Co zrobić by się nie zabić? Pomóżcie, bardzo proszę

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 10 wrz 2007, 01:57
No jest mi bardzo trudno...kiedy wchodze do uczelni czuje lęk straszny przed ludżmi i ich spojrzeniami.
Czuje lęk na ćwiczeniach jeżeli mam być pytany,na przerwach próbuje zagadać z kimś z mojej grupy<czasami mi się udaje czasami nie>
Ogólnie to osoby z grupy które mnie lubią moge policzyć na palcach jednej ręki<może 2-3osoby>Reszta mnie olewa,nie odzywa się do mnie itp.
Mam doła podczas pobytu na uczelni bo praktycznie czuje się tam przytłoczony przez to że malo osób do mnie gada
ALE TERAZ TO SIĘ ZMIENI
Teraz wierze że uda mi się w tym roku i nie będe mial problemów z relacjami międzyludzkimi,i nie będe miał dołów na uczelni!!!!!!!!!!!!
WYGRAM Z LĘKIEM ;)
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez scrat 10 wrz 2007, 02:22
człowiek nerwica napisał(a):Ogólnie to osoby z grupy które mnie lubią moge policzyć na palcach jednej ręki<może 2-3osoby>Reszta mnie olewa,nie odzywa się do mnie itp.


Wzystko bierze się tak naprawdę z naszego zachowania, nawet podświadomego...

Miałem taką... Koleżankę? Przyjaciółkę? "Siostrę"... Tak, wszyscy mówili, że jesteśmy rodzeństwem. Poznaliśmy się w sumie przypadkiem, byliśmy na jednym roku, mamy tak samo na nazwisko. Ona też ma nerwicę, chociaż nie zdiagnozowaną - ale widziałem jakie miała schizy przed egzaminami, dzieciństwo też spieprzone... Ogólnie, mieliśmy dobry kontakt. Nie wiem dlaczego, tak jakoś, samo z siebie.

Byliśmy w jednej grupie. Było fajnie, imprezy, przerwy razem, zgrana paczka, kilka osób, wspólne wypady w przerwach między wykładami, na kebaba, na browar... Ale nie zdałem. Nie dałem rady iść na egzamin. Raz. Drugi. Trzeci. Kilka innych osób z tej naszej paczki też nie dało rady, spadło niżej. W międzyczasie ona przeniosła się na jakiś inny kierunek.

I wszystko się spieprzyło. Nadal się znamy, rozmawiamy, ale to już nie jest to samo, co wspólne wykłady, ćwiczenia...

człowiek nerwica napisał(a):Teraz wierze że uda mi się w tym roku i nie będe mial problemów z relacjami międzyludzkimi,i nie będe miał dołów na uczelni!!!!!!!!!!!!
WYGRAM Z LĘKIEM ;)


Chciałbym mieć twój optymizm :(

Eeech, tak sobie czasami myślę... Że fajnie byłoby nie mieć samoświadomości. Albo np. nigdy nie trzeźwieć. Alko pomaga... Na krótko, ale mimo wszystko...

Zresztą, "doły na uczelni" to jedno. A schizy, nerwówki, lęki, biegunki...
Tego nie da się porównać z niczym...

(sorry jeżeli to brzmi jakoś cholernie pesymistycznie, ale dzisiaj ogólnie mam ..zły dzień :/ i wszystko się pieprzy...)
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 10 wrz 2007, 02:32
schizy, nerwówki, lęki, biegunki

Też miałem schizy i biegunki i nerwówki,,,,,często z wykladów wychodziłem bo już nie mogłem wytrzymać,często po mnie rodzice przyjeżdzali bo myślalem że umieram<nerwobóle>
Praktycznie lęki to każdego dnia na uczelin miałem...
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez scrat 10 wrz 2007, 02:47
człowiek nerwica napisał(a):
schizy, nerwówki, lęki, biegunki

Też miałem schizy i biegunki i nerwówki,,,,,często z wykladów wychodziłem bo już nie mogłem wytrzymać,często po mnie rodzice przyjeżdzali bo myślalem że umieram<nerwobóle>
Praktycznie lęki to każdego dnia na uczelin miałem...


Ale dajesz sobie jakoś radę, nie uciekasz...?

Ja sobie postanowiłem - w końcu skończyć te cholerne studia. Licencjat mi wystarczy. To jest tak blisko... A jednocześnie... Wszystkie moje problemy ujawniają się głównie w szkole, na uczelni :( I to nie jest kwestia szkoły. To kwestia mnie...

