Forum pesymizmu - Nerwica jest uleczalna!!!

Hasiok.

witam!

przez Miau 08 lis 2005, 23:15
witam wszystkich nerwicowcow! dzis odkrylam te strone i

po przejrzeniu forum chcialam sie z Wami podzielic kilkoma uwagami. ja obralam taki system jak Dark_Angel - czyli na chama:))

nerwica probowala mnie dorwac, to mowilam NIE..i owszem, ja normalnie funkcjonuje, normalnie jezdze w autobusach i

tramwajach,, normalnie gadam z ludzmi, ale pozostal mi z tego wszystkiego jeden defekt - strach przed wystapieniami

publicznymi..a na studiach trzeba czasem zrobic prezentacje czy zabrac glos..:( nie wiem dlaczego ale raz robiac 1000-na

prezentacje ogarnela mnie taka panika, ze musialam przerwac:(( podchodzilam do niej 3 razy!!! (za 3-cim sie udalo;)) potem

mialam kilka innych prezentacji i bylo ciezko, ale zawsze na poczatku ogarniala mnie panika a ja sobie mowilam NIE, zrobie te

prezentacje!!! i wiecie, choc robilam juz ich wiele, to teraz za kazdym razem czuje sie tak samo:( a niedlugo koncze studia i

zaczynam prace i co jesli bede musiala poprowadzic spotkanie?? mimo ze niby sie wyleczylam, nie pamietam kiedy ostatnio

mialam atak, to ciagle jest to COŚ co nie pozwala mi byc szczesliwa do konca...bo zawsze ten lekki strach, ze w jakiejs

sytuacji znow sie zacznie...czy ktos ma podobnie z tymi wystapieniami publ.??
Miau
Offline

Avatar użytkownika
przez baraqs 08 lis 2005, 23:36
Strach przed wystąpieniem publicznym, to nie nerwica, to jest

trema, czyli to co ma większość ludzi, no może trochę za mocno ją przeżywasz.
Nerwicę nie jest tak prosto wyleczyć samym

mówieniem "nie",
no może później być to pomocne, ale nie na początku choroby, bo tak naprawdę, to jej nie znamy, dopiero

zaczynamy ją poznawać, i boimy się (każdy ma inne leki), tak jak ja, nagłej śmierci, lęku przed omdleniem......
Często

myli się zwykły stres z nerwicą, a to niedobrze, gdyż miesza się ludzi naprawdę cięzo chorych z ludźmi, którzy po prostu są

mocno zestresowani, i mają sporo lęków, ale czy nie zaliczymy do tego, lęków nastolatek, aby nie przybrać na wadze, lęków

maturzystów, przed jakimś testem, czy to egzaminem, lęków przed wieczornym wracaniem ciemną uliczką do domu, i tak dalej, i

tak dalej.
Nie każdy lęk, to już nerwica, czasami może to być depresja jesienna, bo też mozna mieć takie lęki.
Nie

można mówić, że łatwo jest zwalczyć nerwicę, bo ktoś nie chorujący na nią gó..o może o tym wiedzieć.
Jak się siedzi 6-ty

miesiąc w domu, jak się ma 20-ty napad paniki w tym tygodniu, gdy po raz któryś przewożą Cię do szpitala, bo wydaje Ci się,

że umierasz, albo tracisz przytomność, a tam wykluczają chorobę fizyczną, gdy już wyjesz z rozpaczy, bo wszyscy traktują Cię

jak psychola, gdy już zrobiłeś/aś się takim odludkiem, że wkoło Ciebie jest tylko rodzina, a znajomych zaczynasz unikać, to

zapewniam Cię, że to jest nerwica, i żadne mówienie jej "nie", nie pomaga.
Przepraszam, za ostre słowa, ale tak czuję
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
08 lis 2005, 14:28
Lokalizacja
Planeta lęku

Nie, nie mam tremy...

