Terapeuta

Hasiok.

Re: Terapeuta

przez juz 04 sty 2011, 23:54
No wlasnie to posrednio wyszło odemnie. Ja nie jestem, jestem tylko we własnym wnętrzu. Nie wyrażam siebie, staram sie nie mówić tego co myśle. Nie robie tego co lubie. Nie robie tego co bym chciał... bo mi nie wolno. Bóg mnie karze. Tak sobie to wytłumaczyłem i uznałem że nie wolno mi być. Zamykam swoje uczucia w samym sobie i staram sie je odgrywać. Jestem w ten sposób bezpieczny emocjonalnie i jednoczesnie zywy. Jesli będe miał info na temat czysto klinicznych wniosków, to bedzie to krok w złą stronę. Bedzie to nastepny klocek do mojej fałszywej postaci. Jest Brad Pitt. Każdy ma na jego temat jakies wyobrażenie. Jednak jak by sie go poznało mogłby sie okazac normalny. Może ślamazarny, może nieśmiały. Ja chce byc w kontaktach interpersonalnych widziany w pierwszy sposób. Daze do tego trzymając całe swoje wnetrze wewnątrz. Jakbym miał info na temat swoich kłopotów, to bym sie w nim zanurzył. Czerpał bym z tego wiedze o sobie, pomimo tego że nie byłoby to o mnie. Ja nie pozwalam sobie na odczuwanie emocji i bycie, tylko je odgrywam i staram sie nie byc osobiście w kontaktach i sytuacjach. Robie to intelektualnie w oparciu o zdobyte informacje. To jest potężny, ciągły, nieprzerwany proces
Bardzo duzą mam chęć dowiedzenia sie na swój temat jak najwięcej kwestii psychologicznych, z tym że to mnie odciaga od prawdziwego życia. Wiele razy chcialem ją zmusić do mówienia jak najwięcej,choć sam wczesniej jej poziwdziałem że to może nie byc najlepsze. To troche jakbym był uzalezniony. Mam wewnetrzna potrzebę, choć wiem że mi to szkodzi. Miałem nerwice, schizofrenie, zaburzenia osobowości, depresje, fobie społeczną i zawsze w oparciu o te info starałem sie tworzyć swoja osobowość. Nie mam kontaktu z samym soba i zastepuje go w ten sposób. Do tego mam w sobie cos co chce zniszczyc, co chce odciąć i z tego powodu jestem jak sobie uroiłem karany i odczuwam kosmiczny lek(dla mnie). Nie pozwole sie do siebie zbliżyć, bo cos jest we mnie(ja nie wiem co mam na mysli), co muszę zlikwidowac i wtedy bez problemu mogę swobodnie żyć. To cos łatwo ubrac w jakies zaburzenia. Nadac nazwę i z tym walczyć. Uznając że mam jakies zaburzenia(no bo cięzko nie miec pisząc takie rzeczy) pownieinem zniknąć z zycia. To jest dobre bo nikt sie do mnie nie zbliży i mnie nie pozna, a jednoczesnie moge sie zająć walką z własną niechcianą i jak dotąd nienazwaną cześcią. Oczywiście droga jest zupelnie odwrotna. W zasadzie tylko chec i zainteresowanie płcią przeciwną może mnie wyciągnąć na powierzchnie. No bo jak kogos poznać, jak to poznanie jest tym czego trzeba uniknąć?
Mam inaczej niż inni. Ja im bardziej kogos poznaje, tym mam wiekszy kłopot emocjonalny, tym trudniejsze sa relacje.
Także nie, nie wiem co mi jest.
Oczywiście ona używa określeń i formułuje moje problemy, ale nie chce ich nazwać w ten bezosobowy kliniczny sposób.
juz
Offline
Posty
325
Dołączył(a)
02 cze 2010, 00:22

Re: Terapeuta

Avatar użytkownika
przez marcja 05 sty 2011, 01:50
Czyli jestes bardzo podatny na informacje zwrotne? Wnioskuje to po tym, ze piszesz, iz w zaleznosci od przydzielonej Ci przez Ciebie samego, czy przez osobe druga "diagnozy" widzisz u siebie jej objawy. Moze wystarczyloby zatem wtloczyc Ci do glowy (oczywiscie nie jest to wcale tak proste, jak prosto brzmi) ze chory nie jestes, a po prostu skrajnie zamkniety w sobie i introwertyczny, co oczywiscie tez wymaga terapii.



juz napisał(a): Nie pozwole sie do siebie zbliżyć, bo cos jest we mnie(ja nie wiem co mam na mysli), co muszę zlikwidowac i wtedy bez problemu mogę swobodnie żyć. To cos łatwo ubrac w jakies zaburzenia.


