ot

Hasiok.

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 12:36
NN4V napisał(a):Czytam. czasami, kiedy mi się zechce. Zazwyczaj jednak nie ma ani celu ani potrzeby.

Najpierw wypada przeczytać zanim się skomentuje.

NN4V napisał(a):Jajco - zastanów się.

Możliwość zaistnienia rodziny patchworkowej? To że dziecko się w takiej rodzinie zbuntuje? Niemożność wyciszenia tego buntu? Czy rozstanie z tego powodu? Jakoś wciąż są to rzeczy bardziej prawdopodobne niż ten twój meteoryt.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2147
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez iiwaa 02 wrz 2016, 12:42
Michellea napisał(a):
NN4V napisał(a):Czytam. czasami, kiedy mi się zechce. Zazwyczaj jednak nie ma ani celu ani potrzeby.

Najpierw wypada przeczytać zanim się skomentuje.

NN4V napisał(a):Jajco - zastanów się.

Możliwość zaistnienia rodziny patchworkowej? To że dziecko się w takiej rodzinie zbuntuje? Niemożność wyciszenia tego buntu? Czy rozstanie z tego powodu? Jakoś wciąż są to rzeczy bardziej prawdopodobne niż ten twój meteoryt.



Jak kobieta kocha, to nie odejdzie z powodu czyjegos buntu.
Moze odejsc ale tylko z powodu braku szacunku ze strony faceta.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1923
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 12:52
Wolałabym odejść od faceta, którego kocham niż zostać jeśli miałoby to w jakiś poważny sposób zaszkodzić mojemu dziecku.
W każdym razie sytuacja jest możliwa do zaistnienia? Jest. Czy jest prawdopodobne jej zaistnienie? Zależy od osoby. Dlatego napisałam o sobie, a nie generalizowałam. Ale jak ktoś już na wstępie zakłada, że nie będzie czytać ze zrozumieniem, to nie dziwne, że nie rozumie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2147
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez iiwaa 02 wrz 2016, 13:35
Michellea napisał(a):Wolałabym odejść od faceta, którego kocham niż zostać jeśli miałoby to w jakiś poważny sposób zaszkodzić mojemu dziecku.
W każdym razie sytuacja jest możliwa do zaistnienia? Jest. Czy jest prawdopodobne jej zaistnienie? Zależy od osoby. Dlatego napisałam o sobie, a nie generalizowałam. Ale jak ktoś już na wstępie zakłada, że nie będzie czytać ze zrozumieniem, to nie dziwne, że nie rozumie.


Oczywiście, że jest prawdopodobne, ale o prawdopodobieństwo to się kłóćcie z NN4V.

Rozważając hipotetyczną sytuację:

Zaszkodzić? W jaki sposób? Oczywiście zakładamy sytuację, że ten facet żadnej krzywdy dziecku nie robi i stara się zyskać sympatię, tylko dzieciak go po prostu nie lubi, bo mu przeszkadza, że nie ma matki tylko dla siebie, bo matka "śmie" spędzać swój wolny czas z kim innym i nie skacze już tylko koło niego, bo "śmie" wyjść bez niego i to dla dzieciaka nowa sytuacja.
Rozumiem, że jak dzieciaczek nie będzie lubił babci, dziadka, nowego rodzeństwa, Twojej przyjaciółki, pani w przedszkolu albo w szkole i będzie wszczynał bunt, to jako rodzic grzecznie położysz uszy po sobie?
Nie widzisz tego, że to widzi-mi-się dzieciaka?
Fajna "miłość", jak się zakłada, że się odejdzie, bez winy tej drugiej osoby. Współczuję mężczyźnie.
Najlepiej wywalić własnego MĘŻA na zbity pysk z domu, bo go dzieciak nie lubi i ma fochy. Matko. Na jakim świecie ja żyję.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1923
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 13:53
iiwaa napisał(a):Zaszkodzić? W jaki sposób? Oczywiście zakładamy sytuację, że ten facet żadnej krzywdy dziecku nie robi i stara się zyskać sympatię, tylko dzieciak go po prostu nie lubi, bo mu przeszkadza, że nie ma matki tylko dla siebie, bo matka "śmie" spędzać swój wolny czas z kim innym i nie skacze już tylko koło niego, bo "śmie" wyjść bez niego i to dla dzieciaka nowa sytuacja.