przez Miau 08 lis 2005, 23:53
baraqs rozumiem Twoj gniew
ale moze

ja Ci w takim razie opowiem o mojej przygodzie z nerwica by zapewnic Cie, ze NIE, nie mam tremy i wiem conieco o tym

badziewiu
zaczelo sie 3 lata temu w wakacje
2 m-ce niewychodzenia z domu
ataki paniki cale dnie. cale dnie
nie

mialam sily juz plakac
balam sie rozmawiac z ludzmi, nagle. cholera wie dlaczego!nie moglam patrzec w oczy ludziom jak z

nimi rozmawialam
to samo w stosunku do mojego faceta (teraz of kors ex)
pojechalam ze znajomymi potem w gory
2

tygodnie psychicznego bolu. nawet w samochodzie od sztywnego siedzenia bolaly mnie miesnie karku
wszystko co mowilam

wydawalo mi sie "nie moje"
drewniane
sztuczne
jak cos powiedzialam to myslalam "kurcze co teraz ta osoba o mnie

mysli?"
miesiace placzu. zero wiary w siebie.
to cholerstwo zabralo mi te wesola,towarzyska,usmiechnieta i SILNA

wierzaca w siebie dziewczyne!
wiec wiesz, chyba wiem o czym mowie...
teraz jest juz dobrze bo normalnie funkcjonuje -

rozmawiam z ludzmi, chodze gdzie chce itede..ale to moja CIĘŻKA praca tylko...to mowienie sobie "bedzie dobrze badz silna"

podczas gdy nie masz sily wstac..albo gdy musisz stanac przed 20 osobami i zrobic prezentacje podczas gdy boisz sie rozmawiac

z kolezanka!!! mi pomogla wlasnie metoda konfrontacji - na chama...czuje ze zemdleje, ze wlasnie zaczyna sie atak, poce sie i

boje strasznie i musze wtedy znalezc sile w sobie (najtrudniejsze zadanie jakie kiedykolwiek musialam zrobic) by pomyslec

"Nie dam sie"...zalezy w jakim jestes stadium nerwicy. ja chyba juz w tym pozniejszym - ze normalnie zyje, a ona tylko czasem

sie odzywa..wiem ze na poczatku to co mowie to jest abstrakcja..puste gadanie bez znajomosci tematu...ale jak juz uspokoisz

1000 mysli w swojej znerwicowanej glowie, to musisz wstac. isc do ludzi i zyc. przestac gdybac. przestac plakac. usmiechnac

sie. na poczatku awykonalne. ale nie masz wyjscia. bo inaczej skonczysz w zakladzie. wiec wtedy moze wlasnie takie metody

pomoga...
mi pomoglo
zycze powodzenia baraqs
Miau
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez baraqs 09 lis 2005, 00:37
Tak, tylko że Ty możesz sobie pozwolić na wyjście do ludzi,

gdyż zapewne masz pracę, mieszkasz na jakimś fajnym osiedlu, masz znajomych itd...
Ja niestety, ale nie mogę sobie

pozwolić na taki luz.
Mam córkę, 5-cio letnią, i mam chorą matkę, na której plecy nie mogę zwalić wszystkiego.
U mnie

dodatkowo sprawy komplikuje cukrzyca, i to że mieszkam na strasznym osiedlu, gdzie kazdego dnia okrada się ludzi....
Dużo

by pisać, ale chcę powiedzieć tylko jedno, że poddawać się nie zamierzam, ale nie zamierzam też pisać o ludziach chorych na

nerwicę, że jest ją łatwo pokonać, i że tylko użalają się nad sobą.
Oni cierpią, ja cierpię, i my wszyscy powinniśmy się

wzajemnie wspierać, a nie opieprzać.
Każdą chorobę da się zwalczyć, nawet raka, ale nie każdemu jest to dane, więc nie

każdy z tego wychodzi tak jak Ty.
W swoim zyciu spotykałem różnych ludzi, i wiem, ze nie mozna ich wszystkich oceniać na

podstawie kilku postów.
Każdy człowiek jest wartościowy, i kazdemu należy się pomoc, i wsparcie, zwłaszcza, jeżeli

borykamy się z podobnymi problemami zdrowotnymi.
Rozumiem, że wyleczyłas się z nerwicy, ale to nie znaczy, ze inni też tak

