Mój przypadek - nerwica?depresja?dystymia?. Duzo czytania

Hasiok.

Mój przypadek - nerwica?depresja?dystymia?. Duzo czytania

przez Leslaw 17 sty 2012, 22:23
Witam,
Chciałbym się podzielic swoim przypadkiem, z którym borykam się już dlugi czas – zauważam u siebie – depresje, nerwice, dystymie (?)….a być może cos innego, nigdy nie byłem u psychiatry, chociaz zamierzam w koncu się wybrac.
Właściwie musiałbym zaczac od początku mniej wiecej. Od młodych lat miałem tendencje i predyspozycje do stanow depresyjnych, wycofywania się itp. (ale bez zadnych skrajności) moglo to być spowodowane dosc apodyktycznym ojcem, wymagającym ale rzadko będącym w domu, ja w większości wychowywanym przez matke (od pewnego czasu leczy się na depresje, z jej strony w rodzinie wiem, ze także były epizody przypadkow schizofrenii czy cos podobnego – dokladnie nie znam szczegółów, natomiast matka funkcjonowala zawsze bardzo dobrze, poza ostatnim okresem ale to jest osoba już starsza… i nie licząc nadopiekunczonosci , jak to u matek). Zle nie wspominam okresu dzieciństwa ani lat podstawowki, chociaz zawsze byłem raczej z tych nieśmiałych i skrytych. Zaczęło się pogarszac w latach dorastania gdy poszedłem do liceum. Miałem wrazenie, tak jakby się zakończyło cos i zaczal nowy rozdzial, nei czulem się soba, nie podobala mi się ani szkola ani klasa co spowodowalo u mnie depresje. Ale jakos funkcjonowałem, z racji tego ze zawsze byłem skryty, nikomu nic nie mowilem (co uwazam dzis za ogromny blad) i tłumiłem to w sobie, czulem się mocno wyobcowany, jakbym się narodzil na nowo. Ale jakos z czasem zdobyłem jakies przyjaznie, i zawsze starałem się ‘podpatrywac i zachowywac’ tak jak moi rówieśnicy-kumple, natomiast czulem ze to cos nei do konca normalnego, tak jakby mi się zatracala osobowość- chociaz może to normalne dla takiego wieku gdy się ksztaltuje osobowość. Pamiętam ze wówczas, bardzo rzadko ale w sytuacjach stresowych miewałem momenty takiej wewn. paniki – pierwszy raz to miałem nagle w nocy obudziłem się z ogromnym lękiem jakbym miał zaraz zwiariowac. Pozniej bardzo rzadko miewałem takie stany i miewam w sytuacjach megastresowych lub osamotnienia, ale na szczescie naprwde rzadko 1-2 do roku.
Oceny zawsze miałem dobre, miałem zainteresowania, glownie humanistyczne, zawsze podobali mi się ludzie sztuki i roznego rodzaju freak’i, sam zawsze interesowałem się sztuka – rysunek,muzyka, malarstwo. Ale w sumie nigdy w tym kierunku nie poszedłem specjalnie – być może ze zawsze miałem obnizona samoocene itp., i dosc szybko się poddawałem. Okres liceum-studia to na naprawde jeden z trudniejszych okresow dla osob wrażliwych, niezdecydowanych, znerwicowanych (chyba zawsze miałem z tym problem- obgryzanie paznokci i trapienie się czeste mam od dzieciństwa do dzisiaj). Pisze o tym okresie bo jak analizuje swoje zycie, a jestem o 10 lat starszy, to wszystko to co człowiek nabyl i wyuczyl się pewnych kodow zachowan, pozniej trudno się tego pozbyc. A ja zawsze miałem problem z brakiem silnej osobowsci, zdecydowania i podejmowanai trudnych decyzji. Albo naśladowałem innych albo obserwowałem i starałem się ‘przejac ich charakter’. Miałem taki okres natręctw, ze ‘czemu nie urodzilem się innym człowiekiem- tym czy tamtym mijanym na ulicy’.