Ja mysle, ze niekoniecznie w Twoim przypadku chodzi o wieksze zaburzenia...Prawdopodobnie musisz zlikwidowac swoja blokade ( i wiazacy sie z tym lek) i przed wyrazaniem siebie. Ja gdybym pracowala jako terapeuta, zrobilabym dokladnie to samo, o czym pisalam w watku "Nic nie czuje" - staralabym za wszelka cene doprowadzic Cie wszelkimi sposobami do placzu. Moze wlasnie niewyrazone i nieprzezyte (nieprzerobione) emocje Cie blokuja.

Twoje myslenie, ze to wszystko jakas kara, zakwalifikowalabym jako mechanizm obronny, a nie objaw urojen, bo jak widze na poziomie racjonalnym wiesz, ze to nieprawda, ze to zadna kara.


juz napisał(a): Jest Brad Pitt. Każdy ma na jego temat jakies wyobrażenie. Jednak jak by sie go poznało mogłby sie okazac normalny. Może ślamazarny, może nieśmiały. Ja chce byc w kontaktach interpersonalnych widziany w pierwszy sposób.


No ale moze komus taki wlasnie slamazarny czy niesmialy Brad Pitt, spodobalby sie bardziej, niz Brad Pitt z wyobrazen.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Terapeuta

przez juz 05 sty 2011, 02:33
W zasadzie to bym nie napisał, że jestem podatny na info zwrotne. Wszytsko co wymieniłem na podstawie ogólnikowych diagnoz internetowych może być tym samym. Ja sie na tym nie znam, a chyba potrzebuje znależc sobie wroga w sobie. W testach osobowościowych wyszła mi introwersja,ale mi to zupelnie nie pasuje.Ten co mi te testy robił tez mówił, że prawdopodobnie mam osobowośc mieszaną, czy zrównoważoną. To troche dziwne że widze siebie inaczej niz wydaje mi sie że widzą mnie inni. Może stałem sie introwertykiem, ale z konieczności,bo nie uważam tego za moja nature. Zawsze miałem wielu kumpli i wolałem byc w towarzystwie, niz robic coś samemu. Do początków moich kłopotów bylem dusza towarzystwa. Co do intelektu to jestem sprawny. Robiłem u psychologa klinicznego pełno testów. Zdażało sie że całe godziny i on był zszokowany wynikami. Mialem klikać w klawiature wyjadując cyferki i inne pierdoły. Była inteligencja, afekt, szybkośc uczenia, fiksacja, intuicja. Także męczliwośći. Mi wychodziło, że w zasadzie po 4 testach sie nie męcze. Robiłem te testy i nic na nich nie wyszło, choć ten psycholog czegoś szukał. Co do Boga, to on juz nie istnieje. To nie był Bóg. Tamten Bóg przegrał. Powiedziałbym, że dotarłem do Boga prawdziwego, choć to kwestia umowna. I to jest cos co mnie zastanawia. Bo pomimo tego, że mam problemy z lekiem, że w zasadzie mam powazne problemy w funkcjonowaniu to za nic w świecie bym tego nie oddał włąsnie z tego powodu. Dobrze mi z nowym Bogiem i w zasadzie to ja nie wierze że on istnieje. Bóg jest bardziej prawdziwy niż cokolwiek innego.Ja wiem że on istnieje, choc ateiści mają racje i Boga nie ma w takim pospolitym sensie. On jednoczesnie idtnieje i jednoczesnie go nie ma. Takich paradoksalnych kwestii pojawia sie bardzo dużo. To jest atrybut moich zaburzeń. W zasadzie od samego początku, zacząłem zmieniac swoj światopogląd. Zmieniać to jest mało powiedziane i nie mam poczucia że sam to robilem. To mi sie robiło.
juz
Offline
Posty
325
Dołączył(a)
02 cze 2010, 00:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Terapeuta