łatwo mogą się z tego wyleczyć.
To co pomaga jednemu, może wcale nie działać na innego.
To jest jak z lekarstwami,

jedno może pomagać Twojej mamie, ale może wcale nie działać na Twojego tatę, a może się też tak zdarzyć, że Twoja siostra

jest na nie uczulona.
Wiemy wszyscy na co cierpimy, i zaznaczam z całą stanowczością, że tylko Ci, którzy naprawdę poczuli

napad paniki w miejscu i czasie najbardziej nieoczekiwanym, i którym się to często powtarza, to tylko te osoby wiedzą, jak

straszną jest to chorobą.
Mam cukrzycę typ 1, i cztery razy dziennie wstrzykuję sobie insulinę, mam też inne choroby, o

których raczej rozpisywać się nie będę, ale żadna choroba nie wyzwala we mnie takiego strachu jak nerwica, żadna tak bardzo

mnie nie upośledziła, żadna tak mnie nie wykończyła jak nerwica, i jej napady
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
08 lis 2005, 14:28
Lokalizacja
Planeta lęku

Avatar użytkownika
przez Olka 09 lis 2005, 10:49
baraqs napisał(a):Strach przed wystąpieniem

publicznym, to nie nerwica, to jest trema, czyli to co ma większość ludzi, no może trochę za mocno ją

przeżywasz.........Nerwicę nie jest tak prosto wyleczyć samym mówieniem "nie"......

Siedzę i tak sobie

myśle......gdzie jest ta granica między tremą, która jest całkiem normalna, nawet porządana.........a fobią społeczną...Juz

miałam pisać, że nie zgadzam się z Tobą, że taka panika przed wystąpieniami publicznymi i innymi sytuacjami społecznymi jest

normalna, ale tak własnie zastanowiła mnie ta sytuacja, że Miau pomimo swojego lęku zrobiła prezentacje..........w moim

przypadku wykonanie takiego zadania było poprostu niemożliwe. W takich chwilach poziom mojego lęku osiągał

max..........poprostu skrajne przerażenie! Miałam nawet problem z wydobyciem z siebie słowa "jestem" gdy nauczyciel czytał

liste obecności....Tak jak napisałeś, słowo "nie" nie zdawało tu żadnego egzaminu, nie dało sie tak na "chama" poprostu

wydusić coś z siebie. Ja myśle, że to moze dobry sposób, ale wtedy, gdy poziom lęku nie jest zbyt wysoki, natomiast jeśli

sięga on apogeum, to juz zupełnie inna sytuacja. Nie morzna wtedy na siłę wejść do tej sutuacji i pokonać ją! Wtedy trzeba

zacząć od sytuacji w których poziom lęku jest najmniejszy, a wykonanie takiego zadania jest możliwe......inaczej skazujemy

sie na porażke, która znów pogłębia nasz lęk i obniża poczucie naszej wartości......i tak kółko sie zamyka.
Miał, myślę,

że jeżeli jestes w stanie wykonać jakieś zadanie, mimo tego, ze sie boisz, to warto zarayzykować i się go podjąć........im

bedziesz wiecej ćwiczyć tym poziom lęku w tej sytuacji napewno coraz niższy. W taki własnie sposób pokonuje się lęki.:)
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 09 lis 2005, 18:58
Witam!!!
Jeżeli chodzi o mnie, na 100% to jest nerwica.

Mam ją 10 miesięcy. Na początku miałem tyle lęków (nawet przed piciem herbaty), o których zdrowy człowiek w życiu by nie

pomyślał. Na dzień dzisiejszy uważam że jest o niebo lepiej. Pozostał mi lęk przed środkami lokomocji (ale przełamuję go

stopniowo). Moja choroba juz mi nie przeszkadza aż tak bardzo (choć czasami nie jest różowo.....hehe).

