym kroku da się to zuwrzyć.Mało tego jeżdzi co tydzień do babci na wekenndy-(ja z teściową się nie odzywam ponieważ mnie nie akceptuje !!!!) i zastanawiam się u kogo zaczyna robić sobie hotel.Chłopak ma 14 lat a nic nie robi praktycznie,wszystko trzeba mu mówić co ma robić...Madzia powiem ci że już czasem z sił opadam.Ojciec jego po nim nic nie robi ,więc dlaczego ja mam po nim cokolwiek robić,czasem są awantury o wszystko,jak miał lat 10 to inaczej to wyglądało,a teraz jak dorasta to zczyna się robić w domu niemiło.Ogólnie nasze stosunki są zimne,ale ja siebe nie obwiniam,bo to jego zasługa-gdybym miała opowiadać to bym tu mogła książkę napisać.Madzia ja rozumiem Cię w 100 procentach,że trudno jest kochać nieswoje dziecko,jak już wie się jaka jest miłość do swojego dziecka które się rodziło własnymi siłami.JAK MASZ OCHOTĘ SIĘ WYGADAĆ POŻALIĆ TO ŚMIAŁO PISZ ,JA TEŻ CZASEM MAM OCHOTĘ KOMUŚ SIĘ WYŻALIĆ ,A TU WŁAŚNIE ZNALAZŁAM TAKIE MIEJSCE ,ŻE CHYBA CZĘSTO BĘDE TO ROBIĆ....bUZIAKI MARRY
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
12 sty 2009, 14:16
Lokalizacja
Łódź

Re: PASIERB - MACOCHA

przez pitchounette 14 lip 2009, 09:39
Witam, ja mam chyba "najfajniejszą" sytuację, z moim partnerem jestem prawie 2 lata. Ja mam 8 - letnią córkę a on 13 - letniego syna, z tą różnicą, że partner mój nie ma jeszcze rozwodu...i mu się nie spieszy bo...córka jego jest z matką ( taki samoistny podział dziećmi z korzyścią dla partnera bo nie płaci alimentów, które by poważnie obciążyły jego pensje a właśnie rozpoczął inwestycję i nie dostanie kredytu z takim obciążeniem), w tej chwili na tyle musi dogadzać synowi aby temu czasami nie zachciało się temu iść do matki. Wszyscy też muszą być dla niego mili, nie wolno się go czepiać, uważać na ton jakim się mówi i jeszcze litania innych rzeczy. Dzieciak jest agresywny, ciągle ktoś musi być w domu aby kontrolować sytuację, bo dochodziło już do brzydkich sytuacji. Mówicie że wszystkie dzieci kocha się...a jak lubić dziecko które bije nasze własne dziecko, które prycha za plecami jak się coś mówi ogólnie zaczął się w tej chwili okres buntu i namowy ojca na rozstanie i nie szukanie już nikogo innego na przyszłość. Dużo by pisać....
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
09 lip 2009, 10:15

Re: PASIERB - MACOCHA

Avatar użytkownika
przez neurotico 16 lip 2009, 09:47
Podlacze sie lekko jesli mozna :mrgreen: :mrgreen:
Ja akurat zaczalem z zona 8lat temu kiedy to wychowywala samotnie wtedy 2letnia coreczke.
Nie jest i nie bylo lekko...
Teraz na chwile obecna mam 3 coreczki i jest jeszcze gorzej :mrgreen:
Oczywiscie staram sie nie odrozniac ani nie wyrozniac ale...najstarsza moja(nie moja) 10letnia Julka niestety ma pecha bo jest najstarsza, czasem sie juz stawia i w ogole takie bajerki, a te mlodsze patrza na to wszytskko i sie ucza...
I wtedy jestem w kropce...bo tak zwrocisz uwage to bedzie ze sie wyzywam jak zwykle bo to nie moja corka i...szkoda gadac...
To jest dopiero KLOPS mowie Wam miec w ogole tyle bab na glowie pod jednym dachem a co dopiero jeszcze taka mieszanke :lol: :lol:
Ale jakos poki co daje rade choc z psycha jest u mnie roznie :twisted: :twisted:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
63
Dołączył(a)
07 mar 2008, 16:18
Lokalizacja
Germany

Re: PASIERB - MACOCHA

przez pitchounette 16 lip 2009, 15:55
No tak...moje twoje nasze, u mnie to jest tak: jak się odzywam to się czepiam a jak milcze to mówi mi że go ignoruje, więc ogólnie można dostać na łeb! Nic nie jest tak jak być powinno, a może się łudziłam. że wszystko będzie dobrze chociaż na początku tak szczerze to nawet mi przez myśl nie przeszło, że może być coś nie tak...a tu masz!!
Przy początku tego roku myślałam, że nie wytrwamy do wakacji bo było nie wesoło, nadal jsteśmy razem, alle ciągle jak na szpilkach.
Męczy mnie to.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
09 lip 2009, 10:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 12 gości

Przeskocz do