Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa = spaprane całe życie?

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa = spaprane całe życie?

przez Court 18 sie 2013, 17:27
Witajcie!

Jestem tu zupełnie nowy i nawet nie wiem jak zacząć.. Przez bardzo długi czas uciekałem od pewnych wspomnień z dzieciństwa i starałem się je wyprzeć z pamięci ale nie udało mi się... Przez bardzo długi czas nawet nie wiedziałem, że te wydarzenia wywarły na mnie i moje zachowanie aż tak duży wpływ. Myślałem sobie "to było tak dawno.. to niemożliwe żeby to miało wpływ na moje życie". Ale im bardziej zacząłem analizować swoje zachowanie, tym bardziej jestem przekonany, że wydarzenia z przeszłości po prostu zdominowały całe moje życie!

Byłem wtedy w przedszkolu, miałem może z 5 lat... Byłem jakby pośrednią ofiarą molestowania seksualnego. Mój kolega chyba był molestowany (może przez ojca? nie wiem) i pewnego pięknego dnia podchodzi do mnie i mówi, że chce mi coś pokazać. Byłem ciekawy, więc poszedłem z nim. Zaprowadził mnie do kibla w przedszkolu i zaczął się rozbierać i kazał mi się rozebrać. Dotykał mnie itd. Używał wulgarnego języka (jako kilkulatek większości z tych słów wtedy w ogóle nie rozumiałem, byłem zbyt mały). W dodatku pamiętam, że prawie nakryła nas przedszkolanka i ten wstyd jaki wtedy odczuwałem i jej podejrzliwy wzrok będę chyba pamiętał do końca życia. Do dzisiaj kiedy ktoś na mnie patrzy, wydaje mi się, że "on/ona się domyśla", że "chce mnie rozgryźć", że wie że "zrobiłem coś niewłaściwego". To paranoja, ale to silniejsze ode mnie! Byłem zdecydowanie za młody na takie doświadczenia. Gdybym wiedział co stanie się w tym kiblu nigdy bym tam nie poszedł! Byłem ciekawy, jak każde dziecko w tym wieku. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałem i mam wyrzuty sumienia, bo jeśli jego ktoś molestował, to gdybym wtedy powiedział komuś dorosłemu o tym, to może dałoby się go "ocalić". I może, gdybym np. poszedł do psychologa jeszcze jako dziecko, to teraz nie miałbym takich problemów. Naprawdę bardzo to przeżyłem. Stałem się chorobliwie wstydliwy, miałem i dalej mam problemy w nawiązywaniu znajomości, a kiedy czuję, że ktoś chce mnie "rozgryźć", to natychmiast zrywam kontakt. I zawsze czułem, że to co się stało, to moja wina, bo przecież poszedłem z nim do tego kibla albo może jakoś go sprowokowałem... Jednocześnie czuję ogromną niesprawiedliwość... Dlaczego to właśnie mnie spotkało?... Generalnie wstydzę się wszystkiego co związane jest z seksualnością.. Nie lubię o tym gadać i pewnie też dla tego w liceum unikałem swoich rówieśników (zwłaszcza kolesi), bo oni z reguły gadali o seksie, a mnie to krępuje. Najchętniej usunął bym tą sferę z życia, bo przywołuje u mnie złe wspomnienia z dzieciństwa. W związku z tym zawsze się izolowałem, nigdy nie utrzymywałem kontaktów z kimś "ze starej szkoły" itd. Czuję, że ludzie zwyczajnie mnie nie rozumieją. Nie mają takich problemów jak ja. Jestem zupełnie sam, ze wszystkim. Nie mam znajomych. Nie mam przyjaciół.

Na domiar złego byłem bardzo dziwnie wychowywany, o ile można w ogóle mówić o "wychowaniu". Moi rodzice od zawsze byli bardzo pochłonięci pracą. Nigdy nie mieli dla mnie czasu i sami nie prowadzili zbyt intensywnego życia towarzyskiego. W domu prawie nigdy żadni znajomi rodziców nas nie odwiedzali. To był po prostu dom "zamknięty". Nie przywykłem w ogóle do towarzystwa ludzi, a wychowywaliśmy się z bratem głównie na telewizji.. Mama jest dobrą osobą i sama miała w życiu ciężko (despotyczny ojciec). Pracowała bo musiała ale jak była w domu, to zawsze poświęcała nam tyle czasu, ile mogła. Może i to było za mało ale doceniam jej starania i zawsze czułem, że mnie i brata kocha. Gorzej z ojcem. Nawet kiedy miał czas, to i tak wolał uciekać do pracy i zrzucać wszystko na mamę (sam wychował się bez ojca i chyba nie widział siebie w takiej roli, bał się że nie podoła?) Nigdy nawet nie zabierał nas na mecze, nie grał z nami w piłkę. Kiedy miał wolny czas to albo spał albo oglądał telewizję. Nigdy go nie obchodziliśmy, nigdy z nami nawet nie rozmawiał o naszych problemach - tak po męsku, jak ojciec z synami. Nie miałem skąd nawet brać męskich wzorców zachowań. On był zupełnie obojętny. Zawsze był egocentryczny- obchodził go tylko czubek własnego nosa.