Avatar użytkownika
przez marcja 05 sty 2011, 14:54
juz napisał(a):W testach osobowościowych wyszła mi introwersja,ale mi to zupelnie nie pasuje.Ten co mi te testy robił tez mówił, że prawdopodobnie mam osobowośc mieszaną, czy zrównoważoną. To troche dziwne że widze siebie inaczej niz wydaje mi sie że widzą mnie inni. Może stałem sie introwertykiem, ale z konieczności,bo nie uważam tego za moja nature. Zawsze miałem wielu kumpli i wolałem byc w towarzystwie, niz robic coś samemu. Do początków moich kłopotów bylem dusza towarzystwa.


Ale introwertyzm niekoniecznie wyklucza bycie dusza towarzystwa. W zasadzie najwazniejszym czynnikiem w skalach ekstrawersja- introwersja, jest sposob reagowania czlowieka na problemy. Mowienie o swych problemach niemal wszystkim, zwracanie na nie uwagi, oczekiwanie od innych pomocy i wsparcia w trudnych chwilach, czesto mowienie o tym wprost: ("Przytul mnie", "Pomoz mi" ), zywa emocjonalnosc i spontanicznosc w wyrazaniu emocji, po "wyrzuceniu emocji" dosc szybkie zapomnienie o problemie - tak zachowa sie ekstrawertyk. Milczenie w chwilach smutku, zamykanie sie, izolowanie, niechec do mowienia o swoich uczuciach innym, potrzeba odosobnienia i analizowania. W sytuacji spotkania kogos w takiej chwili "zalozenie maski". Chowanie wszystkiego w sobie, dlugie wewnetrzne "przerabianie" problemu - tak zachowa sie introwertyk.

juz napisał(a): Co do Boga, to on juz nie istnieje. To nie był Bóg. Tamten Bóg przegrał. Powiedziałbym, że dotarłem do Boga prawdziwego, choć to kwestia umowna. I to jest cos co mnie zastanawia. Bo pomimo tego, że mam problemy z lekiem, że w zasadzie mam powazne problemy w funkcjonowaniu to za nic w świecie bym tego nie oddał włąsnie z tego powodu. Dobrze mi z nowym Bogiem i w zasadzie to ja nie wierze że on istnieje. Bóg jest bardziej prawdziwy niż cokolwiek innego.Ja wiem że on istnieje, choc ateiści mają racje i Boga nie ma w takim pospolitym sensie. On jednoczesnie idtnieje i jednoczesnie go nie ma. Takich paradoksalnych kwestii pojawia sie bardzo dużo. To jest atrybut moich zaburzeń. W zasadzie od samego początku, zacząłem zmieniac swoj światopogląd. Zmieniać to jest mało powiedziane i nie mam poczucia że sam to robilem. To mi sie robiło.


Ojej, to nie za dobrze brzmi...;) Czy racjonalnie tez tak widzisz sprawe, czy to co tu napisales jest jedynie wyrazem uczuc?
Nie rozumiem dlaczego bys tego wszystkiego nie oddal, ze wzgledu na "dotarcie do Boga". Jesli Bog jest to do niego dotrzesz po smierci. Co ma wisiec nie utonie. Na razie zyjesz jednak tutaj, na ziemi i warto by bylo doznac ziemskich rozkoszy zycia;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Terapeuta

przez juz 05 sty 2011, 19:36
Miałem zrobić test osobwości. Nie potrafiłem i musiałem zapytac, czy odpowiadać na pytania z przed zaczecia kłopotów, czy po zaczeciu sie kłopotów. Jesli po, to wyszedł mi introwertyzm i jakies cechy. Jednak pare sesji pozniej ten klinicysta powiedział mi że mam zrobic test jakby z przed rozpoczęcia kłopotów. Wyszło po srodku i on powiedział że mam jeszcze bardziej odpowiadać z pkt widzenia tej osobowości za którą sie uważam( a którą uważam że mi byc nie wolno) i wyszło jezcze bardziej ekstrawersja. Nie wiem jakie wnioski można wyciągnąć, wiem jak ja sie czuje. Czuje się tym z przed rozpoczecia tych lekowych kłopotów, ale musze sie ze względu na lek zachowywać w ten drugi sposób.

