ofiara gwaltu

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

Re: ofiara gwaltu

przez zrozpaczona20 02 lip 2010, 20:45
Natascha- Jak chce sobie pomóc inaczej. nie chce brac tych lekarstw. Może jest na to jakiś inny sposob?

W tym rzecz ze płacz mi uratował życie przed tym najgorszym. 2 razy mnie uratował. Jak zaczęłam płakac to oni szybko wyszli. jedynie co ten drugi mi podziekował ;/ za to czego nie chciałam.... On mi nie groził tylko próbował związac ;((
zrozpaczona20
Offline

Re: ofiara gwaltu

przez Natascha 02 lip 2010, 21:34
Próbował Cię związać i przejął się twoim płaczem!? Wybacz ale brzmi to dziwnie.

W jaki sposób chcesz sobie pomóc?
Natascha
Offline

Re: ofiara gwaltu

przez zrozpaczona20 02 lip 2010, 21:40
Pierw mnie próbował związac, ale mu się nie udało a potem mocno mnie trzymał ;/ gdy cos się działo to zaczęłam płakac...
zrozpaczona20
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: ofiara gwaltu

przez Natascha 02 lip 2010, 21:50
Nic z tego nie rozumiem. Jak znalazłaś się w takiej sytuacji?
Natascha
Offline

Re: ofiara gwaltu

przez zrozpaczona20 02 lip 2010, 21:55
napisze Ci na priv
zrozpaczona20
Offline

Re: ofiara gwaltu

przez brokenwing 04 lip 2010, 14:40
zrozpaczona20, I jak co postanowiłaś zrobić ? Męczyć sie czy zdecydować się na leki ?
brokenwing
Offline

Re: ofiara gwaltu

przez zrozpaczona20 04 lip 2010, 16:30
A jak myslisz? Narazie sie meczę... cieżko jest mi przegadac do tych leków ;/
zrozpaczona20
Offline

Re: ofiara gwaltu

przez brokenwing 04 lip 2010, 20:16
no tak...może wybierz się do lekarza i z nim o lekach porozmawiaj ..wypytaj o wszystko i wtedy podejmuj decyzje
brokenwing
Offline

Re: ofiara gwaltu

Avatar użytkownika
przez terrorystka 04 sie 2010, 21:12
bylam zgwałcona 7 lat temu. miałam wtedy 13 lat. nic nie jest dobrze. Ostatnio jest tragicznie. spędziłam tydzień na oddziale zamkniętym i tydzień na oddziale nerwic. dziś noc w szpitalu na płukasniu żołądka po połknięciu doksepinu asentry i pramolanu w ogromnych ilościach.
Nie wiem, wydaje mi si e że wszystko co robie jest pod wpływem tamtych wydarzeń. pakuje sie w chore zwiazki. mój ostatni był z dilerem i narkomanem... brak słów. jest coraz gorzej...
"Miłość jest jak śmierć - zaw­sze ma pierwszeństwo"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
04 sie 2010, 20:37

Re: ofiara gwaltu

Avatar użytkownika
przez Korat 05 sie 2010, 13:06
Czy ktoś taki jak ja może jakoś pomóc w tej sytuacji? Bardzo chcę zrobić coś co realnie pomoże tylko nie wiem co.
Co cię nie zabije, to uczyni niepełnosprawnym.

Ayahuasca
Psylocybina
LSD
Avatar użytkownika
Offline
Posty
982
Dołączył(a)
17 lip 2010, 16:15
Lokalizacja
Woj. Pomorskie

Re: ofiara gwaltu

Avatar użytkownika
przez frytka 07 sie 2010, 15:36
terrorystka, niestety nie wydaje Ci się... osobiście długo myślałam, że uporałam się z podobnym przeżyciem, jednak wszystko, co robiłam w życiu prowadziło mnie tylko na dno... nie wiązałam faktów bo wolałam myśleć, że to nie tamto... takie przeżycia są trudne do nazwania. To co się z człowiekiem dzieje pod wpływem takich wydarzeń nie da się nazwać. To masa skrajności: poczucie winy, obrzydzenie, złość, agresja, strach, brak poczucia bezpieczeństwa, poczucie oszukania, zagubienia, strach przed ludźmi a zarazem lgnięcie do nich... nic nie wymaże wspomnień. A kłębiące się w Nas emocje narastają z dnia na dzień. Choroby np. anoreksja, używki, niebezpieczne towarzystwo, niszczenie znajomości.... to efekt kumulacji tych emocji. Po latach odkryłam, że jedynie konfrontacja z nimi może przynieść jakąkolwiek ulgę. Lecz jeśli się zwleka, jest coraz trudniej ponieważ coraz mocniej w Nas wrastają, gromadzą się dodatkowe flustracje i złe doświadczenia...
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Re: ofiara gwaltu