Reasumując: miałem naprawdę popaprane dzieciństwo i dopiero teraz (mam 24 lata obecnie) widzę, jak bardzo odbiło się to na mojej psychice. Zastanawiam się, czy jestem skazany na swoją "aspołeczność", na swój wieczny wstyd, na samotność i brak znajomych, czy da się to jakoś zmienić? Jestem nieszczęśliwy i niespełniony. W dodatku to cholernie boli, bo ludzie wkoło obwiniają mnie za to, że taki jestem, a ja wiem, że to przecież nie moja wina, bo ukształtowały mnie właśnie te wydarzenia - niezależne ode mnie. Zwyczajnie wkurza mnie ten totalny brak empatii i jestem coraz bardziej poirytowany. Już nie wiem co robić...
Ostatnio edytowano 18 sie 2013, 21:08 przez niosaca_radosc, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Przeniesiono do odpowiedniego działu
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 sie 2013, 16:28

Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa = spaprane całe życie?

przez polnormalny 18 sie 2013, 17:55
Też tak myślałem. Przeszłość jest mega ważna.Teraz to wiem.
polnormalny
Offline

Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa = spaprane całe życie?

przez ala1983 18 sie 2013, 18:49
Court, Witaj. Mam dokładnie tak samo. Dzieciństwo wywiera na nas ogromny wpływ, i jeśli nie było odpowiednio przeżyte pojawiają się różnego rodzaju zaburzenia, które prześladują nas w dorosłym życiu. Sama od dłuższego czasu jestem z tego powodu w żałobie. Nie mogę się z tym pogodzić, bo moje zaburzenia osobowości masakrycznie utrudniają mi życie. Próbuje przepracowywać to na terapii. Jednak w życiu trafiam na tak ogromne przeszkody, których przejść nie mogę. Zatem stoję w miejscu, nie rozwijam się. Pojawiają się różnego rodzaju dodatkowe emocje> żal, złość, ninawiść. I ten ból, że przez nieudolnych rodziców nie mogę teraz normalnie żyć. Nikt nie czuje skruchy z tego powodu. Jestem z tym sama, sama walczę i męcze się z tym "prezentem" od rodziców. I ciągle nie mogę uwierzyć, że można komuś tak zrujnować życie.

Nie pomogę tutaj niestety. Pozdrawiam.
"Objawy mają swoje znaczenie"
Zygmunt Freud (1856-1939)
Offline
Posty
3514
Dołączył(a)
19 lis 2011, 18:53
Lokalizacja
W drodze...

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa = spaprane całe życie?

przez Court 18 sie 2013, 22:46
ala1983, Dziękuję, że odpowiedziałaś :) Sam zastanawiam się nad terapią, ale boję się tego, że będzie tylko gorzej i wpadnę w jakąś depresję, z której nie będę w stanie wyjść. Miałem myśli samobójcze od liceum. A czy na początku terapii nie było choć trochę lepiej, bo w końcu "wzięłaś byka za rogi" i postanowiłaś coś z tym zrobić? Nie odczułaś pewnej ulgi? Jak w ogóle wygląda taka terapia? Jest wycieńczająca psychicznie?

I ten ból, że przez nieudolnych rodziców nie mogę teraz normalnie żyć. Nikt nie czuje skruchy z tego powodu. Jestem z tym sama, sama walczę i męcze się z tym "prezentem" od rodziców. I ciągle nie mogę uwierzyć, że można komuś tak zrujnować życie.


U mnie też tak jest. Nawet jak kiedyś ojcu otwarcie powiedziałem, że był fatalnym ojcem, to nawet się tym nie przejął, nawet nie czuł smutku. Nic nie czuł. Największy żal mam do niego o to, że nie nauczył mnie czerpać radości z życia, z małych rzeczy. A ile się nasłuchałem jaki to on nie zadowolony i że chciałby umrzeć.. Lubi mnie tym szantażować emocjonalnie. Jest okrutny. Czasem to tak mi się nie chce, że śpię do 15 albo i dłużej.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 sie 2013, 16:28

Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa = spaprane całe życie?