Jak czytałem Junga to określa schizofrenie, jako zalew ego przez treści nieświadome. Schizofrenik może mówic , że jest Bogiem, może sie z tymi treściami utożsamiać. Jak byłem u tego psychologa klinicznego to diagnoze zaczał "nie ma pan schizofreni" ale jakis tam typ osobowości. Uważam cze czuje coś co zacząłem nazywac Bogiem. Tez mogę powiedziec że jestem Bogiem, ale w sensie że doświadczalnie tylko we własnym wnetrzu można go znależć. Nie jestem schizofrenikiem choc może miałem ten sam problem, tylko że ja mam poczucie tożsamości, odrębności. Może sie obroniłem. To uczucie jest ekstatyczne, euforyczne. Doprowadza mnie do płaczu którego nie mogę powsztrzymać. Wszystko na pare chwil wygląda jak przez różowe okulary, a ja czuje jakby doskonałą akceptacje i ulge.
Nigdy nie rozumiałem poezji, sztuki. Byłem dobry z matmy, ale jak ktos interpretował wiersz to myslałem że sobie robi jaja. Zacząłem te kwestie rozumieć. Uwrażliwiłem sie na literature i wszelką sztukę. Az mi wstyd jak sie wzruszam przy rytmach muzyki powaznej przy jakiejś grze. Wzruszam w sensie że jest piekna, a nie że rycze. Nie wiesz kim jestem i nie wiesz gdzie sie wychowywałem. Wieszkosc moich znajomych z dziecinstwa wali po nosie, albo robi dzieciaki 15 latką, albo przepija rente. Ja byłem niezniszczalny w podstawówce, nie przejmowałem sie niczym, nie myślałem o nikim. Sa tu wątki z zalami wobec tych co to nad kims sie znecali. To jestem ja i nagle zmiażdzyło mnie poczucie winy. Uwazałem że Bóg mnie karze w takim stopniu że jakby mówi "taki byłeś to teraz zobacz jak to jest". Mam do teraz potężne poczucie winy wobec kilku osób, mogłem kilka mocno zranić. Gdybym sie nie zapadł do wewnątrz nigdy bym nie przejrzał na oczy. To mnie wzbogaciło i w tym sensie bym tych problemów nie oddał. Oczywiście jest tez kwestia kliniczna która oddał bym za wszystkie skarby. Jednak ogólnie patrząc to nie potrafie jednoznacznie pomyśleć "kurcze gdyby tylko to wszystko sie nie zaczęło". Widze dobrą strone, choc oczywiście mogę sie pogrązyć i na dobre mi to nie wyjdzie. Jednak ten rozpad samego siebie uważam za zbawienny w pewnym sensie. Mam szanse ułozyc sobie życie świadomie i tak jak mi pasuje. Zadbac o siebie, a nie tylko bezmyślnie sie zakochac zrobic dzieciaka i byc automatycznym bezrefleksyjnym debilem jakim byłem.
To jest szansa. Chemioterapia tez sama w sobie jest tylko szkodliwa. Jednak jesli sie wezmie szansę jaką może dac w dłuższej perspektywie, to chyba nikt nie bedzie rozpaczał jesli sie powiedzie. Ja czuje sie w podobnej sytuacji, tylko że wszystko zalezy odemnie.
juz
Offline
Posty
325
Dołączył(a)
02 cze 2010, 00:22

Re: Terapeuta

Avatar użytkownika
przez marcja 05 sty 2011, 21:02
Im wiecej piszesz, tym bardziej ciezko pojac o co dokladnie chodzi ;) Moze Twoja terapeutka zachodzi w glowe od ktorej strony Cie ugryzc, gdy Cie slucha i dlatego wydaje sie zaklopotana...


juz napisał(a):To uczucie jest ekstatyczne, euforyczne. Doprowadza mnie do płaczu którego nie mogę powsztrzymać. Wszystko na pare chwil wygląda jak przez różowe okulary, a ja czuje jakby doskonałą akceptacje i ulge.