Według mnie

mówienie "nie" nerwicy jest kluczowym rozwiązaniem jej problemu. Wiadomo, że na początku wcale

nie jest to łatwe, jednakże z biegiem czasu przychodzi to o wiele prościej. Każdy powinien wyczuć moment kiedy wreszcie powie

"stop" chorobie.

Ja we wczesnym stadium choroby (2 miesiąc) uświadomiłem sobie, iż tak

dalej być nie może, że muszę wziąść sprawy w swoje ręce. Znalazłem specjalistę (choć miałem wiele obaw co ludzie powiedzą,

ale z czasem przestało mnie to obchodzić. W końcu to moje życie), który pokierował mnie na właściwą drogę w walce z tą

chorobą. Już na samym początku rzucił mnie na głeboką wodę, karząc wychodzić mi na spacery samemu ( krótkie na początku,

stopniowo wydłuzające się), bez osoby toważyszącej. Pierwszy spacer(choć zaczynał się tragicznie silnym atakiem paniki, ale

nie poddałem się) dał mi sporą dawke energii i optymizmu, że powoli zacząłem wierzyć w wyleczenie. Tak zwalczałem lęk po

lęku- stopniowo, choć wcale nie przychodziło mi to łatwo . Psycholog nie traktował mnie jak potulnego baranka, dostałem od

niego "solidnego kopniaka". Postawił sprawę jasno: albo ja, albo nerwica. Moja osobowość strasznie się zmieniła, stałem się

poważniejszy, spokojniejszy i dojrzalszy.
Myśli które toważyszyły mi na początku choroby tj. o śmierci, śmierci

bliskich, zwariowaniu zaczęły stopniowo się uciszać, aż w końcu zniknęły...

Dziś czuję sie w 80% wyleczony, ale nie

siadam na lurach, ponieważ wiem że jeszcze dużo muszę nad sobą pracować, aby z tego wyjść na dobre. Na codzień jestem pełen

optymizmu, wiary w wyleczenie i to pomaga mi przetrwać nawet te gorsze dni, kiedy źle się czuję.

W moim przypadku

słowo "nie" dimetralnie zmieniło postawę wobec tej choroby. Nie traktuję jej już jak wroga, lecz

próbuję ją zrozumieć. Każdą próbę zwalczenia lęku traktuję jak egzamin ( to ode mnie zależy czy go zdam, czy nie). A każdą

porażkę (choć nie było ich wiele) puszczam w niepamięć, nie pozwalam dojść do głosu temu "wewnętrznemu

krytykowi
".
W walce z nerwicą dużą rolę odbiera samodyscyplina. Wiadomo, komuś kto ma jej mało będzie

trudniej. To prawda że użalać się nad sobą mozna każdemu i że każdy jest inny (na początku również siedziałem i rozmyślałem

co mnie boli i co będzie jak znowu pojawi sie atak) ale w końcu zrozumiałem że to do niczego nie prowadzi, ze to jest błedne

koło. Mieszkam praktycznie sam, więc nie miałem przez dłuższy czas wsparcia w nikim (niektórzy mają lęk przed zostaniem

samemu, ja musiałem go przełamać).......

Stworzyłem ten temat nie po to

aby kogoś "opieprzać", tylko po to aby osoby chore na nerwicę mogły się pochwalic swoimi osiągnięciami w walce z tą

chorobą.......


Narazie kończę, bo strasznie się rozpisałem..... :D :D :D
Pozdrawiam wszystkich

optymistycznie!!!!
Ostatnio edytowano 10 lis 2005, 02:56 przez DarkAngel, łącznie edytowano 5 razy
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

Opieprzanie? Nieeeeeeeeeee....

