Autoagresja/agresja w depresji

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez 331ania 19 kwi 2007, 22:50
Kasienka125 cieszy mnie to że tak szybko zadziałał na ciebie prozac.Czasem bywa tak że ludzie bardzo dobrze przyswajają leki i skutki przyjmowania można odczuć już od pierwszych dni.Ja osobiście też dobrze tolerowałam prozac i nie będę zapeszać ale to właśnie on wyciągnął mnie z depresji:)czego i tobie calym sercem życzę:)
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez GRACJA 19 kwi 2007, 23:27
Witaj Marla. Wiem co to agresja, miewam ją często i rozumiem Cię doskonale. Na to pomaga psychoterapia, ewentualnie dodatkowo leki. To wspaniale, że masz wsparcie i zrozumienie. Będzie dobrze, Pozdrawiam
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

Avatar użytkownika
przez Marla_30g 20 kwi 2007, 11:37
Witam

Bardzo dziekuję Wam za słowa otuchy.Dziś idę na 15.30 do psychiatry.I cieszę się z tego że udało mi się w ogóle wyjść i pójść do tej przychodni,ale modliłam się zeby było w kolejce do rejestracji jak najmniej ludzi,żeby nie słyszeli jak mówię, ze się chcę zapisać na wizytę.Wiem że to głupie i nie powinnam tak reagować.. :?
GRACJA : Nie tak do końca jest z tym wsparciem i zrozumieniem..Choć rownież bardzo bym tego chciała,facet przeważnie albo odwraca to w żart bo tak naprawdę nie wie co ma mi powiedziec zebym się lepiej poczuła,albo jeśli własnie mam napad szału to w trybie natychmiastowym buduje mur,nie patrzy w moją stronę,zamyka się w sobie,nie odzywa się nawet jednym słowem..a jak mówię"powiedz coś"to on mi "ale co ja mam ci powiedziec"i to tyle co w takich momentach jest zdolny mi przekazać..I jego spokój i opanowanie jeszcze bardziej wzmaga we mnie wściekłość,bo tak naprawdę większość z nas w takich momentach(tak myślę)potrzebuje własnie reakcji drugiej osoby,przytulenia,powiedzienia kilku słów..a tu nic..dosłownie twierdza nie do pokonania,potem potrafi się do mnie nie odezwać przez cały dzień..A ja wtedy oczywiście że to tylko moja wina i to przeze mnie to wszystko itd..i zaraz myśli samobójcze,i wszystko,wszystko co Wam też jest tak dobrze znane...Jezu..jak ja bym chciała normalnie żyć..Jak widzę te uśmiechnięte dziewczyny na ulicy,ludzi wychodzących codziennie do pracy,zwyczajnie sobie żyjących to nienawidze się jeszcze bardziej i nienawidzę również ich..Ech..kończę te głupoty pisac,ale Wam naprawdę z całego serca życzę żebyście się wydostali na powierzchnię i czerpali z życia wszystko co najpiękniejsze.Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
90
Dołączył(a)
18 kwi 2007, 12:12
Lokalizacja
Katowice

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Marla_30g 20 kwi 2007, 12:15
Kasieńko..Jak Ci się udało zacząć"nie przejmować się"?Ja się tym bardzo przejmuję i nie umiem tego zmienić.Czytałam na forum wypowiedzi dziewczyn na temat reakcji ich bliskich na zachowania i rzeczywiście większość z Was nauczyła się z tym żyć ze poprostu zdrowy nigdy chorego nie zrozumie..Ja też się z tym całkowicie zgadzam ale nie potrafię się jednak pogodzić z tą (pozorną?)obojętnością,nawet powiedziałam żeby ode mnie odszedł bo tylko ma same problemy przeze mnie i ze nie chcę aby się ze mną męczył i że tylko przeze mnie zmarnuje sobie życie..a z drugiej strony nie chcę żeby tak się stało bo wtedy jak zatrzaśnie za sobą drzwi to będzie tragedia..Tyle sprzeczności we mnie jest...A co do tłuczenia naczyń i trzaskania drzwiami to mam to opanowane do perfekcji. .i nie myślę wtedy że mały śpi,że są sąsiedzi...potrafię w łazience wszystko pozrzucać na podłogę,i rzucam dosłownie każdą rzeczą jaka jest w pobliżu..Koszmar jakiś..Mam manię wyrzucania do śmieci wszystkiego co wydaje mi się w tym domu nie potrzebne,żeby było czysto,tak jak bym coś z siebie chciała wyrzucić,pozbyć się czegoś ale nie wiem czego..Ech..szkoda gadać...Pozdrawiam cieplutko.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
90
Dołączył(a)
18 kwi 2007, 12:12
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 20 kwi 2007, 12:52
witajcie.Czytając wasze wypowiedzi poczułam tak jakbym czytała o sobie. Całkowita bezradność,wściekłość,złość i chęć zmiany,której nie potrafię wcielić w życie.chyba łatwiej by mi było rozbijać naczynia i wyżywać się na czymś a nie na sobie i bliskich.Ja też (podobnie jak ty Kasienka)przeszłam anoreksję a teraz trwam w bulimii:(cały czas się niszczę-wymiotowanie,cięcie się,próby odebrania sobie życia:(Nawet nie wiem dlaczego się tak dzieje,że aż tak bardzo się nienawidzę i dlaczego niszczę tych którzy są dla mnie najważniejsi na świecie?Dziwne jest to,że choć wokół są bliscy ja czuję się strasznie samotna.Może temu,że Oni nie rozumieją...Ale jak mają zrozumieć,skoro ja sama tego nie potrafię?
Jak się nie przejmować?Jak walczyć i przestać niszczyć siebie?
Macie jakieś sposoby?
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez Estreva 24 kwi 2007, 00:29
Depresje mozna dobrze ukrywac...W moim przypadku osoby z zewnatrz nie wiedza ze jestem chora...Ja rowniez nie radze sobie z agresja... :cry: Jest we mnie tyle nienawisci :cry: Chcialabym krzywdzic kazda niewinna istote...Jesli wpadam w szal to raz i porzadnie..Nie potrafie nad soba panowac...Ostatnio mialam ochote wyjsc i pobic pierwsza lepsza "menelice" za nic...Okladac tak aby padla na ziemie i kopac jak psa,dopoki nie wyrzuce z siebie powierzchownie agresji...Krzywdzic dopoki nie uslysze placzu i prosb ... :cry: :cry:
Chodźcie do mnie chmury...
Wstańcie jako złowrogi sztorm by rozedrzeć ich na strzępy
Niech osłona nocy zrodzi świadków i zniszczy tych
którzy się oprą, by mnie nie skrzywdzili...
Pozwól krwi, we mnie wezbrać
zapewniając wieczne piękno.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
105
Dołączył(a)
11 kwi 2007, 18:37
Lokalizacja
z Farbryki Uszkodzonych Ludzi

