Niska samoocena

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez ~Maja 07 paź 2006, 20:55
Ja Cię z przyjemnością wysłucham. Doradzę. Pomogę. Lub jeśli będziesz chciała - tylko wysłucham i przytaknę...
Trzymaj się. Ja też mam takie stany, w jakim Ty się teraz znajdujesz..




< zmieniłam swój post ze względu bezpieczeństwa. Nie chciałabym, aby jakiś znajomy dowiedział się, że jeko koleżanka ma taki sam nr gadu i e-mail jak ja :lol: A zresztą i tak nikt nie pisał, więc potrzebna tu nie jestem. >
Ostatnio edytowano 13 paź 2006, 20:03 przez ~Maja, łącznie edytowano 2 razy
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

przez kanika_ 08 paź 2006, 12:31
Skad ja to znam ...
Moim zdaniem wyglada to na fobie spoleczna. Twoim problemem sa ludzie. Boisz sie ich zapewne, nie lubisz przebywac w ich towarzystwie. Uwazasz, ze wszyscy sie z Ciebie smieja, ze na Ciebie sie patrza. Unikasz ludzi do tego stopnia, ze przechodzisz na pusta strone ulicy gdy ktos idzie z przeciwka. Najchetniej wychodzilbys na dwor po zmroku, kiedy malo co jest dostrzegalne.
Nie przejmuj sie - mialam tak jeszcze 3 lata temu. Bylam kompletnie nie do zycia. Unikalam kontaktow z kazdym, a na studia musialam chodzic.
SKonczylo sie u lekarza. Leczenie trwalo w moim przypadku rok. Bylo niezle, aczkolwiek ludzie i tam uwazaja mnie za szurnieta :)
pozdrawiam
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
24 wrz 2006, 14:15
Lokalizacja
lodzkie

Avatar użytkownika
przez ~Maja 08 paź 2006, 14:07
Z deczka Twoje objawy przypominają mi moje, czyli całkiem niedaleko jest Ci do fobii społecznej... Bo jak powiedziała moja poprzedniczka, główny problem to ludzie.
Da się to wyleczyć całkowicie !
Ja próbowałam w ten sposób: wyszłam sobie na miasto. No i co z tego miałam?
Specjalnie pokonywałam lęki i wszystkie sprawy chciałam załatwić jak najlepiej. Np. wybrałam się do Rossman'a po podkład i byłam.. dociekliwa. Pytałam się o wieele rzeczy, co mi moze zaproponować, dla jakiej cery jest ten korektor, i ten itd... Może to idiotyczne, ale sprawdzałam swoje umiejętnosci komunikacji na... ekspedientce :lol: Wiedziałam, że nawet gdyby się ze mnie wyśmiewała to i tak by jej nie wypadało, ale przyjęła mnie życzliwie. To mnie jakoś dziwnie podbudowało, ale przynajmneij wiedziałam, że są jakieś miłe osoby na tym świecie i wcale nie sprawiam wrażenia stukniętej... Eee, może dziwny przykład, ale tak sczerze? Nie unikaj ludzi - przechodniów itd.. Staraj się nawiązać z nimi kontakt wzrokowy, nie uciekając. Mozesz się dziwnie poczuć, jak ktoś się na Ciebie spojrzy, ale Ty też się patrzysz na tą osobę. I może ona się czuje identycznie jak Ty ? :lol: A po drugie na czas takich "ćwiczeń", mozesz sobie wmówić, że to i tak mało prawdopodobne, byscie się kiedyś znowu spotkali. Więc "keep smiling and looking" . 8)
I kanika zdaje mi się, że to TYLKO Twoje osobiste odczuca co do Ciebie. Jeśli się kompletnie pozbyłaś takich lęków, to dlaczego uważasz, że Cię mają za szurniętą? Nic bardziej mylnego. :)
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez gusia 12 paź 2006, 09:56
No tak...ech...właśnie My "tak mamy",to ciągłe obwinianie się za wszystko...to zupełnie bez sensu,przecież tak nie można :!:
Korn,ja wiem że to trudne,ale naprawdę-spróbuj wziąc się w garśc,nie jesteś niczemu winna,przecież nikt z Nas nie chciał "chorowac",prawda???
Niestety musimy zmagac się z tym"paskudztwem",ja toczę CODZIENNĄ walkę ze sobą i uwierz ,też miewam chwile zwątpienia,totalnego zwątpienia,ale mimo wszystko wierzę że to "nie koniec świata".
Korn moje drzwi również są otwarte :lol:
Sama miewam "doły",ale myślę że wspólnymi siłami łatwiej je zakopywac.