Plan jest taki. Chodzić, na wszystkie zajęcia. Nie opuszczać żadnego. Postarać się załatwić sobie zwolnienie z egzaminów - wiesz, zaliczyć wszystko, wyróżniać się, to czasami przechodzi. MOŻE się uda...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

przez silly angel 11 wrz 2007, 15:55
wy to macie jeszcze odwage wyjść z tych zajęć...
ja takiego czegoś nei mam boje się że wtedy bedą wszyscy na mnie patrzeć... to nie jest takie przyjemne... zawyczaj próbuje się zmusić autokontrolą, np kiedyś to omało umarłam w ławce (nożyczki lub cyrkiel pod ławką) z paniki i nie miałam siły wyjsć nei chciałam żebyw szyscy patrzyli to było okropne! zaczęłam w pewnym moemcie płakać i koleżanka to zauważyła i mnei zaprowadziła do pięlegniark.... pielęgniarka to jeszcze większa wiocha...

pozdro
wiersze jedynym moim słowem
nie mówie o swych uczuciach jeżeli nie chce ratunku
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
19 maja 2007, 21:46
Lokalizacja
szczecin

Avatar użytkownika
przez scrat 11 wrz 2007, 19:49
silly angel napisał(a):wy to macie jeszcze odwage wyjść z tych zajęć...
ja takiego czegoś nei mam boje się że wtedy bedą wszyscy na mnie patrzeć... to nie jest takie przyjemne...


Wiesz, na studiach jest jednak trochę inaczej, większy luz, nikt nie zmusza do chodzenia... Najwyżej listę czasem puszczą, to kumpel wpisze... Ale ogólnie chyba to wszystko rozbija się o strach o opinię w oczach innych. Przynajmniej odkąd pamiętam tak było - jestem sam, jest spoko, jestem wśród ludzi, zaczynają się problemy. Po prostu na studiach to jest mniej widoczne, przynajmniej na zaocznych, jakiś taki większy luz jest, zawsze ktoś się zrywa, ktoś wchodzi, ktoś wychodzi w czasie wykładu, to norma jest - ale w szkole też miałem ogromne fazy co klasa pomyśli.

Zresztą... Kiedyś, na matmie w szkole średniej... Jest spoko. Klasówka. Panika. Mówię - muszę iść do kibla, nie wytrzymam. Wychodzę. Panika mija zanim w ogóle doszedłem do kibla. Wracam. Siadam, czekam na kartkę. Znowu panika. Znowu - wychodzę. I już więcej nie wróciłem, wyszedłem z tej cholernej szkoły i poszedłem się schlać, żeby chociaż trochę zapomnieć o tym uczuciu bycia pieprzonym tchórzem, który nie dał rady...

Cyrk, nie? I myślisz że ktokolwiek to teraz pamięta? Ich to obchodzi tyle co zeszłoroczny śnieg - wiem, łatwo powiedzieć... Ale czasem chciałbym się schować gdzieś pod kołdrą, w wygasłym wulkanie i niech mnie nikt nie widzi...

Jakąśtam iluzją jest chodzenie w grubych ciuchach, bluzach z kapturem, zawsze po szkole chodziłem w kurtce, po części dlatego że nie chciało mi się zostawiać w szatni a po części dlatego że czułem się bezpieczniej... Czepiali się (nauczyciele), ale ogólnie olewałem to.

A na uczelni od zawsze chodziłem w kurtce, ale tu to norma, kto chce może iść do szatni, kto nie chce to nie.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

przez silly angel 11 wrz 2007, 20:01
ja chce studia:( umieram tu powoli i nawet pociac się nie moge...
wiersze jedynym moim słowem
nie mówie o swych uczuciach jeżeli nie chce ratunku
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
19 maja 2007, 21:46
Lokalizacja
szczecin

samobójstwo...??

przez ania19 12 wrz 2007, 15:46
wczoraj odwróciła się ode mnie kolejna osoba... Dobry kolega, który jako jedyny potrafił sprawić ze nie myślałam o tym jak mi źle, okazał się być jednym z tych którzy nie rozumieją i nie chcą rozumieć. Nawrzucał mi mówiąc przy tym ze nie mam pojęcia co to jest depresja. On oczywiscie wie bo jego ciotka miała depresję, a ja sama będąc na to chora nie wiem nic. Od jakiegoś czasu czułam jak wracał mi zły nastrój to był gwóźdź do trumny... To mnie po prostu zmiażdżyło, od wczoraj nie robię nic innego tylko myślę o tym jak mi źle, kiedy to się skonczy...i o tym że straciłam kolejną osobe na której mi zależało... I ryczę. Ledwo powstrzymuję sie od płaczu w szkole. To tak strasznie boli... ;(

