Nauka dotyku

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez antylopa 15 lut 2015, 18:22
A myślicie, że psychoterapia może nauczyć nas na nowo korzystać z dotyku???Nie wywołując złych wspomnień???
Mówiłam, że chce żyć bez Ciebie: Nie chciałam!
Mówiłam, że Cie nie kocham: Kochałam!
Mówiłam, że dam sobie rady: Nie dałam!
Mówiłam, że zapomnę: Kłamałam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2683
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:47

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez Artemizja 15 lut 2015, 18:43
antylopa, oczywiście, że psychoterapia zmusza do powrotu do wspomnień. Niemniej jednak im bardziej się z nimi oswajamy, tym łatwiej jest to później przenieść na grunt realnego dotyku. Mnie przez długi czas psychoterapia wręcz utrudniała oswojenie się z dotykiem właśnie ze względu na to, że do znudzenia wałkowany był temat przemocy seksualnej. Z czasem jednak oswoiłam się z tym na tyle, żeby stało się to do zniesienia i tym samym powolutku próbowałam się oswajać z dotykiem. Wygląda dość słodko i kolorowo, ale wcale tak nie było. Zajęło mi to bardzo długo i fakt, że poprzedni partner miał gdzieś moje problemy z dotykiem nie ułatwiał sprawy. No, ale jakoś się udało. Nie powiem, żebym przepadała za nadmierną ilością dotyku, jeśli tak to mogę określić, ale też mnie nie przeraża, nie sprawia, że odskakuję i nie chowam się po kątach. Wręcz przeciwnie. Nawet sprawia mi przyjemność ;) Na tym to zresztą ma polegać. Oczywiście mam tutaj na myśli dotyk bliskiej osoby.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Nauka dotyku

przez aiasofia 15 lut 2015, 19:26
Artemizja rozumiem, że przeszłaś jakiś rodzaj czy też jakieś rodzaje terapii psychodynamicznej z tego co tutaj przeczytałem, a co z innymi podejściami? Odnosząc się do wyrazu "nauka" w temacie to aż się prosi zapytać o nurt behawioralny... Systematycznej desensytyzacji próbowałaś?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
16 sty 2015, 17:25

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez antylopa 15 lut 2015, 21:41
Artemizja, czytając Twój wpis jako jedyna dałaś mi nadzieję, że kiedyś to nastąpi. Na razie mnie boli. Na psychoterapii mam odcięcie więc wałkowanie tego tematu jest u mnie na razie nie idzie.
Chodże na psychoanalityczną 4 miesiąc. Ciemność....widzę ciemność.
Jak długo jesteś w terapii???
Temat wałkować do znudzenia?? Ja o tym powiedziałam tylko raz i już myślałam, że to koniec, że już mi przejdzie, a tu nic zero. Stoję dalej w miejscu
Mówiłam, że chce żyć bez Ciebie: Nie chciałam!
Mówiłam, że Cie nie kocham: Kochałam!
Mówiłam, że dam sobie rady: Nie dałam!
Mówiłam, że zapomnę: Kłamałam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2683
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:47

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez Artemizja 15 lut 2015, 22:36
aiasofia, mam za sobą prawie trzy lata terapii psychodynamicznej z elementami poznawczo - behawioralnej, systemowej i humanistycznej. Na traumę po molestowaniu w dzieciństwie i gwałtach w późniejszym okresie systematyczną desensytyzację można było wyrzucić do kosza. Za Chiny Ludowe nie dałam do siebie podejść, a co dopiero się dotknąć. Nie ważne, czy była to kobieta, czy mężczyzna. W trakcie wizyty u terapeuty mężczyzny wylądowałam zapłakana w kącie i dostałam ataku paniki, kiedy tylko zamknęły się drzwi gabinetu i zostałam z terapeutą sama. Po tej feralnej wizycie i posłuchaniu rady, żeby przełamywać na siłę lęki nie wychodziłam z domu przez tydzień. Terapeuta sobie nie poradził - nie był w stanie mnie uspokoić. Dopiero po Jego wyjściu i przyjściu terapeutki - kobiety pomalutku się wyciszyłam. Po czymś takim postanowiłam nie próbować na siłę pozbywać się lęku. Dopiero kiedy byłam gotowa, dopiero po około półtora roku terapii psychicznie byłam gotowa, żeby spróbować oswajać się z cudzym dotykiem.
Szczerze mówiąc, to elementy behawioralnej terapii, które próbowała wprowadzić moja terapeutka doprowadzały mnie do białej gorączki. Nie przynosiły pozytywnego efektu, a jedynie wzbudzały irytację. Absolutnie nie odpowiada mi terapia poznawczo - behawioralna. Psychodynamiczna była jak najbardziej w porządku. Niczego innego nie mam zamiaru jak na razie próbować, bo tak jak napisałam wyżej, mogę z tym żyć. Po drugie, wystarczy mi jak na razie terapii. Sedno psychoterapii polega na tym, żeby pacjent po jej zakończeniu mógł funkcjonować samodzielnie, a nie przerzucał się na kolejną terapię. Moja skończyła się w maju ubiegłego roku i jak na razie nie narzekam. Fakt, są lepsze i gorsze chwile, ale bywało gorzej.

