Powrót do równowagi po traumie

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

Powrót do równowagi po traumie

przez aardvark3 19 cze 2014, 10:07
No coz...
Mysle, ze dawne traumy mam juz jako tako przerobione lub przerabiam je na biezaco i nie staja mi juz na przeszkodzie, nie robia dywersji jak przez wiele poprzednich lat.
Jestem ich swiadoma, jak i tego ze w przeszlosci nie mialam odpowiedniego wsparcia aby sobie z ich nastepstwami poradzic.

Ale biezace zycie czasami niesie ze soba niespodzianki i nie zawsze sa one przyjemne.
Otoz we wtorek ok poludnia zostalam zaatakowana przez nieznanego mi, pijanego goscia. Jechal obok mnie w autobusie (trasa ok 30 min z miasta do mojego miasteczka), cos tam mamrotal (sluchalam muzyki na mp3), kilkakrotnie prosilam go coraz bardziej stanowczo (i coraz mniej uprzejmie) zeby dal mi spokoj i zeby sie przesiadl. Pewnie powinnam zawiadomic kierowce ze gosc jest upierdliwy i sie mnie czepia - ale wydawalo mi sie ze to zwykly pijaczek i jak wysiade z autobusu bedzie po wszystkim.
Niestety, gosc wysiadl za mna i probowal mnie nadal zaczepiac, na moja zdecydowana reakcje w stylu "odwal sie pan" - wyrwal mi torebke i zaczal uciekac. Dogonilam go i po krotkiej szarpaninie odzyskalam swoja wlasnosc - wtedy ten wyrwal mi reklamowke z zakupami (alez mi zakupy: tenisowki i szklany talerz do dekoracji) i zwial. Ludzie oczywiscie przyszli mi z pomoca, natychmiast wezwano policje (to jest male miasteczo a zdarzenie mialo miejsce na glownej ulicy pod bankiem, ok 13). Wszyscy byli bardzo pomocni, goscia zlapali i zawiezli na dolek. Pojechalam zlozyc zeznania, potem policjantka odwiozla mnie na parking do mojego samochodu.
Czulam sie troche w szoku ale kontrolowalam sytuacje, mialam pelna swiadomosc i trzezwosc umyslu. Zawsze tak mam w naglych wypadkach i czesto jestem jedyna osoba rzeczowo myslaca podczas gdy reszta wysiada. Ktos musi to wszystko ogarnac - chyba kolejna spuscizna DDD.
Wrocilam do domu i poczulam takie cholerne zmeczenia - adrenalina zaczela puszczac. I oczywiscie etapy post-traumy. Niedowierzanie, lek itp.
Najgorsza byla swiadomosc, ze przeciez pol swiata zjezdzilam sama, w roznych zakazanych miejscach bywalam i nigdy nic podobnego mnie nie spotkalo (a bylam mlodsza, atrakcyjna wiec zaczepki mogly byc po czesci zrozumiale - choc nie usprawiedliwione) - a tu nie dosc ze w moim 4-tysiecznym, sennym miasteczku na glownej ulicy to jeszcze w moim wieku (54 lata) ktory uznalam za bardzo bezpieczny bo wtedy kobieta jest niewidzialna ;) co gwarantuje jej bezpieczenstwo.
Doswiadczenie pokazuje, ze niczego nie mozna byc pewnym ;) (O. juz zartuje - czyli powracam do normalnego stanu).
Zdecydowalam sie nie dzwonic do mojego partnera ani do kogokolwiek ze znajomych czy dzieci, chcialam z tym pobyc sama. Mimo uczucia osamotnienia jednak jakos nie czulam ze powinnam sie z kims bliskim skontaktowac i opowiedziec co sie stalo. Moze obawialam sie, ze bede nieadekwatna w swojej opowiesci? Moze nie chcialam im zawracac glowy? Wierzac, ze przeciez i tak sie z tym uporam? Moze obawialam sie, ze zareaguja nie tak jak oczekuje, ze to zdarzenie uswiadomi mi ze tak naprawde nikomu na mnie nie zalezy?
Reszta dnia jakos przeleciala, obejrzalam miniserial "Utopia" do konca, sporo popracowalam nad projektami ktore lezaly i czekaly na wene (byla piekna pogoda moglam wiec wyniesc robote do ogrodka).
Wieczorem rozmawialam z synem i bardzo emocjonalnie podszedl do owego incydentu. Zapewnilam go ze wszystko OK i policja zajela sie gosciem a ja umialam sie obronic (co dla mnie jest bardzo istotne, kilka lat temu pewnie stalabym oslupiala i przerazona). Potem zadzwonil moj partner i opowiedzialam mu o wszystkim. Byl zaskoczony, zmartwiony i dziwil sie czemu nie zadzwonilam do niego od razu. Co by to dalo skoro byl w pracy a wyjasnilam juz powyzej dlaczego nie chcialam z nikim gadac zaraz po zdarzeniu. Potem porozmawialismy chwile o naszych sprawach. Odczulam z jego strony wsparcie ale nie na tyle na ile bym chciala (a to juz chyba moj problem i on nie ma z tym wiele wspolnego dopoki mu paru rzeczy nie wyjasnie - ale sama o tym nie wiedzialam do tej pory).
W nocy spalam zle, mialam jakies stany lekowe - nic powaznego. Sasiedzi zachowywali sie glosno przez pol nocy, nie chcialo mi sie wstawal z lozka zeby ich opierd*lic. Moglam zamknac okno w sypialni ale bylo za cieplo.
Na drugi dzien (wczoraj) pierwszy od miesiecy nawrot lekkiej depresji - przesiedzialam w domu caly dzien mimo pogody, mialam wrazenie ze jak wyjde to cos sie zlego moze stac wiec najbezpieczniej siedziec w chacie. Mialam jechac do mechanika ale przelozylam na dzisiaj, mialam tez zabrac mikrofalowke od eksia. Naprawde nie mialam ochoty nigdzie sie ruszac. Mimo owych okolodepresyjnych stanow sporo popracowalam a nawet obejrzalam kolejny miniserial "Broadchurch", filmy pomagaja mi na swoj sposob radzic sobie z problemami kiedy nic nie moge czynnie zdzialac tylko przeczekac.
Wieczorem wyszlam z psem i bylo prawie normalnie.
Dzisiaj wstalam bez radosci, jaka zwykle mi towarzyszy rankiem gdy swieci slonce - tzn nie jakies uchachanie mam na mysli ale pozytywne myslenie i optymizm. Tzn on tam we mnie gdzies jest ale za mgla. Powracam z wolna do normalnosci co widze chocby po sposobie pisania tego postu.
Potrzebuje jutro porozmawiac z partnerem na temat tego co sie wydarzylo i ze uwazam, iz nie okazal mi wlasciwej troski/zatroskania. Ze nie czulam jego obecnosci przy mnie gdy bylo mi trudno. Nie, nie wymagam zeby byl fizycznie jesli to w obecnym ukladzie niemozliwe - ale oczekuje wiecej wsparcia psychicznego, emocjonalnego w takich chwilach.
Z drugiej strony rozumiem ze to nie jest takie latwe i nie kazdy, jak ja, potrafi to "z automatu". Moze on tez to na swoj sposob przezywal a nie umial okazac? Ano - zobaczymy.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Powrót do równowagi po traumie