Studia jakos skończyłem i to dwa kierunki – może pomoglo mi to ze zawsze starałem się znaleźć bratnie dusze i z nim trzymac, z natury tez jestem przekorny i często robie wbrew sobie – co ma tez plusy i minusy. Ale z biegiem lat musze przyznac ze stany depresyjne i introwertyczność to chleb powszedni – ale nigdy nie poddawałem się – tu pomagala mi moja przekora i calkiem fajni ludzie jakich spotkałem na swojej drodze.
Musze przyznac, ze cale ‘dziadowstwo’ wychodzi na powaznie w zyciu dorosłym. Im człowiek starszy i przyparty do muru, musi podejmowac wazne decyzje – wtedy wychodza wszystkie lęki, wyuczone wady, depresje itd. Od dobrych paru lat miewam sinusoidalne nastroje przeplatane depresją i stanami dobrostanu (nie jest to jakas mania supernastroju, o którym często tu czytam ze szaleje z radości i wydaje pieniadze na zakupy itp.) Po prostu od dobrych paru lat (a czasami mam wrazenie ze od zawsze) funkcjonuje na zasadzie dzis jest fajnie, jutro - depresja itd. Budze się często w nocy, godzina 4 – lęki, lęki przed smeircia, depresja) i tak często mnie trzyma gdzies do godziny 12- ale jeśli pracuje to z takimi ‘przywieszkami’ i gubieniem mysli – chociaz to nie regularność, czasami jak się dobrze wyspie i dobrze wstane to doskonale funkcjonuje, albo tradycyjnie depresja lub stan depresyjny. Z jednej strony ciesze się ze pracuje (wszelkie sukcesy, zawodowe itp. Podnosza mnie na duchu i dodaja kopa życiowego), z drugiej strony praca która wykonuje jest dosc mocno stresujaca, co stanowi takie bledne kolo. Ale wole pracowac, ponieważ gdy nic nie robie to zaraz popadam w apatie. Najgorsze jednak, sa te stany depresji, a jeśli nei one, to stany napiecia – czy to jak oglądam TV, czy jestem wśród znajomych. Z natury jestem pesymista, który tylko narzeka i psuje innym nastroj, niska samoocena i narzekanie. Od lat towarzyszy takei codzienne zmeczenie, mimo ze np. nic ciezkiego nie wykonywałem, to wole odpoczywac.
Chociaz mam świadomość tych cech i staram się je eliminowac w ramach możliwości aby nie psuc nastroju innym. Nie mam mysli samobójczych, ale meczy już mnie ta ‘cyklicznosc’ to upadanie i powstawanie – co powoduje ze Zycie nie ma sensu i należy z soba skończyć. Taki stan uniemozliwiwa normalne funkcjonowanie w społeczeństwie, bo albo trzeba ‘aktorzyć’ (wtedy jak jestem w depresji, a nei chce uchodzic na ciągłego smutasa, wiec probuje udawac człowieka w miare otwartego, albo w okresach lepszych funckjconuje bardzo dobrze. Typowe objawy jakie miewam w depresji to: lęk i strach przed zyciem, przyszłością, podejmowaniem decyzji itd., napiecie ogólne czy to oglądam telewizor czy jade autobusem i licze piętra budynkow mimowolnie- słyszałem ze to cecha neurotyków , nieufność do ludzi, często podejrzliwość, odkladanie na ostatnia chwile