Pamiętaj-wszyscy damy radę..
Pozdrawiam.gusia
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Niska samoocena spowodowana "toksyczną rodziną".

Avatar użytkownika
przez juliuscezar 16 paź 2006, 23:06
nie jestem w stanie nikomu sie zwierzyc w cztery oczy, wiec chociaz na forum wyrzuce z siebie to co mnie doprowadza do ciaglego smutku i refleksji, nie chce tu jeszcze uzywac slowa depresja. Moj problem to lek przed ludzmi i ogromne tchorzostwo i niesmialosc w jednym. Przez to wiele stracilem w swoim zyciu i pewnie wiele mnie jeszcze ominie. Moj lek objawia sie miedzy innymi tym ze nie potrafie nawiazac z nikim kontaktu w szczegolnosci z dziewczynami. Swojemu rozmowcy nie jestem w stanie patrzec w oczy dluzej niz 2-3 sekundy, pozniej jego wzrok mnie jakby parzyl, kul, i musze odwrocic glowe. Jedyna osoba ktorej moge dlugo patrzyc w oczy to moja dziewczyna. Swojemu ojcu nigdy nie patrze w oczy, byc moze dlatego ze kiedys bil mnie w dziecinstwie, no wlasciwie do 18 roku zycia, kiedy nie wytrzymalem i rzucilem sie na niego. Od tego momentu mam spokoj. Kiedy ide na dyskoteke odczuwam lek i bol w brzuchu, bo wszystko widze w czarnych kolorach, ze cos mi sie tam stanie. Nie ma szans zebym zagadal do jakiejs pieknej dziewczyny, wlacza mi sie jakis hamulec, paraliz i nie moge wydusic z siebie slowa, choc moj wyglad wogole nie swiadczy o mojej niesmialosci (mowia ze mam wyglad bandziora i cwaniaka). W pracy zeby nawiazac z kims kontakt musialy minac 3 miesiace, i to i tak kumpel mnie poznal z kims, bo sam nigdy bym sie zagadac nie odwazyl. Z natury jestem malomowny i zamkniety w sobie, w towarzystwie najczesciej siedze z boku i milcze, rozmyslajac. Chcialbym byc inny, byc dusza towarzystwa, wesoly. Matka zawsze dbala o mnie, niczego mi nie brakowalo, ale trzymala mnie w "zlotej klatce" Wracaj o 22 - tak mowi do dzis, kiedy mam 28 lat, nie trenuj na silowni - bo po co, nie chodz na te mordobicie (treningi sztuk walki) - bo po co, nie chodz do tych pubow, na dyskoteki to bez sensu wdychac opary papierosow przez cala noc, wszytko co zawsze robilem, spotykalo sie zawsze z krytyka matki i ojca, gdzie inni rodzice byli by z tego dumni. Myslalem ze jak bede cwiczyl na silowni, trenowal walki, stane sie pewny siebie, ale po wielu latach treningu nic sie nie zmienilo, dalej nie patrze ludziom w oczy i schodze z drogi cwaniakom, choc moglbym ich "uszkodzic" w kilka sekund, nie potrafie do nikogo zagaic, chyba ze ktos pierwszy poda reke i zagada. Najgorsze jest to , ze kiedys bylem inny. W przerwie miedzy jednym dlugoletnim zwiazkiem a obecnym, mialem jakies 2 lata kiedy hulalem, poznawalem mnostwo dziewcznyn, bylem bardzo przez nie lubiany i czulem sie uwielbiany przez kobiety i szczesliwy. To byl jedyn czas w zyciu kiedy bylem otwarty na znajomosci i bez kompleksow. Poznalem terazniejsza dziewczyne, odbilem na bok, z dala od kolegow, hulania i pomalu zatracilem wszystkie znajomosci z dawnymi kolezankami , kumple tez przestali dzwonic, i tak trwam do dzis. Teraz moja jedyna rozrywka jest komputer i chodzenie do dziewczyny. Kiedys w zlotych czasach przy kompie bylem raz na tydzien, teraz z 10 h dziennie. Dziewczyne mam wspaniala i kocham ja, ale ciagle czegos mi brakuje, chcialbym byc znowu uwielbiany przez kobiety, niestety nie mam ani odwagi ani zbyt wiele czasu (caly czas wypelnia mi dziewczyna) by to wszytko pogodzic. Jak tu osiagnac szczescie? Nie trenujac flirtu z kobietami robie sie coraz bardziej zamkniety w sobie i sfrustowany i potwornie niesmialy. Jak pokonac te wszystkie leki? Byc moze mam je w genach po ojcu ktory tez zawsze byl tchorzliwy, nigdy nie podejmowal wyzwan, zawsze uciekal przed trudnosciami, jedynie w domu byl odwazny do bicia. Matka tez zawsze byla spokojna , nigdzie nie chodzila z ojcem na imprezy. Tak sobie to tlumacze, ze z dwojga osob bez temperamentu, (nie obrazajac oczywiscie rodzicow ktorym mimo wszystko duzo zawdzieczam) wyszedlem ja - cieple kluchy, bez ambicji, nie potrafiacy nawet podniesc glosu, zeby zawalczyc o swoje. Chcialbym sie zmienic , lecz nie potrafie. Bardzo lubie przebywac z ludzmi ktorzy maja wielka charyzme, przebojowsc, poczucie humoru - czyli to czego mi brak, to juz koniec mojego zanudzania, mam nadzieje ze w koncu znajde droge do szczescia i zmienie swoj charakter
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
16 paź 2006, 22:00