antylopa, zajęło mi rok, żeby w ogóle zagłębić się w temat. Przez cały bity rok chodziłam na terapię i albo mówiłam o rzeczach mało znaczących, unikając tym samym tematu, albo nie mówiłam nic. Przez 45 minut psychoterapii padały z moich ust jedynie słowa "dzień dobry" i "do widzenia". Nie pomagały zachęty terapeutki, ani moje mocne postanowienia, że dzisiaj powiem. Musiałam być na to wewnętrznie gotowa, musiałam w pełni zaufać terapeutce, czuć, że mnie nie zostawi. Była cierpliwa i to bardzo. Terapię zakończyłam po prawie trzech latach, gdzie przez ostatnie kilka miesięcy chodziłam dwa razy w tygodniu. Po tym, jak raz odważyłam się opisać to, co zaszło, następne razy wcale nie były prostsze. Było tragicznie. Nasiliły się tendencje autodestrukcyjne i autoagresja. Opowiadałam wyrywkowo, fragmentami wydarzeń, tak, że chronologia stała się jasna dopiero po kilku miesiącach. Było tego dużo. Jak już wyrzuciłam z siebie to wszystko, to zaczęłam wracać ponownie do tych wydarzeń, wałkować je po raz drugi, trzeci, dziesiąty, aż w końcu mówienie o tym nie było już takie trudne, upokarzające i bolesne. Na początku miałam wrażenie, że wypluwam samą siebie. Nie raz po zakończeniu sesji wymiotowałam, wyłam pół dnia, upijałam się i robiłam całą masę dziwnych rzeczy. Z czasem jednak przeszło. Teraz żyję sobie w miarę normalnie, jestem w związku, pracuję, skończyłam studia i jak na razie jestem w miarę stabilna. Żyję z dnia na dzień i obserwuję, co się dzieje. Także głowa do góry, jeszcze wszystko przed Tobą ;)
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez antylopa 15 lut 2015, 22:48
Artemizja, na czym polegała ta systematyczna desyntezacja czy coś takiego. Przeczytałam o tym ale już się tego boję.
A co Cię skłoniło do pójścia na psychoterapię??
Moja T też jest bardzo cierpliwa. Jak milczę to siedzi spokojnie. Nawet nic nie mówi. Twierdzi, że budujemy przystań bym mogła zacumować.
Ale denerwuje mnie to, że nic nie mogę powiedzieć. Chcę sobie pomóc ale nie wiem jak. Daje sobie czas ale to dalej nic. Złoszczę się sama na siebie.
Też zahaczam o tematy które w ogóle są nie ważne a to z czym mam największy problem nie umie wyjść.
Teraz mam wrażenie że moja terapeutka szybko zrezygnuje bo nie chcę pracować nad sobą
Mówiłam, że chce żyć bez Ciebie: Nie chciałam!
Mówiłam, że Cie nie kocham: Kochałam!
Mówiłam, że dam sobie rady: Nie dałam!
Mówiłam, że zapomnę: Kłamałam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2683
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:47

