a jesli poprostu lepiej byc nie moze ?

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

przez pierm77 23 wrz 2007, 11:09
Polina napisał(a):
No, on pierwszą próbę samobójczą miał w wieku 8 lat. Rodzice go katowali, głodzili, znęcali się psychicznie, nie był pełnoprawnym członkiem rodziny. Od małego musiał "płacić" za dach nad głową - pracą w domu. Jak się nie wywiązywał- to baty, włącznie z kopaniem po głowie. --> ot, taka metoda wychowawcza dla hiperaktywnego dziecka. :( .


niestety doskonale go rozumiem.Oprocz zlosci na rodzicow jest w nim pewnie (o sobie pisze) po takich doswiadczeniach poczucie tego ze zawsze jest gorszy,w konfrontacji inni (niezaleznie od tego czy ma racje) beda przeciwko niemu.Takie podskurne przeczucie ze swiat jest zly , chce cie skrzywdzic. Pewnie tez czuje brak dziecinstwa ktorego nigdzy nie mial,przez to rowiniez czuje sie gorszy.Do tego dolozmy jeszcze pare wypadkow w wieku doroslym nerwice i pozniej ja sam sobie sie dziwie co mnie trzyma przy zyciu ? -przeciez juz dawno powinienem zakonczyc ten koszmar.
Z piekła zwanego niebem....
Offline
zbanowany
Posty
184
Dołączył(a)
23 lip 2006, 17:14

przez Pstryk 25 wrz 2007, 19:42
pierm77 napisał(a):sam sobie sie dziwie co mnie trzyma przy zyciu ? -przeciez juz dawno powinienem zakonczyc ten koszmar.

No właśnie? Co?

Nie powiesz mi, że same złe rzeczy działy się w Twoim życiu. A może poszukać tych dobrych? I ich się uczepić? Albo zastanowić się, jak się to stało, że się wydarzyły?
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez luthien 09 paź 2007, 08:03
Tak, to prawda, ktoś kto był tak traktowany przez rodziców nie potrafi czuć się pełnowartościowym człowiekiem i to, że nie potrafi się zaufać ludziom. Wiem, bo ja też to przeszłam. Może nie w takim stopniu jak niektórzy, bo nie byłam bita. Ojciec większość dzieciństwa wyrzywał się na mnie psychicznie, a moja mama nie potrafiła, a może nie chciała mnie obronić. Większość dzieciństwa traktował mnie jak nieposłusznego zwierzaka, ale o tym już pisałam... Nie chcę sobie tego znów przypominać, bo już mam łzy w oczach...
Wczoraj pisałam na tym forum pierwszy raz, bo od rana wczoraj nie mogłam sobie ze sobą poradzić. Siedziałam i płakałam. Ale jak wyrzuciłam z siebie to wszystko to mogę uczciwie powiedzieć, że jest lepiej. Dziś całkiem inaczej zaczynam nowy dzień niż wczoraj. Żałuję że wcześniej nie odkryłam tego forum. Bardzo mi pomogło, że mogę porozmawiać z ludźmi, którzy przeszli to co ja. Którzy nie czują się w pełni wartościowymi, bo ktoś całe życie powtarzał im że nic nie umieją i są do niczego. Którzy pomimo tego, że ktoś ich lubi, myślą że to podstęp, że ktoś chce ich wykorzystać. Ja na razie nie potrafię w sobie zwalczyć tej myśli że jestem gorsza od innych, wiem że to nieprawda, ale podświadomie i tak czuję się gorsza...
Ja codziennie szukam tych dobrych rzeczy w moim życiu, jest ich pare i to mnie trzyma przy życiu...
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Pstryk 09 paź 2007, 21:19
luthien, rodzice to też ludzie. Najczęściej bywa, że nie dojrzeli do wychowywania dzieci, dlatego jesteśmy ich "niechcącymi" ofiarami. Dorosłe życie wiąże się z wieloma komplikacjami, z którymi trzeba sobie radzić, często kosztem innych. Nikogo nie tłumaczę - to raczej wyrozumiałość - to pomaga ułożyć sobie życie, nie tylko poprzez uporanie się z przeszłością, ale również przez wybaczanie sobie swoich potknięć.
Rozumie Cię - przemoc psychiczna często wydaje mi się gorsza aniżeli fizyczna. Zrobiłaś milowy krok do przodu Kochanie :D Bardzo mnie to cieszy :D
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez luthien 10 paź 2007, 07:50
bethi zgadzam się z tobą w pełni. Ja nadal z moimi rodzicami mieszkam, a moje relacje z nimi teraz gdy jestem dorosłą osobą są trochę lepsze, bo po prostu nie daję się ojcu. A on teraz gdy jestem dorosła traktuje mnie inaczej, bardziej liczy się z moim zdaniem. Jednak zamęcza moją mame i ona po latach zrozumiała, co ja czułam jak mnie tak tratował. Dlatego teraz relacje z mamą mam można nawet powiedzieć bardzo dobre. Planujemy nawet wyprowadzić się z domu, uciec od ojca... bo czasem jest nie do wytrzymania.
Dużo mi dało rozpoczęcie studiów, bo teraz ojcu mogę udowodnić, że jestem samodzielna, że wszystko załatwię sama i że daję radę. Na studiach też uczę się swojej wartości, bo na jednej z lepszych uczelni w polsce mam dobre wyniki (i w takich momentach właśnie następuje długie zastanowienie, co mam o sobie napisać, bo ja po prostu nie umiem rzetelnie siebie samej ocenić, często zaniżam tę ocenę). Mam nadzieję też że uda mi się założyć rodzinę, boję się bardzo o to, że mogłabym tak samo traktować moje dzieci jak mój ojciec traktował mnie. Boję się tego bardzo...
Ale na prawdę nie zdawałam sobie sprawy, że rozmowa z wami tu na forum tak mi pomoże. Dzisiaj drugi dzień z rzędu obudziłam się spokojna i może nawet zadowolona. Dziękuje za ciepłe przyjęcie, potrzebowałam tego.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez Pstryk 10 paź 2007, 16:47
Nie musisz Kochanie nic udawadniać ojcu. Największą sztuką jest odcięcie się od opinii najbliższych, tu rodziców. Twoja wrażliwość ani miłość czy szacunek do rodziców jako rodziców nie ucierpi na niczym, jeśli zajmiesz się swoim życiem, nawet jeśli ojciec będzie twierdził inaczej. Brakuje Ci wiary w siebie. No bo niby jak masz wierzyć w swoje możliwości, skoro przez tyle lat byłaś traktowana poniżej poziomu. Dlatego warto byłoby nad tym popracować. Poczucie własnej wartości dałoby Ci siłę na działanie i bronienie się.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez luthien 10 paź 2007, 17:41
bethi napisał(a):Dlatego warto byłoby nad tym popracować. Poczucie własnej wartości dałoby Ci siłę na działanie i bronienie się.