Dalalbym sobie reke uciac, ze czytalam kiedys Twoj post, w ktorym pisales, ze sobie nie pozwalasz na zadne okazywanie uczuc, bo "boisz sie byc slaby" czy cos takiego. Wiec albo Ci sie zmienilo albo nie mam tak dobrej pamieci wzrokowej, jak sadzilam :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Terapeuta

przez juz 06 sty 2011, 00:25
dajmy sobie spokój bo to nie ma sensu. Nie mylisz sie pewnie tak poisalem
juz
Offline
Posty
325
Dołączył(a)
02 cze 2010, 00:22

Re: Terapeuta

Avatar użytkownika
przez marcja 06 sty 2011, 00:48
Ok, tak bedzie najlepiej bo juz nie ogarniam sprawy. Musialabym zadac z tysiac dodatkowych pytan :D
Powodzenia na terapii! :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: Terapeuta

przez kasia000 13 sty 2011, 13:22
opiszę tutaj moją 1 wizytę wczorajszą u terapeutki-psychologa..

Mianowice powiedziałam jej co mnie boli..cierpię na zaburzenia lękowe,natręctwa ,obsesyjne myslienie o sobie i chorobach,lekach,czytanie for internetowych o depresjach ,nerwicach..itp//
Piwiedziłąm ,że leczę nerwicę juz około 6 lat,lekiem seroxat,od dwóch lat mam dawkę podtrzymującą minimalną 10-5 mg.
A ona jak wyskoczyła..że leki antydepresyjne uzależniają bardziej od benzodiazepin,że mój mózg sztucznie produkuje serotoninę(bzdura wg mnie),że mózg się rozleniwł,że juz sam nie umie pracować,że wszystko sztucznie itd..popłakałam sie az tam..
powiedziała,że mam dać mózgowi sie nauczyć pracować fizjologicznie naturalnie,że to co mi doskwiera to zaburzenia POLEKOWE,że jestem strasznie uzależniona od antydepr.,muszę jaknajszybciej odstawić te leki(biorę jeszcze wieczorem lerivon)juz nawet bałam sie wspamnieć o chlorprotixenie,
powiedzcie mi czy wasz psycholog tez sie tak zachowuje ?
żeby tak demonizować leki i wręcz straszyc osobę z nerwicą ?
powiedziała jeszcze ,że 4 miesiące mózg się bedzie regenerował,że będę się źle czuła,po odstawieniu,ale nie umre..
powiedziała też ,że bezsenność mnie moze dopaść po odstawieniu(a tego boję sie najbardziej) to se mam książkę czytać..
powiedziała też ,że nerwicy nie leczy sie lekami bo to nie źle funkcjonujący mózg tylko nasze emocje..
a ja juz tyle lat biore leki to juz chyba koniec ze mną-amen
Popłakałam sie tam i w domu ..do dziś nie umie sie pozbierać
czy na tym polega terapia
?
jak to u was wygląda?
"Nastał nowy dzień, dziś swe życie zmień....."
Offline
Posty
1010
Dołączył(a)
05 lis 2010, 17:46

Re: Terapeuta

przez PanProper 13 sty 2011, 16:19
Terapeuta czasem odgrywa pewne role. Zależnie od problemu z jakim klient się zmaga, terapeutycznym jest stawianie go w specyficznej relacji.

Kasia000, w pełni popieram zdanie Twojej terapeutki.
Nie rozumiem, jak można leczyć nerwicę farmakologią. Rozumiem pomocniczo, ale jako baza?!

Jestem zdumiony ogólną wiarą w psychotropy na tym forum.
Nerwica, depresja (poza wyjątkami) to problemy psychologiczne a nie somatyczne.
Neuroleptyki są lekami ciężkiego kalibru, stosuje się je w psychozach, schizofrenii a i tak w ramach mniejszego zła. Powodują spustoszenie w organizmie. Choćby defekt polekowy...

