ten stress..

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

ten stress..

przez estelka 01 wrz 2006, 09:50
w moim zyciu dzialo sie duzo zlego.. moje dziecinstwo od 6 roku zycia praktycznie nie istnialo.. wychowywalam sie w swoistej patologii rozwodu rodzicow, w ktorym, w odroznieniu od konwencji, to Tata byl ta "dobra strona". bylo to ponad 15 lat temu, w czasach, gdzie na slowo "pchycholog" ludzie reagowali niemal jak na "szatan". traf chcial, ze moja mama z jakiegos glowowego powodu nie podolala malzenstwu i wychowaniu dzieci. po 13 latach malzenstwa zaczelismy ja tracic. znalazla sobie na boku mezczyzne, ktory przyslonil jej caly swiat. po woli tracila checi do tego, zeby miec z nami cokolwiek wspolnego. podczas rozwodu dwa niezalezne osrodki psychologiczne orzekly u niej "myslenie zyczeniowe", ale sadze, ze miala glebsze problemy psychiczne. po rozwodzie, z powodow finansowych, mieszkala z nami w mieszkaniu jeszcze przez kilka dobrych lat, w podczas ktorych doslownie nie rozmawiala z nami. traktowala nas, jakbysmy nie istneli, wrecz probowala nam uprzykrzyc zycie do tego stopnia, zebysmy wyniesli sie z mieszkania. na kazdym kroku upokarzala nas i sprawiala nam przykrosci. mieszkanie przez ten czas nie bylo w ogole sprzatane, a my zylismy w wiecznej paranoi przed jej nowymi pomyslami, jak nam uprzykrzyc zycie. dopiero po kilku latach, kiedy tacie udalo sie "splacic" jej wyprowadzenie sie z domu, zaczelismy funkcjonowac jako niepelna, ale jako rodzina - ja, moj brat i tata. mialam juz wtedy 14 lat i mnostwo zlosci w sobie. zaczal sie moj okres dorastania i buntu. uwielbialam kosztowanie sie w narkotykach, sznytach, alkoholu, papierosach, imprezach.. narobilam wiele przykrosci mojemu tacie, ktory polowe swojego zycia poswiecil na to, zeby wychowac nas na jak najlepszych ludzi. na szczescie wyroslam ze "zlego towarzystwa", ale pozostalo we mnie wiele rzeczy z ktorymi ciezko mi sobie dac rade.. przede wszystkim bezgraniczny zal i zlosc do niej za to, co sie stalo.. przez wiele lat mialam problemy z tym, by znalezc sobie kolezanki - przy nowej dziewczynie w otoczeniu sztywnialam zupelnie i nie potrafilam zachowywac sie naturalnie.. otaczalam sie samymi facetami, w ktorych towarzystwie wykazywalam wiele "chlopaciarskich" cech. na szczescie nigdy nie mialam problemow z sexualnoscia.

moja mama pojawila sie znowu w pewnym momencie mojego zycia. widzialysmy sie raz w miesiacu - dawala mi wtedy alimenty. przy kazdym spotkaniu ona zachowywala, jakby nie stalo sie nic wielkiego, a ja dusilam w sobie zlosc, ktora po wyjsciu z jej domu przeradzala sie w zalamanie, placz i beznadziejnosc. w koncu, podczas spotkania sprowokowalam klotnie. wyszlam od niej z domu i nie bylam tam przez kilka miesiecy. ona w tym czasie takze do mnie nie dzwonila.

nie powiedziala mi o swojej chorobie. po prostu po tych kilku miesiacach zadzwonila do mnie, i chciala sie ze mna zobaczyc. kiedy przyszlam do niej, zamarlam - otworzyla mi w drzwi w peruce. miala raka sutka. nieoperowalny. za pozno zglosila sie do lekarza.

moje emocje po tym spotkaniu prawie przysporzyly mnie o szalenstwo. nie potrafilam jej pomimo wszystko wybaczyc. nie ze zlosci, po prostu nie potrafilam. miotalam sie z tym przez caly okres jej choroby.

