życie po poronieniu...

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

życie po poronieniu...

przez Ani@ 16 wrz 2011, 20:39
Panie Mężu,
to strasznie ciężkie dla kobiety przeżycie. Ja jestem po 3 poronieniach i z każdym kolejnym mówiłam sobie, że to ostatni raz, że więcej nie udźwignę. Czego kobieta potrzebuje w tym czasie? Nie wiem. Każda jest inna, każda inaczej to przechodzi. Napiszę, czego ja potrzebowałam.
Dostawałam gęsiej skórki, kiedy słyszałam:
"nic się nie stało"
"nie płacz"
"bądź silna"
"następnym razem się uda"
Wykrzyczałam wtedy, że zmarło moje dziecko, że mam prawo do żałoby, że mam prawo płakać, leżąc na podłodze i nie potrafiąc wstać, że właśnie teraz nie muszę być silna, że mam prawo pokazać swoją słabość, niemoc, żal i głośno mówić, że nie akceptuję świata, że obraziłam się na Tego Tam na Górze! że mam prawo do takich uczuć jakie we mnie siedzą.
Ja chciałam tylko spokoju i nieprzeszkadzania mi w mojej żałobie. Odsunęłam męża od siebie. Chciałam być sama...
Miałam w sobie taką myśl, żeby odejść, bo skoro nie wychodzi nam ze sobą...
Mój M. dał mi przestrzeń, dał mi czasu, stał z boku kiedy pobiegłam do psychologa, bo sama sobie już nie potrafiłam pomóc. Ja tego potrzebowałam, odsunięcia, oszalałabym gdyby był do mnie "przyklejony". Ale jednocześnie zawsze wiedziałam, że jest obok i wystarczy że wyciągnę rękę; nigdy nie zszedł z mojego pola widzenia, był cierpliwy i uważny na mnie.
Pożegnałam się z Moimi Trzema Groszkami, pozwoliłam im odejść, wcześniej kurczowo trzymając je przy sobie. Są takie 3 daty w roku, wtedy piszę listy (to on podsunął mi ten pomysł). Mój M. otwiera wino i pijemy wspólnie. W ciszy, bez słów, dolewając sobie...

Teraz staramy się znowu.
Jak będzie, nie wiem, chcemy wierzyć, że uda się.
Każdej z nas się uda.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
09 sty 2010, 17:58

życie po poronieniu...

przez MAZ 17 wrz 2011, 03:05
Dziekuje Ci Aniu@.Wreszcie ktos mi odpisal.Juz myslalem ze to sie nigdy nie stanie:) Troche mnie podbudowalas ja tez jestem na uboczu jak pociag na bocznym torze.Jestem cierpliwy i mysle ze to wytrzymam.Pocieszam sie tym ze codziennie widze moja Zone bo razem pracujemiy.Obsypuje ja kwiatami jak tylko moge ale nie "nacieram" bo wiem ze to nie pomoze.Zastanawiam sie tylko jak to dlugo bedzie trwalo???Milosc moja jest ogromna i nie zmniejsza sie i mysle ze przetrzymam to wszystko.jeszcze raz dziekuje.Pozdrawiam i zycze powodzenia i duzo duzo szczescia :)
MAZ
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
03 wrz 2011, 00:03

życie po poronieniu...

przez NewYork 18 wrz 2011, 21:20
Ani@, jakbys byla smutna to mozesz pisac na pW do mnie. Pociesze i wespre. Utrata kogos kogo sie kocha to jest bolesne i kazdy musi sie pozbierac, ale w swoim czasie, bo kazdy inaczej to przezywa. Utrata dziecka to jest bardzo bolesne nawet przy porodzie, bo to istota, ktora matka kocha bardzo mocno. Mysle, ze sie uda. Zycze Ci tego z calego serca, by sie udalo. Mam nadzieje, ze wierzysz w Boga. Jesli tak to modl sie do Niego, a On Ci pomoze.

MAZ, twoja zona byla u psychologa? Powinna isc. Wspieraj ja w kazedj chwili. Niektore osoby wola zalobe przezywac w samotnosci, ale raczej nie jest to zbyt zdrowe. Moze na poczatku troche trzeba pobyc samemu, ale ciagle tez nie mozna, bo ten stan sie poglebia wtedy.
NewYork
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

życie po poronieniu...

przez AMBROSE_1978 08 kwi 2012, 22:45
czesc
poronilam we wrzesniu .to byly trojaczki ,17 tydzien,przyjechalam do polski na slub kuzynki,w piatek poszlam do lekarza i zrobiono mi usg
.dowiedzialam sie sa 3 .wszyscy zaczeli wybierac imiona ,spierac sie kim bede,itd...

