Boję się mężczyzn/kobiet

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez julie 07 lut 2008, 21:07
K. napisał(a):
Nie martwcie się - jeszcze kilka lat i będę prowadziła terapie przez internet ;)
Ale wtedy to wszyscy już stąd będą zdrowi !


To chyba zamrożę się na te parę lat i poczekam z psychoterapią aż do czasu gdy Twój internetowy gabinet będzie otwarty :mrgreen:

greets
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Cześć.

przez morfeusz30 28 lut 2008, 16:12
Witam Wszystkich !

Jestem pierwszy raz na tym forum. Na czym polega mój problem ?? Otóż panicznie boję się związku, małżeństwa, wspólnego życia itd. Mam 36 lat i przez większość życia byłem sam. Nigdy nie miałem powodzenia u płci przeciwnej. Byłem w tej kwestii nieśmiały, poza tym nigdy w siebie nie wierzyłem i zawsze miałem bardzo niską samoocenę. Pierwszą próbę związku z kobietą miałem dopiero jakieś 3 lata temu. Niestety wtedy okazało się że mam ze sobą problemy o których nie zdawałem sobie sprawy. Wpadłem w straszną nerwicę, zacząłem się bać spotkań z tą kobietą. Te problemy spowodowały depresję. Zacząłem się leczyć. Brać leki, chodzić na terapię. Niestety ten związek pełen emocjonalnej szarpaniny nie przetrwał próby czasu. Po tym czasie bałem się nawiązywać bliższych znajomości z kobietami. Trochę się wyciszyłem, wyszedłem z depresji. Ale latem zeszłego roku poznałem Asię. Broniłem się na początku przed tą znajomością, ale jednak coraz bardziej w nią wchodziłem. Bardzo ją polubiłem. Ale im bardziej się zbliżaliśmy do siebie tym coraz bardziej odzywały się znów moję lęki, nerwica. To wszystko spowodowało też że wróciła depresja. Znów wróciłem do leczenia i do terapii. Niestety ten stan ciągnie się już od paru miesięcy. Raz jest lepiej raz gorzej. Asia póki co to wszystko wytrzymuje, ale ja czuję się winny, że nie potrafię jej stworzyć nic normalnego. Od dwóch tygodni mam akurat znów dół. Zeszły tydzień praktycznie przeleżałem cały w łóżku. Nic tylko deprecha, strach i nerwy. Szukamy z psychiatrą odpowiedniego leku dla mnie, ale na razie bez większego sukcesu. Boję sie że w końcu mój strach nade mną zwycięży i zerwę tą znajomość. Nie chciałbym tego bo Asia stała mi się przez ten czas bliska, choć ciągle mi się wydaje że nie będzie nigdy możliwe byśmy byli ze sobą jak normalna para, małżeństwo. Chyba nigdy nie pokonam swojego strachu. Boję się że przez niego do końca życia będę samotny.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

a ja się panicznie boje facetów

przez Smutne Serce 03 mar 2008, 11:58
Od urodzenia mam Dziecięce porażenie mózgowe objawia sie to koślawycm chodzeniem i dlatego zarówno w szkole podstawowej byłam obiektem kpin. Zawsze reagowali na mnie ironią lub napadami śmiechu.Trzymałam się wiec od facetów z daleka. Gdy jakiś facet na mnie spojrzał to robiło mi sie przykro i zgadywałam co on myśli na mój temat i to co przychodziło mi do głowy talk mnie przerażało że miałam ochote zapaść się pod ziemie.
Potem kolejna szkoła.Miłam szczęście w grupie same kobiety. No ale w ostatnim roku miałam zajęcia też w grupie gndzie było dwóch facetów.Pamiętam jak jedemn nie chciał koło mnie usiąść komicznie to wyglądało jak się w panice ode mnie odsuwał. Więc mówię do koleżanki "Patrz on mysli że to zaraźliwe" Przestałam się tego bać zrozumiałam wtedy ze to zachowanie może być spowodowane niewiedzą lub głupotą i że to nie moja wina. Przestałam się ich bać.Rok temu skończyłam szkołe.Strach przed facetam inie minął do dnia dzisiejszego.
Ilekroć pojawia się w moim otoczeniu jakis facet myśle że zaraz natychmiast spotka mnie coś przykrego z jego strony.
Ostatnio miałam z jednym wpółpracować na kursie ogarnęła mnie panika bo facet dostał nalepke zarozumiałego narcyza.
Okazało się że doskonale mi się z nim wpółpracowało i potem byłam zła na siebie że tak go na wstępie oceniłam.
Jedyne co możesz zrobić to zmienić myślenie o kobietach na bardziej pozytywne.Wiem to trudne sama się tego uczeod niedawna. Życżę powodzenia i pozdrawiam Cię serdecznie.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
01 mar 2008, 20:04