bylam przy jej smierci w szpitalu. to bylo niecaly rok temu. nieopisanym jest widziec, jak zastyga cialo kogos, kto dal mi zycie i jednoczesnie sprawil to zycie bardzo ciezkim. nie potrafilam sobie z tym poradzic. mialam zal do siebie, ze nie potrafie jej wybaczyc, jednoczesnie zal do niej, ze przez ten caly czas NIGDY nie uslyszalam od niej slowa "przepraszam".

ogarnela mnie pustka, bezsilnosc i stres. kiedy dlawilam je za dnia, przychodzily do mnie w nocy w postaci koszmarnych snow. ogarnialo mnie szalenstwo i depresja, zaczelam czytac duzo ksiazek na temat technik relaksacji. udalo mi sie wygrac z koszmarami. wystarczyla mi krotka sesja wyciszajaca przed snem, a po koszmarze - przeanalizowanie go z wymysleniem smiesznego lub szczesliwego zakonczenia. piekna sprawa..

w moim zyciu mam wielkie problemy z emocjami i ze stresem. znam wiele ksiazkowej teorii, ktora jest mniej lub bardziej skuteczna. boje sie spotkania ze specjalista, bo wiem, ze w poszukiwaniu dobrego psychologa, musialabym otworzyc sie ze swoimi problemami przed wieloma ludzmi, a nie chce tego.

jestem w momencie mojego zycia, w ktorym nabralam dystansu, pozbylam sie zlosci i staram sie tlumic w sobie negatywne emocje.. cala moja energie zyciowa poswiecam na samodoskonalenie siebie i szukanie swiatla w poszarganym zlymi doznaniami umysle - to mowi moja swiadomosc..
jednak podsiadomosc jest nadal zla, i bardzo zestresowana dziewczynka, bojaca sie o przyszlosc, z ktora nie moge dojsc do porozumienia.. kiedy napotykam przeciwnosci losu, wylacza sie logika, gore bierze podswiadomoc i umysl emocjonalny - poszargany, uprzedzony do swiata, zestresowany, staje sie prawdziwym potworem z kocami, ktore rania moich najblizszych.. podswiadomosc przystarza mnie o lęki, ktore spadaja na mnie w najmniej oczekiwanych momentach i paralizuja..

nie potrafie zdefiniowac mojej przypadlosci i nie potrafie sobie dac rady z podswiadomoscia.. zastanawiam sie, czy ktos z Was orientuje sie w moich doznaniach i wie, jak probowac z tym walczyc..

pozdrawiam
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
31 sie 2006, 14:37

namawiam

przez klaw 03 wrz 2006, 23:29
Bardzo Ci współczuję z powodu tego wszystkiego, co przeżyłaś. Namawiałabym Cię jednak na wizytę u specjalisty. Z tego co piszesz tłumiłaś wiele uczuć i wciąż jeszcze usiłujesz tłumić negatywne emocje. Pamiętaj, że tłumione nie znika, działa poza obszarem Twojej świadomości i wraca właśnie przez lęki i paraliże w najmniej oczekiwanym momencie. Relaksacja itp. to bardzo przydatne i pomocne sprawy, ale jednak sama możesz nie dać sobie rady. Rozumiem, że wizyta u kogoś i wiążąca się z tym sprawa otwierania się i opowiadania komuś o sobie może być trudna do wyobrażenia sobie,a co dopiero do wcielenia w życie, ale psychoterapia naprawdę pomaga. Z tego co piszesz wynika, że przeżywasz wszystko w samotności, z ciągłymi obawami. Sama doskonale wiesz, jak taki chroniczny lęk upośledza funkcjonowanie,a po co, skoro ktoś może Ci pomóc. Namawiam, namawiam i jeszcze raz namawiam. Po prostu warto poprosić kogoś choćby o emocjonalne wsparcie. Najlepiej specjalistę.
pozdrawiam i życzę powodzenia
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
03 wrz 2006, 23:18
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do