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 16 paź 2006, 23:31
Witaj
To, co rzuca mi sie w oczy czytając to, co napisałeś o sobie to niska samoocena spowodowana "toksyczną rodziną".
Masz powody by byc z siebie dumnym, ale rodzina "sprowadza Cię do parteru". "Co byś nie zrobił i tak byłoby źle" w oczach rodziców.
Myślę, że (o ile to możliwe w Twoim wypadku) pomogłoby Ci odcięcie się od domu rodzinnego. Choćby wynajęcie jakiejś kawalerki. Żyłbyś wreszcie dla siebie, własnym życiem. Chodzenie do banku, czy róznych kas, żeby samodzielnie opłacić rachunki pomogłby Ci zwalczyć nieśmiałość.
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, ale czy to byłoby tak, że "pod wpływem" obecnej dziewczyny "odciąłeś" się od otoczenia ?
Chyba czegoś Ci brakuje w Twoim związku, skoro chciałbyś się dowartościować mnóstwem dziewczyn. Pytanie tylko: czego ? A to, jak ten związek będzie wyglądał, zależy od Was obojga. I od Niej i od Ciebie.
Najważniejsze jest byś zrozumiał, że to Ty kierujesz swoim życiem, Ty masz na nie wpływ największy. Żyjesz dla siebie, nie dla rodziców. Głowa do góry ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez Makcia 17 paź 2006, 09:15
Witaj. Po przeczytaniu twojego postu zwróciłam uwage na cechy dwóch osobowości jakie przejawiałeś. Jeżeli kiedyś potrafiłeś "być przebojowy" to dlaczego to sie zmieniło? czy wydarzyło sie coś co Cie w pewnym momencie "zamknęło" w sobie? Wiesz co nie wiem czy "dowartościowywanie" się w oczach innych kobiet prowadzi do czegokolwiek co daje szczęście na dłużęj. Poznając kolejne kobiety będziesz brnął dalej w swoją samotność bo po jakimś czasie zdasz sobie sprawe że nie jesteś w stanie poświęcić im tyle czasu na ile zasługują. Chyba że mówimy o chwilowym zauroczeniu które daje satysfakcje tylko przez chwilke. Widzisz "tabun" dziewczyn nie dowartościowywuje tak jak jedna bliska osoba. Nie wiem jak traktujesz twój obecny związek i ile on dla ciebie znaczy. Myśle jednak że gdy spotyka sie tą jedyną ukochaną osobę to zanika gdzieś "trop łowcy" i przestają się liczyć inne osoby (dziewczyny) które dowartościowywałyby cie wtedy gdy tego potrzebujesz. Każdy szuka w swoim życiu tego co dla niego najważniejsze. Radziłabym Ci poczekać i zrozumieć siebie..zastanów sie czego oczekujesz od tych 'dowartościowań' Źródeł niepowodzeń (nieśmiałośći i kompleksów) może być kilka. Nie szukaj na siłe akceptacji powalcz raczej o te osoby które wniosą coś do twojego życia. I nie musi to być chmara dziewczyn ale dwie lub trzy zaufane osoby. Co do nieśmiałośći to hm..myśle że u ciebie to tylko kwestia "przypomnienia" sobie tego jaki byłeś kiedyś i zdania sobie sprawe że potrafisz to pokonać. Każdy z nas wyniósł z domu jakieś pozytywne ale i negatywne uczucia które powodują że teraz tu jesteśmy...Jesteś już dorosły szanuj Twoją mamę ale nie pozwalaj jej decydować o wszystkim co Ciebie dotyczy. To Twoje życie i twój wybór którą pójdziesz drogą. Życze Ci abyś odnalazl swoje szczęście, abyś uwierzył w siebie i odbudował tą wiarę w siebie którą miałeś do nie dawna..pozdrawiam serdecznie
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Avatar użytkownika
przez juliuscezar 17 paź 2006, 19:01
dziekuje za slowa otuchy, o tym zeby wyprowadzic sie od rodzicow myslalem od dawna, napewno pozytytywnie by to wplynelo na moja psychike, lecz niestety mam 650 zl pensji i na nic by to nie staczylo, marze wrecz o tym zeby zarabiac wiecej i nie byc zaleznym od nikogo. Co do zwiazku z dziewczyna, to czy ona mnie dowartosciowuje? ludzi z kompleksami nie moze dowartosciowac wlasna kobieta, ktora sie juz ma, i nie trzeba sie starac o jej wzgledy zeby dalej byla z toba. Wlasna kobieta jest jak noga, na codzien nie przywiazujesz zbytniej wagi do niej, lecz nie wyobrazasz sobie zycia bez niej.
W zadnej dziedzinie nie czuje sie mocny, nie moge nikomu zaimponowac, ale jedna dziedzine sobie szczegolnie upodobalem - sex. Skoro w zyciu jestem nieudacznikiem, nie mam kolegow , cala swoja pasje przelewam do sypialni. Dlatego pisze o tych czasach kiedy bylem inny zmieniajac dziewczyny jak rekawiczki, bo im imponowalem w lozku, wszystkie mnie chwalily, ja czulem sie dowartosciowany i dobry choc w jednej dziedzinie. Dletego teraz mi tego brak, pewnie powiecie ze wlasna dziewczyna moze tez pochwalic, dowartosciowac, niestety mi to nie wystarcza. Gdy chodzilem do lokalu to nie po to zeby wypic piwo, porzucac lotkami, to wszystko to dodatek ktory byl po srodku drogi do wyladowania w lozku z jakas fajna laska. Do tej pory zawsze jak ide do lokalu, dyskoteki, to tylko z ta jedna mysla - moze kogos poznam i skonczy sie to w lozku. Normalnie jestem malomowny, niesmialy, ale jesli znajdzie sie jakis kumpel ktory lubi rozmawiac o sexie tak jak ja, wtedy buzia mi sie nie zamyka. Powiecie pewnie ze jestem jakims maniakiem sexualnym, ale sie z tym nie zgodze, bo w tej chwili jest to tylko czysta teoria i na gadaniu sie konczy. Gdy widze piekna kobiete odrazu zakladam ze nie jestem dla niej, bo napewno kogos ma, bo nie mam kasy, a takie lubia kasiastych, bo nie mialbym o czym z nia gadac, bo jest za piekna i tacy jak ja podrywaja ja kilka razy dziennie i na nikogo nie zwraca wiekszej uwagi. Gdzies czytalem ze z natury kobiety to monogamistki a mezczyzni to poligamisci, cos w tym jest... Chcialbym miec dalej swoja ukochana i jednoczesnie miec wiele kolezanek, lecz to raczej niemozliwe
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
16 paź 2006, 22:00