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez Artemizja 15 lut 2015, 23:08
antylopa, polega na stopniowym oswajaniu się z lękiem poprzez konforntowanie się ze źródłem lęku.
A co Cię skłoniło do pójścia na psychoterapię??
Przede wszystkim ciągłe powtarzanie się podobnych sytuacji. Niezależnie od zmian środowiska, niezależnie od tego, jak bardzo unikałam zagrożenia, jak mało wychodziłam z domu i jak bardzo ograniczałam kontakty z ludźmi - prędzej czy później i tak wszystko się powtarzało. Nie wiedziałam, dlaczego tak jest. Wszystko zrzucałam na kant tego, że we mnie coś jest nie tak, że zasłużyłam na takie traktowanie. Cały czas tkwiłam w roli ofiary. Od dziecka. Błędne koło. Nie znałam niczego innego i nie wiedziałam, że to nie ja, a wpojony pewien wzorzec, sposób postrzegania siebie, brak szacunku do siebie, godzenie się na nadużycia względem mnie w przekonaniu, że jest to właściwe, prowadzi mnie wbrew woli do sytuacji zagrożenia. Po drugie, miałam już za sobą kilka miesięcy wizyt u psycholog - nie była to psychoterapia, ale zwykłe wizyty w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie ( były pomyłką - Pani psycholog była dopiero co po studiach i bardziej zaszkodziła niż pomogła; nie powiedziała mi nawet, że jest coś takiego jak psychoterapia i że jest to coś zupełnie innego niż te wizyty, na które przychodzę. Po mojej próbie samobójczej uznała, że nie jest w stanie mi pomóc i z dnia na dzień zostałam sama. Miałam dość duży uraz przez pewien czas odnośnie psychologów...). Ponadto wizyty w ośrodkach kryzysowych, wizyty u psychiatrów, serie leków, które nie skutkowały, samookaleczanie się, zaburzenia odzywiania, nerwica lękowa z rozwijającą się fobią społeczną, wylądowanie w szpitalu po podcięciu sobie żył - więc tak naprawdę to była moja ostatnia deska ratunku. O psychoterapii dowiedziałam się tutaj, na Forum. Nie było łatwo mnie przekonać, żebym się zapisała. Ale w końcu doszłam do wniosku, że i tak niewiele więcej mi pozostało. Miałam dwa wyjścia - albo spróbować, albo popełnić samobójstwo, bo to, co się ze mną i we mnie działo było nie do zniesienia. Nawet po rozpoczęciu terapii chodziłam na nią, bo chodziłam - nie wierzyłam, że coś da. Miałam w międzyczasie kilka ciężkich momentów, na które zareagowała terapeutka, co pomogło mi Jej zaufać.
Z tą złością na siebie i wrażeniem, że terapeutka ze mnie zrezygnuje miałam podobnie. Jednak jak zaczynałam o tym mówić, to w odpowiedzi słyszałam, że terapia, to nie wyścigi i mamy czas. Nawet próbowałam swojego czasu prowokować terapeutkę, żeby zmusiła mnie do mówienia, nakrzyczała na mnie, albo coś w tym rodzaju. Wychwyciła to jednak i kategorycznie powiedziała, że nie mam co na to liczyć, bo w ten sposób powtórzyłaby sytuację przemocy, która nieustannie przewijała się przez całe moje życie. Z czasem samo przyszło. Powiedziałam i świat się nie zawalił. Opowiedziałam kolejny fragment i to mnie nie zabiło. Na Ciebie też przyjdzie czas. Wiem, że to męczące i irytujące, ale nic na siłę.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez antylopa 16 lut 2015, 11:00
Konfrontacja z lękiem???
No to świetnie. Ciekawa jestem czy polegałaby na tym że musiałabym być dotykana przez terapeute czy znależc mojego gwałciciela i znim sie oswajać.
Ja tak samo prosiłam a nawet błagałam Terapeutke o to, żeby nakrzyczała na mnie bo tylko wtedy jestem w stanie ruszyć z miejsca. A ona dalej kategorycznie, że NIE.
Wiec rozmawiamy o poerdołach a jak ona nawet coś wejdzie na ten temat to ja i moje mechanizmy obronne momentalnie sie włączamy i nici z rozmowy.
Mnie po 11 latach wróciły te lęki. Byłam pewna,że to już przeszłośc. Było minęło a tu jednak nie.
Ale ta autoagresja to też jest stosowanie przemocy wobec siebie.
Staram się teraz z tego wyjchodzić powolutku. Że żyletka już nie jest moją przyjaciółką, a moja przyjaciółką chce żeby została teraputka. Ale nie umiem zaufać. Boje się kolejnej zależności.
A to już nie chodzisz na psychoterapię?
Można się z tego wyleczyć? Nie wracają do Ciebie te złe wspomnienia?
Mówiłam, że chce żyć bez Ciebie: Nie chciałam!
Mówiłam, że Cie nie kocham: Kochałam!
Mówiłam, że dam sobie rady: Nie dałam!
Mówiłam, że zapomnę: Kłamałam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2683
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:47

