czy da sie uratowac?

Hasiok.

czy da sie uratowac?

przez Nortt 13 wrz 2011, 10:59
Nie ma co komplikować prostych rzeczy, wyobraźnie lepiej zaoszczędzić na coś bardziej twórczego.
Nortt
Offline

czy da sie uratowac?

przez shinobi 13 wrz 2011, 11:07
No, w sumie...

Moje zdanie na omawiany temat jest jednak bliskie temu, co powiedziała wiola i linka.
Autorka uważa, że nabroiła, chce się zmienić. No to niech zmieni siebie, nie popełnia więcej takich poważnych błędów i tak dalej.
Tylko czy informowanie o wszystkim partnera jest jedyną słuszną opcją. Autorka się męczy, wszystko wygada, mąż być może powie "wybaczam!", autorka tematu poczuje się lepiej, ale czy mimo owego "wybaczam!" mąż poczuje się lepiej? Czy to nie zatruje w jakimś sensie zatrutej sytuacji jeszcze bardziej? Może niech dziewucha po prostu zmieni siebie, wyciągnie wnioski, przegryzie się przez problem, połknie go i strawi, bo mimo tego mężowskiego "wybaczam!", problem może rozrosnąć się do takich rozmiarów, że nie przegryzą się przez niego nawet we dwoje. Tak mi się zdaje, ale czy to jest słuszne wyjście nie mam pojęcia.
Offline
Posty
2481
Dołączył(a)
31 lip 2011, 22:09

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez Vian 13 wrz 2011, 11:24
shinobi, pewnie, że się nie poczuje lepiej.
Ale jak sądzicie się poczuje, kiedy dowie się tego przypadkiem - choćby jakimś cudem natrafi na ten temat, albo żonie w czasie sprzeczki samo się "wypsnie", albo wymruczy przez sen? Myślicie, że się to nie zdarza? Ostatnia dziewczyna, którą znam, która była na 100% pewna, że jej partner nigdy przenigdy się nie dowie o jej zdradzie, sama mu to wykrzyczała w czasie pijackiej awantury.
Tadam!
"Niewiele można sobie wyobrazić zagrożeń, którym porządny młotek nie mógłby zaradzić."
Lisbeth Salander
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2282
Dołączył(a)
23 lip 2011, 03:25
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez Badziak 13 wrz 2011, 11:26
Czy mówić o zdradzie? Niech za mój post odpowie tekst najsłynniejszego polskiego blogera Kominka, którego pogląd w tej sprawie podzielam:

Prawdziwa miłość wszystko wybacza.
To jeden z koronnych argumentów zwolenników mówienia o zdradzie. Ale nie jedyny. Zwolennicy wyznawania prawdy tłumaczą, że w związku powinna panować szczerość, zaufanie i nie można budować uczucia na zdradzie, a co za tym idzie - zakłamaniu i braku szacunku do partnera.
Głoszą hasła o krzywdzie, jaką zadajemy kochanej osobie nie mówiąc jej o zdradzie, o ryzyku, jakie podejmujemy ufając, że nie dowie się od kogoś innego.
I wreszcie - zadają proste pytanie: a czy ty chciałbyś, aby twój partner wyznał ci prawdę? Nie chciałbyś wiedzieć, że zostałeś zdradzony?
Większość zgodnie odpowiedziałaby - chciałbym wiedzieć.
Poza tym, aż ciarki przechodzą po plecach na myśl, że moglibyśmy posuwać kobietę, z której jeszcze nie wyciekła sperma po kochanku.
Te i jeszcze wiele innych argumentów za mówieniem o zdradzie wielokrotnie wystarczało wam, byście przyznawali się do niej.
I robiliście to.
I właśnie dlatego, w oczach Kominka, jesteście skończonymi skurwielami.

Zanim jednak wyjaśnię, dlaczego jesteście gówno wartymi ludźmi, zastanówcie się, skąd bierze się potrzeba powiedzenia o zdradzie?
Odpowiedź na to pytanie jest zawsze taka sama.
Bierze się z tego samego, z czego wzięła się zdrada - z egoizmu.
Z potrzeby zaspokojenia własnych egoistycznych potrzeb. Wcześniej chodziło o zaspokojenie seksualne, teraz pozostaje jeszcze oczyścić sumienie. Proste, co?
Czy zastanawialiście się, że zdrada nie zaczyna się w momencie faktycznego dokonywania jej aktu?
Nie zaczyna się w chwili, gdy oddajemy swoje ciało komuś innemu. Ona tak naprawdę zaczyna się w chwili, gdy dowiaduje się o niej osoba, z którą jesteśmy w związku. Targani negatywnymi emocjami, przepełnieni potrzebą pokuty, świadomie i pod przykrywką "szczerości" wyznajemy prawdę o swoim występku. Czasami nawet tłumaczymy przyczyny zdrady, błagamy "daj mi jeszcze jedną szansę", ale nawet, gdy tej szansy nie dostajemy, to i tak możemy po trochu odetchnąć z ulgą.
Odetchnąć i pomyśleć: wyrzuciłem to z siebie. Nareszcie!

