Powrot do normalnego zycia po stracie bliskiej osoby

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Odeszło ode mnie moje dziecko. Brak mi sił

przez annass 24 wrz 2006, 17:22
Nie mam już nic w kwietniu odeszła odemnie moja ukochana córeczka,teraz czuje jak mąż odwraca sie odemnie.A ja tak bardzo go kocham.Brak mi już siły by iśc dalej przez życie, sama nie dam rady.Potrzebuję mojeg mężą by móc normalnie życ,pragnę by ukoił mój ból jak duszę w sobie po stracie mojej kruszynki.Co ja mam robic Chyba nie ma dla mnie miejsca
annass
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 21:13

przez Magnolia 24 wrz 2006, 17:45
Witaj! Nie wiem jak to jest stracić dziecko,ale wiem jak czuje się osoba która traci człowieka którego kocha.Ale powiem Ci jedno...zawsze warto żyć.Może to banalnie brzmi,ale w życiu najważniejsze jest samo życie.Nie wiem czy jesteś wierząca,a jeśli tak to spróbuj cały ból swojego życia oddać Chrystusowi.To naprawde pomaga.Bo jest najprostsze.Czasem jest tak,że jeśli nie widzimy "światełka" w tunelu teraz,za tydzień,za miesiąc,to wcale nie znaczy że nie zobaczymy go za rok.Więc warto czekać.Nie chce sie mądrzyć,ale najlepszą terapią dla Ciebie mogłoby być pomaganie innym ludziom którzy zagubili sie w życiu.To mogłoby Ci pomóc w odnalezieniu spokoju.Teraz się wypłacz...daj sobie czas na wylanie z siebie całego bólu,ale później zacznij działać,zrób coś dla innych...a los sam Ci wyznaczy nagrode.Pozdrawiam
"Okłamali mnie z nadzieją,że uwierzyłem i przestanę chcieć.Muszę leczyć się na ból i strach.Gdzie jest człowiek,który z siebie sam pokaże mi jak...." (Coma-Leszek Żukowski)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
08 lis 2005, 10:27

przez iman 24 wrz 2006, 17:48
Annass- jeśli jest miejsce dla nas to jest i dla Ciebie, nawet jeśli tego teraz nie czujesz. Twój przypadek jest wyjątkowy- dobrze że pojawiłaś się na forum, ale ja radzę Tobie, żebys skorzystala z formy terapii jaką jest Interwencja Kryzysowa- jest to cykl intensywnych spotkań z terapeutą, który ma na celu pomoc Tobie i Twojemu mężowi w kryzysie. Wiem, że może to teraz wydawac się Tobie mało prawdopodobne, ale taka forma spotkań przynosi efekty- pomaga odzyskać względną rownowagę i radzic sobie samodzielnie w przyszlości. Proszę, pomyśl nad tym.
Ciężko jest mi napisac cos mądrego, bo nie wyobrażam sobie bólu jaki wypełniłby mnie po stracie dziecka. Co do męża- być może on musi przeżyć tą stratę po swojemu, mężczyźni niestety nie są tak wylewni w kwestii uczuć jak my i wiele rzeczy duszą w sobie...
najprostszym środkiem na dotarcie do drugiej osoby jest szczera rozmowa, bez wyrzutów, obwiniania... nie rozmowa o nim, tylko o sobie, swoich odczuciach...

pamiętaj, że takie fora jak to, są między innymi po to, żeby nikt nie miał poczucia, ze został ze swoimi problemami sam...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Wypalony 24 wrz 2006, 19:24
Zgadzam sie. Nigdy tak duzej straty nie przezylem, moge tylko probowac wyobrazic sobie to co czujesz. Ale gleboko wierze ze na swiecie jest miejsce dla kazdego. Ze kazdy bol mozna ukoic. Ze warto zyc mimo wszystko i wbrew wszystkiemu zlu jakie nas spotyka. Warto, bo ZAWSZE jest szansa ze kiedys znow spotka nas cos dobrego. A jesli chodzi o praktyczne rozwiazanie Twojej obecnej sytuacji, to zgadzam sie z opinia Iman, taka czy inna forma psychoterapii, dla Ciebie i dla Twojego meza, bedzie na pewno dobrym wyjsciem.
"Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła
Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos"
Jacek Kaczmarski "Obława III"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

