życie po poronieniu...

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

Re: życie po poronieniu...

Avatar użytkownika
przez Nocka 12 gru 2009, 09:45
Cieszę się jeśli to co napisalam może komuś pomóc Ja z nerwica żyję od 20 lat i nigdy nie trace nadziei na lepsze jutro i naprawde wierze że Ktoś tam na górze nad nami czuwa tylko trzeba nauczyć się to dostrzegać
Patrzeć poprzez mrok i widzieć
Dostać więcej niż dziś mam
Cały w sobie krzyk wykrzyczeć
Z losem wygrać w to w co gram
Żebym poczuć mógł jak się czuje Bóg

http://www.youtube.com/watch?v=mksboDiArm0
Avatar użytkownika
Offline
Posty
404
Dołączył(a)
04 cze 2009, 08:58

Re: życie po poronieniu...

przez Gochta 28 gru 2009, 16:27
jestem po dwóch poronieniach. Boli cały czas. Jestem częstym gościem na cmentarzu i zapalam znicze dla moich aniołków. w pokoju na ścianie przy łózku wisi aniołek i smoczek.. często patrzę na to i myslę o moich aniołkach.. psycholog mi powiedział ze niestety potrzebuję czasu bo to wielka strata
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 gru 2009, 16:19

Re: życie po poronieniu...

Avatar użytkownika
przez CzarnuSIA1988 04 sty 2010, 16:34
ja zawsze rycze jak czytam takie fora
A tak wogóle to moja bratowa urodziła, ale jeszcze nawet nie widziałam dziecka, bo jestem u chłopaka.No ale niestety w sobote wracam do domu i czeka mnie zderzenie z rzeczywistoscią,mam treme.
Życie lubi komplikować swoje drogi, utrudniać je, a my musimy nauczyć się tak żyć.
jak to pisze w "Nieznanych przygodach Mikołajka".........:Nie można wymazać z życia jego mrocznych chwil, trzeba z nimi żyć, a do blizn z czasem człowiek się przyzwyczaja.... :)
pozdrawiam Was wszystkie........szczęśliwego Nowego Roku i spełnienia marzeń
Jak ćwiczyć pamięć, by umieć zapominać??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
02 gru 2009, 19:56
Lokalizacja
Ostrów

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: życie po poronieniu...

Avatar użytkownika
przez serek87 04 sty 2010, 17:06
rozumiem cię w pełni.nie wiem jednak tylko tego czy będziesz mogła dalej mieć dzieci czy nie.myślę,że potrzebna ci zmiana sposobu myślenia.wiem,że to trudne.tak się tylko gada a zrobić oj ciężko...mnie w takiej sytuacji pomogła by wiara w reinkarnację-bo wierzę w to...na pewno nigdy nie obwiniaj siebie.to nie ty jesteś winna,chyba że masz na sumieniu zagrożenie ciąży ale w to wątpię.spróbuj wziąśc pod uwagę to,że kazda istota ma swojego ducha(tzw.duszę)i oni nigdy od nas nie odchodzą,nie ważne czy są zygotą płodem czy starcem...
"Wiem,że nigdy nie będę szczesliwa-mogę być jednak wesoła"-Marilyn Monroe przy okazji swoich 35 urodzin...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
28 gru 2009, 01:12
Lokalizacja
Dąbrowa Górnicza

Re: życie po poronieniu...

