NERWICA NETRĘCTW NICZYM OPĘTANIE

Hasiok.

NERWICA NETRĘCTW NICZYM OPĘTANIE

przez pieta3 04 lis 2013, 08:31
Choruję od dzieciństwa .
Najpierw objawiało się to niewinnie; ustawianiem ludzików, samochodzików, sprawdzaniem gazu, sprawdzaniem czy drzwi są zamknięte, ustawianiem ciapów, ustawianiem szczoteczki do zębów, odkręcaniem i dokręcaniem długopisu, itp oczywiście po wielokroć.

Innym elementem było powtarzanie pewnych wyrazów czy zdań aż do wyimaginowanej perfekcji, w myślach albo na głos.

Z biegiem lat choroba ewoluowała i się pogłębiała. Obsesje ruchowe zaczynały przechodzić w myśli, przez całą dobę a najbardziej natężone przed spaniem. Były to informacje zasłyszana w trakcie dnia, rozmowy, teksty piosenek, powiedzenia, informacje nabyte w szkole, natłok różnych myśli które musiałem przetworzyć tak żeby mnie to zadowalało oczywiście natręctwa ruchowe nie ustawały tylko zeszły na dalszy plan.
Innym problemem było odtwarzanie (wizualizowanie pewnych obrazów w głowie np. aktorów i różnych twarzy ludzi którzy w danej chwili przyszli mi do głowy)
Zawsze choroba dotykała rzeczy na których mi zależało.

Pod koniec szkoły podstawowej nastąpił moment przełomowy
Choroba zaczęła atakować moje mocne strony( to w czym byłem dobry, na czym mi zależało: wiedza , poglądy, informacje nabyte w szkole).
Obsesje ruchowe zaczynały schodzić na dalszy plan a większym
problemem stawały się myśli. Jeśli byłem np dobry z angielskiego to choroba to
atakowała na zasadzie całkowitej odwrotności i zamazywała wiedzę na jakiś czas,
nie miałem do niej dostępu albo utrudniony i nigdy po iluś godzinach, dniach nie
powracało to do pierwotnego stanu rzeczy, musiałem ta wiedzę odświeżać poprzez ponowne jej przyswojenie.Było to horrorem i zniechęcało mnie do czegokolwiek, zabijało moje walory,aspiracje, potencjał. Oczywiście cały czas atakowały mnie myśli typu( muszę powtórzyć coś ileś razy aż do wyimaginowanej perfekcji, natłok myśli, które musiałem przetworzyć, bo inaczej zaczynałem się fizycznie czuć fatalnie,(niesamowity ból głowy(karku) nie do z walczenia przez leki, odruchy wymiotne, krztuszenie się, drżenie rak, pieczenie w gardle.

Choroba atakowała nawet takie aspekty jak mój wygląd, czy formę fizyczną
Kiedy zacząłem chodzić na siłownię na początku ogólniaka i uzyskiwać lepsze wyniki w pewnych ćwiczeniach czy lepszą muskulaturę ciała było to atakowane tak jak wiedza, na zasadzie odwrotności. Myśli były tak silne że zaczynały mnie bolec mięśnie z którymi były one związane cierpnąć poszczególne partie ciała, zaczynałem tracić siłę co przekładało się na moje wyniki na siłowni(np nie mogłem zrobić tylu powtórzeń danym ciężarem co wcześniej tylko powiedzmy jedno czy dwa.

Innym elementem był urojony wpływ niektórych rzeczy takich jak telefony komórkowe, kable, gniazdka, przedmioty skierowane czubkiem w moją stronę na moje myślenie. W sytuacji gdy ktoś rozmawiając skierował tel. kom. w moja stronę urajałem sobie że fale mogą wpływać na moje procesy myślowe i tak się działo. Wszystkie moje walory malały nie potrafiłem wydusić z siebie słowa i sformułować zdania tak jak przedtem, podobnie było z wyimaginowanym wpływem gniazdek elektrycznych,( nie mogłem leżeć blisko nich bo zachodził mechanizm taki jak powyżej), czy kabli przez które płynął prąd