Dzięki

przez annass 24 wrz 2006, 22:12
Wasze słowa dały mi nadzieję że istnieją ludzie którym nie jestem obojętna.Przez ostatni rok naprawdę przeżyłam okropne tragedie.W tamtym roku zaszłam w ciąże,była to najpiękniejsza rzecz w moim życiu.W dodatku na pierwszym usg wyszło że będą to blizniaki,niestety chwila radości trwała tylko chwile,poroniłam jedno z blizniąt.Ale nie załamałam się wiedziałam że mam jeszcze moją kruszynkę.Ale i to długo nie trwało.Urodziłam sliczną córeczkę,była bardzo mała miała zaledwie ponad kilogram.Po dwóch tygodniach zmarła a wraz znią umarła moja rodośc.Chciałm odejśc do niej by móc ją tulic w ramionach.Nie mogłam znaleśc sobie miejsca,ale jakoś powoli się podniosłam.Było ciężko a;le musiałam walczyc.W czerwcu znowu okazało się że jestem w ciąży.Zaczełam wierzyc że jednak Bóg nie odwrucił się odemnie.
Niestety trafiłam szybko do szpitala .Było już zapózno i następnego dnia miałm zabieg.A teraz to już nie daję rady czuję że zaczynam tracic męża. :cry:

[ Dodano: Nie Paź 01, 2006 6:16 pm ]
tearaz to już koniec odszedł odemnie i jestem sama nie chce życ nie mam po co.Oglądac szczęście innych. nic nie znacze na tym swiecie
annass
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 21:13

depresja...

przez kobusz 22 lis 2006, 11:21
Witam!
..przepraszam, że może tak bez ogródek...
Piszę ...bo nie daję sobie rady ze samym sobą.
Nigdy nie uważałem się za twardziela / optymistę, ale jakoś to życie się ciągnęło...
... dorosłe życie zabiło we mnie wolę walki...
W 1998 roku moja żona poroniła w 2 miesiącu...przeżyliśmy to bardzo żle ...
....1999rok umarł nasz syn Dawid ( żył 22godziny i 10 minut) pomimo tego, że dołożyliśmy wszelkich starań by nic się nie stało ( prywatni lekarze itd) oczywiście wszyscy nas zapewniali, że będzie dobrze ... i nic się nie powtórzy...
...2002 rok urodził się nam Mateusz ...całe szczęście żyje : ) ...ale juz na samym początku ciąży zaczęły się komplikacje... żona zaraziła się toksoplazmozą ...wyniki były takie że w naszym mieście sześciu ginekologów doradzało usunięcie ciąży ( oczywiście nieoficjalnie) ... już chcieliśmy to zrobić, całe szczęście że znalazł się człowiek który trochę nas pokierował....póżniej profesorowie , kliniki... 9 miesięcy niepewności i paniki, no i ja który skłócał lekarzy by zweryfikowali poglądy na temat choroby (założyłem sobie internet i przez 9 miesięcy wiedziałem więcej o chorobie z nowych badań niż co niektórzy lekarze) ... i tak urodził się nasz jedyny żyjący syn ... do końca nie wiedzieliśmy czy będzie dobrze...badania wykazały, że nie ma toksoplazmozy wrodzonej..
....2004rok na świat przyszła nasza córka Kasia żyła 10 dni...
CHCIAŁBYM ZAZNACZYĆ ŻE KAŻDE Z DZIECI CHOROWAŁO NA COŚ ZUPEŁNIE INNEGO!!!
....i lekarze za każdym razem mówili, że nie można wiązać tych wypadków razem...po prostu pech...
cały czas byłem przy żonie...a nie było łatwo...teraz ona jakoś ciągnie, myślę że coraz lepiej...ja jednak staczam się po równi pochyłej ...myślałem że pomogą mi leki od psychiatry ale nie...