przez Miau 10 lis 2005, 00:13
Baraqs, moj post bnie sluzyl

"opieprzaniu" nikogo! mowisz, ze nikt kto nie mial ataku w m-cu publicznym takiego ze nie moze wydusic slowa, tego nie

zrozumie...ja mialam wiele takich atakow!!!!!!!!!!! do jednej prezentacji podchodzilam 3 razy!!! bo za 1-szym razem wyszlam,

mialam atak i wydusilam ledwo, ze nie moge teraz zrobic tego...mialam ataki w kolejce w sklepie, a jak ktos mnie pytal o cos

na ulicy to nie umialam odpowiedziec!!! wiem jaki to ból. wiem jakie to cierpienie. zgadzam sie, ze to jedne z najgorszych

cierpien czlowieka. wolalabym mimec zlamane wszystkie konczyny!
ale widzisz baraqs, ja postanowilam walczyc. i wszyscy

wiemy jakie trudne jest przelamanie. ja po raz pierwszy "normalnie" porozmawialam z czlowiekiem po kilku m-cach od momentu

zaczecia sie choroby! i wcale Cie nie opieprzam, ale pzredstawilam swoja metode na nerwice. mowisz - moze na Ciebie dziala,

ale niekonniecznie na innych. OK. moze nie. ale to znaczy ze nie mamy dzielic sie swoimi osiagnieciami, motywowac sie i

wspierac, mowic jak sie "wyszlo"??? wolisz zebysmy wszyscy tu siedzieli i plakali jacy to jestesmy biedni bo mamy nerwice??

prosze bardzo, ale to inny watek. ten wlasnie zostal zalozony zeby troche optymizmu dodac. ja osobiscie wole zeby ludzie

pisali ze wyszli z nerwicy i pisali jak to zrobili niz zeby pisali ze wlasnie mija 6-ty dzien niewychodzenia z domu!!!


uwierz mi, bylam na dnie. bylam w najgorszym stadium. kurcze, nie umialam rozmawiac z przyjaciolka!!!!!!!! to ból taki,

ze dopiero ostatnio (po 3 latach) pozbylam sie tego żalu, ze cos takiego mi zniszczylo tak wiele rzeczy....ale ja chce isc

dalej. chce zyc dalej. i WIEM ze to trudne czasem - mam lepsze i gorsze dni walki. ale niestety jak nie znajde w sobie sily,

to znow bede na dnie. popatrz na moja wypowiedz wlasnie z tej strony - motywujaco a nie dolujaco...ja wiem, ze Ty tez mozesz.

wiem ze umiesz!choc czasem to sie wydaje niemozliwe..
PS: heh..wcale nie mam "bajkowego" zycia jak to ujelas..kazdy ma

swoj krzyz, nie Ty jestes najbiedniejsza. kazdy walczy...wiec dosc uzalania sie (sorry wiem ze to brzmi zle, mnie tez to

kiedys wkurzalo), walcz...
Miau
Offline

Avatar użytkownika
przez baraqs 10 lis 2005, 01:00
No wiesz, ja walczyć też z tym debilstwem zamierzam, dlatego

właśnie idę na 12 tygodni do szpitala na psychoterapię.
Ja jestem w tyle gorszej sytuacji, że mieszkam na zadupiu, a i nie

mam ani przyjaciół, ani znajomych, może to właśnie dlatego, mam napady lękowe, już nawet w domu, i to coraz

silniejsze.
Siedząc przed komputerem, zaczyna nagle napływać na mnie fala ogromnego nieokreślonego lęku, strachu, i

przerażenia, zaraz łapią mnie duszności, serce wyrywa się z piersi, i wydaje mi się, że za chwilę coś złego się ze mną

zdarzy, coś takiego, jak wylew krwi, czy nagły zgon, lub też inne ciężkie schorzenia.
Wpadam w tak wielką panikę, że nie

mogę już o niczym myśleć, cały czas jestem zestresowany, ciągle poddenerwowany, i w napieciu siedzę, wiedząc, ze ten durny

strach znowu przyjdzie.
I jeszcze raz powtarzam, najgorsze jest to, że to jest lęk nieokreślony, tak w gruncie rzeczy, to

sam nie wiem czego się boję, czy śmierci, czy choroby.....
Jestem już tak tym zmęczony, ze naprawdę wolę te 2 tygodnie

spędzić w szpitalu, wiedząc że nie będę mógł skontaktować się z własną rodziną (bo takie są zasady), no ale później na

przepustki będę mógł przyjeżdżać co weekend, więc warto, jeżeli mam się dzięki temu pozbierać, to naprawdę jest warto, i nie

dam się chorobie, z dyńki ją i i kopnąć w zadek.
Nie takie się problemy zwyciężało :wink:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
08 lis 2005, 14:28
Lokalizacja
Planeta lęku