Ty zakładasz taką sytuację. Już pisałam, że nie chodzi mi o zwykły bunt, który opisałaś w pogrubionym fragmencie. I nie założyłam automatycznie, że facet jest aniołkiem, który nie popełnia błędów w komunikacji z dzieckiem. Niektórzy ludzie nie wiedzą jaką mają rolę pełnić dla tego nie swojego dziecka. Albo facet się uprze, że będzie temu dziecku rozkazywał jak ojciec. A dziecko go za ojca nie uznaje. I tak oboje się nakręcają przeciwko sobie, a próby mediacji nic nie dają. O taki przykład mi chodziło, a nie że dziecko tupnie nóżką, że facet mu się nie podoba, to ja go rzucę.

Rozumiem, że jak dzieciaczek nie będzie lubił babci, dziadka, nowego rodzeństwa, Twojej przyjaciółki, pani w przedszkolu albo w szkole i będzie wszczynał bunt, to jako rodzic grzecznie położysz uszy po sobie?

Wyjaśniłam wyżej, że nie o zwykły bunt mi chodzi.

Fajna "miłość", jak się zakłada, że się odejdzie, bez winy tej drugiej osoby. Współczuję mężczyźnie.

Nie bez winy, facet musiałby mieć jakiś udział w tym, że sytuacja jest zła.

Najlepiej wywalić własnego MĘŻA na zbity pysk z domu, bo go dzieciak nie lubi i ma fochy. Matko. Na jakim świecie ja żyję.

Właściwie to zakładałam, że nie jest to mój mąż. Nie wyszłabym za faceta wiedząc, że nie potrafi się dogadać z moim dzieckiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2147
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez iiwaa 02 wrz 2016, 14:02
Michellea napisał(a):
iiwaa napisał(a):Zaszkodzić? W jaki sposób? Oczywiście zakładamy sytuację, że ten facet żadnej krzywdy dziecku nie robi i stara się zyskać sympatię, tylko dzieciak go po prostu nie lubi, bo mu przeszkadza, że nie ma matki tylko dla siebie, bo matka "śmie" spędzać swój wolny czas z kim innym i nie skacze już tylko koło niego, bo "śmie" wyjść bez niego i to dla dzieciaka nowa sytuacja.

Ty zakładasz taką sytuację. Już pisałam, że nie chodzi mi o zwykły bunt, który opisałaś w pogrubionym fragmencie. I nie założyłam automatycznie, że facet jest aniołkiem, który nie popełnia błędów w komunikacji z dzieckiem. Niektórzy ludzie nie wiedzą jaką mają rolę pełnić dla tego nie swojego dziecka. Albo facet się uprze, że będzie temu dziecku rozkazywał jak ojciec. A dziecko go za ojca nie uznaje. I tak oboje się nakręcają przeciwko sobie, a próby mediacji nic nie dają. O taki przykład mi chodziło, a nie że dziecko tupnie nóżką, że facet mu się nie podoba, to ja go rzucę.

Rozumiem, że jak dzieciaczek nie będzie lubił babci, dziadka, nowego rodzeństwa, Twojej przyjaciółki, pani w przedszkolu albo w szkole i będzie wszczynał bunt, to jako rodzic grzecznie położysz uszy po sobie?

Wyjaśniłam wyżej, że nie o zwykły bunt mi chodzi.

Fajna "miłość", jak się zakłada, że się odejdzie, bez winy tej drugiej osoby. Współczuję mężczyźnie.

Nie bez winy, facet musiałby mieć jakiś udział w tym, że sytuacja jest zła.



Dobrze, to inaczej. Facet każe dziecku odrobić lekcje, iść spać albo siedzieć w swoim pokoju, bo mu odwala i żyć nie daje.
Ma do tego zresztą pełne prawo (i nie mówię o prawie jako zespole norm, tylko o społecznym postrzeganiu i zdrowym rozsądku).
No tragedia, bo dorosły mężczyzna nie da sobie wejść na głowę.

Rozkazywać temu dziecku będą wszyscy, nie tylko nowy mąż mamusi. Pani w szkole, pracodawca, policjant, urzędnik, szereg osób, bo życie polega na pewnym dostosowaniu się. Więc niech się lepiej przyzwyczai, że w życiu nie ma samych miłych sytuacji i że nie dziecko w domu rządzi.