jestem bardzo nerwowy, mam kłopoty z pamięcią, organizm szwankuje...łapię choroby ... nerwowo mam kilka biegunek na dzień...każdy problem urasta do rangi kryzysu...teraz wyżalanie się żonie tylko ją dobija...a ja nie mam siły wstać rano do pracy...nawet nie potrafię się bawić z własnym synem... nie potrafię kochać go tak jak bym chciał...może z obawy o to że Bóg którego nienawidzę mi go zaraz zabierze...
...boję się panicznie o niego ...i jak tylko mogę staram się o nim nie myśleć bo mnie to zabija...
....mam dwójkę dzieci na cmentarzu... i do tej pory się z tym nie pogodziłem....jestem bezsilny...nie potrafię żyć ....ze świadomością że śmierć może dosięgnąć nas w każdej chwili...

Chciałbym obudzić się kiedyś aby wszystko po prostu najnormalniej w świecie wychodziło....nie należę do tych którzy jednym uderzeniem młotka wbijają gwóźdż ...mnie przeważni się krzywi...

pozdrawiam forumowiczów
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
22 lis 2006, 10:56

Avatar użytkownika
przez Lusi 22 lis 2006, 11:49
Witaj.
Przeczytałam to co napisałeś ze łzami w oczach. Przeżyliście z żoną dwie wielkie tragedie. Bardzo, naprawdę bardzo współczuję.
Wydaje mi się, że powinieneś poszukać jakiegoś dobrego specjalisty. Tutaj nie obędzie się bez terapii. Może w szpitalu w którym była Twoja żona mają specjalistę zajmującego się takimi przypadkami? A jesli nie to może skierują do kogoś.
Podziwiam Cię za to, że jednak jakoś niesiesz ten swój ciężar. Ja bym nie dała rady.
Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
784
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 10:36
Lokalizacja
Gdańsk

przez kobusz 22 lis 2006, 12:42
@Lusi
..w szpitalu...jak zmarł Dawid a zona leżała w izolatce ...to pielęgniarka po kilku dniach przyszła i spytała się czy przynieść dziecko...cały personel nie potrafił z nami rozmawiać ...to ja przekazywałem żonie złe wieści ...zanim zdążyłem przyjechać nikt nic żonie nie powiedział...

...szukam ...kogoś kto nam pomoże przez ..internet...za bardzo to dla mnie krępujące...byłem po leki u psychiatry ...i mi wystarczy...

...siedzę ...i nie mogę...po prostu obudzić się spokojny
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
22 lis 2006, 10:56

Avatar użytkownika
przez Lusi 22 lis 2006, 13:10
Mam nadzieję, że znajdziesz specjalistę, który będzie potrafił Ci pomóc.
I nie wstydź się swoich uczuć. Niech się wstydzą ci co ich nie mają. Ktoś Ci musi pomóc, bo sam nie dajesz sobie rady. I nie wmawiaj sobie, że leki Ci pomogą. One tylko uśmierzają ból, nie leczą chorej duszy.
Nie siedź, to nic nie da. Musisz działać.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
784
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 10:36
Lokalizacja
Gdańsk

przez filip 22 lis 2006, 13:40
mam nadzieje ze ci sie wszystko poukłada ,trzymam kciuki
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
02 lis 2006, 21:07
Lokalizacja
carmarthen

