Obojętność/otępienie w depresji

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Ewawe 22 gru 2007, 13:31
Leki pomagają na obojętność? Kiedy brałam leki tylko osłupiały i czesto miałam mdlosci i zawroty głowy. Jak wy się czujecie po lekach? Można nimi zwalczyć to poczucie obojętności? Pozdrawiam wszystkich.
teraz w zasadzie to trzeba robić cokolwiek,żeby nie popaść w gorszy stan, z tygodnia na tydzień jestem chyba" dalej", od pół roku próbuję znaleźć pracę, ciągłe niepowowodzenia. Myślicie, że należy zacząć od leków? Chodzę do psychologa ale chyba jestem oporna na psychoterapię.

Pozdrawiam wszystkich dziękuję za posty.
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
08 paź 2007, 18:56
Lokalizacja
WARSZAWA

Avatar użytkownika
przez linka 22 gru 2007, 14:41
No tak Ewawe ja nie biorę leków uspokajających tylko takie które "pobudzają" mnie do działania - przynajmniej ja tak to czuję, już trzeci tydzień łykam fluoksetynę i widze poprawę, oczywiście nie wszystko zalezy od leków, ale jeśli jesteś w złym stanie to leki pomoga dojść do siebie a wtedy łatwiej pójdzie z terapią. - Tak mi się wydaje - oczywiście są ludzie (których podziwiam) radzą sobie bez lekarstw - ale ja nie chciałam się już męczyć.

Co do mdłości i zawrotów głowy - to chyba własnie tabletki mnie z nich wyleczyły. Fakt faktem, że pierwszy tydzień zażywania leków był koszmarem - ale opłacało się.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

przez antoine 22 gru 2007, 15:18
kurde mam tak samo jak Wy : (
W pracy robie na pol gwizdka - nie to co kiedys gdy bylem jeszcze zdrowy :((
Jakie leki bierzecie, co Wam pomaga?:((
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez dlugi 22 gru 2007, 15:39
Oporność na psychoterapie to trafne określenie i mam wrażenie że dotyczy wielu z nas.Musimy jednak pamiętać że właśnie ta oporność jest kluczem do choroby.Ja znalazłem ten klucz ale jeszcze nie potrafie nim otworzyć 'drzwi' do własnego ja.Czasami zadaje sobie pytanie czy bez leku było by mi łatwiej ale boje sie że nie dam rady.Biore już rok czasu i jest naprawde dobrze ale mam wrażenie że czesto terapia stoi w miejscu.Często na oddziałach leczenia nerwic i depresji odstawia się leki pacjentom aby zmusić ich do pracy nad sobą.Jakie macie przemyślenia na ten temat?
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez ashley 22 gru 2007, 22:53
Ewawe napisał(a):Jak można z tym walczyć jeśli się nie chce? Macie jakieś przemyślenia?

każdy chcialby być szczęśliwy, zeby to wszystko co zle co nas doluje i nie pozwala cieszyć się życiem zniknęlo. A ta obojętność pewnie wynika z tego, że już momentami brakuje nam sily do dzialania. Ale warto walczyć o swoje życie o szczęście. Szkoda każdego dnia straconego, bez dzialania. Musimy walczyć o siebie o nasze życie. A w chwilach zobojętnienia mimo wszystko starać się iść naprzód po to, żeby jak obojętność minie nie popaść w dol z tego powodu że nic nie osiągnęliśmy ale cieszyć się tym co nam się udalo, tym, ze sytuacja się poprawila.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

przez bentos 21 lut 2008, 11:54
Uff, co za ulga. Już myślałem, że jestem beznadziejnym przypadkiem, że nikt inny nie ma takich problemów jak ja. Webster dzięki, że założyłeś ten temat. Nawet nie wiecie jak bardzo jesteście mi bliscy.