Nie rozumiem kobiet. Ostatnia sytuacja: spotkałam znajomą, pytam co słychać, gada, gada, gada o przedszkolu (nie wiem co ma mnie to niby obchodzić, bo interesuje mnie przedszkolny ryk i cukierki na pasowanie nie bardziej niż szary papier w publicznej toalecie). Pytam potem: "a co tam u Tomka?" (jej męża). Znajoma: "a, nic takiego". To nic takiego - jak się potem okazało, bo dowiedziałam się od kolegi z wydziału - to to, że facet zdał ważny egzamin, został maklerem i pojechał na jakąś wyprawę survivalową w góry. Ale cóż, faktycznie nic. Kolorowe ruloniki z kilkoma cukierkami jej zdaniem winny mnie bardziej interesować. I w ogóle wszystkich.
Kark by sobie skręcił na tej wspinaczkowej wycieczce, a ona by pewnie myślała nie o nim, tylko o tym, że dziecko nie ma ojca.

Ostatnio się martwiłam, że nie mam kontaktu z mężem (bateria mu padła), a jedna osoba (nie zna nas za dobrze) zapytała mnie, czy ma dzieci z zajęć odebrać. No naprawdę, bo to jest dziwne, że ja się o męża jako o jego osobę martwię, a nie o to, co ma zrobić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1923
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

przez atic 02 wrz 2016, 14:08
Pytam potem: "a co tam u Tomka?" (jej męża). Znajoma: "a, nic takiego". To nic takiego - jak się potem okazało, bo dowiedziałam się od kolegi z wydziału - to to, że facet zdał ważny egzamin, został maklerem i pojechał na jakąś wyprawę survivalową w góry. Ale cóż, faktycznie nic. Kolorowe ruloniki z kilkoma cukierkami jej zdaniem winny mnie bardziej interesować.


pewnie nie chciała byś za bardzo interesowała się Tomkiem i angażowała w jego sprawy.
samice odpędzają inne samice od swoich samców.
atic
Offline

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez iiwaa 02 wrz 2016, 14:13
atic napisał(a):
Pytam potem: "a co tam u Tomka?" (jej męża). Znajoma: "a, nic takiego". To nic takiego - jak się potem okazało, bo dowiedziałam się od kolegi z wydziału - to to, że facet zdał ważny egzamin, został maklerem i pojechał na jakąś wyprawę survivalową w góry. Ale cóż, faktycznie nic. Kolorowe ruloniki z kilkoma cukierkami jej zdaniem winny mnie bardziej interesować.


pewnie nie chciała byś za bardzo interesowała się Tomkiem i angażowała w jego sprawy.
samice odpędzają inne samice od swoich samców.


Ależ mnie ten Tomek interesuje, ho ho!
Za młody, żadnych relacji nie mamy, nie jesteśmy nawet na "ty", nie widuję go.
Nie znam go nawet za dobrze, przez grzeczność zapytałam, bo robił u nas doktorat.
To normalne, że pracownicy wydziału czasem zapytają o byłych doktorantów.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1923
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 14:14
Zakładasz zupełnie inną sytuację niż ja. Rozkazuje, czyli nie słuchając dziecka, nie bacząc na jego potrzeby, ustawia je jak chce, nie licząc się nawet z moim zdaniem. Nie chodzi o to, że każe mu odrobić lekcje. Chodzi o to, że zamiast nawiązać kontakt, stworzyć przyjacielską relację, on ma swoją wizję, stawia się od razu w roli rodzica, ktorym nie jest i wydaje rozkazy, zrób to, zrób tamto, nawet hobby dziecku wybiera. I za cholerę nie stara się porozumieć z dzieckiem i nic go to dziecko nie obchodzi, jak się czuje, co u niego. Zero chęci stworzenia jakiejś pozytywnej relacji.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2147
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez iiwaa 02 wrz 2016, 14:23
Michellea napisał(a):Zakładasz zupełnie inną sytuację niż ja. Rozkazuje, czyli nie słuchając dziecka, nie bacząc na jego potrzeby, ustawia je jak chce, nie licząc się nawet z moim zdaniem. Nie chodzi o to, że każe mu odrobić lekcje. Chodzi o to, że zamiast nawiązać kontakt, stworzyć przyjacielską relację, on ma swoją wizję, stawia się od razu w roli rodzica, ktorym nie jest i wydaje rozkazy, zrób to, zrób tamto, nawet hobby dziecku wybiera. I za cholerę nie stara się porozumieć z dzieckiem i nic go to dziecko nie obchodzi, jak się czuje, co u niego. Zero chęci stworzenia jakiejś pozytywnej relacji.