Właśnie dużo pomogły mi w tym studia, bo nikt mi nie pomaga, wszystko robię sama i teraz przekonuję się że potrafię wiele rzeczy zrobić sama, a nie jak zawsze mi ojciec powtarzał "ty to nic sama nie potrafisz zrobić" teraz wiem, że potrafię bardzo wiele... mam jeszcze czasem coś takiego, że jak idę coś załatwić, to się strasznie denerwuję, bo boję się że nie dam rady, że ten ktoś nie potraktuje mnie poważnie (bo właśnie tak mnie całe życie traktowała rodzina, ich modne powiedzonko "dzieci i ryby głosu nie mają"). Ale zdarza mi się już to tylko w niektórych sytuacjach. Chociaż są dni, że jak idę przez miasto zatłoczoną ulicą, to wolałabym być niewidoczna i wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą i w środku śmieją się ze mnie.
co do czucia się wartościowym, to też studia mi pomagają, bo jak mi powie wykładowca, że jestem dobra w czymś, albo oceni najwyżej mój projekt czy pracę, to wtedy wiem że jednak coś znaczę na tym świecie.
Ale na początku studiów nie było tak kolorowo, bo ciągle wydawało mi się, że jak ktoś mnie pochwalił czy dostałam dobrą ocenę, to ten ktoś się nade mną litował i nie oceniał mnie rzetelnie, ale dzięki Bogu z biegiem lat to się zmienia. I mam nadzieję że kiedyś nadejdzie chwila, że nie będzie już dnia, w którym w siebie zwątpię...
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez Pstryk 11 paź 2007, 16:07
luthien, musisz nabrać dystansu do otoczenia - niebezpiecznie jest uzależniać swoją wartość od osób trzecich.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez luthien 11 paź 2007, 16:22
bethi napisał(a):luthien, musisz nabrać dystansu do otoczenia - niebezpiecznie jest uzależniać swoją wartość od osób trzecich.