waznych spraw, marnowanie czasu i potem się katowanie ze zmarnowałem czas zamiast wykonac cos pożytecznego. Najczęściej te nastroje zabijam czyms lekkim i przyjemnym - siedzeniem bezsensownym na Internecie lub TV ale ciagle z przekonaniem ze tylko marnuje czas co jeszcze bardziej mnie doluje, do tego dochodzi alkohol-ale nie upijanie się tylko tak w ramach poprawy samopoczucia (czasami mam wrazenie gdy obserwuej znajomych, ze gdyby nie ten alkohol to jednak byloby wiecej samobójstw-ale oczycwiscie to jest rozwiązanie tylko doraźne. W tym stanie lub gdy miewam stany nerwicy to prostu musze wyjsc z domu i pospacerowac albo pobiegac – troche pomaga. I nastroje dobre: dobre samopoczucie, wiara w siebie, planowanie, mniejszy lęk przed przyszłością, posiadam jakies tam swoje zainteresowania które uaktywniam, w tym okresie staram się szybko pozaltwiac to co naodkaldalem w stanie depresji, żeby potem się nie dołować jak mi minie dobry nastroj . W lepszym nastroju miewam takie stany ‘gadania samemu do siebie’ ale nie na glos tylkow glowie – bywa to calkiem przyjemne w samotności. Nie wiadomo jak utrzymac taki stan, bo każdy kolejny dzien to niewiadoma –albo będzie dobry nastroj albo znowu pobudka w pesymizmie i ponuractwie. Najczęściej depresje mam najwieksza w niedziele (chyba stres ze jutro trzeba isc do roboty i poniedziałek), wtorek-piątek funcjonuje calkiem solidnie. I tak w kolko jak w zaklętym kręgu. Te ‘lepsze dni’ niestety tylko zakłamują ze człowiek jest zdrowy i odklada wizyte u lekarza. W takim stanie człowiek nie jest w stanie ułożyć sobie zycia ustabilizowanego ani ułożyć sobie bycia z kobieta (albo ciagle zmiany nastroju miewałem, albo wyszukiwanie negatywnych cech i skupianie się tylko na nich a przy lepszych okresach ciągły lek ze i tak się zaraz to spieprzy). Najgorzej ze powoli nie chce już mi się walczyc, bo znam te swoje Zycie jak wlasna kieszen i wiem ze zaraz znowu czeka mnie dolina i tak dookoła Wojtek. Nie pomaga mi również moja samotność- malo znajomych przyjaciół, większość albo się powyprowadzala albo ma swoje zycie, jednak przebywanie z drugim człowiek mocno pomaga, można pogadac i się wyżalić. Bliscy zapewnie dostrzegaja ze cos jest nie tak ze mna, ale skoro funkcjonuje to pewnie taki już jest i już, samotnik i dziwak z wyboru . Trzeba przyznac ze depresja w pewien sposób człowieka uszlachetnia, uwrazliwia – nie mowie o skrajnych przypadkach, ale u mnie powoduje pomaganie innym stan jakiegos wewnętrznego spokoju chociaz nei wiem czy takie rozczulanie się ma sens. Wolalbym egzystowac jak inni, bez zbędnej wrażliwości i w pelnej harmonii ze swoim libido. Ciezko jest w moim przypadku zyc bez drugiej osoby, co daje na pewno wsparcie i sens zycia – ale nie chce nikogo ranic i meczyc kogos i często siebie.