przez Zachmurami 06 sty 2010, 21:45
Dziewczyny, spłakałam się jak bóbr :(

W upragnioną, oczekiwaną ciążę zaszłam w marcu (długo leczyliśmy się z mężem i w sumie lekarze dawali nam 10% szans) i przez kilka chwil fruwałam kilka centymetrów nad ziemią wypełniona szczęściem i dumą. Jeszcze nigdy nie czułam się tak promiennie.
Rozmawiałam ze swoim dzieckiem, snułam plany, sama nie wierząc, że tego doświadczam. Szczęście trwalo krótko - ciąża była zagrożona, zaczęłam plamić - i wylądowałam w szpitalu. Tam nakarmiono mnie nadzieją, zarodek był, badania krwi były dobre, czekaliśmy na tętno. Gdy przestałam plamić, po kilku dniach wypuszczono mnie do domu.
Choc nie jestem praktykująca, codziennie modliłam się o to, aby wszystko było dobrze. Miałam termin kolejnego USG.
Niestety, po kilku dniach w środku nocy pojawiły się skurcze i krwawienie. Mąż zawiozł mnie przerażoną i umęczoną na ostry dyżur. Nic nie dalo się zrobić. Serce dziecka nie bilo, i prawdopodobnie nigdy nie zabiło. :( Ale dla mnie to dziecko bylo moim dzieckiem, moim marzeniem. Nikt nie był mnie w stanie pocieszyć.

Czekałam na zabieg pod kroplówką, w ciszy, sama w szpitalnej sali, patrząc na pustą ścianę. Nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Myślałam, że to sen, i zaraz się obudzę.

A poźniej...chcialam jak najszybciej podnieść się, otrząsnąć z żałoby, bo dość miałam już tego cierpienia, bolu, tych szpitali. Bo nie potrafię tak stać w miejscu...
Niestety, mój system nerwowy tego nie wytrzymał i zbuntował się dwa tygodnie później. Niczym bomba z opóźnionym zapłonem.
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: życie po poronieniu...

przez Ani@ 09 sty 2010, 18:29
hej,

nigdy nie uczestniczyłam w żadnym forum, więc mi obco jakoś.
Ale potrzebuję tego, chociaż nie wiem jak zacząć.

dzień przed wigilią byłam w szpitalu bo serduszko Malucha nie biło. To już drugi Maluch, którego nigdy nie zobaczę.
I drugi, za którego życie mogłabym oddać choć taki malutki był. I pewnie data 29 lipca 2010 na zawsze zostanie ze mną, wtedy tak wiele miało się zmienić, podobnie jak 27 sierpnia 09.
Teraz przede mną badania, wyniki, analizy, które i tak nie powiedzą dlaczego tak się stało. Czy życie chciało mnie ukarać, czy pokazać, że wszystiego nie wolno mieć.
Najchętniej zakopałabym się gdzieś na 2, 3 miesiące.
Tymczasem w poniedziałek muszę iść do pracy i jakoś to przetrwać.

Strasznie chaotyczna ta wopowiedź, ale tak właśnie się czuję, nieposkładana, obca, pełna żalu i sama. Strasznie sama...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
09 sty 2010, 17:58

Re: życie po poronieniu...

przez Lina84 17 mar 2010, 00:21
Witam
Nie wiem od czego mam zacząć.Mam taki mętlik w głowie.
W poniedziałek miałam zabieg zabrali mi z brzuszka moje maleństwo :-|
Byłam w 8 tyg ciąży i okazało się, że mojemu dzieciątku nie bije serduszko :-|
Jest mi tak strasznie przykro :-|
Pomóżcie jak mam sobie poradzić z tym bólem :-|
POMOCY :-|
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
17 mar 2010, 00:10

Re: życie po poronieniu...

przez MAMA24 01 cze 2010, 19:37
Witam wszystkich ja cztery tygodnie temu straciłam swojego ANIOŁECZKA i nie moge się pozbierać ciągle o nim myśle

[Dodane po edycji:]

To była moja trzecia ciąża nie była tylko nadal jest bo ciągle licze tygodnie teraz były19 tydzień. To się stało w 15 tygodni dzidziuś nieżył od dwóch przynajmnie tyg tak mówiła położna .Najgorsze że ja nic nawet nie czułam obudziłam się rano i miałam tegio dnia iść do lekarz bo miała zgłosić się do kontroli za miesią aiesiąc szybciej miała robone usg wszystko było dobrze widziałam jak bije serduszko wszystko było dobrze.A 06.05.2010 mój swiat się zawalił poronienie w toku to ciągle słysze nieumie sobie poradzić nie chce sobie poradzić.Moja dzidzia została pochowana nie mogłam go zostawić na pastwe nie wiadomo kogo nie oddałam go też do badania.Do badania poszło tylko łożysko. A wiecie że to był chłopczyk jeszcze jeden.

