ot

Hasiok.

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

przez iiwaa 02 wrz 2016, 14:02
Michellea napisał(a):
iiwaa napisał(a):Zaszkodzić? W jaki sposób? Oczywiście zakładamy sytuację, że ten facet żadnej krzywdy dziecku nie robi i stara się zyskać sympatię, tylko dzieciak go po prostu nie lubi, bo mu przeszkadza, że nie ma matki tylko dla siebie, bo matka "śmie" spędzać swój wolny czas z kim innym i nie skacze już tylko koło niego, bo "śmie" wyjść bez niego i to dla dzieciaka nowa sytuacja.

Ty zakładasz taką sytuację. Już pisałam, że nie chodzi mi o zwykły bunt, który opisałaś w pogrubionym fragmencie. I nie założyłam automatycznie, że facet jest aniołkiem, który nie popełnia błędów w komunikacji z dzieckiem. Niektórzy ludzie nie wiedzą jaką mają rolę pełnić dla tego nie swojego dziecka. Albo facet się uprze, że będzie temu dziecku rozkazywał jak ojciec. A dziecko go za ojca nie uznaje. I tak oboje się nakręcają przeciwko sobie, a próby mediacji nic nie dają. O taki przykład mi chodziło, a nie że dziecko tupnie nóżką, że facet mu się nie podoba, to ja go rzucę.

Rozumiem, że jak dzieciaczek nie będzie lubił babci, dziadka, nowego rodzeństwa, Twojej przyjaciółki, pani w przedszkolu albo w szkole i będzie wszczynał bunt, to jako rodzic grzecznie położysz uszy po sobie?

Wyjaśniłam wyżej, że nie o zwykły bunt mi chodzi.

Fajna "miłość", jak się zakłada, że się odejdzie, bez winy tej drugiej osoby. Współczuję mężczyźnie.

Nie bez winy, facet musiałby mieć jakiś udział w tym, że sytuacja jest zła.



Dobrze, to inaczej. Facet każe dziecku odrobić lekcje, iść spać albo siedzieć w swoim pokoju, bo mu odwala i żyć nie daje.
Ma do tego zresztą pełne prawo (i nie mówię o prawie jako zespole norm, tylko o społecznym postrzeganiu i zdrowym rozsądku).
No tragedia, bo dorosły mężczyzna nie da sobie wejść na głowę.

Rozkazywać temu dziecku będą wszyscy, nie tylko nowy mąż mamusi. Pani w szkole, pracodawca, policjant, urzędnik, szereg osób, bo życie polega na pewnym dostosowaniu się. Więc niech się lepiej przyzwyczai, że w życiu nie ma samych miłych sytuacji i że nie dziecko w domu rządzi.

Nie rozumiem kobiet. Ostatnia sytuacja: spotkałam znajomą, pytam co słychać, gada, gada, gada o przedszkolu (nie wiem co ma mnie to niby obchodzić, bo interesuje mnie przedszkolny ryk i cukierki na pasowanie nie bardziej niż szary papier w publicznej toalecie). Pytam potem: "a co tam u Tomka?" (jej męża). Znajoma: "a, nic takiego". To nic takiego - jak się potem okazało, bo dowiedziałam się od kolegi z wydziału - to to, że facet zdał ważny egzamin, został maklerem i pojechał na jakąś wyprawę survivalową w góry. Ale cóż, faktycznie nic. Kolorowe ruloniki z kilkoma cukierkami jej zdaniem winny mnie bardziej interesować. I w ogóle wszystkich.
Kark by sobie skręcił na tej wspinaczkowej wycieczce, a ona by pewnie myślała nie o nim, tylko o tym, że dziecko nie ma ojca.