Avatar użytkownika
przez GRACJA 24 kwi 2007, 01:11
To trzeba koniecznie leczyć, Musimy umieć panować nad emocjami, bo inaczej to nas zniszczą. Powinnaś udać się do psychologa, bo chyba sama sobie nie radzisz. Udaj się po pomoc. Bedzie dobrze. Pozdrawiam
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

Avatar użytkownika
przez Marla_30g 24 kwi 2007, 06:16
Estreva Ważne jest to,że masz świadomość tego,że dzieje się z Tobą coś niedobrego i potrafisz o tym powiedzieć,chociażby tutaj..w naszym azylu..Wiem jak jest Ci trudno i jest to dla Ciebie męczące na pewno,jednak naprawdę powinnaś iść do psychiatry,do psychologa i o tym powiedzieć.Może za pierwszym razem nie da się wszystkiego powiedzieć,ale małymi kroczkami będziesz dążyć do zmiany.Zobaczysz że będzie wszystko dobrze.Trzymaj sie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
90
Dołączył(a)
18 kwi 2007, 12:12
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez jevii 24 kwi 2007, 08:55
Witaj Estreva, mam ten sam problem. Kiedyś przyłsza mi absurdalna
myśl czy aby nie jestem opętana, potem wiedzialam, że to deprecha.
Niekiedy w atakach złości drapię pazurami na oślep, i się wycofuję,
stwierdzając "trudno.Stało się". A potem oczywiście poczucie winy, racjonalizacja...
Bałagan myśli.
Nie jest to absolutnie rozwiązanie, bo
co niektóre rzeczy raczej bardziej nawarstwiają. :cry:
Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.Éric-Emmanuel Schmitt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
242
Dołączył(a)
13 sie 2006, 20:26

Avatar użytkownika
przez Sasanka 24 kwi 2007, 11:37
Estreva napisał(a):Jest we mnie tyle nienawisci


Estreva, rozumiem Cie! Tez znam to uczucie, tylko, że ja wiem skąd się bierze - z niechęci do siebie. Nie mogę siebie zaakceptować i kiedy jest ze mna źle, to wręcz nienawidzę tych innych ludzi, uśmiechniętych. Tyle,że ja nie chcę wtedy krzywdzic innych, a jak już to samą siebie. Ale to droga donikąd. Trzeba pewnie pogodzic się ze sobą, a wtedy mogłoby byc lepiej. Ale łatwo powiedzieć... Może faktycznie pomógłby Ci psycholog. Mi nie pomógł, bo mnie denerwował;) Te wszystkie banały, które mówił znam sama, ale nie umiem ich wprowadzić w życie.
"Gdy spoglądasz w otchłań, ona również spogląda w ciebie..." Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 kwi 2007, 18:40

Avatar użytkownika
przez ashley 24 kwi 2007, 20:03
Sasanka nie martw się tym, że narazie nie wychodzi. Trzeba być wytrwalym, żeby dotrzeć do takiego momentu, żeby móc się przelamać. i wiem, że Tobie się uda. Przecież chcesz tego, wybralaś dobro i uda Ci się je wcielić w życie. Jestem z Tobą caly czas ;)
Dziewczyny poradzicie sobie, pierwszy krok za Wami chcecie tego. Zabrzmi banalnie? Może być dobrze, tylko bądźcie cierpliwe i nie zniechęcajcie się. Jak mnie nachodzą lęki lub coś tego nieszczęśnego typu, to odkladam emocje i choć to trudne staram się spojrzeć na to realistycznie. To pomaga. Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Avatar użytkownika
przez Sasanka 24 kwi 2007, 20:45
ashley napisał(a):Trzeba być wytrwalym,


No niby tak, ale mi sie wydaje, że walczę z tym juz kilka lat i niewielki efekt. Ale pewnie za mało w to pracy wkładam, albo za często się zniechęcam.
ashley napisał(a):Jestem z Tobą caly czas

Dzięki , fajnie:)
"Gdy spoglądasz w otchłań, ona również spogląda w ciebie..." Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 kwi 2007, 18:40

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do