Jeszcze nie wynaleziono magicznej pigułki szczęścia, po której bez własnego wysiłku wszystko przejdzie.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
13 gru 2010, 00:10
Lokalizacja
Wlkp

Re: Terapeuta

przez kasia000 13 sty 2011, 17:39
jasen ,że nie wynaleźniono ale po cos te leki są..i jakby ich nie było pewnie nie jeden by juz zszedł z tego swiata..
a co ja się leczyłam lekami to juz mogę sie pochlastać i życie sobie odebrać?

[Dodane po edycji:]

nauroleptyki? jakie?
"Nastał nowy dzień, dziś swe życie zmień....."
Offline
Posty
1010
Dołączył(a)
05 lis 2010, 17:46

Re: Terapeuta

przez juz 14 sty 2011, 15:14
Wszystkie leki są po coś, co nie znaczy że bierze sie je i już. Jesli boli cie ząb to idziesz do dentysty, czy bierzesz bezterminowo srodek przeciwbulowy i zapominasz o problemie? Nie rozwiążesz peoblemow emocjonalnych pigułką. Pewnie można je dawkować w pewnych sytuacjach, ale nie rozwiązuje to problemu tylko usmierza ból.
juz
Offline
Posty
325
Dołączył(a)
02 cze 2010, 00:22

Re: Terapeuta

przez wiecznie młody:) 24 sty 2011, 18:05
PanProper napisał(a):Terapeuta czasem odgrywa pewne role. Zależnie od problemu z jakim klient się zmaga.


o kurza twarz! Tego nie wiedziałem! Nie wiedziałem, że terapuci mają tak skomplikowany zawód / wysoce wykwalifikowane i rozległe wykształcenie. To nawet o aktorstwo się ociera!

Z ciekawością czytam teraz wątki o terapeutach, gdyż dziś byłem u psychiatry i po dość pobieżnej rozmowie, jasno i konkretnie skierował mnie na terapię indywidualną. Jestem zadowolony z tej wizyty, miło się pogawędziło (w sumie o dupie maryni, aczkolwiek zaznaczyłem, że dupa maryni jest tylko ułamkiem tego co mam do przekazania i nie wiem, czy jest clou problemu) i tego właśnie się spodziewałem - skierowania do terapeuty, bez żadnych diagnoz na poczekaniu i przepisywaniu leków (nie będę brać żadnych leków!)

Ciekaw jestem wizyty u psychoterapeutki. Skoro one takie wszechstronne. Aczkolwiek tutaj pojawiają się moje wątpliwości, stawianie pytań, dociekliwość, inteligencja. Wydaje mi się, że to będzie ten właśnie problem, który utrudni mi terapię - poddawanie wszystkiego w wątpliwość. Bo skoro ona odgrywa role, to znaczy, że udaje, że to jest działanie nieprawdziwe. A ja szukam prawdy, jakkolwiek patetycznie to brzmi. Z drugiej strony - to mi odpowiada. Idolatria, podziwianie mocnych osobowości, jakieś tam wzorowanie i podziwianie ich - to to, co mi pomaga...
Posty
89
Dołączył(a)
10 sty 2011, 18:06
Lokalizacja
Kraków

Re: Terapeuta

przez PanProper 28 sty 2011, 04:59
wiecznie młody:) napisał(a):Ciekaw jestem wizyty u psychoterapeutki. Skoro one ...


Są też oni!!! :D

wiecznie młody napisał(a):Wydaje mi się, że to będzie ten właśnie problem, który utrudni mi terapię - poddawanie wszystkiego w wątpliwość.


To zależy wiele od nurtu terapii i doświadczenia psychoterapeuty (i też tego, czy to będzie psycholog, czy tylko psychoterapeuta).
Właściwie, to się nazywa "opór" ;). Pytanie, czy chcesz sprawnie funkcjonować w społeczeństwie/życiu, czy chcesz odnaleźć uniwersalną prawdę. Jeśli to drugie, to zajmij się lepiej dharmą, żeby się nie rozczarować.
Prawdy są trzy: "cała prawda, tyż prawda i gówno prawda".

Powodzenia i pozdrawiam!
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
13 gru 2010, 00:10
Lokalizacja
Wlkp

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do