Ostatnio się martwiłam, że nie mam kontaktu z mężem (bateria mu padła), a jedna osoba (nie zna nas za dobrze) zapytała mnie, czy ma dzieci z zajęć odebrać. No naprawdę, bo to jest dziwne, że ja się o męża jako o jego osobę martwię, a nie o to, co ma zrobić.
iiwaa
Offline

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

przez atic 02 wrz 2016, 14:08
Pytam potem: "a co tam u Tomka?" (jej męża). Znajoma: "a, nic takiego". To nic takiego - jak się potem okazało, bo dowiedziałam się od kolegi z wydziału - to to, że facet zdał ważny egzamin, został maklerem i pojechał na jakąś wyprawę survivalową w góry. Ale cóż, faktycznie nic. Kolorowe ruloniki z kilkoma cukierkami jej zdaniem winny mnie bardziej interesować.


pewnie nie chciała byś za bardzo interesowała się Tomkiem i angażowała w jego sprawy.
samice odpędzają inne samice od swoich samców.
atic
Offline

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

przez iiwaa 02 wrz 2016, 14:13
atic napisał(a):
Pytam potem: "a co tam u Tomka?" (jej męża). Znajoma: "a, nic takiego". To nic takiego - jak się potem okazało, bo dowiedziałam się od kolegi z wydziału - to to, że facet zdał ważny egzamin, został maklerem i pojechał na jakąś wyprawę survivalową w góry. Ale cóż, faktycznie nic. Kolorowe ruloniki z kilkoma cukierkami jej zdaniem winny mnie bardziej interesować.


pewnie nie chciała byś za bardzo interesowała się Tomkiem i angażowała w jego sprawy.
samice odpędzają inne samice od swoich samców.


Ależ mnie ten Tomek interesuje, ho ho!
Za młody, żadnych relacji nie mamy, nie jesteśmy nawet na "ty", nie widuję go.
Nie znam go nawet za dobrze, przez grzeczność zapytałam, bo robił u nas doktorat.
To normalne, że pracownicy wydziału czasem zapytają o byłych doktorantów.
iiwaa
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 14:14
Zakładasz zupełnie inną sytuację niż ja. Rozkazuje, czyli nie słuchając dziecka, nie bacząc na jego potrzeby, ustawia je jak chce, nie licząc się nawet z moim zdaniem. Nie chodzi o to, że każe mu odrobić lekcje. Chodzi o to, że zamiast nawiązać kontakt, stworzyć przyjacielską relację, on ma swoją wizję, stawia się od razu w roli rodzica, ktorym nie jest i wydaje rozkazy, zrób to, zrób tamto, nawet hobby dziecku wybiera. I za cholerę nie stara się porozumieć z dzieckiem i nic go to dziecko nie obchodzi, jak się czuje, co u niego. Zero chęci stworzenia jakiejś pozytywnej relacji.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2583
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

przez iiwaa 02 wrz 2016, 14:23
Michellea napisał(a):Zakładasz zupełnie inną sytuację niż ja. Rozkazuje, czyli nie słuchając dziecka, nie bacząc na jego potrzeby, ustawia je jak chce, nie licząc się nawet z moim zdaniem. Nie chodzi o to, że każe mu odrobić lekcje. Chodzi o to, że zamiast nawiązać kontakt, stworzyć przyjacielską relację, on ma swoją wizję, stawia się od razu w roli rodzica, ktorym nie jest i wydaje rozkazy, zrób to, zrób tamto, nawet hobby dziecku wybiera. I za cholerę nie stara się porozumieć z dzieckiem i nic go to dziecko nie obchodzi, jak się czuje, co u niego. Zero chęci stworzenia jakiejś pozytywnej relacji.


I to jest problem, bo to małżonkowie powinni decydować, co się dzieje w domu i jak dziecko jest wychowywane - wspólnie.
Nie owo dziecko, zwłaszcza na etapie podstawówki. Wysłuchać można rozsądnego nastolatka.
Mój mąż wybierał liceum siostrzenicy (mieszkała wtedy z nami). Dość arbitralnie. Zapytał ją na początek, co sądzi o jakiej szkole, co by chciała w życiu i robić i podjął decyzję. Ciężko w tej szkole było, ale młoda nie żałuje.
Zobacz, a ani nie jest rodzicem, ani partnerem matki, jest jedynie bratem jej matki. A nie było żadnych problemów i buntów.
iiwaa
Offline

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 14:37
Nie. Każdego dziecka można i należy wysłuchać. A potem podjąć decyzje stosowne do jego wieku, sytuacji itp. Jak np. pięciolatek mówi, że się czegoś boi, to nie należy tego ignorować, tylko znaleźć przyczynę problemu i działać.

Przecież to jasne, że 6-latek nie będzie wybierał sobie szkoły.