Jak niewielu z tych, którzy przyznali się do zdrady, zdawało sobie sprawę, że krzywdziło partnera bardziej niż zrobiłby to zachowując swój sekret w tajemnicy?
Gówno warte są slogany, że każdy z nas chciałby znać prawdę czy został zdradzony. Ludzie, którzy tak mówią, dają zwyczajnie do zrozumienia, że nie chcieliby być okłamywani.



To nie tyle wiedzy o zdradzie pragną, ile przekonania, że ich partner jest dupkiem. Tak naprawdę to nikt nie chciałby o tym wiedzieć, a tylko nieliczni zdają sobie z tego sprawę. Bo "trauma" po czymś takim zostaje na całe życie. Pamięć o zdradzie odciska się piętnem - większym lub mniejszym - na wszystkich następnych związkach zdradzonej osoby. Sytuacje, które będą przypominać okoliczności zdrady, dziwne zachowania partnerów - będą tylko wzbudzały, być może niepotrzebną, podejrzliwość i niepokój. Nie skrzywdziłeś, bo zdradziłeś - skrzywdziłeś, bo powiedziałeś o tym.

Pamiętajcie, jeśli zdradziliście, to żyjcie sami z tą świadomością. Jeśli mieliście wystarczająco dużo odwagi i siły by zdradzić, miejcie wystarczająco dużo odwagi i siły, by z tym żyć.
Nie obarczajcie partnerów swoimi wyrzutami sumienia. Oni tego na pewno nie potrzebują do szczęścia, bo tak jak zdrada nigdy nie jest dowodem miłości, tak przyznanie się do niej - jest dowodem całkowitego braku miłości. Bo jakże można mówić o kimś, że kocha, gdy ten ktoś kosztem partnera czyści swoje sumienie? Kochać to pragnąć szczęścia tej drugiej osoby. Nie pragnie szczęścia ten, który najpierw daje upust swoim potrzebom i zdradza, a później p o n o w n i e daje upust swoim potrzebom i przyznaje się do tego. Nie pragnie szczęścia ten, który myśli, że przyznanie się jest jedynym sposobem na uratownie związku. To wielka bzdura, bo zdrada najczęściej na zawsze niszczy zaufanie. Skurwielem jest ten, kto nie zdaje sobie z tego sprawy i w fałszywy sposób pojmuje szczerość i prawdomówność w związku. Jeśli byłeś /cenzura/ i zdradziłeś, nie wmówisz nikomu, że było to uczciwe wobec partnera, więc nie próbuj wmawiać, że przyznając się do zdrady, nagle zaczęło zależeć ci na uczciwości. To czysta hipokryzja.
Stąd, zbliżając się do końca moich wypocin, mam gorące podziękowania i zarazem przeprosiny do wszystkich moich byłych partnerek, które regularnie czytają bloga Kominka. Nie dziękuję wam za to, że żadna z was mnie nie zdradziła, dziękuję za to, że nigdy mi o tym nie powiedziałyście i jednocześnie przepraszam, że byłem /cenzura/, bo ja was zdradzałem regularnie.
Zaburzenia depresyjno-lękowe z elementami fobii społecznej:
Anafranil SR (klomipramina) 150 mg
Amizepin (karbamazepina) 400 mg

+ terapia behawioralno-poznawcza :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1412
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 23:21

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez linka 13 wrz 2011, 11:34
Ale nikt tutaj nie gloryfikuje zdrady ...... ludzie ...... nikt tez nie pisze ze maz powinien wybaczyc. Nie wydaje mi sie tez zeby to malzenstwo zostalo uratowane jesli autorka tematu sie nie przyzna. wspolczuje jemu bo zostal potraktowany jak smiec i jej bo nikt nie nauczyl jej milosci ....... to wszystko nadaje sie do leczenia ....... bo oboje maja prawo byc szczesliwi, byc moze osobno, moze razem ale maja prawo do milosci i szacunku.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez Vian 13 wrz 2011, 12:02
linka napisał(a):Ale nikt tutaj nie gloryfikuje zdrady ...... ludzie ...... nikt tez nie pisze ze maz powinien wybaczyc. Nie wydaje mi sie tez zeby to malzenstwo zostalo uratowane jesli autorka tematu sie nie przyzna. wspolczuje jemu bo zostal potraktowany jak smiec i jej bo nikt nie nauczyl jej milosci ....... to wszystko nadaje sie do leczenia ....... bo oboje maja prawo byc szczesliwi, byc moze osobno, moze razem ale maja prawo do milosci i szacunku.