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie w tym problem.

przez morfeusz30 03 mar 2008, 12:23
U mnie raczej nie jest problem w tym że boję się kobiet. Tzn. w bliższych kontaktach mam wobec nich wielką nieśmiałość. Przez większość życia tylko się kumplowałem i przyjaźniłem z kobietami. Nic więcej. I to "więcej" mnie właśnie przeraża.
A głównym problemem jest niestety mój całkowity brak wiary w siebie, że życie w związku może być dla mnie dobre, że ja mogę być w tym szczęśliwy, że ktoś może być ze mną szczęśliwy. Ciągle mi się wydaje że jestem kiepskim kandydatem na partnera życiowego. Każdy problem w związku urasta u mnie do gigantycznego rozmiaru. Poza tym jestem tak defensywnie nastawiony, że nie potrafię się zakochać. Moją Asię bardzo lubię, ale nie wiem czy to co do niej czuję można nazwać miłością. Boję się też tego że nigdy jej nie pokocham, choć moja koleżanka-psycholog od dłuższego czasu mi magluje, że miłość może pojawić się z czasem, poza tym przyjaźń i wzajemny szacunek jest lepszym fundamentem związku niż miłosne porywy serca, które zawsze mijają po jakimś czasie. Staram się być dla Asi jak najlepszym przyjacielem, bo przyjaźń to jedyny rodzaj związku jaki mi w życiu wychodził. Ona wie jak wyglądają moje emocje w tym temacie. Mówię jej o wszystkim. Nie mamię jej obietnicami. Nie mówię o miłości, bo nie jestem jej w sobie pewien. Asia póki co ze mnie nie zrezygnowała. Sama mi ostatnio wyznała że mnie kocha. A ja nawet nie rozumiem czemu. Uciekłbym na jej miejscu przed kimś takim jak ja :(
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 03 mar 2008, 13:23
Smutne Serce, to prawda, nie jesteś winna temu, że ktoś woli żyć w niewiedzy, woli być osobą niedojrzałą. To inni nie próbują spojrzeć na Ciebie nie przez pryzmat tego, jak chodzisz, tylko przez pryzmat tego, ile już osiągnęłaś w swoim życiu, kim jesteś, jakie masz życiowe doświadczenia. Wiele osób dałoby już wcześniej za wygraną, poddałoby się, odpuściło, ale Ty tego nie zrobiłaś - walczyłaś dalej !
Kto więc traci na tym, że nie pozwala na to, by znajomość z Tobą się rozwinęła ? Ty, gdy dzięki temu nie masz takich "znajomków", czy oni, gdy rezygnują z poznania mądrej kobiety o tak ogromnej wewnętrznej sile, samozaparciu ? ;)

morfeuszu30, czy nie pomogłby Ci zaakceptowanie faktu, że nie ma ludzi idealnych ? Jeśli mówi się: ludzie błądzą, mylą się, to nie są to puste słowa, a prawda - ludzie tacy są, a więc i Ty. Daj sobie prawo do bycia człowiekiem nie-idealnym, ale starającym się. Wyciągaj z błędów, porażek jedynie takie wnioski, jak następnym razem ich nie popełnić. ;)

Sam piszesz, że jesteś dobrym przyjacielem: potrafisz wysłuchać i pewnie coś doradzić. Wbrew pozorom niewielu jest takich mężczyzn ? Gdybyś napisał więcej, ukazałoby się pewnie sporo Twoich zalet. Zalet, które dostrzegają w Tobie przyjaciółki i Twoja Asia ! :D
Jeśli mogę coś doradzić, to polecam zacząć cenić siebie za wszystko to, co wychodzi Ci dobrze. Choćby to były takie drobiazgi jak parzenie kawy, która smakuje Asi. ;) Zacznij patrzeć na siebie oczami nie sowimi, ale oczami ludzi, którzy Ciebie cenią !
Myślę, że wtedy również otworzysz się na miłość, dasz sobie prawo do kochania i bycia kochanym ;)

Postaraj się zauważać swoje mocne strony, a wtedy zaczniesz wierzyć w siebie, w swoją wartość, w swoje możliwości. Życzę Ci tego :D
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Na pewno masz rację.

przez morfeusz30 03 mar 2008, 14:03
God's Top 10 napisał(a):morfeuszu30, czy nie pomogłby Ci zaakceptowanie faktu, że nie ma ludzi idealnych ? Jeśli mówi się: ludzie błądzą, mylą się, to nie są to puste słowa, a prawda - ludzie tacy są, a więc i Ty. Daj sobie prawo do bycia człowiekiem nie-idealnym, ale starającym się. Wyciągaj z błędów, porażek jedynie takie wnioski, jak następnym razem ich nie popełnić. ;) .....