Powiem inaczej: Odeszlabym od faceta (jeszcze nie męża), który zamiast postarać się poznać moje dziecko, zrozumieć je i stać sie dla niego opiekunem, starszym przyjacielem, postanowiłby realizować swoje założenie, że jak jest ze mną w związku, to może robić z dzieciakiem co chce, może od razu postawić się w roli ojca (mimo że nim nie jest i nie został za niego uznany), a relację z dzieckiem będzie realizował nie na zasadzie opiekun-dziecko, tylko pan-smarkacz. Gdyby był wspaniały dla mnie, a zachowywał sie tak w stosunku do mojego dziecka, to bym odeszła. Możesz takiemu facetowi współczuć, ale ja bym się nie zastanawiała i odeszła. Nie byłoby mi żal despoty, który tak traktuje dziecko i nie zastanawia się jaka krzywdę mu to wyrządza. A że krzywdę psychiczną łatwo dzieciom wyrządzić to wiemy, pełno tu osób, których doświadczenie to potwierdza.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2583
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

przez iiwaa 02 wrz 2016, 14:53
Michellea napisał(a):Nie. Każdego dziecka można i należy wysłuchać. A potem podjąć decyzje stosowne do jego wieku, sytuacji itp. Jak np. pięciolatek mówi, że się czegoś boi, to nie należy tego ignorować, tylko znaleźć przyczynę problemu i działać.

Przecież to jasne, że 6-latek nie będzie wybierał sobie szkoły.

Powiem inaczej: Odeszlabym od faceta (jeszcze nie męża), który zamiast postarać się poznać moje dziecko, zrozumieć je i stać sie dla niego opiekunem, starszym przyjacielem, postanowiłby realizować swoje założenie, że jak jest ze mną w związku, to może robić z dzieciakiem co chce, może od razu postawić się w roli ojca (mimo że nim nie jest i nie został za niego uznany), a relację z dzieckiem będzie realizował nie na zasadzie opiekun-dziecko, tylko pan-smarkacz. Gdyby był wspaniały dla mnie, a zachowywał sie tak w stosunku do mojego dziecka, to bym odeszła. Możesz takiemu facetowi współczuć, ale ja bym się nie zastanawiała i odeszła. Nie byłoby mi żal despoty, który tak traktuje dziecko i nie zastanawia się jaka krzywdę mu to wyrządza. A że krzywdę psychiczną łatwo dzieciom wyrządzić to wiemy, pełno tu osób, których doświadczenie to potwierdza.



Tu mowa o 16-latce była. Mój mąż despota, wybrał arbitralnie 16-latce liceum :lol:
Ale jako opiekun, bo sąd opiekuńczy ustanowił opiekę :lol:

Przesadzasz. Dziecku nie można pozwolić włazić sobie na głowę ani być z nim cały czas, 24 godziny na dobę, bo tak sobie życzy.
Krzywdę psychiczną wyrządziło tu raczej wielu osobom znęcanie, bicie, poniżanie, alkoholizm, a nie jasny system zakazów i nakazów.
Facet w takiej sytuacji (jeśli to nie jest jego dziecko i nie sprawuje nad nim jakiejkolwiek władzy) powinien słuchać CIEBIE, niekoniecznie dziecka.
iiwaa
Offline

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 15:18
Przeciez ja nie mówiłam o Twoim mężu ani Twojej siostrzenicy :shock:

Eh... Nie przesadzam. Nie można pozwolić włazić sobie na głowę, ale to nie to samo co budowanie relacji WYŁĄCZNIE na rozkazach. Dziecko potrzebuje jasno ustalonych granic, ale trzeba miec z nim jakiś kontakt i porozumienie, a nie zakładać, ze ja smarkaczowi pokażę jego miejsce.

I tak powinien słuchać mnie. A dziecka wysłuchać. Przeciez nie spełniać każdy jego kaprys.

Cały czas staram sie wytłumaczyć, że nie chodzi mi o spełnianie kaprysów dziecka i że NIE rzuciłabym faceta tylko z powodu dziecięcego kaprysu.

