a miało być tak pięknie...

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

a miało być tak pięknie...

przez Martusia 26 maja 2006, 12:15
To subforum powstało, bo wydawało mi się, że do całej sytuacji nabrałam dużego dystansu.Tak też było przez pewien czas.Do momentu, kiedy ogólnie zaczęłam czuć się dużo gorzej.Teraz widzę u siebie stany sprzed terapi i nie wiem co z tym zrobić.Do kolejnej sesji jeszcze kilka dni (wtorek), a mnie to wydaje się być niemal wiecznością.Autentyczie nie wiem jak sobie poradzę.Staram się nie panikować, bo wtedy wytrzymalam, to i teraz dam radę.Ale im bardziej staram się ukryć to przed innymi, tym bardziej odbija się to na moim zdrowiu fizycznym.Przedwczoraj zemdlałam, w ogóle podle się czułam.Ciągle mi niedobrze, boli mnie głowa.Wczoraj straciłam przytomność na jakiś czas i czuję jak to się we mnie zapętla.Nie wiem co robić i czuję jak przestaje mi zależeć na tym, by zrobić cokolwiek.Najpierw walczylam ostatkiem sił, a teraz wszystko to tracę, bo ... już nie mogę.
Chciałam coś osiągnąć, nie poddać się, inwestować w przyszlość, być silną dziewczyną, a teraz nie wiem co dalej.Jest tyle spraw, które nie dają mi spokoju.
Nie wiem jak dalej żyć.
szkoda, bo
miało być tak pięknie...
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

przez snaefridur 26 maja 2006, 12:35
Podłe to wszystko,nie?:(
Nie poddawaj się.Czeka nas bardzo długa droga,czasami myślimy,że się tego syfu pozbyliśmy,a tu niespodzianka.Każdy z nas to plątanina uczuć,emocji,wspomnień i napewno będzie trudno. Bardzo,ale wiem napewno,że kiedyś te stany odejdą raz na zawsze i nie wrócą ,bo Ty im na to nie pozwolisz ;).Twoja psychika będzie miała już inną topografię.Jesteś przecież taka młoda.
To Twoje życie,walcz o nie,masz przecież prawo do szczęścia.Życzę Ci powodzenia.
snaefridur
Offline

przez Smutna... 26 maja 2006, 14:20
Wyobrażam sobie jak bardzo musisz cierpieć...nie przeżylam tego co Ty więc nie mogę mówić że cię rozumiem...myślę że takie rany pozostaną na długo w Tobie...przeżyć taki koszmar musi być naprawdę okropne....
Są dni gdy można nie myśleć chociaż spróbować...niestety gdy powraca się coziennie do tych miejsc, których ja unikam...boję się że mój koszmar powróci...gdy ktoś przy mnie zaczyna temat depresji albo samobóljstwa...wszystko powraca tak jak przedtem, park, łzy samotność ławka, wszystkie miejsca...urywki strasznych obrazów z filmów..Nie pozwól jednak, by ten koszmar zniszczył Ci życie...wytrzymałaś tyle czasu
więc dalej również sobie poradzisz...Wiem jakie to okropne ukrywać się z czymś i bać komuś powiedzieć...Nie musisz nikomu o Tym mówic ważne że są osoby którym bardzo ufasz i wiedzą o tym...wystarczy choćby ta jedyna osoba...terapeuta....ja niestety nie mam szanas nie odważę się na żywo nikomu powiedzieć do tej pory tego nie zrobilam....więc nie mogę...
pozdrawiam
i bardzo współczuję tego co musisz znosić