na drugi dzien pojechalam na slub kuzynki,w miedzyczasie zmarla babcia mojego chlopaka ,on pojechal na pogrzeb, dowiedzial sie ,ze bedziemy miec 3 dzieci w sobote rano ,wieczorem bylo wesele na ktorym nie czulam sie najlepiej ,wyjechalismy z niego o polnocy,w taksowce czulam sie fatalnie,w domu dostalam krwawienia,rano juz nie mialam watpliwosci,ze jest zle,czulam sie fatalnie,krwawienie sie nasililo,nie mialam watpliwosci,zadzwonilismy po pogotowie ,na sygnale zabrali mnie do szpitala,pierwsza niespodianka jaka spotkala mnie to ze nie potrafiono mi zmierzyc temperatury,czulam sie b.zle i wiedzialam ,ze mam b.wysoka goraczke.ale po 3 probach wciaz termometr tego nie wykazywal...
musialam mocno siee nagimnastykowac,zeby pielegniarka zmierzyla poprawnie.mialam ponad 38 stopni...nastepnym fatalnym doswiadczeniem byla mloda ,atrakcyjna p.doktor(trafilam do kliniki na kopernika w krakowie,podobno najlepsze miejsce ,gdzie moglam sie znalesc!)
podczas badania ginekologicznego p.doktor miala taka mine jak by chciala zwymiotowac i sie mnie brzydzila(prawdopodobnie ze wzgledu na krwawienie!)
byla apodyktyczna i nie udzielila mi zadnej odpowiedzi!!!
bylam b.slaba i nie bylam w stanie sie bronic.
do dzis mam nadzieje,ze ja kiedys spotkam i opowiem jej co wtedy czulam ,i to ,ze moim zdaniem minela sie z powolaniem...
takie zachowanie naprawde nie pomoglo mi.
wydaje mi sie ,ze miala problem z umieszczeniem mnie w szpitalu bo byl
przepelniony,trwal remont,
umieszczono mnie w 6 osobowej sali podpieto do kroplowki i nikt mi nic nie powiedzial ,salowe ,pielegniarki byly dosc niesympatyczne,
ale ja juz bylam w takim stanie ,ze niewiele mialo znaczenie,
w nocy zaczely sie najmocniejsze bole,niewiedzialam ,ze zaczelam rodzic
wydawalo mi sie ze chce isc do toalety ,zadzwonilam po pielegniarke i ta zaprowadzila mnie do toalety..
tam poronilam 2 pierwsze plody.
wowczas zrobilo sie zamieszanie i przybiegl lekarz
powiedzieli mi ze mam dojsc do pokoju na koncu korytarza na badanie
po badaniu(mialam jeszcze nadzieje ,ze przynajmniej trzeci plod ma jeszcze szanse...
poronilam 3 plod ,o czym poinformowalam lekarza ,ale nie zrobilo to na nim wystarczajacego wrazenie,zapakowali mnie na wozek taki jak dla inwalidow i z plodem w podpasce miedzy nogami zwieziono mnie na porodowke,
nigdy nie wymarze tego z glowy...
tam nagle wszyscy zaczeli byc mili i zachowywac sie z godnoscia,polozna zapytala mnie czy chce plod pochowac,itd
nastepnie bylo tzw.czyszczenie niestety w znieczuleniu miejscowym ,bo pilam wode i nie mogli mnie uspic
zaszczyk w kregoslup i czyszczenie czyli cos takiego jak skrobanka tyle ,ze dla dobra mojego (b.wazne ,zeby to bylo zrobione ,mimo ,ze jest kolejnym wstretnym doswiadczeniem)
i glupi jas ,obudzilam sie dzien pozniej ,na sali z b,trudnymi przypadkami ,byla pani z usunieta macica,po 5 cesarce,jej dziecko przezylo,byla dziewczyna z cukrzyca w zaawansowajnej ciazy ,jedna dziewczyna tak jak ja po poronieniu i jeszcze jedna z przeszczepiona nerka...
kolejne niezapomniane doswiadczenia...
bylam na b.silnych antybiotykach przez pierwsze dwa dni nie wiedzialam co sie dzieje,pozniej zaczelam rozumiec ...
minelo juz 8 miesiecy ,a ja wciaz nie odzyskalam spokoju ,jestem trwale uszkodzona tym zdarzeniem,mam szczescie ,ze przezylam,ale tak naprawde od tego czasu niechce mi sie zyc.szczerze.mam kompletny zjazd,czuje ,ze wiem wiecej ,bylam b.blisko smierci i w jakis sposob jej pragne.w miedzyczasie zdarzylo sie duzo niefajnych rzeczy,poklocilam sie z matka,nierozmawiamy od tego czasu,przyjaciolka mnie zachecila do biznesu ,ktory byl skazany na niepowodzenie,prawdopodobnie strace sporo pieniedzy.moj przyjaciel (byly chlopak,ale nie ojciec dzieci)
delikatnie mowiac zwariowal ,nie pogodzil sie nigdy z moim odejsciem ,a moja ciaza byla gwozdziem do tzw.trumny.zamecza mnie roznymi
teoriami spiskowymi ,ze moj facet mial mnie gdzies i zarzadko bywal w szpitalu i tego typu sugestie.jestem b..drazliwa na tym punkcie
tuz po wyjsciu ,ze szpitala bylam palowana przez moja przyjaciolke opowiesciami o naszej kolezance,ktora wlasnie miala skrobanke,to naprawde bylo ponad moje sily,ludzie nie maja wyczucia.
nie wiem teraz co mam robic w co wiezyc,od czasu poronienia mam przewlekle zapalenie pecherza ,chyba juz z 10 jak nie wiecej razy mialam
terapie antybiotykowa,czuje sie b,zle psychicznie.
nie mam na nic ochoty,jestem nieszczesliwa.przed ciaza bylam wsciekle silna jednostka,a teraz wiem,pamietam jakie sa mechanizmy ,zeby
odnosic tzw. sukcesy ,ale mi na nich niee zalezy,w zasadzie nie zalezy mi na niczym.
to tyle ode mnie ,mocno to przydlugawe co napisalam ,ale to prawda ,niestety dosc obszerna,
pozdrawiam wszystkich ,ktorzy przez to przeszli ,naprawde wiem co czujecie
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
08 kwi 2012, 21:57