Myślę, że odnosisz do tej sytuacji to jak Ty i Twój mąż wychowywaliście siostrzenice. A ja nie mowie o jasnym systemie zakazów i nakazów. Nich przykładem będzie już wysyłanie dzieci na tysiące zajęć, które dziecka nie interesują, przez które dziecko nie wyrabia, bo tak sobie rodzice wymyślili (juz abstrahując od sytuacji w której jedno z partnerów nie jest rodzicem). To jest nie zważanie na potrzeby dziecka i jest to szkodliwe. Nie trzeba dziecka bić czy poniżać, żeby mu szkodzić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2583
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

przez iiwaa 02 wrz 2016, 15:46
Michellea napisał(a):Przeciez ja nie mówiłam o Twoim mężu ani Twojej siostrzenicy :shock:

Eh... Nie przesadzam. Nie można pozwolić włazić sobie na głowę, ale to nie to samo co budowanie relacji WYŁĄCZNIE na rozkazach. Dziecko potrzebuje jasno ustalonych granic, ale trzeba miec z nim jakiś kontakt i porozumienie, a nie zakładać, ze ja smarkaczowi pokażę jego miejsce.

I tak powinien słuchać mnie. A dziecka wysłuchać. Przeciez nie spełniać każdy jego kaprys.

Cały czas staram sie wytłumaczyć, że nie chodzi mi o spełnianie kaprysów dziecka i że NIE rzuciłabym faceta tylko z powodu dziecięcego kaprysu.

Myślę, że odnosisz do tej sytuacji to jak Ty i Twój mąż wychowywaliście siostrzenice. A ja nie mowie o jasnym systemie zakazów i nakazów. Nich przykładem będzie już wysyłanie dzieci na tysiące zajęć, które dziecka nie interesują, przez które dziecko nie wyrabia, bo tak sobie rodzice wymyślili (juz abstrahując od sytuacji w której jedno z partnerów nie jest rodzicem). To jest nie zważanie na potrzeby dziecka i jest to szkodliwe. Nie trzeba dziecka bić czy poniżać, żeby mu szkodzić.


Nie, ja się trochę śmieję, bo jej nie trzeba było wychowywać, bo "stara" już była, jak u nas zamieszkała.
Ja ją traktowałam zawsze jak młodszą przyjaciółkę, z mężem spędzała niewiele czasu. Zakazów nie miała, nakazów też nie. Miała się tylko uczyć i nie bałaganić.

Ale co do zajęć - ona właśnie poszła do szkoły, w której się nie wyrabiała. Uczyła się w sumie tyle, ile ja uczyłam się na studiach - albo nawet więcej - uczyła się całe 10 miesięcy tak, jak ja uczyłam się przed sesją. No, i na studiach miałam zdecydowanie mniej zajęć do "odsiedzenia" i mogłam się chociaż wyspać i mieć czas dla siebie. Ona w liceum tego nie miała. No nie wyrabiała się, ale przeżyła.
Bez przesady z tym niewyrabianiem. Ja też nie wyrabiam czasem w pracy, studenci nie wyrabiają na uczelni, bo wymagania są duże (np. 800 stron na egzamin ma być opanowane bardzo szczegółowo). Aplikanci teraz nie wyrabiają, bo siedzą i ryją i nie śpią. Maturzyści nie wyrabiają przed maturą, doktoranci na przewodzie też nie wyrabiają. Dzisiaj prawie nie spałam, bo musiałam z samego rana "się żalić". No i co, wszyscy jakoś żyją - i maturzyści, i studenci, i pracownicy.
iiwaa
Offline

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez Michellea 02 wrz 2016, 15:59
Stres i przemęczenie źle na nas wpływają, ciągle się o tym mówi. A potem ludzie kończą na tym forum i dziwią się, bo zawsze byli "normalni", pełni życia, robili wszystko, zapier... w robocie, a nagle teraz nie mają siły wstać z łóżka, a jak wyjdą z domu, to się trzęsą. I pewnie to jakaś poważna choroba, bo przecież od tak im sie nie mogło stać.
Też wielokrotnie nie wyrabiałam i żyję. A czy dało mi to satysfakcję? Sukcesy okupione nieprzespanymi nocami, brakiem chwili na odpoczynek i dużym stresem jakoś mnie nie cieszą, raczej je odchorowuję.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2583
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Relacja z Bogiem - wg nauczania KrK