No tak, ale ja m.in. w taki sposób poznaję swoją wartość, przez to że ktoś inny mnie doceni. Inni mają świadomość swojej wartości, ja nie, więc muszę się jej nauczyć. Tego powinni uczyć rodzice w dzieciństwie, chwaląc dziecko za jego osiągnięcia. Mnie nie chwalili (wręcz przeciwnie), więc sama się teraz uczę swojej wartości m.in. na uczelni.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez Pstryk 11 paź 2007, 16:52
luthien, mam nadzieję jednak, że jedna negatywna (notabene najczęściej nieobiktywna ;) ) opinia otoczenia nie odniesie takich samych skutków, jak pozytywna ;)
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez luthien 11 paź 2007, 17:26
hmm... wiesz jeżeli chodzi o mnie, to mnie najbardziej raniły negatywne opinie moich rodziców, bo jednak jacy nie są, to do pewnego wieku to najważniejsze osoby w naszym życiu. A jeżeli chodzi o negatywne opinie innych ludzi, no to trochę dołują, nie zaprzeczam. Tylko o tyle to się zmieniło teraz, że taka opinia nie jest tragedią, pozłoszczę się z godzinę, później przemyślę i mi mija.
A w ostatnią sobotę nawet siebie samą pozytywnie zaskoczyłam, bo mnie jakiś obcy facet za byle co zaczął opieprzać, to mu oddałam tym samym. 8) Jeszcze z trzy lata temu "podkuliłabym ogon pod siebie" i nic bym nie powiedziała. A teraz umiałam mu się przeciwstawić. Wiem, że większość ludzi uznałaby, że nie ma się czym szczycić, ale dla mnie to dużo, bo kiedyś nie umiałam przeciwstawić się innej osobie. Nie umiałam głośno wypowiadać swojego zdania.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez Pstryk 15 paź 2007, 18:36
luthien, zadziwiająca jest siła potrzeby bycia kochanym przez rodziców. To chore pragnienie aby zobaczyć w ich oczach zadowolenie z Nas jako swoich dzieci. Im bardziej się staramy, tym mniej to doceniają a my obwiniamy siebie. Czy nie miałaś kiedyś wrażenia, że jesteś po prostu za dobra? Eh, fajnie czyta sie Twoje posty :D Wychodzisz na prostą - te lata zabiegów o względy rodziców nie zabiły w Tobie siebie samej.
Pstryk
Offline

przez pierm77 20 paź 2007, 09:56
ciche poranne marzenie ...

marze o tym aby ktoregos dnia sie obudzic i tak poprostu zyc bez tego calego piekla nerwicy ptsd i innnych cudow, ktore cholera wie dlaczego wlasnie mnie spotkaly.Przykleilo sie to to do mnie, zdominowalo moje zycie od jakis 10 lat, ba stalo sie nawet sposobem na zycie,wypelniajac je po brzegi ciagla walka probami wyjscia z nerwicy.Niby wiele osiagnolem, tak mowia wielki duzy postep ..,tylko co z tego, skoro ciagle mam wrazenie ze to nie ja a choroba/y kieruje moim zyciem. Tak sie rozmarzylem dzis rano...., ot tak poprostu wstac bladym switem ,zaparzyc smaczna kawe i powiedziec sam do siebie "jestem sobie zeglarzem i okretem, poplyne gdzie ja zdecyduje, gdzie chce". Nie mam na mysli bynajmnije sytlacji idealnego morza, bez sztormow,wysokich fal, silnego wiatru.Chodzi mi o to zeby byle powiew wiatru z ktorego inni sie ciesza bo delikatnie muska ich skore, nie powodowal w mojej glowie smiercionosnego sztormu ktory przezylem pare lat temu... Panie Boze, ludzie prosze cie o tyle rzeczy materialnych, a ja prosze cie tylko o to abym mogl byc wolnym od placenia rachunkow za cudze grzechy...
Z piekła zwanego niebem....
Offline
zbanowany
Posty
184
Dołączył(a)
23 lip 2006, 17:14

przez Pstryk 20 paź 2007, 12:17
pierm77 napisał(a):marze o tym aby ktoregos dnia sie obudzic i tak poprostu zyc bez tego calego piekla nerwicy ptsd i innnych cudow, ktore cholera wie dlaczego wlasnie mnie spotkaly.Przykleilo sie to to do mnie, zdominowalo moje zycie od jakis 10 lat, ba stalo sie nawet sposobem na zycie,wypelniajac je po brzegi ciagla walka probami wyjscia z nerwicy

Ciągłe myślenie o TYM potęguje moc TEGO. TO karmi się naszym strachem. Dla mnie np. zgubą jest ciągłe powtarzanie schematów dawnego życia, schematów myślowych, postępowania, spojrzenia na życie.
Pstryk
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do