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez Artemizja 16 lut 2015, 22:02
A to już nie chodzisz na psychoterapię?
Nie. Tak jak już napisałam wyżej, psychoterapię zakończyłam wraz z końcem maja ubiegłego roku.
Można się z tego wyleczyć? Nie wracają do Ciebie te złe wspomnienia?
"Wyleczenie", to raczej kiepskie określenie. Tak naprawdę wątpię, czy istnieje w tym wypadku coś takiego jak wyleczenie. Raczej powiedziałabym, że zmniejszenie objawów na tyle, żeby już tak nie przeszkadzały. Oczywiście, że wspomnienia od czasu do czasu wracają i będą wracać. Nie liczę na to, że nie. Niemniej jednak już mnie nie paraliżują, nie osłabiają. Stały się częścią mnie i nie próbuję z nimi walczyć. Po prostu pojawiają się i znikają, a ja żyję dalej. To już tylko wspomnienia - nie moga zrobić mi krzywdy. Istotą jest to, jak ja na te wspomnienia zareaguję. Czy będę się dołować, niszczyć, obwiniać, pobadać w depresje, dziwne praktyki, czy po prostu uznam, że są częścią mojego życia i będę normalnie funkcjonować dalej - to jest tak naprawdę sedno. Nie ma się co łudzić, że to zniknie. Wspomnień nie da się wymazać. Trzeba się nauczyć z nimi żyć. Mnie się jak na razie udaje ;)
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez antylopa 16 lut 2015, 22:45
Nie walczysz z nimi? to co z nimi robisz?
Mówiłam, że chce żyć bez Ciebie: Nie chciałam!
Mówiłam, że Cie nie kocham: Kochałam!
Mówiłam, że dam sobie rady: Nie dałam!
Mówiłam, że zapomnę: Kłamałam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2683
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:47

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez Artemizja 16 lut 2015, 22:59
antylopa, co by mi teraz dała walka i szarpanie się? W początkowym etapie, kiedy nie potrafiłam zapanować nad swoimi reakcjami, to tak. Gdyby mi to przeszkadzało tak, jak kiedyś, utrudniało funkcjonowanie, to wtedy nadal chodziłabym na psychoterapię. Ale dzięki temu, że przez te lata spędzone na psychoterapii nauczyłam się przechodzić nad tym do porządku dziennego - po prostu mnie to nie osłabia.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez antylopa 17 lut 2015, 10:34
To ja dalej z tym walczę, kopię gryzę, rzucam wspomnieniami o ziemię, byleby do mnie nie doszły, nie musiała przeżywać jeszcze raz tego samego.
Cały czas wydaję mi się, że przywrócenie tych wspomnień to kolejny raz bedzie klęska, znowu mnie pokonają. Jestem na etapię uciekania od samej siebie...
Boję się, że znowu wszystko stracę. Znowu bede walić głową w ścianę o ile teraz tego nie robie.
Gubię się w tym...
Mówiłam, że chce żyć bez Ciebie: Nie chciałam!
Mówiłam, że Cie nie kocham: Kochałam!
Mówiłam, że dam sobie rady: Nie dałam!
Mówiłam, że zapomnę: Kłamałam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2683
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:47

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez Artemizja 17 lut 2015, 22:28
antylopa, to taki etap. Mam nadzieję, że z czasem zacznie Ci być trochę lżej. Pewnie nie będzie to prędko, ale za jakiś czas.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Nauka dotyku

Avatar użytkownika
przez antylopa 17 lut 2015, 22:31
Czemu to wszystko jest takie trudne...
Mówiłam, że chce żyć bez Ciebie: Nie chciałam!
Mówiłam, że Cie nie kocham: Kochałam!
Mówiłam, że dam sobie rady: Nie dałam!
Mówiłam, że zapomnę: Kłamałam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2683
Dołączył(a)
28 gru 2014, 21:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do