Strach przed psychiatrą/lekami/terapią

Hasiok.

Strach przed psychiatrą/lekami/terapią

przez blah! 11 mar 2015, 22:51
Wiem, że mój temat można by wrzucić do np. wątków o Początkach psychoterapii, Lekach lub jeszcze innych, niemniej jednak odczuwam intensywną potrzebę aby wrzucić moje przemyślenia w jedno miejsce, a ten dział wydaje mi się najodpowiedniejszy. Poza tym, może akurat znajdzie sie osoba, która ma/miała podobne obawy do mnie (a wybaczcie ale już mi się dwoi i troi przed oczami od czytania postów w innych tematach w poszukiwaniu informacji a forum niebawem zacznie śnić mi się po nocach).

Powoli zaczyna do mnie docierać, że mam problem (nie wiem jaki i pomimo intensywnych "poszukiwań" cięzko jest mi go zidentyfikować) ale dorastam do świadomości, że coś jest na rzeczy.
Konsultowałam się z "wieloma" psychiatrami oraz terapeutami (nie tylko w Polsce) i wielu z nich utwierdzonych było, że cierpię na depresję i nerwicę lękową więc po kilku wizytach zawsze uznawałam, że próbują na chama przekonać mnie do tego nie ukazując żadnego dowodu, który to potwierdza.

Na dzień dzisiejszy mam bardzo mieszane uczucia i jestem pełna obaw w stosunku do podjęcia jakiegokolwiek "leczenia". Nie boję się zmian, nie mam oporów przed rozmawianiem o swoich problemach, nawet tych bardzo osobistych. Jesli mam pewność, że "coś" pomoże to jestem w stanie bez oporu przeć do przodu ale:

- strasznie boję się, że psychiatra przepisze mi leki, od których się uzależnię lub które pogorszą mój stan. Naczytałam się sporo przykładów, gdzie ludzie obrazują jakie negatywne skutki może nieść za sobą sztuczne stymulowanie nastroju. Raz brałam przez chwilę jakieś leki na nerwicę + antydepresanty i to był jakiś koszmar, którego nie chciałabym powtórzyć.
- obawiam się, że pod wpływem psychoterapii mogę nabawić się mentalnych "przypadłości", tak jest jak człowiekowi czasem się bez końca coś wmawia to zaczyna w to wierzyć. A nie chciałabym za pół roku zostać doprowadzona do stanu przed-suicidalnego z wizją czarnej dziury bez "dna". Ja lubię życie i czerpię z niego ogromną radość (tak przynajmniej było do momentu pojawienia się problemów zdrowotnych), jednak nadal mam ogromną ochotę do życia a nie chciałabym aby terapeuta mnie tak zmanipulował, że mi się żyć odechce.
- mam obawy przed zbyt dużym przyzwyczajeniem się do psychoterapeuty oraz zbyt dużymi oczekiwaniami pesonalnymi względem tej osoby. Wiem, jakie na takiej terapii byłyby poruszane sprawy i mam jestem pewna, że moje emocje z nimi związane miałyby negatywny wpływ na kontakt między mną a terapeutą (na moją niekorzyść).
- i na koniec, takie mniej istotne to obawy przed intensywnym przeżywaniem w samotności przebytej sesji. Kiedyś jak zdarzyło mi się odbyć "kilka" spotkań pod rząd z jednym psychoterapeutą to pierwszą rzeczą po wyjściu z gabinetu było pójście się upić - a to przecież nie na tym powinno polegać. Zresztą, nie chciałabym ponownie popełnić błedu i zacząć zapijać negatywne mysli a tego się obawiam.

Na dodatek niebawem chcę wrócić do "domu" gdzie nie będę miała takiej ewentualnej pomocy ze strony Ojca jak w Polsce.

