Lęki - czy to przez ślub

Hasiok.

Lęki - czy to przez ślub

przez Łuki 14 gru 2011, 22:01
Witam

Jestem tu nowy, od niedawna mam ataki lęku.
W moim przypadku rekcja była szybka. Jak tylko wystąpiły pierwsze objawy (napady które trwały 5 dni) od razu zacząłem szukać pomocy. Bez problemu zdiagnozowałem u siebie co mi jest gdyż wyraźnie podczas ataków czułem lęk, stąd wiedziałem gdzie z tym sie udać.
I tak najpierw trafiłem do psychologa - napisze najważniejsze z tego spotkania.
Jestem osobą mało wylewną, nie lubię mówić o swoich uczuciach i raczej dusze w sobie emocje. Podczas wizyty byłem bardzo zdenerwowany i ogólnie mało rozmowny. Do p.psycholog umówiła mnie moja nażeczona. Dlatego też pierwsze pytania były w jej temacie. Ale tak po krótce. Zapytała się czy Ją kocham - odpowiedziałem że nie wiem; to dlaczego chce z nią być - wydukałem że jest nam dobrze ze sobą i myśle że będzie dobrą żoną i matką. Zapytała dlaczego uważam że jest nam dobrze ze sobą- nie wiedziałem co powiedzieć, zapytała się o to jaka ona jest- nie potrafiłem odpowiedzieć.
Poczułem wtedy że p.psycholog zmierza do tego żeby mi uświadomić że nie kocham narzeczonej i że to przez tą świadomość ślubu z kimś z kim nie chce te lęki - i tak też wtedy sam poczułem, Przypomniały mi się wszystkie złe chwile i wszystkie wątpliwości jakie wcześniej się pojawiały w związku z ślubem. Dodała nawet że może jestem z nią z braku laku - na co ja "może", zapytała co czułem jak to powiedziała - na co ja "nic" - miałem pustkę w głowie i czułem się strasznie.
Wróciłem do domu już bez lęków ale z wielkim dołem. Ja nie chciałem i nie chce się rozstawać, zacząłem przypominać sobie wspólnie spędzane miłe chwile, to jak się przytulamy i wygłupiamy, czułem się jak świnia przez to co mówiłem u psychologa i bałem się ze p.psycholog będzie mi wmawiała żeby się z nią rozstać. Bałem się ze te lęki faktycznie mogą być przez ten ślub, choć z drugiej strony ja tak bardzo nie chciałem się rozstawać. Powiedziałem o tym narzeczonej, jakoś to przełkneła :-) wspiera mnie w tym trudnym okresie. Dół potrwał 2 dni , do momntu kiedy sam uświadomiłem sobie że nikt nie bedzie mi kazać się z nią rozstać jeśli sam tego nie będę chciał.
Jako że wcześniej umówiłem się też do psychiatry , postanowiłem pójść i na tą wizytę.
Tu lekarz potwierdził moją osobistą diagnozę :D - napady lęku panicznego, spowodowane złym stylem życia.
Przepisano mi Zoloft 25mg przez pierwsze 4 dni i potem po 50mg.
Pierwszych 7 dni było straszne. Lek jakby nasilał objawy. Towarzyszyło mi cały czas uczucie napięcia, z którym budziłem się rano i które rosło do wieczora i w nocy, na szczęście, zazwyczaj odpuszczało, także mogłem spokojnie spać. Poza tym odczuwałem strach przed spotykaniem się ze znajomymi, strach przed tym że się przy nich zdenerwuje, spanikuje itd. Nawet wyjście do sklepu było dla mnie wyzwaniem.
Nie miałem w tym czasie ataków paniki jak podczas tych 5 pierwszych w/w dni (unikałem sytuacji w których lęk mógł się nasilić),a za to cały czas stopniowo narastające napięcie"bez wybuchu".
W ogóle zauważyłem że te napięcia nasilają się u mnie przy dłuższych rozmowach z kimś, wtedy kiedy ktoś próbuje mnie wciągnąć w dłuższą dyskusję lub chce żebym coś opowiedział.
Na początku nawet ze swoją narzeczoną nie mogłem spokojnie porozmawiać, jest ona jedyna osobą która wie o mojej dolegliwości . Zazwyczaj w pierwszych chwilach naszych spotkań(nie mieszkamy razem) to napięcie we mnie narastało , prosiłem wtedy o chwile spokoju na ogarniecie się (z 30min) i potem napięcie mijało.