Ryczałam jak głupia przez jakąś godzinę aż oczy mi zapuchły...
Niewiele myśląc wzięłam tabletki, które już kiedyś zażyłam. Na serce. Chciałam żeby mi sie coś stało, chciałam wylądować w szpitalu. Samotność, która mi tak doskwierała w końcu chyba na dobre ze mną została... Znów uciekam od ludzi, sparzyłam sie i nie chce więcej cierpieć. Miałam nadzieję ze trafię do szpitala, pobędę sama, odpocznę, odizoluję się... Ale nic mi nie było. Po 6 tabletkach na serce nic się ze mną nie działo... Nie wiem co mam robić - nie chcę umierać bo chyba boję się śmierci ale też nie chce tak żyć. Jedyna moją nadzieją jest to forum... Proszę, pomóżcie zanim znów coś zrobię...
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
25 sie 2007, 13:55
Lokalizacja
bolesławiec

przez kaysha 12 wrz 2007, 18:01
Aniu a bierzesz jakies tabletki na depresje??

Nie przejmuj sie tym kolegą choć łatwo pisać, ale często ludzie nas nie rozumieją, wręcz męczą się osobami którzy ciągle narzekają, a przecież to nie jest nasza wina , że jestesmy chore.
Ja od dłużeszego czasu też nie spotykam się ze znajomymi, nawet nikt z nich nie wie że jestem chora i może lepiej.A żeby trafić na osobę która w tym stanie będzie wspierała, to musi być naprawdę cud!
"Cała wiedza, suma wszystkich pytań i wszystkich odpowiedzi zawarta jest w psie" Franz Kafka
Offline
Posty
101
Dołączył(a)
12 paź 2006, 11:04
Lokalizacja
Dąbrowa Górnicza

przez vegge 12 wrz 2007, 18:15
nie prawda ze twoja jedyna nadzieja jest to forum, twoja jedyna nadzieja jestes ty sama, bo to od ciebie wszystko zalezy

to prawda ze juz nie masz sily,ze chcesz umrzec, ale tak jest TYLKO teraz, za kilka dni nastroj ci sie troszke poprawi, POD WARUNKIEM ze zaczniesz dzialac, czyli aktywnie zwalczac depresje

pewnie myslisz ze nie masz sily by walczyc, ale zobacz ile jest osob na tym forum ktorym sie udaje ta walka, probuja po troszku kazdego dnia i powoli wygrywaja

akty desperacji, jak ten, kiedy lyknelas proszki zupelnie nic nie zmienia w twoim zyciu, zniszczysz sobie tylko organizm i do depresji dojdzie szereg innych chorob np niewydolnosc watraby, niewydolnosc nerek, a co za tym idzie, koniecznosc jezdzenia codziennie na dializy do szpitala

jestes pewna ze chcesz dolozyc do depresji jeszce koniecznosc przeszczepu nerek cz watroby?

twoja proba samobojcza stanie sie na dodatek jedynie tania sensacja , materialem do plotek wsrod glupich kolezanek cz sasiadow, nie wolno ci daj zatem satysfakcji tym ludziom i musisz zazcac walczyc z myslami samobojczymi



twoj kolega sie od ciebie nie odwrocil, on poprostu nie wie jak sie ma przy tobie zachowywac, boi sie ze ci zaszkodzi, ze powie cos co cie zrani i poczujesz sie jeszce gozej, zatem on cie nie odrzuca tylko cie chroni, robi to dla twojego dobra
pisalas ze on ma chora na depresje ciotke, zatem wie jak ciezka jest to choroba i dlatego nie jest w stanie wziac na wlasne barki odpowiedzialnosci zwiazanej z dalszym spotykaniem sie z toba
to zuplenie normlana i swiadczaca o jego doroslosci reakcja

jesli chcesz miec powiernika swoich mysli, rozterek, problemow to musisz sie zwrocic do wykwalifikowanej osoby ktora umie sobie ardzic z deprsja, czyli do psychologa i dodatkowo czytac rady na tym forum, artykuly o depresji, ksiazki, poradniki jak leczyc depresja


pamietaj ze nie zyjesz na swiecie tylko dla siebie, pomysl sobie, ze jak wyleczysz depresje to bedziesz mogla zaczac pomagac lduziom ktorzy beda w przyszlsoci w tak ciezkiej sytuacji jak towja obecnie, przezyj dla tych ludzi, by ich wspomoc i ochronic:)
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

przez zdechlak555 12 wrz 2007, 21:47
ja mam to dawno za sobą. skonczyło sie o tyle źle że szukając nowych znajomości i akceptacji o malo nie wylądowałem w sądzie. Więc uważaj na siebie. A co do Pedagogów i Psychologów to oczywiście możesz zajrzeć do swojego szkolnego pedagoga i pogadać z nim na tematy nijakie, ot tak żeby go wyczuć. Jeśli się nie będzie, według ciebie, nadawał(a) to oczywiście możesz pójść do psychologa w poradni dla młodzieży twoi rodzice nie muszą o tym wiedzieć.