Avatar użytkownika
przez neon 02 wrz 2016, 16:00
Jeżeli narysuje 10 strzałek, z których każda prowadziła bedzie do innego celu i dam do wybrania jedna z nich dla referen, to czy ona ma wolną wole, czy wybór został jej narzucony? Bo własnie w taki sposób działa umysł. tylko on działa głównie na zasadzie nie/tak czyli zero jedynkowo. kiedys był taki raper który spiewał " + i - to jedyne co widze".
bóg dał, bóg zabrał.
Avatar użytkownika
Offline
I Mister Forum
Posty
7078
Dołączył(a)
18 lis 2013, 12:05

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

przez iiwaa 02 wrz 2016, 16:13
Michellea napisał(a):Stres i przemęczenie źle na nas wpływają, ciągle się o tym mówi. A potem ludzie kończą na tym forum i dziwią się, bo zawsze byli "normalni", pełni życia, robili wszystko, zapier... w robocie, a nagle teraz nie mają siły wstać z łóżka, a jak wyjdą z domu, to się trzęsą. I pewnie to jakaś poważna choroba, bo przecież od tak im sie nie mogło stać.
Też wielokrotnie nie wyrabiałam i żyję. A czy dało mi to satysfakcję? Sukcesy okupione nieprzespanymi nocami, brakiem chwili na odpoczynek i dużym stresem jakoś mnie nie cieszą, raczej je odchorowuję.

Mnie tam daja satysfakcje wlasnie te rzeczy, ktore wymagaly wiecej praxy i wyrzeczen.
Cos, co przychodzi latwo, jest zwykle malo warte.
Wystarczy porownac nawet i studia. Medycyna a "moda" w "wyzszej szkole kroju i szycia" (to ironia oczywiscie). Ale nawet zestawiajac medycyne i kulturoznawstwo czy prawo i politologie. Dobrze wiem, jakie sa statystyki co do zdawalnosci egzaminow i poziomu trudnosci.
iiwaa
Offline

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

Avatar użytkownika
przez mirunia 02 wrz 2016, 16:28
Dziecko to mały człowiek, który chłonie wszystko jak gąbka.
Jemu również należy się szacunek, który należy okazywać poprzez rozmowę, wskazówki, wysłuchanie jego, zainteresowanie się nim.
Dziecka nie wychowuje się na zasadzie zakazów i nakazów (rodzina to nie koszary wojskowe), ale na zasadzie nauki życia poprzez cierpliwe tłumaczenie mu, wspólne rozmowy, zabawy edukacyjne i przede wszystkim okazanie poczucia bezpieczeństwa, zaufania i miłości.
Dziecko nie powinno bać się rodziców – to oni są jego największymi przyjaciółmi.
Jeżeli dziecku okazuje się zainteresowanie i szacunek – ono odwzajemni się tym samym.

To taki sam człowiek jak my dorośli – tylko, że mały i niedoświadczony, ale potrzeby ma podobne, stosowne do jego wieku.
Życie to dobry nauczyciel, ale trochę dużo bierze za lekcje...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4725
Dołączył(a)
12 wrz 2013, 15:43

Żona ignoruje meza. Wierzy córce

przez iiwaa 02 wrz 2016, 16:50
mirunia napisał(a):Dziecko to mały człowiek, który chłonie wszystko jak gąbka.
Jemu również należy się szacunek, który należy okazywać poprzez rozmowę, wskazówki, wysłuchanie jego, zainteresowanie się nim.
Dziecka nie wychowuje się na zasadzie zakazów i nakazów (rodzina to nie koszary wojskowe), ale na zasadzie nauki życia poprzez cierpliwe tłumaczenie mu, wspólne rozmowy, zabawy edukacyjne i przede wszystkim okazanie poczucia bezpieczeństwa, zaufania i miłości.
Dziecko nie powinno bać się rodziców – to oni są jego największymi przyjaciółmi.
Jeżeli dziecku okazuje się zainteresowanie i szacunek – ono odwzajemni się tym samym.

To taki sam człowiek jak my dorośli – tylko, że mały i niedoświadczony, ale potrzeby ma podobne, stosowne do jego wieku.