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 19 sie 2013, 11:02
Court, kiedy czytam ze kolejna osoba w doroslym zyciu cierpi z powodu bledow doroslych czy rodzicow, serce mnie boli i czuje smutek i zlosc. Mnie sama jak bylam dzieckiem maktretowano psychicznie i fizycznie. Dlugo wzbranialam sie przed wizyta u psychologa. Przez dwa lata bralam psychotropy ktore doprowadzily mnie do powaznej nadwagi i niedoczynnosci tarczycy - bede brala leki na ta chorobe do konca zycia.
Leki odstawilam a dawne problemy wrocily.
Kiedy trafilam do mojej terapeutki, wyjasnila ze czlowiek sam sobie z takimi problemami nie poradzi. Porownala to do czlowieka ratujacego sie samemu w ruchomych piaskach. Wierze jej. Bylam dopiero na kilku wizytach a juz zaczelam rozumiec mechanizmy swojej choroby i zachowac. Dodam ze terapie z NFZ i nic nie place.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa = spaprane całe życie?

Avatar użytkownika
przez Shannon 19 sie 2013, 18:37
Court, W tym samym wieku przeżyłam coś podobnego, więc domyślam się co musiałeś czuć. U mnie jednak trochę inaczej się to odbiło - stałe poczucie winy, fobia społeczna. Do tego zachowywałam się dość prowokacyjnie. Przez moje zaburzenia uwierzyłam, że jestem śmieciem, leniwym, nic nie wartym :( Teraz widzę, że moje zachowanie było spowodowane traumą i zaburzeniami. Np. w stosunku do ludzi jestem oziębła, bo po prostu boję się ich, często uchodzę za niemiłą, często mnie o coś oskarżają - a ja wtedy czuję, że to prawda. Teraz myślę nad terapią, mam determinację, by odzyskać poczucie własnej wartości.
Mam nadzieję, że mimo wszystko pozbierasz się, będziesz szczęśliwy. Powodzenia! ;)
f20, f42, ADHD

kwetiapina 400 mg
fluoksetyna 20 mg
doraźnie: wywar z czarnego lulka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
456
Dołączył(a)
06 kwi 2013, 11:41
Lokalizacja
wieś pod Elblągiem

Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa = spaprane całe życie?

przez ala1983 19 sie 2013, 19:45
A czy na początku terapii nie było choć trochę lepiej, bo w końcu "wzięłaś byka za rogi" i postanowiłaś coś z tym zrobić? Nie odczułaś pewnej ulgi?

Jest lepiej z terapią, ale ciągle jeszcze ten problem nie jest na tyle rozwiązany, aby nie czuć bólu życia. To bardzo mozolny proces taka terapia.
Jak w ogóle wygląda taka terapia?

To zależy w jakim nurcie. Z naszymi zaburzeniami wskazana jest psychodynamiczna, czyli po krótce ujmując wracanie do przeszłości, sytuacji z dzieciństwa.
Jest wycieńczająca psychicznie?

Wmoim odczuciu nie na tyle, na ile wycieńczyło mnie dzieciństwo.
"Objawy mają swoje znaczenie"
Zygmunt Freud (1856-1939)
Offline
Posty
3514
Dołączył(a)
19 lis 2011, 18:53
Lokalizacja
W drodze...

Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa = spaprane całe życie?

przez DuchMyrcelli 19 sie 2013, 22:21
Przeszłość ma na nas ogromny wpływ i negatywne skutki mogą być bardzo uciążliwe. Moim zdaniem wątro by było, abyś udał się na terapię. Potrzebujesz to przepracować, bo wcześniej nie miałeś jak. Jeśli chodzi o terapię to wiem jaka jest terapia psychoduynamiczna. Terapeuta zadaje Ci różne pytania dotyczące Ciebie, mogą się ojego wydawać niepowiazane z problemem, ale jeśli ten problem rzutuje na twoje życie to także na te sprawy z pozoru niepowiazane z problemem. Taka terapia bywa czasem trudna, ale nie zawsze. Poza tym każdy człowiek jest inny i dla jednego to będzie trudne, a dla innego nie. Warto spróbować. W razie obaw zawsze możesz konsultować przebieg sesji ze swoim terapeuta.
DuchMyrcelli
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do