I to jest problem, bo to małżonkowie powinni decydować, co się dzieje w domu i jak dziecko jest wychowywane - wspólnie.
Nie owo dziecko, zwłaszcza na etapie podstawówki. Wysłuchać można rozsądnego nastolatka.
Mój mąż wybierał liceum siostrzenicy (mieszkała wtedy z nami). Dość arbitralnie. Zapytał ją na początek, co sądzi o jakiej szkole, co by chciała w życiu i robić i podjął decyzję. Ciężko w tej szkole było, ale młoda nie żałuje.
Zobacz, a ani nie jest rodzicem, ani partnerem matki, jest jedynie bratem jej matki. A nie było żadnych problemów i buntów.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1923
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 14:37
Nie. Każdego dziecka można i należy wysłuchać. A potem podjąć decyzje stosowne do jego wieku, sytuacji itp. Jak np. pięciolatek mówi, że się czegoś boi, to nie należy tego ignorować, tylko znaleźć przyczynę problemu i działać.

Przecież to jasne, że 6-latek nie będzie wybierał sobie szkoły.

Powiem inaczej: Odeszlabym od faceta (jeszcze nie męża), który zamiast postarać się poznać moje dziecko, zrozumieć je i stać sie dla niego opiekunem, starszym przyjacielem, postanowiłby realizować swoje założenie, że jak jest ze mną w związku, to może robić z dzieciakiem co chce, może od razu postawić się w roli ojca (mimo że nim nie jest i nie został za niego uznany), a relację z dzieckiem będzie realizował nie na zasadzie opiekun-dziecko, tylko pan-smarkacz. Gdyby był wspaniały dla mnie, a zachowywał sie tak w stosunku do mojego dziecka, to bym odeszła. Możesz takiemu facetowi współczuć, ale ja bym się nie zastanawiała i odeszła. Nie byłoby mi żal despoty, który tak traktuje dziecko i nie zastanawia się jaka krzywdę mu to wyrządza. A że krzywdę psychiczną łatwo dzieciom wyrządzić to wiemy, pełno tu osób, których doświadczenie to potwierdza.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2147
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez iiwaa 02 wrz 2016, 14:53
Michellea napisał(a):Nie. Każdego dziecka można i należy wysłuchać. A potem podjąć decyzje stosowne do jego wieku, sytuacji itp. Jak np. pięciolatek mówi, że się czegoś boi, to nie należy tego ignorować, tylko znaleźć przyczynę problemu i działać.

Przecież to jasne, że 6-latek nie będzie wybierał sobie szkoły.

Powiem inaczej: Odeszlabym od faceta (jeszcze nie męża), który zamiast postarać się poznać moje dziecko, zrozumieć je i stać sie dla niego opiekunem, starszym przyjacielem, postanowiłby realizować swoje założenie, że jak jest ze mną w związku, to może robić z dzieciakiem co chce, może od razu postawić się w roli ojca (mimo że nim nie jest i nie został za niego uznany), a relację z dzieckiem będzie realizował nie na zasadzie opiekun-dziecko, tylko pan-smarkacz. Gdyby był wspaniały dla mnie, a zachowywał sie tak w stosunku do mojego dziecka, to bym odeszła. Możesz takiemu facetowi współczuć, ale ja bym się nie zastanawiała i odeszła. Nie byłoby mi żal despoty, który tak traktuje dziecko i nie zastanawia się jaka krzywdę mu to wyrządza. A że krzywdę psychiczną łatwo dzieciom wyrządzić to wiemy, pełno tu osób, których doświadczenie to potwierdza.



Tu mowa o 16-latce była. Mój mąż despota, wybrał arbitralnie 16-latce liceum :lol:
Ale jako opiekun, bo sąd opiekuńczy ustanowił opiekę :lol:

Przesadzasz. Dziecku nie można pozwolić włazić sobie na głowę ani być z nim cały czas, 24 godziny na dobę, bo tak sobie życzy.
Krzywdę psychiczną wyrządziło tu raczej wielu osobom znęcanie, bicie, poniżanie, alkoholizm, a nie jasny system zakazów i nakazów.
Facet w takiej sytuacji (jeśli to nie jest jego dziecko i nie sprawuje nad nim jakiejkolwiek władzy) powinien słuchać CIEBIE, niekoniecznie dziecka.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1923
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 15:18
Przeciez ja nie mówiłam o Twoim mężu ani Twojej siostrzenicy :shock:

Eh... Nie przesadzam. Nie można pozwolić włazić sobie na głowę, ale to nie to samo co budowanie relacji WYŁĄCZNIE na rozkazach. Dziecko potrzebuje jasno ustalonych granic, ale trzeba miec z nim jakiś kontakt i porozumienie, a nie zakładać, ze ja smarkaczowi pokażę jego miejsce.