Gdy opowiadałem lekarzom co mnie "boli" odpowiadali zawsze - brak koncentracji. Miałem wrażenie jakby nie do końca rozumieli mój koszmar. Dla mnie to było spłycenie tematu, bo nie wiem czy w tych dwóch słowach można opisać sposób w jaki sie czuję. Brak koncentracji nie brzmi jakoś zbyt groźnie, zawsze wyobrażałem sobie, ze człowiek nie może się skoncentrować bo np. coś innego zaprząta mu głowę, albo po prostu z jakiegoś tam powodu nie jest w stanie myśleć, ale tak naprawdę potrafi gdyby się zmusił, wydawało mi się, ze brak koncentracji można przezwyciężyć siłą woli. Ze mną jest jakby inaczej.
Poza innymi typowymi objawami depresji, właśnie otępienie jest dla mnie w tym wszystkim najgorsze, skutecznie uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie.
Wcześniej miałem ok.1,5 miesięczne okresy, kiedy kompletnie traciłem kontakt z rzeczywistością, miałem szereg ostrych objawów, ale zawsze ten okres mijał, zawsze wracałem do upragnionej normalności i to bez brania jakichkolwiek leków, brałem to na przeczekanie, bardzo dużo spałem, praktycznie przesypiałem ten okres jak niedźwiedź i nagle budziłem sie i znowu wszystko wracało do normy, odzyskiwałem świadomość, energię do życia.
Teraz jest inaczej, od ponad roku nie mogę się uczyć, nie mogę nic zapamiętać, czasami nie rozumiem co się do mnie mówi, czuje się jakbym stracił inteligencję, jakby nie działała mi pamięć. Jeżeli przeczytam jakiś artykuł to mniej więcej wiem o czym czytałem, ale już nie pamiętam żadnych konkretnych informacji, po przeczytaniu dwóch zdań odczuwam znużenie, nic do mnie nie dociera, nie mogę nic przyswoić, czasami jedno zdanie czytam 5 razy a i tak nie wiem o co w nim chodzi. Po prostu czuję jakby mózg w ogóle mi nie pracował, albo pracował na spowolnionych obrotach. Czuję sie jakbym miał założona jakąś pierdoloną blokadę. Przykładowo napisanie posta, które normalnie zajęłoby mi 5 minut teraz zajmuję mi jakąś godzinę. Brałem jakieś środki na poprawę pamięci, koncentracji, ale nic nie pomaga, antydepresanty też nie dają żadnej poprawy. Mówienie sprawia mi trudność, często brakuje mi podstawowych słów, nie umiem wyrazić swoich myśli z taką swobodą, z jaką normalnie mi to przychodzi gdy jestem sobą. Powoli zaczynam tracić nadzieję czy kiedykolwiek odzyskam swoją normalną świadomość, jasność umysłu, inteligencje, po prostu zdolność myślenia. W tej chili intelektualnie jestem na dnie, jestem wrakiem, debilem.
Jeżeli uporaliście sie z tym, proszę powiedzcie co Wam pomogło. I mam jeszcze jedno pytanie. Chodzi o zaburzone poczucie czasu. Nie czuję czasu. Bez zegarka nie potrafię powiedzieć która jest aktualnie godzina, normalnie potrafię powiedzieć z dokładnością do 5-15 minut, teraz potrafię się pomylić nawet o dwie godziny, jakby mózg stał mi w miejscu. Czas leci mi baaardzo szybko, a ja za nim nie nadążam. Mieliście coś takiego????
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
21 lut 2008, 10:53

przez matt312 01 mar 2008, 20:40
Nawet nie wiecie jak bardzo pomaga mi Wasze forum a w szczegolnosci ten temat bo wiem ze nie jestem jedynym człowiekiem na tym swiecie który ma podobne problemy jak Wasze któe opisujecie w tym temacie..

Bentos...mam prawie tak jak Ty ..rzuciłem szkołe w pazdzierniku bo za cholere nic mi nie przychodzilo do głowy i czuje sie jakbym nie miał pamieci..nie potrafie sobie nic wyobrazic, nic zapamietac..jestem taki TĘPY !!
Nikt nierozumie mnie, psycholog robi mi jakies testy na pamiec, biore andepin od 3 miesiecy i nic...to jest chyba polaczone z depresją..

co jeszcze moge dodac...przypominaja mi sie jakies akcje z dziecinstwa, bajki, zabawki...rzeczywistosc jest dla mnie jakas inna niz kiedys..aha musze dodac ze stało mi sie to po tym jak zerwałem z dziewczyną [chyba przestałem ja kochac] bardzo to przezylem i nie mialem straszne wyrzuty bo zanim to zrobilem strasznie ja zwodzilem..nie umialem i chyba dalej nie umiem sobie wytlumaczyc tego jak mogło sie tak stac...swiat mi sie zawalił
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
01 mar 2008, 13:57

Avatar użytkownika
przez julie 01 mar 2008, 23:26
Hey matt312
Ja też miałam drop-out ze szkoły:) (wyższej) miałam mnóstwo kursów poza uczelnią i w pewnym momencie stanęłam jak oświecona i stwierdziłam, że wcale nie chcę tam być z tymi sztucznymi ludźmi i niektórymi hipokrytami...w ogóle jakoś straciło to dla mnie sens->nigdy bym się tego po sobie nie spodziewała, bo naukę traktowałam jako moralny obowiązek, a dziś to mi (sorry 4 expression) zwisa i powiewa :)
Mam ochotę wyruszyć w podróż, gdzieś far away from pple :)

3majcie się all
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

przez viesha1325 09 mar 2008, 02:19
jutro bedzie lepiej
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
01 mar 2008, 20:23

Pomóżcie...nie wiem co mi jest.