Bardzo mądry post, z którym się z przyjemnością zgodzę. :)
"Niewiele można sobie wyobrazić zagrożeń, którym porządny młotek nie mógłby zaradzić."
Lisbeth Salander
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2282
Dołączył(a)
23 lip 2011, 03:25
Lokalizacja
Warszawa

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez Badziak 13 wrz 2011, 12:07
linka, przeczytałaś w ogóle mój post? Bo mam wrażenie, że nie. Był o tym czy się przyznawać do zdrady, a nie czy ją potępiać lub wybaczać.

-- 13 wrz 2011, 12:13 --

Badziak napisał(a): Bo "trauma" po czymś takim zostaje na całe życie. Pamięć o zdradzie odciska się piętnem - większym lub mniejszym - na wszystkich następnych związkach zdradzonej osoby. Sytuacje, które będą przypominać okoliczności zdrady, dziwne zachowania partnerów - będą tylko wzbudzały, być może niepotrzebną, podejrzliwość i niepokój. Nie skrzywdziłeś, bo zdradziłeś - skrzywdziłeś, bo powiedziałeś o tym.

Potwierdzam! Byłam zdradzona dwa razy i w kolejnym związku, zamiast zaufać partnerowi, zaczęłam go inwigilować. Regularnie przeszukiwałam komórkę, instalowałam keyloggery na komputerze. Może nie będę się wdawać w szczegóły mojego paranoicznego zachowania, ale myślę, że jeśli autorka nie chce krzywdzić swojego męża to nie powie mu o akcie zdrady i będzie żyła ze świadomością tego występku. Tyle ode mnie.
Zaburzenia depresyjno-lękowe z elementami fobii społecznej:
Anafranil SR (klomipramina) 150 mg
Amizepin (karbamazepina) 400 mg

+ terapia behawioralno-poznawcza :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1412
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 23:21

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez Vian 13 wrz 2011, 12:28
Badziak, Ty mi powiedz - co zaboli bardziej, kiedy się dowiesz od partnera "zdradziłem cię", czy kiedy pewnego dnia przypadkiem odkryjesz, że Cię zdradzał latami z X ilością kobiet?

-- 13 wrz 2011, 12:29 --

Zdrada nie jest krzywdą, bo ktoś wsadził penisa w niewłaściwą pochwę, zdrada jest krzywdą, bo rujnuje zaufanie, bo odkrywasz, że człowiek, któremu ufałaś, z którym dzieliłaś życie... nie jest tym człowiekiem. Bo zaczynasz się zastanawiać "co jeszcze?"...

-- 13 wrz 2011, 12:30 --

A Kominek to człowiek, który na kontrowersji swoich wypowiedzi robi zwyczajnie biznes, traktujmy jego poglądy przez palce.
"Niewiele można sobie wyobrazić zagrożeń, którym porządny młotek nie mógłby zaradzić."
Lisbeth Salander
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2282
Dołączył(a)
23 lip 2011, 03:25
Lokalizacja
Warszawa

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez linka 13 wrz 2011, 12:36
Badziak, a przyszlo ci na mysl ze nie komentuje twojego postu tylko pisze ogolnie w temacie uwzgledniajac inne wypowiedzi?
Nie komentuje tego co napisales bo uwazam ,ze nie o tym traktuje caly ten temat.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 13 wrz 2011, 12:37
A ja się akurat zgadzam z tymi poglądami, co zresztą już napisałam wcześniej.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez Vian 13 wrz 2011, 12:41
"Mamo, skłamałem, bo nie chciałem, żebyś się denerwowała i była smutna..."

Kiedy kilkulatek tak tłumaczy kłamstwo i wmiecione resztki wazonu pod dywanem, ma do tego prawo, bo jest kilkulatkiem. Kiedy robi tak dorosła osoba - cóż...
Niektórzy podobno nie dorastają.