[Dodane po edycji:]

Wczoraj na dzień dziecka byłam u swojego ANIOŁECZKA ale to nie miałbyć taki prezent w postaci znicza .Zwłaszcza że dzień wcześniej mi się śnił przytulałam całowała karmiłam.Było po prostu pięknie a teraz jest nie pięknie jest cięzko.Musze się jakoś pozbierać dla moich pozostałych synków.Chciałam im powiedzieć że będą mieli braciszka ale tego nie zrobiłam i bardzo tego żałuję ,kiedy wróciłam ze szpitala to wyczuli że jest coś nie tak bo ciągle pytali czemu płacze i leze w łóżku.Zycie nie powino tak wygłądać a każda ciąża powina być donoszona a dzidzia ZDROWA.Ale życie tak nie wygłąda nie jest kolorowe zawsze coś musi być nie tak
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
01 cze 2010, 19:14

Re: życie po poronieniu...

przez ania_ania 25 lip 2010, 21:30
Mówienie, że wielu ludziom się to przydarza nie jest pomocne, nie mówiąc już o mówieniu, że mogło być gorzej.
Poronienie to dla kobiety traumatyczne przeżycie, bo po dowiedzeniu się o przyszłym dziecku każdy wyobraża już sobie niemowlaka, małą kruszynkę, którą trzeba będzie otoczyć miłością, ma już plany na przyszłość. Nie da się tak po prostu zapomnieć. Trzeba jednak z tym żyć, przeżyć żałobę i żyć dalej.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
25 lip 2010, 20:26

Re: życie po poronieniu...

przez Kinga019 16 sie 2010, 06:27
We wtorek minie tydzień od zabiegu. Sam zabieg nie byl zbyt bolesny, pomimo iż nie byłam usypiana, a pod koniec miałam zlikwidowane znieczulenie.Najgorsza chyba była pustka po serduszkiem po wszystkim, jeszcze w nocy słyszałam płacz nowo narodzonego dziecka. Uwierzcie chyba nie ma nic gorszego, czegoś co bardziej niszczy i zabija od środka niż kobieta w ciaży i płaczące dziecko.Wszyscy dookoła mnie powtarzają zobaczysz wszystko będzie dobrze, niedługo znów będziesz w ciąży, ale ja chyba już nie chce. Nie wyobrażam sobie drugi raz przechodzić przez to wszystko. Załamała bym się po kolejnym poronieniu. Najbardziej dręczą mnie pytania: Gdzie ono teraz jest? i Dlaczego my?. Tyle dzieci rodzi się każdego dnia, a to akurat musiało się przytrafić właśnie nam. Chyba już nigdy nie zdecyduje się na dziecko. Na szczęście mąż wspiera mnie w moich decyzjach.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
04 sie 2010, 19:42

Re: życie po poronieniu...