Avatar użytkownika
przez małpka bubu 05 sie 2014, 14:58
mi to pomogło, że zgłosiłam te sytuacje... może mam marne szanse po tylu latach... 13,10 i 7... ale warto, zostało to wypowiedziane i nazwane... wspaniale budzić się bez poczucia niesprawiedliwości... walczę... jest to w cholerę trudne, bywają chwile załamania, życie boli... ale warto, dla tych spokojnych nocy... jutro 3 tygodnie... czekam teraz niecierpliwie na pismo z policji o tym, czy będzie wszczęte postępowanie... bardzo fajnie mnie potraktowali... usłyszałam, że dobrze że to z siebie wyrzuciłam i że nie dziwią się rozstrojowi zdrowia...

tritace 5 mg 1-0-0, hydrochlorothiazidum Polpharma 12,5mg 1-0-0 (na nadciśnienie)
antykoncepcyjna evra
setaloft 50mg - 1-0-0
lamitrin 100 mg 1-0-1
doraźnie hydroksyzynka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
544
Dołączył(a)
30 lis 2012, 12:39
Lokalizacja
Zielona Góra

Powrót do równowagi po traumie

przez glupiajestempowraca 08 sty 2015, 06:48
Jeśli osobie zdarza się mieć lęki i nie do końca udało jej się to zwalczyć, to jak niby ma pomóc wizyta u specjalisty? Osoba opowie o swoich problemach, specjalista doradzi...i tak osoba nie dość, że będzie zdenerwowana samą rozmową, to jeszcze dostanie porady: jak sobie z tym radzić,ale... skoro osoba sobie nie radzi, a w przeszłości sama podejmowała wiele prób zwalczania obaw, lęków, to jak takie porady specjalisty mają coś zmienić. I skąd wiadomo, jakie wnioski są prawidłowe... bo jeśli popatrzeć na to wszystko z perspektywy zależności bodziec-reakcja, to... by nastąpiła reakcja/czyn musi być bodziec, czy bodźcem jest jakaś forma prowokacji, nie wiem, nieświadomej:(
glupiajestempowraca
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Powrót do równowagi po traumie

przez NaaN 10 sty 2015, 09:32
aardvark3 napisał(a):Czulam sie troche w szoku ale kontrolowalam sytuacje, mialam pelna swiadomosc i trzezwosc umyslu. Zawsze tak mam w naglych wypadkach i czesto jestem jedyna osoba rzeczowo myslaca podczas gdy reszta wysiada. Ktos musi to wszystko ogarnac - chyba kolejna spuscizna DDD.