I tak powinien słuchać mnie. A dziecka wysłuchać. Przeciez nie spełniać każdy jego kaprys.

Cały czas staram sie wytłumaczyć, że nie chodzi mi o spełnianie kaprysów dziecka i że NIE rzuciłabym faceta tylko z powodu dziecięcego kaprysu.

Myślę, że odnosisz do tej sytuacji to jak Ty i Twój mąż wychowywaliście siostrzenice. A ja nie mowie o jasnym systemie zakazów i nakazów. Nich przykładem będzie już wysyłanie dzieci na tysiące zajęć, które dziecka nie interesują, przez które dziecko nie wyrabia, bo tak sobie rodzice wymyślili (juz abstrahując od sytuacji w której jedno z partnerów nie jest rodzicem). To jest nie zważanie na potrzeby dziecka i jest to szkodliwe. Nie trzeba dziecka bić czy poniżać, żeby mu szkodzić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2147
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez iiwaa 02 wrz 2016, 15:46
Michellea napisał(a):Przeciez ja nie mówiłam o Twoim mężu ani Twojej siostrzenicy :shock:

Eh... Nie przesadzam. Nie można pozwolić włazić sobie na głowę, ale to nie to samo co budowanie relacji WYŁĄCZNIE na rozkazach. Dziecko potrzebuje jasno ustalonych granic, ale trzeba miec z nim jakiś kontakt i porozumienie, a nie zakładać, ze ja smarkaczowi pokażę jego miejsce.

I tak powinien słuchać mnie. A dziecka wysłuchać. Przeciez nie spełniać każdy jego kaprys.

Cały czas staram sie wytłumaczyć, że nie chodzi mi o spełnianie kaprysów dziecka i że NIE rzuciłabym faceta tylko z powodu dziecięcego kaprysu.

Myślę, że odnosisz do tej sytuacji to jak Ty i Twój mąż wychowywaliście siostrzenice. A ja nie mowie o jasnym systemie zakazów i nakazów. Nich przykładem będzie już wysyłanie dzieci na tysiące zajęć, które dziecka nie interesują, przez które dziecko nie wyrabia, bo tak sobie rodzice wymyślili (juz abstrahując od sytuacji w której jedno z partnerów nie jest rodzicem). To jest nie zważanie na potrzeby dziecka i jest to szkodliwe. Nie trzeba dziecka bić czy poniżać, żeby mu szkodzić.


Nie, ja się trochę śmieję, bo jej nie trzeba było wychowywać, bo "stara" już była, jak u nas zamieszkała.
Ja ją traktowałam zawsze jak młodszą przyjaciółkę, z mężem spędzała niewiele czasu. Zakazów nie miała, nakazów też nie. Miała się tylko uczyć i nie bałaganić.

Ale co do zajęć - ona właśnie poszła do szkoły, w której się nie wyrabiała. Uczyła się w sumie tyle, ile ja uczyłam się na studiach - albo nawet więcej - uczyła się całe 10 miesięcy tak, jak ja uczyłam się przed sesją. No, i na studiach miałam zdecydowanie mniej zajęć do "odsiedzenia" i mogłam się chociaż wyspać i mieć czas dla siebie. Ona w liceum tego nie miała. No nie wyrabiała się, ale przeżyła.
Bez przesady z tym niewyrabianiem. Ja też nie wyrabiam czasem w pracy, studenci nie wyrabiają na uczelni, bo wymagania są duże (np. 800 stron na egzamin ma być opanowane bardzo szczegółowo). Aplikanci teraz nie wyrabiają, bo siedzą i ryją i nie śpią. Maturzyści nie wyrabiają przed maturą, doktoranci na przewodzie też nie wyrabiają. Dzisiaj prawie nie spałam, bo musiałam z samego rana "się żalić". No i co, wszyscy jakoś żyją - i maturzyści, i studenci, i pracownicy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1923
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do