[ Dodano: Pią Maj 26, 2006 2:26 pm ]
jesteś silna i jeśli tyle czasu wytrzymałaś ...dalej na pewno sobie poradzisz...uwolnisz się od tego, będziesz na nowo potrafiła zaufać ludziom...i być nadal szczęśliwą osobą...
twój terapeuta na pewno będzie wiedział jak Ci pomóc...ważne że jest chociaż jedna jedyna osoba której ufasz i potrafisz powiedzieć
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Martusia 26 maja 2006, 15:20
to co piszecie ma dużo sensu, i ja chciałabym tak myśleć.Nie wiem do końca o co mi chodzi.Coś we mnie pękło i nie mogę się otrząsnąć.Staram się przeanalizować to wszystko, bo wtedy mam szansę zauważyć, że nie jestem na straconej pozycji.Ale pomimo, że ja to wszystko wiem, nie umiem wcielić tego w życie.Nie może dotrzeć to do mnie.Mam wrażenie, że prawie nic do mnie nie dociera.Ostatnio sporo się pokomplikowalo.Najbardziej w szkole, bo za nic w świecie nie mogę się skoncentrować.Mam indywidualny tok nauczania, jestem sama z nauczycielem.Np. pytają mnie o coś a ja bez reakcji, jakbym nie słyszała.A ja coś slyszę, tylko nie potrafię się na tym skupić.Nie potrafię odpowiedziec na proste pytania i to nie dlatego, że nie umiem.Nie mogę sie niczego nauczyć, spędzam kilka godzin nad książką i tak nic mi z tego nie przychodzi, poza zmęczeniem.Potem nauczyciel pyta czemu w ogóle się nie uczę itd. Na początku drugiego semestru zapowiadalo się dobrze.Miałam b. dobre stopnie, a teraz zastanawiam się czy uda mi się zdać.Nawet nie wiem ile mam zagrożeń.Ktoś pomśli to czemu tu jeszcze siedzę, zamiast się uczyć?a ja już nie mogę.Większość materiału wbijałam sobie do głowy kilka razy z prawie każdego przedmiotu i nadal nic nie umiem.Boję się iść do szkoły, jak małe dziecko.I tak ciągle.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

przez Smutna... 26 maja 2006, 18:29
Droga Martusiu dobrze Cię rozumiem. Ja też niestety mam problemy w szkole.Ostatnio nawet na lekcjach widać jak trzęśą mi się ręce, cała się trzęsę mam zapaści, jak nuczyciel zadaje mi pytanie to nie odpowiadam. Siedzę taka ze spuszczoną głową w dół jakby ktoś miał wydać na mnie wyrok. Nestety nie mam nauczania indywidualnego...męczę się niesamowicie w takiej grupie ludzi z moją nerwicą...ciągle czuję że ktoś mnie piętnuje..nauczyciele czepiają się do mnie a każde złe słowo od kogoś czy śmiech wywołuje u mnie atak....
jest ciężko ale się nie poddaję pomimo tylu trudności
Ty też nigdy się nie poddawaj...

[ Dodano: Pią Maj 26, 2006 6:36 pm ]
też boję się szkoły..pomimo tego że się uczę mam złe stopnie..nikt nie rozumie tego dlaczego można się bać odpowiadać jak się wie, zgłosić się...jak stoję taka nieszczęsliwa przed całą klasą nie mogę wydusić z siebie słowa chociaż zakłuwam...nauczyciele pewnie uważają mnie za nieuka...mam najgorsze oceny w klasie..a to nie tak...czuję się tam okropnie i nie ma sposobu by się uwolnić...siadam zawsze sama skulona i zatrzęsiona pod ścianą i nie mogę oddychać...izoluję się od wszystkich bo się wstydzę i nie daję rady...a lekarz kiedyś mówił że da mi zaświadczenie że mam pisać a nie odpowiadać...o indywidualnym traktowaniu
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

przez shadow_no 26 maja 2006, 19:25
Niestety w tych wszystkich zaburzeniach psychicznych są takie nawroty tego całego świnstwa. Kiedyś często powtarzałem ludziom swoje odczucia w postaci 'wykresu', mianowicie, że są dni kiedy czuje się naprawde dobrze, poczym są dni gorsze, i - przez nie - samopoczuciem jadę od zera... Ale to nie tak. Im więcej zyskujemy, chociażby takimi (pozornie) pierdołami jak udane wyjście do sklepu, na spacer z psem itd. itp. tym nasz pułap się zwiększa, automatycznie jednak podwyższamy sobie poprzeczkę, której na pewnej wysokości nie damy rady przesakoczyć, z wiadomych względów, a to nas jakby niszczy, ale tylko my jesteśmy temu winni, dlaczego ? Bo nie widzimy, że sami wymagamy od siebie za wiele.