Nie chyba a na pewno. Też tak mam. Lata treningu.....Ale w sumie to całkiem dobra rzecz, tylko człowiek czasami czuje się jak cyborg :(
Wrocilam do domu i poczulam takie cholerne zmeczenia - adrenalina zaczela puszczac. I oczywiscie etapy post-traumy. Niedowierzanie, lek itp.

Dobrze, że puściła i że to wszystko co się z Tobą dzieje zauważyłaś. To takie zdrowe. Dopiero teraz niedawno zaczęłam zauważać co się dzieje z moim ciałem cieszę się z tego. Przedtem, mam wrażenie nie spuszczałam napięcia. Trzymałam i robiłam się coraz bardziej sztywna.
Zdecydowalam sie nie dzwonic do mojego partnera ani do kogokolwiek ze znajomych czy dzieci, chcialam z tym pobyc sama. Mimo uczucia osamotnienia jednak jakos nie czulam ze powinnam sie z kims bliskim skontaktowac i opowiedziec co sie stalo. Moze obawialam sie, ze bede nieadekwatna w swojej opowiesci? Moze nie chcialam im zawracac glowy? Wierzac, ze przeciez i tak sie z tym uporam? Moze obawialam sie, ze zareaguja nie tak jak oczekuje, ze to zdarzenie uswiadomi mi ze tak naprawde nikomu na mnie nie zalezy?

Nie jest ważne co się dzieje ze mną ?
Wieczorem rozmawialam z synem i bardzo emocjonalnie podszedl do owego incydentu. Zapewnilam go ze wszystko OK i policja zajela sie gosciem a ja umialam sie obronic (co dla mnie jest bardzo istotne, kilka lat temu pewnie stalabym oslupiala i przerazona). Potem zadzwonil moj partner i opowiedzialam mu o wszystkim. Byl zaskoczony, zmartwiony i dziwil sie czemu nie zadzwonilam do niego od razu. Co by to dalo skoro byl w pracy a wyjasnilam juz powyzej dlaczego nie chcialam z nikim gadac zaraz po zdarzeniu. Potem porozmawialismy chwile o naszych sprawach. Odczulam z jego strony wsparcie ale nie na tyle na ile bym chciala (a to juz chyba moj problem i on nie ma z tym wiele wspolnego dopoki mu paru rzeczy nie wyjasnie - ale sama o tym nie wiedzialam do tej pory).

Tak mi się wydaje, że tu jest ten trudny kawałek, z którym i ja się zmagam. Jakiś konflikt, sprzeczność a może niezaspokojona tęsknota do tej cholernej bezwarunkowej miłości. Bo to, że do niego nie zadzwoniłaś to też jest brak zaufania. W tym najgłębszym aspekcie. ja się domyślam co to może być, bo u siebie to już zobaczyłam. Boję się, że znów nikt nie zauważy mojej krzywdy albo ją zlekceważy i wyśmieje, więc nie próbuję.
Tylko, że on to też zauważył. To mogło go przyhamować. bo nie chciałaś, żeby był przy Tobie gdy dzieje się coś złego. Więc pytanie: kim dla niej jestem i ile znaczę?
Potrzebuje jutro porozmawiac z partnerem na temat tego co sie wydarzylo i ze uwazam, iz nie okazal mi wlasciwej troski/zatroskania. Ze nie czulam jego obecnosci przy mnie gdy bylo mi trudno. Nie, nie wymagam zeby byl fizycznie jesli to w obecnym ukladzie niemozliwe - ale oczekuje wiecej wsparcia psychicznego, emocjonalnego w takich chwilach.
Z drugiej strony rozumiem ze to nie jest takie latwe i nie kazdy, jak ja, potrafi to "z automatu". Moze on tez to na swoj sposob przezywal a nie umial okazac? Ano - zobaczymy.