przez Kar 10 mar 2008, 18:46
Mam dwa problemy. Jeden to:::: Ogółem cały czas mam zły chumor, ale czasem coś mnie napada i zaczynam śmiać się zupełnie bez powodu. Zaczynam unikać kontaktu z ludźmi, mam myśli samobójcze, nic dla mnie nie ma sensu, bardzo łatwo się denerwuje. Wszystko mnie przerasta, a gdy nie potrafię dać sobie rady z problemami najpierw wpadam w złość, a potem w płacz. Nawet gdy jest to coś banalnego. Nie dzieje się tak zawsze, ale bardzo często. To dziwne, bo wcześniej byłam jedną z bardziej aktywnych i wesołych osób... Co to może być?
Problem drugi:::: zawsze gdy coś mnie stresuje boli mnie brzuch i mam nudności. Czasem nawet nie mam powodu do strachu, ale mam urojenie, że coś się stanie czy coś.. Kiedyś nie było to takie silne, ale staje się to coraz poważniejszym problemem. Tym bardziej, że zbliżam się do egzaminu gimnazjalnego. Dlaczego tak się dzieje? Co to może być?? Proszę o szybką odpowiedź i z góry dziękuję.
Pozdrawiam:)
"Tu i teraz..."
Kar
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 mar 2008, 18:00
Lokalizacja
Częstochowa

przez Wiedźma 11 mar 2008, 14:12
Mam to samo :cry: , nic nie pamiętam praktycznie, procesy myślowe dobiegają do poziomu zerowego, wogóle zaczynam czuć się jak roślina (wegetacja). W maju poprawiam maturę, a na dzień dzisiejszy nic nie pamiętam! A co gorsze nie jestem w stanie już nic się nauczyć! Jestem już 3 lata w plecy z nauką/szkołą i czuję, że właśnie niszczę sobie przyszłość (i nic na to nie potrafię poradzić) :cry: . Wizyta u psychologa/psychiatry nic nie da - zamknęłam się w sobie i nie otworzę się przed nim za cholerę (kiedyś ktoś zrobił mi coś złego, przeczytał coś co skrywałam najbardziej w moim życiu, chciałam żeby to było dla mnie tylko - pisałam to dlatego, że nie ufałam i tak ludziom, a musiałam gdzieś sie 'wygadać' bo inaczej bym zwariowała, poczułam wtedy jakby ktoś wyrwał mi duszę, to było 6 lat temu - od tej pory czuję, że staczam się po równi pochyłej, coraz szybciej). Naprawdę nie potrafię się przed nikim otworzyć, unikam ludzi :cry: . Pomocy...
Offline
Posty
50
Dołączył(a)
11 mar 2008, 13:45

przez szatz 11 mar 2008, 15:00
Kar Po pierwsze depresja (zaburzenia emocji);po drugie nerwica (lęki).Potrzebna pomoc specjalisty,bo będzie gorzej!!!Może to tylko zaburzenia hormonalne,co w Twoim wieku jest prawdopodobne,ale nie jestem lekarzem.Spróbuj szkolnego psychologa.
Wiedźma lekarza obowiązuje tajemnica i dyskrecja.Nikt Ci nie pomoże jeśli nie zaufasz.Z czasem będzie coraz trudniej,uwierz.Zrób to dla siebie :!:
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

przez Wiedźma 11 mar 2008, 15:08
Szatz, ale on ma swoje kartoteki, i boję się, że ktoś kiedyś to wyciągnie na wierzch. Poza tym będąc w liceum byłam pod przymusem u paru psychologów i zawsze kończyło się gadką, że to wszystko że nie wierzę w boga i jak zacznę w niego wierzyć to wszystko ustąpi :shock: , dla mnie takie gadanie to ciemnogród bo nie wiem co jest w tym wspólnego. Poza tym jeden psycholog później opowiedział (opowiedziała) wszystko szkolnej pedagog a ona rozniosła to po paru wychowawczyniach, więc nie dziw mi się, że mam taki stosunek do tego :cry: . Ja już zdziczałam całkiem i nie wiem czy jest da mnie pomoc.
Mentalny trup, zgnilizna duszy, wielki krater w piersi zamiast serca - i tylko wystawia zęby żeber w ostatniej próbie obrony...
Offline
Posty
50
Dołączył(a)
11 mar 2008, 13:45

przez szatz 12 mar 2008, 10:18
Wiedźma to przykre,że masz takie doświadczenia.Świadczy to tylko o niekompetencji tych osób.Mogę Ci tylko jedno powiedzieć- nie wszyscy są tacy.Ja żałuję,że wcześniej nie poszłam do psychiatry,bo uniknęłabym może tego całego piekła,przez które przeszłam.Mój lekarz w Polsce bardzo mi pomógł.Tu w Niemczech też trafiłam na dobrego specjalistę.Najważniejsze to się przełamać i uświadomić sobie,że bez tego się nie da pokonać choroby.Ale może nie jesteś aż tak daleko.Ja to sobie uświadomiłam jak zaczęły się myśli samobójcze.Proszę nie pozwól by to zaszło tak daleko :!: Daj Sobie Pomóc!!!Zaufaj i idż do psychiatry.Jesteś młoda i inteligentna.Nie pozwól by Cię to zniszczyło :!: Wierzę,że dasz radę.Trzymam kciuki!Nie zawiedż mnie.
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 24 gości

Przeskocz do