Dlatego chciałbym, abyśmy poświęcili kilkanaście minut, na przeanalizowanie naszej drogi w naszych zaburzeniach, żebyśmy zobaczyli, że są dni i lepsze i gorsze, i nie ma co zastanawiać się nad tymi złymi, bo przecież my ich nie chcemy. Natomiast chcemy czuć się dobrze, tak jak nie raz już się czuliśmy, przypomnijmy to sobie.

Pozdrawiam,
Admin

PS. ..., a będzie jeszcze piękniej.
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

Avatar użytkownika
przez didado1 26 maja 2006, 20:35
Martusia
mnie pani psycholog powiedziała, że nerwica skacze jak spręzyna raz jest lepiej a raz gorzej nie załamuj sie malutka znów wrócą te dobre dni :D :D :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

przez bajeczka 27 maja 2006, 20:19
Nie latwo jest przeczekiwać powroty złego nastroju ,to co dzieje się wtedy w mojej głowie , to okrutne cierpienie ,tak bardzo boli ,że szok, od niedawna rozumiem co się ze mną dzieje ,ale ta swiadomośc nie bardzo pomaga, cierpienie jest zbyt silne .Teraz jest dobrze minęlo przeczekałam,. ból przeogromny.Świat traci sens ,cała praca bierze w łeb.I tylko jedna myśl PRZECZEKAC i to cierpienie, tak boli.Potrzebuję wsparcia .Srodowisko nie rozumie cierpienia w nerwicy lękowej.Każdy dzien to nowe wyzwanie ,walka o lepsze dziś.Bywam tu na forum od nie dawna ale ciesze sie, że takowe jest .Dzięki Wam jest latwiej .
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 kwi 2006, 21:46

Avatar użytkownika
przez cenedra_20 27 maja 2006, 21:56
Oj Martusiu jak dobrze to znam. Niestety ja musiała wrócić do leków.
Też myślałam, że jest pięknie, że już po wszystkim. Baa wierzyłam nawet, że już wyzdrowiałam, a tu wszystko wróciło.
Osiągnęłam ten sam stan, co przed terapią i znów zaczynam całą drogę na nowo.
Ale wiem jedno. Nie mogę się poddać. I wierzę Martusiu, że Ty też sobie poradzisz. Masz przy sobie ludzi, którzy głęboko w Ciebie wierzą i nie zawiodą Cię w trudnych chwilach.
Trzymam za Ciebie kciuki.
"Each light between sunrise and sunset is worth dying for at least once"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
245
Dołączył(a)
12 mar 2006, 17:04
Lokalizacja
Kielce