Avatar użytkownika
przez ewap99 08 sie 2010, 17:58
Konfrontacja,terapia jest trudna.trudne jest przyznanie sie do tego co nas spotkało ,czasem zepchnelismy to gdzie głeboko w nas...ale to i tak w trudniejszych chwilach gdy jestesmy słabsi wróci dlatego warto swoja energie spozytkowac na terapie i uporanie sie z edemonami przeszłosci
w człowieka nie wolno wątpić póki żyje...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
522
Dołączył(a)
24 wrz 2009, 23:00
Lokalizacja
bielsko

Re: ofiara gwaltu

Avatar użytkownika
przez terrorystka 08 sie 2010, 22:24
2Proof napisał(a):terrorystka, poczucie winy, obrzydzenie, złość, agresja, strach, brak poczucia bezpieczeństwa, poczucie oszukania, zagubienia, strach przed ludźmi a zarazem lgnięcie do nich... nic nie wymaże wspomnień. A kłębiące się w Nas emocje narastają z dnia na dzień. używki, niebezpieczne towarzystwo, niszczenie znajomości....


wszystko. dosłownie wszystko.

i coraz większe uczucie pustki w środku.

modle sie aby psychoterapeuta już wrócił z urlopu. Jutro tam dzwonie i spróbuje to wszystko pozbierać. bo mam coraz czesciej złe myśli w głowie. bez powodu. bo taka straszna pustka...
"Miłość jest jak śmierć - zaw­sze ma pierwszeństwo"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
04 sie 2010, 20:37

Re: ofiara gwaltu

Avatar użytkownika
przez Bazylek 09 sie 2010, 14:57
Miałam lat 12, kochałam grac w siatkówkę... wf-istka poleciła mnie trenerowi w innej szkole...w połowie roku przepisałam się do tej szkoły, aby moc trenować mój ukochany sport codziennie. Byłam jedna z 3 najlepszych w drużynie, szybko robiłam postępy... trener bardzo mnie lubił...Po pól roku pojechałam na swój pierwszy obóz sportowy... trener mnie chwalił, adorował - byłam w siódmym niebie, ze robię coś dobrze... po powrocie z obozu nastał nowy rok szkolny. Ze względu na to, iż z domu do szkoły miałam dość daleko, trener w porozumieniu z moja mama (ojciec w sumie z nami nie mieszkał), zaproponował, ze po szkole będzie mnie odwoził autem do domu... moja mam była zadowolona, bo ona długo pracowała,a nade mną ktoś miał piecze i nic mi się nie stanie... z początku tylko mnie odwoził, potem gdy mamie zmieniły się godziny pracy-gdy była w domu, zapraszała go w ramach wdzięczności na kawy, herbatki, poczęstunek, pogawędkę (może nawet liczyła, ze on się nią zainteresuje, bo była samotna matka)...w miedzy czasie zdarzyły się incydenty, ze trener mnie przytula, klepał, głaskał ...niby przypadkiem...nie wiedziałam, co mam z tym zrobić - nie byłam tym faktem zachwycona, ale siedziała cicho...
Potem w bodaj marcu przytrafiły mi się problemy z plecami-nie pamiętam dokładnie, chyba miała naderwany jakiś mięsień, bo nie mogłam chodzi, tylko pełzałam do WC itd. przez około miesiąc... w tym czasie mój trener zaoferował się,ze zawiezie mnie do znanego, dobrego lekarza, całkowicie za darmo-on pokrywa koszty...(nie muszę chyba podkreślać,ze nie przelewało nam się w domu), a ze lekarz zalecił tez masaże w domu, to zaoferował się,ze on mi te masaże będzie wykonywał w domu, z początku tylko wtedy, gdy moja mama była w domu, ale któregoś razu przyjechał wcześniej. Moja młodsza siostra mu otworzyła, po czym wygnała bawić się na dworze, a my zostaliśmy sami...
Głaskał, mnie dotykał (nie masował), delikatnie, ostrożnie próbował mnie zachęcić, pocałować mnie to w czoło, to w policzek, potem, kazał mi się przekręci, żeby mi wymasować plecy (to wszystko dla twojego dobra mówił, żebyś mogla szybko wrócić do treningów). Pod czas tego masażu pozwolił sobie delikatnie dotykać mnie niżej niż ustawa przewiduje...Gdy moja mama przyszła pow. ze już mnie pomasował, poszli posiedzieć przy kawce, a ja sobie tak leżałam w swoim pokoju... Po jego wyjściu wspomniałam delikatnie mamie, ze trener mnie trochę drażni, ze tak przyjeżdża, lecz ona to zbagatelizowała mówiąc, ze to przecież dobry człowiek, ze mnie odwozi, płaci za lekarza, poświecą swój czas na masowanie moich bolących pleców, ze nikt nie jest idealny,ale ze to dobry człowiek,a ja jestem przewrażliwiona.
Od tamtego czasu coraz częściej bywał u mnie w domu, coraz częściej pod nieobecność mamy, coraz bardziej się do mnie zbliżał... a ja sparaliżowana strachem, cala sytuacja, która zupełnie nie mieściła mi się wtedy w głowie, nic nie robiłam tylko przyzwalałam na to, aż nadszedł ten dzień, kiedy nie poprzestał na całowaniu po policzkach ,czole, czy głaskaniu, lecz siadając koło mnie, zaczął mnie całować, lubieżnie dotykać po całym ciele, rozbierając i przesuwając rękoma po moim nagim ciele... dotykał mnie również poniżej pasa, próbując doprowadzić mnie do orgazmu...