Dodam jeszcze że między pierwszymi 5-dniowymi atakami a rozpoczęciem kuracji farmakologicznej, miałem i dni normalne, w których odczuwałem wielką chęć spotykania się z ludźmi.
W 8 dniu było już lepiej, napięcie towarzyszyło mi już tylko rankiem. Poczułem się w miarę dobrze. 9 dnia, jako że pracuje jako kierowca , pojechałem bez większego oporu w 3dniową trasę zagraniczną(a jeszcze 5 dni wcześniej bałem się że nie dam rady).
Czułem się super. Myślałem że lek zaczyna już działać. Wracając do Polski myślałem o tym aby spróbować się z kimś spotkać, z jakimś znajomym, by się sprawdzić. Wróciłem do dom(mieszkam jeszcze z rodzicami), okazało się że po południu ma nas odwiedzić ciotka z córką (siostrą cioteczną którą bardzo lubię i z którą zawsze miałem dobry kontakt). I jednak trochę się przestraszyłem jak usłyszałem o tej wizycie.
Po trasie (jeszcze rankiem)położyłem się spać. Wstałem po południu. Słyszałem że goście są już w domu. I ogarnął mnie lekki lęk. Pół godziny zastanawiałem się czy wyjść z pokoju, aż wreszcie zebrałem się i ruszyłem. Przywitałem się nadal czując zdenerwowanie. Siostra zaczęła pytać o przygotowania do ślubu, poczułem pierwszego kopniaka lęku, potem o sylwestra - drugi kopniak, starałem się rozmawiać dalej, jednak w coraz bardziej narastającym napięciu, uciekłem , mówiąc że muszę się na jeszcze trochę położyć.
Poszedłem do pokoju i znów złapałem doła, tak bardzo chciałem już normalnie z kimś pogadać, napisałem do swojej narzeczonej (mimo iż zazwyczaj dusze emocje)że czuję się do niczego , chciało mi się płakać. Przyjechała, przytuliła, poczułem się lepiej, ale zacząłem na nią patrzeć z na nowo rodzącymi się wątpliwościami a propos ślubu. Rano pojechała do pracy, przed wyjazdem dała mi buziaka, a ja jeszcze na wpół senny powiedziałem że ją kocham. Później obudziłem się w domu sam i doła ciąg dalszy.
Zaczeły mnie znów nachodzić myśli że może to przez ślub, znów pojawiły się wątpliwości, zastanawiałem się czy ja ją napewno kocham, mam straszny mętlik w głowie. Jesteśmy ze sobą 6 lat. Jeszcze rok temu mówiłem że jakbyśmy wpadli to bym się cieszył, że ślub i dzieci to już u nas tylko formalność. Nadal chciałbym mieć z nią dzieci, ale zaczęła mnie przerażać wizja ślubu. Z jednej strony boje się o to że jej nie kocham z drugiej zaś chciałbym żeby teraz była koło mnie i mnie przytuliła. Jakoś ogólnie przez te ost. 3 tygodnie stał się bardziej emocjonalny. Jakbym dawał upust wszystkiemu co się we mnie zbierało. Czasami (ale to juz od jakiegoś dłuższego czasu)mam tak że jak jesteśmy razem to nie mogę na nią patrzeć, jakby mnie drażnił jej widok, po czym po chwili spoglądam na nią raz jeszcze i widzę kobietę którą kocham i chce się przytulić , mam jakieś straszne wahania nastrojów.

Nie wiem, może miał ktoś podobnie, może ktoś się wypowie, czy te leki to przez ślub.
Czy te wątpliwości to normalne przed ślubem, a może to wynik spotkania z psychologiem i obecnego doła po nie udanym spotkaniu z siostrą.
Ja sam doszukuje się przyczyn tych lęków we wszystkim, teraz padło na ślub :?


Fajnie było wylać to z siebie , pozdrawiam
PS. czy jak Zoloft zacznie działać w pełni to czy znów najdzie mnie ochota na spotkania ze znajomymi. Bo ostatnio to nawet żadko się uśmiecham.
Ostatnio edytowano 14 gru 2011, 22:17 przez Lord Kapucyn, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Usunięto zdublowany temat. Nie powielamy tych samych wątków w różnych działach.
Początek choroby grudzień 2011. Napady leku panicznego. Wychodzi na to że lękowiec ze mnie.
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
14 gru 2011, 19:44

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 5 gości

Przeskocz do