przez Martusia 28 maja 2006, 13:24
są osoby, które we mnie wierzą, ale ja nie wierzę już w siebie.Nie spodziewałam się, że to nigdy się już nie pojawi.Zawsze starałam się być w miarę przygotowana na taką ewentualność.Niestety na to chyba nie da się być gotowym.Może łudziłam się, że to nie nastąpi tak szybko, że będę bardziej wprawiona w radzeniu sobie z tym do tego czasu.A tu jednak pojawiło się i nie daje mi spokoju.Pamiętam ze szczegółami tamto zdarzenie.Tak dokładnie jak nigdy dotąd.Wcześniej wspomnienia wypierałam ze świadomości mimowolnie.Moja psychika pozbywala się tego, czego nie mogła już znieść.A dziś widzę dokładnie.Pamiętam słowa, jego oczy, to co mi zrobił.To bardzo boli.
Współczuję Wam wszystkim, którzy musicie to znosić, szczerze Wam współczuję.Podziwiam także, że potraficie to przetrzymać.Ja nie wiem jeszcze co zrobię.Nie chcę podać się, ale napływają mi do głowy coraz gorsze i głupsze myśli.Ja mam dla kogo żyć, a mimo to.
W tym tygodniu chyba idę do psychiatry.Najpierw chciałam spotkać się z terapeutą, ale nie ma na co czekać.Lepiej wziąć kilka psychotropów ( przed którymi zawsze się tak broniłam) niż się zabić.Kiedyś minie.Prawda?jak bardzo chciałabym mieć pewność, że teraz jest źle ale kiedyś to ustąpi.Zacisnełabym się w sobie i przeczekała, ale takiej pewności nie ma.
Staram się nie zwariować, w ogóle bardzo się staram jakoś żyć, funkcjonować na codzień, ale mam dość ciągłego udawania przed ludźmi.Wydaje mi się, że ja potrzebuję jedynie czasu.Spokoju.Niewiele, może tydzień.Ale nie mam go, bo jest cozienność, obowiązki, szkoła.Gdyby był środek roku szkolnego to być może zrobiłabym sobie tydzień 'urlopu', ale zbliża się konieć i muszę sprężyć się żeby zdać do następnej klasy, tylko jeszcze nie wiem jak.
Muszę walczyć, znaleźć sposób.I tak jest chyba lżej niż kilka dni temu:)mniej myśli samobójczych.Ja wiem, ze bym tego nie zrobiła, bo mam wspaniałego chłopaka, przy którym czuję się bezpieczna.I nawet kiedy przychodzi taka chęć, to mam wizję tego, że więcej się nie spotkamy i to przeważa.Zbyt mocno go kocham, bym mogła to stracić.I to jeszcze w tak zły sposób.
Pozdrawiam.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

Avatar użytkownika
przez kochajacy 28 maja 2006, 16:13
Martusia napisał(a):Ale im bardziej staram się ukryć to przed innymi, tym bardziej odbija się to na moim zdrowiu fizycznym.Przedwczoraj zemdlałam, w ogóle podle się czułam.Ciągle mi niedobrze, boli mnie głowa.Wczoraj straciłam przytomność na jakiś czas i czuję jak to się we mnie zapętla.Nie wiem co robić i czuję jak przestaje mi zależeć na tym, by zrobić cokolwiek


Martusiu ukrywajac to przed innymi zapewniasz naped swoim dolegliwosciom ,lęk ze inni dostrzezą twoje objawy swiadczy o tym ze nie akceptujesz tej sfery w sobie i to rzutuje bardzo przykrymi myslami ktore przychodza ci do glowy. twoje mysli nie sa toba wiec mozesz sie od nich odsunac, twoje wyobrazenia i emocje nie sa toba ,a jesli nie sa toba to mozesz je sprobowac uchwycic i nad nimi zapanowac.
zastanow sie moze co powoduje to ze odczuwasz przymus udawania przed ludzmi ze jest ok :?: dlaczego ich samopoczucie ma w twoim wyobrazeniu wieksza wage niz twoje wlasne dobro :?: to ze odczuwasz wewnetrzny przymus udawania przed innymi zabiera twoja radosc i wiare. wspomne tutaj o samoocenie (choc mozesz uznac to za czesto powtarzany banal)
ale Martusiu jesli bedziesz ja budowala krzewiac w sobie milosc ,poczucie swojej transtendencji ,niezaleznosci od nikogo i niczego wspierajac sie na Bogu to napewno zaowocuje to poprawa twojej kondycji psychicznej
zdaje sobie sprawe z tego ze bardzo latwo jest o tym pisac
ale postaw na swoje dobro :idea: zanim spelnisz oczekiwania innych pomysl o sobie :idea:
twoje dobro dla ciebie samej powinno zawsze stac na pozycji nr 1
niezaleznie od wszystkiego
pozdrawiam cieplo
"Człowiek doskonały posługuje się swym umysłem jak zwierciadłem. Zwierciadło niczego nie chwyta, niczego nie odrzuca; przyjmuje, lecz nie zatrzymuje." / Czuang Tsy /
Avatar użytkownika
Offline
Posty
603
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 21:03
Lokalizacja
z domu

przez Smutna... 28 maja 2006, 23:08
To bardzo ważne mieć dla kogo żyć i walczyć...Ja niestety czasami myślę że nie mam już dla kogo...siadam i płaczę z rozpaczy..męczę się niesamowicie...ciągle boję się że mam depresję albo schizofrenię jestem chora psychicznie jak idę sama ulicą...pojawia się znów ta zupełnie rozwalnona dziewczyna dla której wszystkie dziedziny życia straciły sens..gdy duszę coś w sobie...trzęsę się zaczynam denerwować...
Tobie na pewno się uda...ważne że masz dla kogożyć i walczyć..