Powodzenia!

przez Miau 10 lis 2005, 22:52
baraqs! mam nadzieje ze Ci ten pobyt pomoze, bede

trzymala kciuki!!! a jak juz wrocisz, to pamietaj - dzis jestesmy w o tyle dobrej sytuacji, ze jest internet - mozesz poznac

znajomych wlasnie w ten sposob..nawet nerwicowcow:)) o ile latwiej wiedziec, ze ktos Cie "na starcie" rozumie...moze to

bedzie kolejny krok w przelamywaniu sie, w walce..ja zycze Ci wszystkiego dobrego i po powrocie koniecznie daj znac jak

poszlo i jak sie czujesz
Miau
Offline

przez Hopeful 11 lis 2005, 17:36
Witam,

Nerwicę lekową zdiagnozowano u mnie 3 lata

temu. 7 miesięcy temu odstawiłam całkowicie leki i wczoraj nastapił atak. Z mojej winy. A wystarczyło porozmawiać i wyjaśnić,

a nie czekac jak pęknę jak balon. Asertywnie. Jak zawsze zignorowałam objawy ostrzegawcze. Wszystko można było rozładować w

odpowiednim momencie! Zwykła profilaktyka. Dziś jakbym zmartwychwstała. Leki nadal siedzą głęboko zakopane w lodówce a ja

wychodzę na imprezę. Mogę oddychać, przestałam się zapadać, szklana bańka pękła. I BĘDZIE DOBRZE!!!

pozdrawiam

wszystkich i życzę zdrowia
będę wpadać poczytać
H.
Hopeful
Offline

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 11 lis 2005, 23:41
Witam!!!
Bardzo sie cieszę, że u Ciebie już wszystko w

porządku. Racja nie raz trzeba z kimś pogadać o swoich problemach (nie musi być psycholog), by nie nazbierało się ich zbyt

dużo. Ja najczęściej po trudniejszych dniach, również czuję sie jak nowo narodzony.
Pozdrawiam i życzę udanej zabawy!!!!

:D :D :D
Ostatnio edytowano 14 lis 2005, 22:46 przez DarkAngel, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

przez Gość 14 lis 2005, 18:38
Powiedzcie mi, jak wyjść z tego koszmaru. WYdaje mi się, że

powoli wariuję, przeraża mnie dosłownie wszystko, nie mogę spać, myśleć, nie pamiętam kiedy byłam tak naprawdę szczęśliwa,

myślę o tym przez cały czas i czuję, że już dłużej nie wytrzymam.
Gość
Offline

Avatar użytkownika
przez baraqs 14 lis 2005, 19:16
Wytrzymaj, albo idź do psychiatry, niech Ci przypisze jakieś

psychotropy, albo idź do psychologa na terapię.
Czy wybierzesz jedno czy drugie, to i tak masz szansę na wyleczenie, ważne

abyś podjęła wyzwanie, i nie poddawała się, walcz z tym cholerstwem, dasz radę, zapewniam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
08 lis 2005, 14:28
Lokalizacja
Planeta lęku

Avatar użytkownika
przez Fermina 14 lis 2005, 19:33
Idę do psychologa, ale dopiero za 2 tyg. a w tym czasie muszę

jakoś funkcjonować, mam studia-wymarzone, a przez to cholerstwo boję się że będę musiała zrezygnować. Staram się walczyć,

naprawdę, ale czasami to mnie przerasta.
;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
142
Dołączył(a)
14 lis 2005, 18:32
Lokalizacja
nibylandia

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do