Boję się tego związku, bo jakoś się utrwaliło we mnie przekonanie, że ludzie się w związkach nawzajem strasznie ranią. Bardzo mało jest udanych związków. Widzę wśród znajomych jak się szarpią między sobą. Jak rozpadają się małżeństwa, które wydawały się być świetnie dobrane. Małżeństwo moich rodziców to też była ciągła szarpanina. Boję się bardzo, że u mnie będzie tak samo. Przez lata bardzo chciałem mieć kogoś, ale nie miałem bo chyba też podświadomie przed tym uciekałem, bałem się tego. Nigdy nie parłem mocno, wystarczyło jedno "nie", jeden drobiazg i ja rezygnowałem. Kiedy okazało się że Asia jest mi przychylna zacząłem wyszukiwać różne powody, które miały by dowieść że to nie ma szans np. czepiałem się wyglądu Asi, że nie jest taka jak sobie wymarzyłem. Myślałem sobie "Skoro nie jest moim ideałem, to pewnie jej nigdy nie pokocham". Teraz już staram się tak nie myśleć. Sam jestem daleki od ideału. Również fizycznie. Wciąż jednak dużym problemem jest dla mnie to że Asia ma dziecko. Chociaż już trochę polubiłem tego malca, lubię mu robić prezenty i staram się kiedy tylko się da zbliżyć się do niego, to bardzo się boję że nigdy się do niego nie przyzwyczaję, że nasze relacje nigdy się nie ułożą.
Kiedy sobie nieraz na chłodno kalkuluję, to myślę że Asia byłaby dobrą partnerką na całe życie. Ale straszliwie się boję podjąć ryzyko. Mam nerwicę i często się przy niej denerwuję, czuję strach. A z drugiej strony potrzebuję jej ciepła.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 03 mar 2008, 22:18
Wg mnie związki/małżeństwa rozpadają się, gdy obie storny dają za wygraną i przestają dbać o związek/małżeństwo. Chyba obecnie zbyt łatwo ulega się złudzeniu, że związki są takim "towarem" łatwym do zdobycia i na który jest "gwarancja", a w najgorszym razie "wymieni się". Nic bardziej mylnego. Związek to bogactwo, o które trzeba dbać, trzeba je "pucować" by nie straciło blasku.

Myślę, że gdy będziesz świadomy wad i zalet Twoich i Asi, tym łatwiej będzie Wam zbudować trwały związek oparty na wzajemnym zrozumieniu. Gdy oboje będziecie świadomi siebie i partnera/ki, łatwiej będzie Wam dbać o związek, bo każde z Was będzie wiedziało wcześniej z czym kto sobie jak radzi, w czym potrzebuje wsparcia itd.
Najwidoczniej Asia już przekonała się do tego, że macie szansę stworzyć taki związek. Daj się przekonać i Ty do tego ;)

Nie wiem, czy się nie mylę co do tego, jednak podejrzewam, że obawiasz się, czy spełnisz się w roli ojczyma.
Chyba nie w tym rzecz, byś dla tego chłopca był ojcem (bo ojca już ma), ale byś był jego przyjacielem. A jako przyjaciel sprawdzasz się przecież jak mało kto ;) Daj sobie i jemu czas na wzajemne poznawanie się. Może kiedyś ten chłopiec sam tego zechce, byś był dla niego również autorytetem, przewodnikiem po świecie ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez morfeusz30 04 mar 2008, 08:17
Masz rację, boję się jak się spełnię w roli ojczyma. W dotychczasowym życiu praktycznie nie miałem jakiegoś kontaktu z dziećmi. Nie umiem z nimi postępować. Mój stosunek do nich był raczej obojętny. Boję się mieć nawet własne dziecko.

Owszem związki się rozpadają kiedy obie strony przestają go pielęgnować, ale ile można mieć siłę do tej pielęgnacji. Zwłaszcza kiedy ta miłość obumiera. Boję się że jestem za słaby, za leniwy żeby właśnie podtrzymywać trwałość takiego związku. Że po prostu nie dam rady. Zwłaszcza gdy nie ma u mnie tego płomienia uczuć.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 04 mar 2008, 15:52
Może to nawet i lepiej, że nie miałeś większego kontaktu z dziećmi wcześniej ? :roll: A to dlatego, że masz szansę uniknąć roli moralizatora, "człowieka wszystko wiedzącego lepiej". Za to możesz zostać kimś bardzo ważnm w jego życiu - przyjacielem. Taki mały chłopiec nie jest inną istotą, potrzebuje tego samo, co i dorosły człowiek - wysłuchania, akceptacji, pomocy, doradzenia, pochwalenia gdy coś robi dobrze i wskazania mu, gdzie popelnił błąd i jak może go naprawić. A skoro świetnie sobie radzisz w przyjaźniach, to czy można sobie wyobrazić lepszego kandydata od Ciebie na jego przyjaciela ? ;) Jak pisałem wcześniej, nie staraj się być jego ojcem, bo ojca ma, ale przyjaciół nigdy za wiele :D
Poznaj go, zaintersuj się jego światem, dowiedz się, jak spędza czas, co go cieszy, co wzbudza w nim obawy, przekonuj go i pomagaj mu je przełamywać, jednocześnie chwal go za to, co mu się udaje. Taki mały człowiek na prawdę nie wymaga diametralnie różnych zachowań, niż osoba dorosła. ;)