Zacząłem się leczyć na początku 4tej klasy liceum, o dużo za późno i to był błąd(kiedy jedyną alternatywą było samobójstwo. Początkowo leki zaczęły działać pozytywnie przez
ok 1sze pół roku leczenia( ale wciąż było do dupy z tym że znośnie) Zdałem
maturę dostałem się na studia itd. Z biegiem lat choroba zmieniała swoje oblicze,
jedne problemy przeradzały się w inne gorsze, leki nie pomagały.
dostawałem inne, które albo nie działały w ogóle albo pogarszały sytuację.
Całe studia były droga przez mękę, objawy zaczęły wracać, przeradzać się w gorsze o większym natężeniu.
Nieraz jedna stronę książki czytałem godzinę. Wiedza którą przyswoiłem przed egzaminem potrafiła rozmyć się w jednej chwili na zasadzie całkowitej odwrotności jak opisałem powyżej.
Początkowo powiedzmy umiałem na piątkę a finalnie zdawałem ledwo co na 3jkę

W połowie studiów oblałem semestr i przeniosłem się na studia zaoczne i jakoś dopchałem je do końca .
Studia kosztowały mnie o wiele więcej wysiłku energii, nerwów i poświeceń niż gdybym nie był chory. Można powiedzieć że studia były heroiczna walką. W międzyczasie różni lekarze
przetestowali na mnie ok 30 różnych substancji( leków). Jedne działały albo
negatywnie albo w ogóle, po drugich czułem same objawy niepożądane.

Na dzień dzisiejszy choroba wygląda tak( składa się z 4 różnych elementów).

Pierwszy element – Napięcie – ogromne rozpieranie w całym organizmie (nieraz wiję się na łóżku tak jakbym miał eksplodować. Napięcie jest najsilniejsze rano i jak coś zjem. Sam się zastanawiam jak ja je wytrzymuje. Piję co jest pod ręką hydroxizinę, melissę, krople nasercowe, szyszki chmielowe. Czasami uda się je jakoś opanować a czasami tarzam się po podłodze cały dzień aż zachce mi się spać.

Drugi element – przetwarzanie informacji i problemy z koncentracją (są one związane nie tylko z samą chorobą ale i z negatywnym działaniem leków, które otępiają, co wielokrotnie mówili mi lekarze) do tego stopnia ze nieraz jeden wyraz przetwarzam kilkanaście minut, zdanie godzinę, nawet sam czas na zegarku elektronicznym często przetwarzam kilka minut. Najgorzej idzie mi z tym na czym mi najbardziej zależy( choć to nie reguła). Owe przetwarzania niezmiernie potęguje moją depresję i zniechęca do czegokolwiek. Powoduje frustrację nie do opisania.

Trzeci element – Natręctwa i natłok myśli, które muszę przetworzyć bo inaczej zaczynają się objawy takie jak napisałem powyżej. Natręctwa takie jak przesuwanie kabla od modemu czy poprawianie innych rzeczy. Oczywiście dotyczy to głównie rzeczy na których mi w danej chwili zależy.Nieraz jedna czynność wykonuje parę godzin aż coś spieprzę i wtedy dochodzi u mnie do ekstazy nerwowej (jakbym miał pistolet albo truciznę natychmiast bym ja zażył bo jest to szał nie do wytrzymania). Poza tym w moim pokoju panuje niesamowity bajzel. Jednak jest część rzeczy których nikt dotykać nie może bo są ustawione co do mm. W ogóle nie lubię jak mi sie ktoś kręci po pokoju bo może coś nieopatrznie ruszyć przesunąć itp.

Czwarty element (wypadkowa powyższych)- niesamowita depresja i zniechęcenie do wykonywania czegokolwiek, wychodzę z domu jak muszę, robię
tylko to co muszę, nic ponadto. Nawet kiedy już mam nóż na gardle i jestem zmuszony do wyjścia z domu, cały czas jestem zawieszony pomiędzy myślami a światem otaczającym i nieobecny, pochłonięty przetwarzaniem bodźców z otoczenia i myślami które mi w danej chwili przyjdą do głowy. Nie jestem w stanie w pełni się skupić nad tym gdzie idę, co robię. Wielokrotnie bywało że wszedłem na słup od latarni, znak drogowy, zderzyłem się z kimś, nie zauważyłem krawężnika.