Zakazy i nakazy - może nie tak jasno wyrażone, ale jednak - mają również mąż i żona, a nawet chłopak i dziewczyna. To się nazywa zobowiązaniami wobec siebie i poszanowanie partnera. Mój mąż ma "zakaz" palenia, ja też. Bo żadne nie pali i nie znieślibyśmy tego zapachu w domu.
Mamy "nakaz" informowania się, kiedy coś komuś wypadnie i wróci później niż zwykle.
Albo "nakaz" nierobienia syfu
Takie zwykłe, codzienne rzeczy, kojarzone z szacunkiem i zaufaniem.
Dziecko do takich rzeczy również powinno się stosować, ale że do niego to nie dochodzi, to potrzebne są właśnie zakazy i nakazy.
Przy partnerze ich wyraźne egzekwowanie jest zbędne, bo dla nas dorosłych to logiczne, że domu się nie dewastuje, na psie nie siada, kota nie targa za ogon i uszy, jedzeniem nie rzuca, naczynia odkłada do zmywarki, po ścianach nie maże a laptopa nie bije pięściami. Jeśli nam coś się przydarzy - ponosimy naturalne konsekwencje tego (przykład: zalałam laptopa, to muszę kupić nowy i wydać sporo pieniędzy na odzyskanie plików, albo nawet pogodzić się z ich wiecznym nieodzyskaniem i zmarnowaniem pracy). Dziecko - rzecz jasna - takich konsekwencji nie ponosi - wiec rolą rodziców jest ich wyciągnięcie. Konsekwentne wyciągnięcie.

Problemem jest to, kiedy kobieta zapomina o tym, że ma męża, a nie tylko dziecko. Na to aż żal patrzeć.
Potem sobie "przypomina", jak to dziecko powoli zaczyna wylatywać z gniazda - idzie do szkoły, ma swoich kolegów i (tak!!!) już jej tak nie potrzebuje. Potrzebuje matki coraz mniej, coraz mniej, w końcu to ona bardziej potrzebuje tego dziecka niż ono samo, bo ono samo z dala od mamusi radzi sobie świetnie! Wyjeżdża na studia, gdzie ma kolegów, swoją miłość, a do domu zajeżdża raz na pół roku - bo daleko, bo bilet kosztuje (taaa, kosztuje, dobrze wiem, na co studenci wydają pieniądze - nie oszukujmy się, wolą iść na imprezę niż jechać do domu). A ona siedzi i tęskni. Zwłaszcza wtedy, jak rzuciła (głupia) pracę, znajomych, tylko zamknęła się w domu.
I nagle przypomina sobie, że ma męża. Ja (ja osobiście, bo pamiętliwa jestem) na miejscu tego męża właśnie wtedy okazywałabym tej kobiecie takie samo zainteresowanie, jak ona jemu przez parę ładnych lat.
Nie oszukujmy się - ojcowie nie są zwykle zapatrzeni w dzieci zaraz po ich narodzeniu - bo mężczyzna potrzebuje budowania więzi. Kilku kolegów zresztą to kiedyś przy mnie powiedziało (faceci w moim wieku) - więź odczuli dopiero, jak mogli robić coś wspólnie Z dzieckiem, a nie WOKÓŁ dziecka.

Jeżeli partnerowi okazuje się zainteresowanie i szacunek - partner odwzajemni się tym samym.
Partnerzy powinni ze sobą rozmawiać, i nie tylko o tym dziecku, ale też o sobie samych i o sobie wzajemnie.
Zwykle cierpią na tym mężczyźni.

Hipotetyczna sytuacja (odnośnie tłumaczenia) - nie popieram bicia, ale gdyby dzieciak regularnie masakrował mi kota, to nie bawiłabym się w tłumaczenie. Przylałabym i tyle, bo nie dałabym zwierzęcia męczyć.
Co (na szczęście!) ciekawe, wiele matek podziela akurat tę opinię.

Na szczęście (jeszcze) większość rodziców/dziadków nie widzi niczego złego w daniu klapsa i odesłaniu do pokoju z nakazem siedzenia cicho.
Niepokojący jest tylko ten głupi trend: opiekunka nie, korepetytorka nie, klaps nie, masz być cały czas dla dziecka, w ogóle nie masz prawa już być samodzielną jednostką.
iiwaa
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do