przez Makcia 17 paź 2006, 20:32
Witaj..no szczerze mówiąc faktycznie masz racje nie da sie mieć kilka kobiet na raz. Co do upodobań seksualnych to moim zdaniem masz problem dlatego że chyba nigdy nie byłeś "szczęśliwy w łóżku". Wiesz piękny sex jest tylko wtedy gdy uprawia sie go z kimś kogo sie kocha. Przelotne znajomości to tylko chwila satysfakcji jaką daje sex. Cała magia polega na tym aby tego kogoś dobrze znać. Nie bać mu sie zaufać, sexem trzeba sie bawić a nie traktować go jak jakąs dyscypline sportową. Naucz sie tym cieszyć z jedną osobą a dopiero wtedy docenisz piękno jakie z niego płynie. Zainwestuj raczej w siebie...w to żebyś był pewny tego co robisz i tego co potrafisz. Naucz sie respektować innych i pomagać im. Niekoniecznie całą uwage skupiaj na sobie i na tym czego ty oczekujesz. To oczywiście bardzo ważne ale należy też uwzględniać uczucia innych ( mam na myśli te dziewczyny które traktujesz przedmiotowo). Jeśli chodzi o tą "noge" właśnie nie docenia sie jej ale czując jej brak może być za późno na jej odratowanie. Moim zdaniem nie kochasz swojej dziewczyny, chyba nawet nie jesteś z nią szczęsliwy. Skoro masz tyle obiekcji co do tego związku to lepiej poczekaj na tą jedyną. Docenisz wtedy wszystko to czego ci brakuje i czego szukasz. "Posiadając" prawdziwą miłość człowiek nie stawia takich pytań jak ty. Kogoś się kocha lub nie akceptując wszystko co jest z nim związane. Tobie chyba tego brakuje. Życze ci powodzenia i większej wiary w siebie.
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 17 paź 2006, 20:57
Widzę, ze jesteś typem "zdobywcy". Ale na Twoje nieszczęście Twoje "zdobycze" przychodziły Ci za łatwo. Szukasz mocnych wrażeń i ciągle czegoś nowego. A seksem dowartościowujesz się.
Z takim nastawieniem za daleko nie zabrniesz.
Postaraj się zmienić postrzeganie siebie. To podstawa. Dostrzeż w sobie inne zalety. Zrozum, ze to od Ciebie zależy jak będzie wyglądało Twoje życie. Od Ciebie i Twojej dziewczyny zależy, czy będziecie nudzili się w waszym związku. Swoją dziewczynę też możesz uwodzić każdego dnia, "zdobywać" ją na nowo (i nie mam tu na myśli wyłącznie seksu). I też można z tego czerpać radość.
Wszystko zależy od Ciebie.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez korres1 19 paź 2006, 20:38
witaj Kornie
Wiem nardzo dobrze co to znaczy się bać wstać z łóżka, wyjść z domu i nie móc tego wytłumaczyć, choćby rodzinie. Czy to oni Ci mówią, że wymyślasz to z lenistwa? Ludziom z zewnątrz czasem trudno pewne rzeczy zrozumieć - my wiemy, że strach i niemożność pokonania go są realne.
Anyway, polecam swoję ramię do wypłakania się i pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Nienawidze samej siebie