-- 13 wrz 2011, 12:43 --

Każde, absolutnie każde kłamstwo można wytłumaczyć w ten sposób, nie tylko zdradę.

"Kochanie, tak, przegrałem w karty wszystkie nasze pieniądze, ale nie mówiłem Ci, bo Ty nie powinnaś się denerwować. "
"Niewiele można sobie wyobrazić zagrożeń, którym porządny młotek nie mógłby zaradzić."
Lisbeth Salander
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2282
Dołączył(a)
23 lip 2011, 03:25
Lokalizacja
Warszawa

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 13 wrz 2011, 13:41
Panowie tu jak widac to chodzacy swieci porownujacy gowno do twarozku ...... nieststy, jak juz ktos napisal zycie nie jest biale i czarne i nie zawsze jest tak jak bysmy chcieli. Zarowno osoba zdradzana jak i zdradzajaca maja prawo do spokojnego zycia .......

Linka ale to że życie nie jest białe i czarne nie ma tu nic do rzeczy.To takie tlumaczenie.....też mogę np... skłamać i tak samo się usprawiedliwić.......No sama powiedz: "Przepraszam,okłamałem Cie,ale wiesz życie nie jest białe i czarne......" - czy uważasz,że takie tłumaczenie miałoby jakikolwiek sens? :idea:
Każdy z nas wie,co jest dobre,a co złe.....Każdy z nas popełnia błędy...ale nie każdy z nas je usprawiedliwia bo coś tam....
Nie jestem za jakimś linczem autorki ani nic takiego,bo mleko się rozlało już...stało się.Ale spokój autorki i jej sumienia powiedzmy jakimś cudem wypracowany przez panią "psycholog" która raczej moim zdaniem powiedziała to,co dokładnie autorka chciała usłyszeć nie jest równomierny do bycia okłamywanym męzem przez autorkę.Ok,niech zacznie nowe życie - ale z powiedzeniem mu całej prawdy...bo jeżeli ona mu nie powie,to znając życie sam się dowie przez przypadek....a chyba lepiej żeby się dowiedział od niej...
<boi sie ewentualnych odpowiedzi>
Ja też nie jestem swięty,ba...jestem kłamcą,chamem.....bardzo często kłamię,bo się boję - ale czy to mnie usprawiedliwia?Nie.Co prawda nie są to kłamstwa dużego kalibru,powiedzmy,że takie dzięki którym coś mi się udało załatwić tak jak nakłamałem...ale kłamstwo to kłamstwo;/ ...a i w poważnych sytuacjach wyznawałem jak naprawdę było...po czasie,ale jednak.Dlatego,że nie jestem święty,nie rzucam kamieniem w autorkę.Chce żeby się jej jakoś ułożyło...
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez Amon_Rah 13 wrz 2011, 13:57
Nortt,

"a /cenzura/... masz gówno w głowie czy co?"
"jestes szmata"

Jakkolwiek szanuje Twoje poglady i nawet czesciowo sie z nimi zgadzam, to dostajesz ostrzezenie za obrazanie i slownictwo.
ObrazekObrazekObrazekObrazek
KOCOBO JE CPБИЈА!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1867
Dołączył(a)
28 sty 2006, 00:35
Lokalizacja
Ultima Thule

czy da sie uratowac?

Avatar użytkownika
przez linka 13 wrz 2011, 14:03
Ale ja nigdzie nie pisalam ze wszystko da sie usprawiedliwic ...... natomiast przy zaburzeniach osobowosci czy borderline, nieleczonym, czy to przy nerwicy czy depresji dzieja sie rzeczy na ktore nie ma sie wplywu..... i nie robimy tego z czystej zlosci, checi wyrzadzenia krzywdy ..... czesto nie umiemy inaczej, nie widzimy innego wyjscia ..... proby samobojcze, zdrady, ranienie siebie, innych ...... inaczej nie potrafimy bo nikt nas nie nauczyl.
Co nikogo nie zwalnia z obowiazku odpowiedzialnosci, przychodzi taki czas gdy trzeba zmierzyc sie z przeszloscia i skupic sie nie na tym "jaka bylam szmata, zdradzilam" tylko na tym jak moge sobie pomoc, jak zrobic tak zeby teraz bylo dobrze.
Niestety w trakcie leczenia najpierw trzeba myslec o sobie, tylko i wylacznie, a pozniej skupic sie na tych ktorzy nas otaczaja i naprawiac powoli to co zdeptalismy ..... nie da sie na raz.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do