[ Dodano: Nie Maj 28, 2006 11:13 pm ]
Jestem pewna że wyjdzie na to że mam depresję...i zamkną mnie w szpitalu psychiatrycznym..ostatnio tylko te myśli przychodzą mi do głowy...wszyscy odwrócą się ode mnie, nie skończę szkoły będą wytykać mnie palcami jako psychicznie chorą...sama wszystko popsulam...więc teraz...nie mam co uciekać...Gdy ktoś jest sam sobie winien nie może szukać usprawiedliwienia...

[ Dodano: Nie Maj 28, 2006 11:15 pm ]
Niestety za swoje błędy trzeba placić i cierpieć tak jak to było w moim przypadku...gdy znów zaczynam analizować to co się wydarzyło w moim życiu rok temu...myślę wszystko byłoby fajnie gdyby nie ta ucieczka ze szkoły...po tym wszystko się popsuło... :cry:
przepraszam za pesymizm
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

przez Martusia 29 maja 2006, 13:54
Smutna... w dwóch ostatmich 'akapitach' napisałaś, że z pewnością masz depresję.Ale to nie jest powód dla którego od razu zamykaję w szpitalu.Poza tym byłam w takim i nikt mnie nie wytyka palcami, nawet prawie nikt z bliskich nie wie.Tak czasami wygodnie.Ostatnio moją pracą domową było znalezienie informacji o depresji i jak się okazało wszystkie odjawy u mnie występuję.Ale poza tym, że z tym tak cięko żyć, i może się wiele popsuć, to nie koniec świata.Tak teraz mam dla kogo żyć, ale 3lata temu, kiedy było ze mną naprawdę fatalnie, nie miałam nikogo, a mimo to dało się.:)
To, że ktoś sam sobie zaszkodził, nie oznacza, że zrobił tak, bo chciał.Zayważmy, że nasze czyny są czymś spowoowane, nawet, kiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Nie da się skasować wspomnień, ale da się z nimi szczęśliwie żyć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

przez Smutna... 29 maja 2006, 18:00
Tak to prawda, że nie zawsze robi się to czego się chce...czyny są czymś spowodowane a ja wtedy bylam w silnym stresie i dlatego to wszystko...coś jakby silnego do mne wtedy dotarło jakiś szok...byłam kompletnie osłupiona a to co wtedy chciałam zrobić było spowodowane stresem...przed tym co się wtedy wydarzyło...przeżywałam trudny okres kilka silnych przeżyć i emocji..i zdarzeń nałożyło się na siebie a ja nie wytrzymałam...Jednak mój strach w najgorszym momencie mojego życia mnie uratował przecież bym nie mogla tego zrobić...ani wtedy ani teraz...ślad w psychice pozostanie, nie da się zapomnieć...zduszonego zdarzenia...i wsydu by powiedzieć komuś...Nie wiem co mnie naszło z tym szpitalem mieszkam obok szpitala, niedawno tam byłam i patrzyłam na zakratowane okna...bałam się że będę musiała tam leżeć w zamkniętym pokoju bez klamek...to głupie że przychodzą mi dogłowy takie myśli...a obok była poradnia zdrowia psychicznego tam gdzie kiedyś miałam pójść...bo kazał mi psycholog...to takie skomplikowane...wszystko działo się rok temu powinnam zapomnieć nie myśleć już o tym oddalić od siebie...gdy tymczasem nieraz nie mogę...a to czego nie rozwiązałam wtedy wlecze się za mną do tej pory...nie unikłam tego nie ucieklam...tak jak próbowałam...
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do