przez Liz 21 paź 2006, 22:32
Czuję się beznadziejnie!I nie wiem na ile sposobów można tak o sobie mówić.Na wiele. Oszukiwanie samego siebie nie jest fajne,ale na szczęście ktoś wymyslił lustra.Ono zawsze prawdę mi powie.Mam ochotę rzucić się z mostu,a zarazem pragnę,by ktoś mnie ocalił.Żeby komuś tak cholernie na mnie zależało.Ale jak może zależeć komuś,skoro ja nie istnieje?Bardzo,bardzo znów boli. :cry:
Liz
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
06 paź 2006, 15:48

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 21 paź 2006, 23:02
Liz, nie smuć się, to teraz, w tej chwili wydaje się, że jest już tak "najgorzej w życiu". Któregoś dnia znajdzie się sens tego wszystkiego. Za plecami zostanie smutek. A przed sobą będziesz miała drogę, którą będziesz podążała trzymając się z kimś za ręce. Nie trać wiary. Daj temu komuś szansę na to, by Cię znalazł. Faceci niby znają się na mapach i orientują się w terenie, ale czasem długo szukają swojej połowy.Wiem to, bo sam jestem facetem. ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez Radison 21 paź 2006, 23:02
Cześć

Głowa do góry! Taka ładna osoba jak Ty powinna codziennie dziękować Bogu, że pozwolił komuś wymyślić lustra :!: Widziałem zdjęcie, więc wiem co mówię. Ale nie próbuj skakać z mostu. Na pewno byłabyś tak oszałamiającym widokiem, że nikomu nie przyszłoby do głowy, że możesz być prawdziwa na tym pylonie, z rozwianym włosem, w środku nocy i rzeczywiście nikt by Cię nie uratował ;)

To nieprawda, że nie istniejesz. Dla mnie ważne jest, że są tak pięknie wrażliwe osoby. Dzięki Tobie witkacowska wizja zautomatyzowanego świata nie przeraża mnie tak bardzo, jak na codzień.

To właśnie Ci, których nie boli nic znikają, ze swoim człowieczeństwem.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Kanashi i 24 gości

Przeskocz do