to wszystko trwało około rok...a ja siedziałam cicho, nikomu nic nie mówiąc... nigdy nie wsadził mi członka, nigdy go nawet nie widziałam...lecz tego typu sytuacje mniej lub bardziej odważne zdarzały się dość często w przeciągu tego roku...aż coś we mnie pękło...zadzwoniłam do niego w nocy, powiedziałam, że nie wytrzymam tego dłużej psychicznie, ze powoli wariuje i jeżeli nie przestanie przyjeżdżać, to powiem o wszystkim mamie i dziadkowi. Więcej się to nie powtórzyło, ale podczas treningów zaczął mnie gnębić, krzyczeć, wyżywać się nie wystawiał mnie w meczach...gdy zdobyłam się na odwagę, aby mu to wygarnąć, przyparł mnie do ściany w kantorku wuefistów grożąc, żebym się nie wychylała, bo pożałuje. Minęły wakacje, ja nie pojechałam na obóz, po powrocie do szkoły zostałam oddalona z drużyny (mieliśmy klasę sportowa - on był tez naszym wychowawca)...wtedy się załamałam...poszłam porozmawiać z dyrektorką szkoły. Siedziałam u niej pół dnia i płakałam. Kazała spisać mi wszystko na papierze. Z tym poszła skonsultować się z dwójka pozostałych dyrektorów, pewnie z pedagogami - na następny dzień moja mama została wezwana do szkoły - na konfrontacje z wychowawca. Nie mogla w to co napisałam uwierzyć, płakała, że niszczę człowiekowi życie, bo on teraz straci prace... (dyrekcja, nie była do końca pewna, czy pow. prawdę, czy może mszczę się za odsuniecie z drużyny i kazali mu podpisać dobrowolna rezygnacje z pracy w tej szkole -za porozumieniem stron czy coś takiego- a oni tego nie nagłośnia.).

W rezultacie nikt mi nie uwierzył... a w dniu odejścia mojego wychowawcy-wuefisty ze szkoły, inna wuefistka zaciągnęła mnie na rozmowę, naskoczyła na mnie,ze przypadkiem to co napalam (ok.10 stron) przypadkiem przeczytała jak była u Pani dyrektor w gabinecie,a ona na chwile wyszła (co wg mnie jest nie możliwe- mój wychowawca musiał jej wszystko zrelacjonować zanim odszedł), zaczęła na mnie naskakiwać, jak mogę komuś z zawiści życie marnować... itd... - nie trzeba chyba dodawać, ze po cichu cala rada pedagogiczna wiedziała, ze ten i ten odszedł ze szkoły,bo ta i ta uczennica to i to powiedziała dyrekcji...
Po latach od tego wszystkiego wiem, ze również uczniowie wiedzieli dość sporo...nie wiedzieli może, ze to byłam na pewno ja,lecz się domyślali, ze to mogłam być ja (przecież ja odwoził kiedyś, przecież to była jego faworytka, przecież ogoleni miał opinie zboczeńca w szkole ,bo ślinił się na starsze rocznikiem dziewczyny).

To nie był gwałt - nie wiem, jak to sklasyfikować...udało mi się to w dużej mierze wymazać z pamięci - wraca to do mnie baaaardzo, baaardzo rzadko...,ale wiem, że moje nerwice lękowe oraz różne dziwne stany zaczęły się właśnie od tych zdarzeń... zawsze byłam bardzo wrażliwą, skryta i spokojną dziewczyna...ale te wydarzenia zapoczątkowały moje problemy na dobre...
Po tych wszystkich latach, teraz kiedy patrze na to z punktu widzenia osoby dojrzalej, nie przezywam tego, co kiedyś zaszło... jak wspomniałam, wraca to do mnie niezmiernie rzadko, od samych tych myśli nie popadam już w paranoje, odsuwam je natychmiast na bok, wymazuje z głowy...

W zasadzie sama nie wiem, dlaczego właśnie dziś i teraz postanowiłam się tym podzielić... NIE WIEM.
Każdej akcji towarzyszy reakcja równa co do wartości i kierunku lecz przeciwnie zwrócona.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
03 sie 2010, 17:04

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do