przez Ina 27 lis 2006, 00:52
Przeczytałam co napisałeś i nie mogłam się otrząsnąć. Zastanawiałam sie kilka dni... Straciłam dziecko, w innych okolicznościach, miałam 17 lat, rodzice zmusili mnie do aborcji, nie miałam nic do powiedzenia (inne czasy, lata osiemdziesiąte...), mój chłopak też , zresztą miał wówczas tyle samo lat co ja...Rodzicom trudno wybaczyć, pozostałał żal, pamięć o tamtym tragicznym dniu, pamiętam, że krzyczałam, bardzo krzyczałam, ale dla innych ta ciąża to był tylko problem, uważali, że robią dobrze bo ja nie zrujnuję sobie życia, chyba chcieli dobrze...Pamiętam o tamtym dziecku do dziś, każdego dnia. Nie wiem ile razy płakałam. Nikt nie rozmawiał ze mną o tym, temat tabu... Mój mąż , ojciec tego dziecka, też nie... Kiedyś mieliśmy kłopoty. poważne, małżeńskie, właściwie balansowaliśmy na granicy rozwodu, wówczas pierwszy raz wykrzyczałam cały ten ból który żył we mnie latami.... Mam dzieci, udało mi się urodzić dwoje dzieci, zyję dla nich. Ale pamięć o tym pierwszym pozostanie we mnie do końca. Może ta moja historia nijak się ma do Twojego bólu, może mnie potępisz (wiem, niektórzy potępią takie kobiety , aborcja to tak strasznie brzmi..) ale chodzi mi o to byś wykrzyczał swój ból, gorycz... Jedź do lasu, gdziekolwiek, płacz, wyzywaj na boga i mów co Cie boli. To, że tu jesteś to znaczy, że chcesz mówić, to dobrze.

[ Dodano: Pon Lis 27, 2006 1:18 am ]
I jeszcze jedno...... Masz dla kogo zyć. Masz dziecko, ono Cię potrzebuje, ufa Ci i chce abyś się uśmiechnął. Ostatnio było mi cięzko, kłopoty rodzinne, depresja (leczona). Moja córka zapytała " mamo, dlaczego ty się nigdy nie śmiejesz, przecież ty się wcale nie uśmiechasz". To mnie powoli otrzeźwia. Ona chce mieć szczęśliwą, uśmiechniętą mamę! A ja powinnam dać jej swoją radość, pokazać, że świat nie jest tylko szary i smutny! Może właśnie tego oczekuje Twój syn? Może czeka aż się uśmiechniesz? Może Twoja zona też potrzebuje Ciebie mającego w sobie choć odrobinę radości? Masz obok siebie rodzinę, dla niej żyjesz. Musisz pamiętać o tamtych dzieciach, one zawsze będą żyły w Twoich wspomnieniach, ale nie pozwól by Twoje dziecko zarzuciło Ci brak usmiechu. Szukaj grupy wsparcia, psychologa, lecz depresję, ale daj Twemu synkowi i żonie radość. Pokaż jak bardzo zależy Ci na nich. Trzymam kciuki, za Ciebie i za Twoją radość.
Ina
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 22:30

beznadzieja

przez ewa_ 04 lut 2007, 11:03
Jestem w dole bez nadziei na jakieś zmiany, straciłam syna miał 22 lata, nie moge sobie z tym poradzić tak bardzo za nim tesknie nai mogę zrozumiećc dlaczego to sie stało.
Ból, rozpacz, tesknota i tak ciagle któraś z tych mnie dopadają, jak mam żyć?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
31 sty 2007, 21:47

Avatar użytkownika
przez 331ania 04 lut 2007, 12:40
witaj Ewo.nawet nie wiesz jak strasznie mocno calym sercem ci wspolczuje.jedyne co nasuwa mi sie teraz to to ze chcialabym cie przytulic..tylko w ten sposob jakos pomoc.niema nic gorszego jak utrata dziecka i doskonale wiem co czujesz.nie potrafie wyrazic jak strasznie mi przykro.trafilas na dobre forum,jest tu duzo ludzi z ktorymi mozesz sie podzielic swoim bolem i kazdy cie zrozumie.doprawdy gdybym mogla wzialabym troche tego bolu na siebie bo wiem jak ci ciezko i jak bezsilna jestes w tym momencie i dlugo tak bedzie..jedyne co moge powiedziec to ze czas goi rany jednakze nigdy ich nie wymaze z pamieci.musisz byc silna,starac sie przynajmniej wiem ze latwo to powiedzec a gorzej zrobic ale mam nadzieje ze to forum choc troche pomoze ci w twej rozpaczy.sciaskam cie mocno.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do