To chyba tyle. Jeśli temat "zginie" śmiercią naturalną to można wywalić do kosza.
Ostatnio edytowano 13 mar 2015, 12:06 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Przeniesiono do kosza na prośbę autorki.
blah!
Offline

Strach przed psychiatrą/lekami/terapią

Avatar użytkownika
przez Artemizja 13 mar 2015, 11:15
blah!blah!, mieszane uczucia są jak najbardziej naturalną rzeczą. Przed podjęciem leczenia również miałam wątpliwości i obawy i gdyby nie to, że wpłynęło na mnie kilka osób, które się martwiły, to prawdopodobnie bym nigdzie nie wyszła i nadal tkwiłabym w bagienku. Powiem Ci, jak to wyglądało u mnie. Najpierw poszłam do psychiatry, bo na psychoterapię trzeba było zaczekać. I akurat w moim przypadku to była chybiona decyzja. Głównie dlatego, że lekarka zaczęła mi zmieniać leki co dwa tygodnie. Nie pozwalało im się to rozkręcić i tak naprawdę utrzymywało mnie w stanie pogorszenia. Na początku przyjmowania leków prawie zawsze jest gorzej, ale jest to zależne od reakcji organizmu. U mnie było bardzo źle. Do tego stopnia, że jadłam jeden jogurt dziennie, praktycznie nie spałam i jak po kolejnym ciężkim ataku zwlekłam się do lekarki, to na wejściu dała mi skierowanie do kliniki i wywaliła z gabinetu. No to powiedziałam dziękuję i od tamtej pory nie zawitałam do psychiatry. Do kliniki oczywiście nie poszłam. Byłam akurat wtedy na trzeciej sesji terapii i postanowiłam z tym spróbować. Terapeutka nie powiedziała, że mam chodzić na terapię, nie przekonywała, prawie się nie odzywała, co było irytujące i jeszcze bardziej demotywujące. Na jednej sesji potrafiła powiedzieć jednak dosłownie dwa lub trzy zdania, które do mnie trafiały i to sprawiło, że postanowiłam przez jakiś czas wracać. Można uznać to za swoisty cud, bo w tamtym okresie rozmowa ze mną była porównywalna do rzucania grochem o ścianę. Przy pierwszych miesiącach miałam tendencję do wypijania sobie po terapii. To był swojego rodzaju rytuał. Zamykałam się w pokoju z piwem albo winem i piłam do momentu aż puszczą hamulce i zacznę w końcu przeżywać. Miałam zablokowany dostęp do emocji i podczas ani nawet po sesji, nie czułam nic. Z czasem to jednak minęło. I wracając do Ciebie. Znasz swoje reakcje i wiesz, jak może być. Niekoniecznie jednak musi to tak wyglądać. To zależy od Ciebie. Czy będziesz przeżywać sesje po ich zakończeniu? Myślę, że tak. To jest jednak pewien etap, bo z czasem można się nauczyć, by przeżywać podczas sesji, a po wyjściu wracać do życia i odcinać się od tego, o czym była mowa. T na sesjach wylewa się żale i bolące rzeczy. Terapeuta jest od tego, żeby pomóc Ci przez to przejść. Co do obaw przed psychiatrą. Może póki co, jeśli uważasz, że możesz się wstrzymać z lekami, to poczekaj i spróbuj samej terapii? Wiesz...nawet, jeśli lekarz przepisze Ci leki, to nie oznacza, że musisz je ślepo brać. Możesz się skonsultować z kimś innym, możesz zobaczyć, co to za lek, jak działa, jaki może mieć skutki przez pierwsze tygodnie stosowania. Masz w tym zakresie sporo opcji. Nie sugerowałabym się również aż tak bardzo opiniami na Forum. Każdy jest inny i inaczej reaguje.
Co do przywiązania się do terapeuty. No niestety, jest to konieczne w terapii. Niemniej jednak, jak już przyjdzie czas i decyzja o zakończeniu terapii, to też jest kwestią przerobienia i przetrawienia. Ja zakończyłam terapię po prawie trzech latach, gdzie przywiązanie do terapeutki było niesamowicie silne. Niemniej jednak, można przez to przejść bez ponownego rozpadania się. Przychodzi na to po prostu czas i gotowość.
Co do manipulacji. Tutaj uważaj, kogo wybierasz na terapeutę. Żaden terapeutka, który jest terapeutą, a nie naciągaczem, nie będzie próbował Tobą manipulować. Moja terapeutka jeszcze potrafiła mi powiedzieć, że zbyt długa terapia mi zaszkodzi i nie jest to jedyną metodą na rozwiązywanie problemów. Terapeuta ma Ci pomóc nauczyć się tego, co Ci pomoże w lepszym funkcjonowaniu, a później "puścić" w świat tak, żebyś już nie wróciła. I o to tak naprawdę w tym chodzi...
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do