Przypomne ze nigdy niczego nei bralem, ani dragów (marihuana raczej powodowala przewaznei paranoje, wiec nie gustuje) ani psychotropow. Swego czasu mocno mi poturbowalo psychike – rozstanie z dziewczyna, co wynikalo z mojego zmiennego nastroju. Ostatnio po ostrych napadach depresji tradycyjnie o 4 rano – cala nieprzespana noc tylko zrywanie z boku na bok i cierpienie- jednak postanowiłem neico zmienic swój tryb zycia, ograniczyc wszelkie uzywki, wysypiac się, ograniczyc Internet, TV i inne idiotyzmy co zamulaja umysł, wiecej sportu ogolnie zmienic rozkald dnia i nie walczyc z ranna depresja, Po prostu poddawac się temu rytmowi, z rana deprecha, potem przyplyw energii, praca,odpoczynek, zaro zarcia po nocach, w sumie takie trzymanie na wodzy się ani niczym nie zdołować ani specjalnie nie wpadac w euforię. Musze powiedziec ze dawno się tak dobrze nei czulem, takiej stalej równowagi dawno nie miałem – po prostu ataraksja. W tydzien zrobiłem wiecej rzeczy niż w miesiac. Zero jakis przebudzanek w nocy, sny zacząłem nawet miewac bo wczesniej to czarna dziura właściwie i wszystko to bez zadnych leków. Niestety wiedziałem ze to jest jakos sztucznie powodowane i ze w koncu znowu się osunę w dół no I tak się stalo po 10 dniach. Znowu trzeba było zapic smutki i popadanie w przyjemności zabijania czasu.. Teraz mam do wyboru albo z powrotem walczyc o ‘stany dobrostanu’ przeplatane deprecha albo o stan równowagi – pozbyty gwałtownych przezyc i ich unikanie—taki stoicki spokoj, naprawde można to siagnac bez leków ale potrzeba ogromnej siły woli i samodyscypliny. Jednak sprobuje się zgłosić do specjalisty – nie wiem czy do psychiatry czy do psychologa. Wiem, ze albo to jest endogenne albo cos w zyciu robie zle, albo nasiąkłem zlymi przyzwyczajeniami z przeszłości, cos co uwiera mi i powoduje te stany neurotyczne. Jest kilka rzeczy, które nie potrafie rozwiazac, nie chce się tu wdawac w szczegóły bo wole pozostac anonimowy, ale albo to może powodowac tez tą ‘cykliczność’ mojego stanu albo moja choroba powoduje niemożność rozwiązania problemu. Ale to pewnei robota dla dobrego psychoterapeuty - Chciałbym wyeliminowac przynajmniej te: nocne i poranne lęki, tendencje do samotrapienia się, pesymizm, czasami irracjonalny strach przed przyszłością, i taki wewn. paraliż ze niczego nie mogę zrobic co zaplanowałem-tylko odkładam na jutro, co zaplanowałem. Zawsze miałem wrazenie ze jestem ‘nienormalny’ ale nauczcylem się to tuszowac i udawac ze jest wszystko OK. Może sobie to wmówiłem i nabawiłem nerwicy jakiejs, sam nie wiem.
Depresja jednak nie bierze się z nikąd, tak mi się wydaje, albo to stanowi pewien alarm aby cos zmienic i usunąć jakies przeszkody ze swojej głowy albo stanowi taka ‘krawedz bezpieczenstwa’ za która już jest tylko szaleństwo. Ale mam do wyboru albo tak zyc dalej ‘na niby’ albo podnieść jak Feniks z popiołów. Wyglada to tak jakbym miał na plecach 10kg buty i 10kg plecak i proba szusowania przez Zycie,..kiedy był człowiek młodszy było latwiej, a to rodzice pomogali a to inni, itd. Od lat mam wrazenie ze jestem nieudacznikiem, chociaz cos tam w zyciu osiągnąłem, pokończyłem studia i to z wynikami bardzo dobrymi, roznego rodzaju kursy, czasami nawet gdy ubiegałem się o prace - to nie dostawałem z powodu zbyt ‘dlugiego CV’. Tu nie sprawdza się powiedzenie - Co cie nie zabije to cie wzmocni – raczej jest powolne wyżeranie duszy. Przypomina się mi tytul jednej z piosenek zespołu HEY..Doroslosc-jak początek umierania….jak ktos będzie miał czas i nerwy, to może przeczyta i napisze cos madrego. Sorry za tak długi elaborat.
POZDRAWIAM!
Ostatnio edytowano 17 sty 2012, 23:13 przez *Wiola*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: zdublowany watek
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
17 sty 2012, 19:11
Lokalizacja
Gdańsk

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do