przez LITW 10 sty 2011, 16:39
To juz moje drugie poronienie...szczescie w nieszczesciu ze oba zakonczyly sie przed 5 t.c Nie znioslabym tego, gdym czula jak rosnie, jak sie rusza, slyszala bicie serca...
Juz teraz to dla mnie za duzo. Od 2 lat staramy sie o dziecko. Pragniemy go jak niczego innego na swiecie. Zaprzedalabym dusze diablu, oddalabym wszystko co mam, zeby moc trzymac w ramionach moje kochane malnstwo.
Nie wiem czy Bog karze mnie za moje grzechy, czy los drwi ze mnie w najbardziej okrutny z mozliwych sposobow.
Obie ciaze poronilam w tym samym czasie, rok za rokiem...Zawsze dowiadywalam sie po świetach Bozego Narodzenia, poronienie zawsze bylo na poczatku Nowego Roku...
Jednak to co przeszlam niecale 2 dni temu, bylo najwiekszym koszmarem mojego zycia...Cieszylam sie, ze dobry Bog dal mi 2 szanse...ze dal mi dziecko, kto przyjdzie na swiat w tym samym miesiacu , w ktorym mialo przyjsc poprzednie...rok pozniej, niewazne...Wierzylam, ze tym razem sie uda i modlilam sie o zdrowie dla niego...Wiem, ze bylo za wczesnie, zeby mogl mnie uslyszc, ale mowilam o niego, rozmawialm od samego poczatku...Kiedy pojawily sie plaminia powtarzalam, zeby byl silny i sie nie poddawal,zebby walczyl... Niestety dzien pozniej zaczelam krwawic...
Wpadlam w taka panike, ze z tego wszystkigo nie moglam oddychac, serce walilo jak szalone, nie moglam sie uspokoic...Po 20 minutach bylam juz szpitalu, 2 testy z moczu- negtywne...Bylo za wczesnie na skan...
Nie moge sie po tym pozbierac, jest mi ciezko, caly czas placze...
Moj chlopak mowi:" kochanie do 3 razy sztuka"...jenak ja wiem, ze bym umarla gdyby cos takiego jeszcze raz mnie spotkalo...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 sty 2011, 15:06

Re: życie po poronieniu...

przez Lili-ana 10 sty 2011, 17:04
Smutne historie... :(
Jakie to niesprawiedliwe, że jedni tak pragna mieć dziecko, a nie mogą mieć,
a drudzy nie chcą, a mogą...
Ja bym mogła być surogatką ;) mam już dwójkę dzieci i wiem, że mogłabym więcej ale już nie chcę.
Lili-ana
Offline

życie po poronieniu...

przez małgoś82 27 lip 2011, 10:49
Witam. mnie tez spotkało to przykre doświadczenie, już od kilku miesięcy przygotowywałam się do tej ciąży, wszystko wyleczyłam (miałam torbiele, nadżerkę) brałam witaminy żeby przygotować organizm i klops nić z tego w 6 tygodniu pojawił się krwiak a w 7 było już po wszystkim. Mam straszna wyzuty sumienia mogłam więcej leżeć to może było by inaczej. Lekarz powiedział mi tylko że mam na siebie uważać i tak robiłam ale mało leżałam. Nie mogę sobie z tym poradzić mimo dużego wsparcia. Jedno co mnie pociesza to fakt że mam już córeczkę 3 latka która bardzo mnie wspiera mimo że jest tak mała to najbardziej mi pomaga w najgorszych chwilach. Bardzo chcę mieć drugie dziecko i na pewno będę się starać. tylko muszę już nie planować. Pierwsze nie planowałam i nie było żadnych komplikacji.
Pozdrawiam wszystkie mamy i trzymam kciuki aby następna próba była udana :papa:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 lip 2011, 09:58

życie po poronieniu...

przez MAZ 03 wrz 2011, 00:15
Witam wszystkie zranione Dziewczyny.Czytam wiele forum i nigdzie nie piszecie jak z tego wyszlyscie.Moja Zona poronila pierwsze dzieciatko byla to ciaza pozamaciczna .Bardzo szybko sie po tym pozbierala.Po 4-5 miesiacach zaczelismy sie starac o nastepne dzieciatko.Udalo sie do 8-go tygodnia.Krwotok i nastepna strata.Swiat sie nam zawalil na glowy Ona calkowicie oziebla w stosunku do mnie.Mowi ze nic nie czuje zebym sobie znalazl kogos z kim bede szczesliwy,ze cala milosc wygasla u niej Po wspolnych 10 latach ze soba.W efekcie wyprowadzila sie odemnie.Nie klocimy sie tylko strasznie sie poranilismy ja ja wspieralem jak moglem.Co ja jako maz powinienem zrobic jak Ja odzyskac?Prosze o doradzenie bo mysle ze Wy po tak ciezkich przezyciach wiecie najlepiej co kobieta oczekuje i na co liczy w tak ciezkim okresie.Prosze o rade!!!!
MAZ
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
03 wrz 2011, 00:03

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do