Piszesz że nie wiesz jak to pokazać. Jeśli juz zdecydujesz się na rozmowe to już pójdzie gładko, sama zdecydujesz co chcesz powiedzieć a czego nie, nikt cie nie będzie naciskał. Najtrudniejszy pierwszy krok!

Nowe pomysły na samobojstwo? moje są już oklepane i tak sie z nimi oswoiłem że zaczynam już zapominać ;)
a po co to wszystko?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
14 sie 2007, 01:25

przez ania19 13 wrz 2007, 15:24
kaysha napisał(a):Aniu a bierzesz jakies tabletki na depresje??

Tak biorę tabletki ale przecież one nie rozwiążą moich problemów, wpływają jedynie na poprawę mojego samopoczucia.

vegge napisał(a):twoja proba samobojcza stanie sie na dodatek jedynie tania sensacja , materialem do plotek wsrod glupich kolezanek cz sasiadow, nie wolno ci daj zatem satysfakcji tym ludziom i musisz zazcac walczyc z myslami samobojczymi

O mojej próbie nikt nie wiem, bo jak pisałam, nic mi nie było, więc nikt niczego nie zauważył...
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
25 sie 2007, 13:55
Lokalizacja
bolesławiec

przez Goplaneczka 13 wrz 2007, 17:29
Aniu-tabletki pomogą-na początek nieco uspokoją, a gdy poczujesz się lepiej-znajdziesz siły, by wziąźć się za te problemy. Co bierzesz i jak długo? Może powinnaś porozmawiać z lekarzem, że nie działają, albo okres ich brania jest jeszcze za krótki?
Nie pisałaś nic o swojej rodzinie-ale mam wrażenie, że Twoja próba była wołaniem o zauważenie i troskę otoczenia. To trudne (wiem z własnego doświadczenia), ale może upomnieć się o zaangażowanie rodziców poważną rozmową (można też im napisać list) niż się truć? Kilka tabletek i skierowanie do szpitala tylko pozornie rozwiąże Twoje problemy. Jeśli chcesz wzbudzić w otoczeniu poczucie winy, że nie docenili Cię na czas-nie warto, oni się przejmą, może poprawią, ale tylko czasowo, potem wszystko wróci w stare koleiny.
Powinnaś poszukać specjalistycznej pomocy-najlepiej kompleksowej. Jeśli naprawdę czujesz się źle-zgłoś się na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego, opowiedz tam o swoich problemach. Prawdopodobnie podejmą decyzję o hospitalizacji-wtedy będziesz miała kompletną pomoc albo skierują Cię na terapię i do przychodni.
I nie truj się- te tabletki mogły nie dać efektów teraz, ale może zadziałają za jakiś czas? Ja też mam podobny problem-by się powstrzymać wyobrażam sobie, jak takimi lekami rozwalam sobie trwale zdrowie-np uszkadzam nerki... Pomaga mi to, gdy pomyślę, że po za depresją czekałyby mnie jeszcze dializy albo inne rozkosze... I kalectwo i renta do końca życia.
Pozdrawiam serdecznie
Goplaneczka
Offline

przez mala_ta 13 wrz 2007, 18:42
Witajcie.

Mnie też nie rozumieją moi znajomi:(( Uważają, że wmawiam sobie depresję, że nic mi nie jest. Powinnam wziąć się garść a nie ciągle się smucić. Nie mam siły tłumaczyć się wolę swój świat, w którym jestem bezpieczna! Życie nie ma sensu, mój brat był słaby i odebrał sobie życie. Nic nie mogę zmienić a tak bardzo mi GO brakuje:(( Żadne leki mi GO nie wrócą. Jeszcze wiele innych czynników nałożyło się na moją depresję ale to już nie ważne. Fajnie, że tutaj na forum są ludzie, którzy wiedzą co to depresja. Ja też mam myśli samobójcze, nie wiem jak sobie pomóc. Biorę od 6 dni leki ale nie wiem czy jest sens.
Pozdrawiam
Offline
Posty
105
Dołączył(a)
05 sie 2007, 15:48

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do