Już dawno jesteście po rozmowach i na pewno coś z nich wynikło. mam nadzieję, że dobrego dla Ciebie. nurtował mnie Twój post odkąd wróciłam na forum.. Myślę o tym czy często sami nie blokujemy tego co najbardziej chcemy. Tylko, że to wszystko jest tak łatwo wymyślić...napisać...a tak trudno zachować się tak jakby się chciało :(

-- 10 sty 2015, 08:42 --

glupiajestempowraca napisał(a):Jeśli osobie zdarza się mieć lęki i nie do końca udało jej się to zwalczyć, to jak niby ma pomóc wizyta u specjalisty? Osoba opowie o swoich problemach, specjalista doradzi...i tak osoba nie dość, że będzie zdenerwowana samą rozmową, to jeszcze dostanie porady: jak sobie z tym radzić,ale... skoro osoba sobie nie radzi, a w przeszłości sama podejmowała wiele prób zwalczania obaw, lęków, to jak takie porady specjalisty mają coś zmienić. I skąd wiadomo, jakie wnioski są prawidłowe... bo jeśli popatrzeć na to wszystko z perspektywy zależności bodziec-reakcja, to... by nastąpiła reakcja/czyn musi być bodziec, czy bodźcem jest jakaś forma prowokacji, nie wiem, nieświadomej:(


Cała trudność polega na tym, że postrzegamy świat według swoich własnych myśli, uczuć, itp Tak, jakbyśmy widzieli jedynie mniejszy czy większy kawałek i nie konfrontując tego z innym człowiekiem praktycznie nie mamy możliwości wyjść poza nasz ogląd. Czyli możemy się kręcić jak szczeniak za własnym ogonem. Ktoś z zewnątrz może natychmiast zauważyć gdzie popełniamy jakiś bład.
Druga sprawa to możliwości, techniki i narzędzia, które pomogą wyjść z trudnych sytuacji albo je zdrowo zasymilować i doświadczenie specjalistów.
Offline
Posty
1361
Dołączył(a)
15 lut 2014, 11:23

Powrót do równowagi po traumie

Avatar użytkownika
przez Artemizja 10 sty 2015, 23:17
Osoba opowie o swoich problemach, specjalista doradzi
Specjalista nie ma doradzać. Ma Ci pomóc przeżyć to jeszcze raz i zrozumieć, co się z Tobą dzieje, dlaczego tak się dzieje. Przepracowanie tematu pozwala obniżyć poziom lęków lub nawet całkowicie wyeliminować. Przynajmniej tak było u mnie.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Powrót do równowagi po traumie

Avatar użytkownika
przez greg666 13 lut 2015, 13:27
na wstępie zaznaczę że nie chciało mi się tego wszystkiego czytać ;)
Wydaje mi się że każdy inaczej reaguje na traume. Jeden będzie to miesiącami rozpamiętywał inny to oleje. Zależy jeszcze co to za trauma. Wiadomo stres pourazowy nie zależy od tego jak myślimy tylko po prostu jest. Ja na traumatyczne sytuacje patrze z dystansem. To co przezywałem kiedyś mnie niewiele obchodzi. Interesuje mnie to co jest teraz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
125
Dołączył(a)
13 lut 2015, 12:56
Lokalizacja
piekło

Powrót do równowagi po traumie

Avatar użytkownika
przez patgaret 15 lut 2015, 01:29
Mam traume z czasow licealnych i jakos ciezko mi wrocic do siebie. Jak mysle o tych czasach to wszystko wraca :?
Avatar użytkownika
Offline
Najładniejsze męskie oczy na Forum
Posty
116
Dołączył(a)
18 mar 2012, 12:37

Powrót do równowagi po traumie

przez NaaN 15 lut 2015, 08:05
1.
greg666 napisał(a): Interesuje mnie to co jest teraz.

To prawidłowa postawa
2.
Ja na traumatyczne sytuacje patrze z dystansem. To co przezywałem kiedyś mnie niewiele obchodzi.

i to bardzo OK jest. Pod jednym warunkiem, że ogólnie jesteś szczęśliwym człowiekiem, w dobrych relacjach z bliskimi i masz sporo zadowolenia ze swojego życia.
Bo jeśli nie, to jednak wróciłabym do pkt 1 i 2

patgaret
To może pora coś z tym zacząć robić ? Terapia ?
Offline
Posty
1361
Dołączył(a)
15 lut 2014, 11:23

Powrót do równowagi po traumie

przez aceracc 10 cze 2015, 15:34
ja proponuję medytacje, mindfullnes, przychodzi moc pozytywnych emocji

prosze wejdzcie na mojego posta - baaardzo-prosz-o-pomoc-serio-t55799.html
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
09 cze 2015, 11:55

Powrót do równowagi po traumie

Avatar użytkownika
przez Artemizja 10 cze 2015, 22:12
aceracc, jeżeli jeszcze raz znajdę w Twoim poście link do postu z prośbą o wypełnienie ankiety, to pożegnasz się z Forum. Ankiety umieszczamy w jednym temacie i tylko w dziale oferty. Podawanie linku do wątku z ankietą w każdym możliwym temacie jest łamaniem Regulaminu.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 3 gości

Przeskocz do