Moim największym marzeniem od wielu lat jest jak
najszybsze zejście z tego świata,. Raz się wieszałem ale sznurek się urwał (ważę) ok 100 kilo) w momencie kiedy traciłem już przytomność, podcinanie żył, próbowałem (ale to
tylko na filmie), chyba że tętnicę szyjną.

Poza domem i w towarzystwie nawet jednej osoby(bliskiej) moje objawy się nasilają.
Percepcja i zdolności poznawcze drastycznie maleją pod wpływem nerwów

Przez 14 lat miałem psa o imieniu Hektor. To że był ze mną dodawało mi siły by walczyć z chorobą. Z czasem stał się jedyną istota na której mi zależało i dla której żyłem
Odszedł ok 5 lat temu. Od tego czasu i w sumie dużo wcześniej moje życie to wegetacja. Czekam na śmierć jak na zbawienie chyba że znajdę kogoś dla kogo będzie warto mimo wszystko z tym wszystkim walczyć ale to jest tak prawdopodobne jak trafienie 6ki w totka.
To tak w skrócie bo można by na temat mojej choroby i przeżyć napisać książkę.

Dwa razy byłem w szpitalu 1szy raz w Chełmie ( bez sensu), poszedłem na odczepnego bo mnie rodzice molestowali, 2gi raz w klinice w Abramowicach,to także nie przyniosło najmniejszego efektu, lekarz wręcz mi powiedział że szpital nie jest placówką która mogłaby mi pomóc, może wręcz pogorszyć sytuację bo jest więcej ludzi więcej rzeczy do przetworzenia, w związku z tym objawy się nasilają. Powiedziano mi że w tym stadium choroby jedyna rzeczą jaka może mi pomóc jest terapia behawioralna CBT
Byłem u psychoterapeuty od terapii behawioralnej który mi powiedział
ze na to wszystko za późno, można spróbować terapii w która ja osobiście nie
wierzę, ale trwałaby ona kilka lat i ów psychoterapeuta nie daje mi gwarancji
jakiejkolwiek poprawy, więc dałem sobie spokój

Mam 30 lat, znam swoją chorobę na wylot,
tylko niestety nic związku z tym nie mogę zrobić, to jest jak piekło(jeżeli
wierzycie w piekło jako stan umysłu) to to jest właśnie to

Powiem tak. Życie to chwila śmierć to wieczność, przynajmniej mam taka
nadzieję. Ja osobiście znalazłem się już w takim punkcie gdzie nic nie ma
sensu, od wielu wielu lat nie jestem w stanie czerpać jakiejkolwiek radości z
życia, jest tylko smutek i męczarnia. Nic mnie tu nie trzyma, to dlaczego , w
imię czego się męczyć, przecież i tak w końcu się umrze.Sprawdzian z
wytrzymałości na cierpienie zdałem bo przeżywszy to co ja większość ludzi
powiesiłaby się na własnych jelitach. Nie mam dla kogo żyć, ostatnia istotą
dla której byłem gotów walczyć z tym kurewstwem był mój pies. Niestety nie ma
go już na tym świecie. Nie wierzę w niebo nie wierzę w piekło takie jakie wykreowała religia katolicka i inne pokrewne , wierzę w swobodną egzystencje bytów w świecie astralnym do którego możemy trafić po śmierci. Nie neguję reinkarnacji ale wolałbym żeby jej nie było . Może być już tylko lepiej albo wcale, gorzej na pewno nie. Nawet gdyby śmierć była końcem wszystkiego i po śmierci miałbym zmienić się w nicość(to jest lepsze niż takie życie)

Zapraszam na bloga
http://nerwicanatrectwpieklonaziemi.blo ... -na-ziemi/
Ostatnio edytowano 04 lis 2013, 08:55 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Nie dublujemy postów na forum- Regulamin.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
04 lis 2013, 08:25

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do