życie po poronieniu...

przez Laima 08 kwi 2012, 22:52
AMBROSE_1978, witaj.Myślę,że dobrze by Ci zrobiło spotkanie z psychologiem i wyrzucenie tego.Życzę Ci dużo siły,wyrozumiałości dla siebie,przechodzisz trudny czas,przezywasz żałobę.
Laima
Offline

życie po poronieniu...

przez mila666 26 sie 2012, 13:17
Jak dalej zyc po poronieniu tego niewiem i tak naprawde o tym sie nie zapomina nie ma dnia zebym nie pomyslała o mojej córce którom straciłam w 20 tygodniu ciązy chociaz juz minoł dobry rok ja dalej mysle ze to bylo wczoraj jest strasznie ciezko zyc kiedy swoje dziecko musisz zanies na cmentarz a jak widzisz ze inne mamy spaceruja z dziecmi w wieku którym byla by teraz twoja pociech serce pęka ze smutku i zalu dziennie prosze boga zeby mi pomógł z tego wyjsc ale tkwi w miejscu i zadne leki na uspokojenie mi nie pomogły a wrecz zaszkodziny dziewczyny nie ładujcie się w psychotropy.I co ze sobom zrobic na tym chorym swiecie kiedy niema radosci życia ciągle pytam się Boga czy mnie słyszy ale on nie daje mi zadnej nadziei ze kiedys bedzie lepiej ze dzien zaczne z usmiechem na twarzy i bedzie mi sie naprawde chciało zyc tak jak kiedys . Pozdrawiam wszystkie zrozpaczone mamy ANIOŁKÓW.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 lip 2012, 23:19

życie po poronieniu...

Avatar użytkownika
przez Artemizja 26 sie 2012, 16:29
mila666, witaj na forum.Masz rację-o tym się nie zapomina.Nawet po kilku latach,ciężko jest w pewnych chwilach patrzeć na dzieci.Nie sposób wtedy nie myśleć-jakie moje by teraz były?Poczucie pustki i żal,jest nie do opisania.Zawsze gdzieś jakaś część,będzie opłakiwać stratę.Wiem,jak bardzo to boli.I nie ma słów,które w tej sytuacji mogłyby jakoś ukoić żal.Wszystkie w tym momencie wydają się zbyt błahe.Sama po sobie jednak wiem,że trochę pomaga rozmowa z psychologiem i wyrzucenie tego z siebie.Nie,mnie też leki nie pomogły.A brałam różne.Ale terapia-owszem.Próbowałaś tego?Terapeuta nie pomoże pogodzić Ci się ze stratą,ale pomoże zrozumieć to,co się w Tobie dzieje,będzie przy Tobie.To dużo daje...
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44130
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

życie po poronieniu...

przez kopec11 27 lis 2012, 17:41
moja kuzynka poronila, udala sie do specjalisty i teraz juz jest coraz lepiej...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
26 paź 2012, 21:45

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do