Co do związków. Myslę, że przy odpowiednim nastawieniu obojga, związek może być takim samopodsycającym się płomieniem. Pisząc o nastwieniu mam na myśli to, żeby cieszyć sie każda chwilą spedzoną razem, zamiast wyznaczać sobie cele typu "będziemy szczęśliwi, gdy będziemy na wycieczce" - można znaleść szczęście również w czasie drogi na takie wycieczki ;) To może wydawać się trudne na początku, ale z czasem tak potrafi wejść w nawyk, że staje się drugą naturą :D

Myślę, że u Ciebie to jest tak, że te obawy wyglądają tak ogromnie, a gdy zmierzysz sie z nimi, sam przekonasz się, że "strach ma tylko wielkie oczy". Postaraj się sam dostrzegać swoje zalety, uwierzysz w siebie, a wtedy okaże się, jak doskonale się sprawdzasz zarówno w roli partnera czy ojczyma :D
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez morfeusz30 05 mar 2008, 10:03
Dzięki za dobre słowa.

A co myślisz o miłości ? Czy faktycznie to jest tak, że najważniejszym fundamentem związku powinna być wzajemna przyjaźń i szacunek ?? Już parę osób mi tak mówi. Że miłość może przyjść z czasem. Boję się tylko że nigdy nie przyjdzie. A chciałbym móc powiedzieć Asi że ją kocham. Nie powiedzieć to tylko ot tak, tylko żebym naprawdę czuł to mówiąc. A mnie się wydaje że ja nie umiem kochać i nie umiem być kochany. Boję się tego uczucia. To ponoć typowe dla neurotyków.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 05 mar 2008, 13:38
Myślę, że przyjaźń i szacunek to najlepsze fundamenty dla związku.
To prawda, to typowe dla neurotyków, że obawiają się uczuć. Ale wynika to z faktu, że nerwica wzbudza w nich wątpliwości we wszystkim, czego się podejmują. Dlatego tak bardzo staram sie namówić Cię do tego, byś zaczął dostrzegać swoje zalety. Gdy przekonasz się o swojej wartości, wtedy zanikną obawy pojawiające się we wszystkich kwestiach Twojego życia, w tym i w uczuciach.
Myślę, że taka świadomość swoich zalet i wad, a więc i własnych możliwości we wszystkim, jest znacznie lepszym budulcem pełnego życia, niż życie reklamami (jak kupię sobie to czy tamto, to zaraz pojawi się obok śliczna dziewczyna :roll: ), a wiele osób żyje takimi złudzeniami. Dlatego może spójrz na swoją chorobę jako szansę na zrozumienie tego ? ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez morfeusz30 05 mar 2008, 14:13
Ten świat w ogóle zapędza człowieka do nikąd. Promuje wartości które nie są tego warte. Nakręca ludzi na cele które wcale nie są dla niego dobre. Myślę że dawniej mimo że cywilizacja była prymitywniejsza to ludzie byli szczęśliwsi i żyli większą pełnią życia niż teraz. Może musi nastąpić jakiś ogólny wstrząs w ludziach, jakaś masa krytyczna żeby to wróciło na właściwszy tor. Człowiek jest tak popieprzoną istotą że potrzebuje raz na jakiś czas olbrzymiej kuracji wstrząsowej. Jakiejś wojny, kataklizmu która go dopiero zmusza do refleksji. Smutne ale prawdziwe.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 06 mar 2008, 08:49
Masz rację, kierunek w jakim świat zmierza nie wydaje się być najlepszy. Ale na świat nasz wpływ jest niewielki, a na nas samych i osoby nam najbliższe mamy spory wpływ ;)
Takimi wstrząsami w życiu pojedyńczych ludzi są np. choroby, z którymi przychodzi im się zmierzyć. Wygrana z poważniejszą chorobą nieraz przewartościowuje w życiu to, co ważne :roll:

Najważniejsze, by w życiu odnaleść takie miejsce, gdzie da się żyć własnym tempem wg wyznawanych wartości. Możliwe, że dla Ciebie takie miejsce jest przy Asi i jej dziecku :D
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez morfeusz30 06 mar 2008, 09:00
Chciałbym żebyś miał rację :) To co piszesz dodaje mi trochę otuchy.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
28 lut 2008, 15:55

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do