Skocz do zawartości
Nerwica.com

MOJA GŁUPOTA


Jacek

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć na wasze forum trafiłem dopiero dziś bo dopiero od niedawna zrozumiałem i zaakceptowałem to że mam nerwicę lękową, a mam ją chyba od 8 roku życia czyli od 20 lat !!!!! I to jest ta MOJA GŁUPOTA że dopiero dziś zapisałem się do psychiatry i podejmę pierwsze w moim życiu leczenie. I naprawdę nie ściemniam wam teraz.

 

Zacznę wszystko od początku ale w ekspresowym tempie żebyście mogli to jakoś przetrawić. :)

Przyczyną mojej nerwicy jest jak do tej pory ciąg niekorzystnych wypadków.

Mając 5 lat byłem wychiowywany przez starszą panią, która straszyła mnie babą jagą i już wtedy miałem nocne koszmary że coś wciąga mnie pod łóżko. Potem ojciec zaczał pić awantury i histeria matki (to gdzieś jak miałem 8 lat). Stałem się nerwowym dzieckiem brak poczuciawłasnej wartości koledzy potrafili być dla mnie czasem bezwzględni :twisted:. Także moi koledzy i koleżanki z bloku nie rozumieli że mój strach przygnębienie niepewność jest spowodowne pjaństwem ojca poczułem że wyśmiewają się ze mnie nie było już szczerych kontaktów a ja zaczałem mieć lęk przed odrzuceniem i ośmieszeniem. Zawsze jednak była matka która dawała tyle miłości i takie poczucie bezpieczeństwa że nerwica była "usypiana". I tak jakoś wegetowałem. Potem było LO i studia ale tam znalazłem kolegę (razem siedzielismy w ławce w LO i mieszkalismy na studiach ) który pełnił podobną rolę nieważne co powiedziałem on po prostu mnie lubił więc dawał jako takie poczućie bezpieczeństwa ,akceptacji. Ale studia się skończyły on znalazł żonę a ja zostałem sam i zacząłem się coraz bardziej bać. Dodam że w młodości rodzina uważała mnie za ofermę i nie przyjmowała do wiadomości że moja niepewność i niezgrabność jest spowodowa silnymi stanami lękowymi dlatego tak długo nie chciałem tprzyjąć do wiadomości że potrzebuję pomocy ja poprostu uważałem że jestem pojebanyy i bardzo się siebie wstydziłem nie dawałem sobie żadnej szansy. Dla mnie nie istniała lużna rozmowa każde moje słowo było wymuszone sztuczne przez to bardzo często byłem wyśmiewany w towarzystwie. Po studiach był 2 letni wyjazd do warszawy pierwsza praca apodyktyczny szef, duuży strach i nie wychodzenie z domu miesiącami.

 

Mama problemy z nawiązywaniem bliskich relacji, boję się ludzi czuję się samotny nierozumiany i zmęczony.

 

Obecnie jest już znacznie lepiej to znaczy stany lękowe nie są tak silne, a to głownie zasługa sportu który zaczałem uprawiać, samotna jazda na rowerze hehehe i ćwiczenia ogólnorozwojowe też samotne hehehe dodały mi pewności siebie (lepsza kondycja i sprawność poczućie siły fizycznej). Teraz następny etap od tygodnia chodzę na sztuki walki już nie cwiczę sam hehehe. I chyba zapiszę się na kurs tańca.

 

Teraz napiszę wam co mnie najbardziej stresuje i stresowało.

Prace mam obecnie fajną, a ludzie też ok z tym że na początku po przeżyciach z W-awy miałem duże lęki co spowodowało że odizolowałem się od reszty moich rówieśników stałem się nieprzystępny, obojętny, zimny bo tak było bezpieczniej. Teraz jest mi strasznie głupio bo to już będzie 2 lata mojej nowej pracy, oni chyba uważają że jestem pierdolnięty. Szczególnie czuję się jak kretyn i jest mi wstyd przed dziewczynami. Nie znam tych ludzi mimo że pracujemy w jednym budynku. Czuję że coś tracę, czyjś uśmiech, czyjeś spojrzenie :cry: . Mam dość samotności !!!!!!

 

DLatego już jestem zapisany do psychiatry, dlatego ten kurs tańca, dlatego w maju planuję wyjechać na obozy pomocy niepełnosprawnym gdzie komuś pomogę i przy okazji sobie też pomoę, gdzie spotkam innych ludzi, dlatego zapisałem się na to cholerne jiu jitsu żeby 3 razy w tygodniu dostać w dupę i nie mieć siły użalać się nad sobą.

 

Mam nadzieję żę was nie zanudziłem :) . Wiem jedno, że sobie nieodpuszcę wolę zdechnąć z fizycznego wyczerpania niż żyć tak jak żyłem do teraz. Chcę się przestać bać i zacząć uśmiechać !!!!!

 

 

Pozdrawiam Was wszystkich ciepło

 

Jacek :)

 

P.S. Czy ktoś zna może dobrego psychiatrę w Przemyślu, gdyby mój okazał się nieciekawy ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytając Twój post, szczególnie część koncowa odnosi się wrazenie, że jesteś teraz bardzo zdeterminowany do walki z nerwicą, a to jest bardzo ważne, żeby sie nie poddawać.Trzeba walczyć, nie dać się zamknąć w czterech scianach bo to napewno nie pomoże tylko zaszkodzi.Szkoda tylko że tak długo zmagałeś się z tym cholerstwem, zmarnowałeś szmat czasu, ale jak to się mówi lepiej poźno niz wcale!!

Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

BulletproofCupid napisałeś że chciałbys mieć tyle determinacji do walki ile mam ja. To chyba nie uwierzysz jakci napiszę kim byłem przed 1,5 rokiem po powrocie z Warszawy. A byłem osobą która nie miała nawet siły wstać z łóżka, podnieść się coś zrobić, popatrzeć ładnej dziewczynie w oczy, teraz już jest trochę lepiej hehe. Nic mi się nie chciało uważełem że przegrałem i myslalem o znajomych ile im sie udalo a mi nic, bylem dla siebie nieudacznikiem zakompleksiony. Nie byłem zdolny do systematycznej i cierpliwej pracy nad sobą. Brałem się za coś a poźniej twierdziłem że nie dam rady że to wszystko bez sensu i poddawałem się, nie miałem za grosz szacunku do siebie a to tylko napędzało moje stany lękowe. Tak było.

 

Ale jak dostałem nową pracę to oprócz tego że się bałem i się izolowałem :) zacząłem też tym ludziom cholernie zazdrościć normalności, ze oni mogą się jakoś między sobą porozumieć że nawiązują ze sobą znajomości i byłem i jestem wkurzony że takie życie mnie omja, że jestem obok , wtedy dodatkowo czułem że jestem gorszy i nie mam szans u nich (treraz jest lepiej wydaje mi się ze to oni nie mają szans u mnie hehehe . Wtedy strasznie się nad sobą użalałem nawet nie wiesz jaką byłem "płaczką", że u nich jestem skonczony i że maja mnie za głupka. Wracałem do domu i tylko siedziałem i tylko o tym myslałem i nic mi się nie chciało.

) Miałem bardzo silne stany lękowe nie mogłem wytrzymać i właśnie ten okropny lęk zmusił mnie najpierwe do spacerów, a potem do ćwiczeń fizycznych bo to zmęczenie mnie uspokajało rozumiesz!!! . Ja który zawsze byłem bierny wszyscy uważli że jestem leniwy i nigdy nie byłem wytrwały, rezygnowałem po 5 minutach z walki o swoje, nagle zaczałem coś robić z swoim życiem. Tak naprawdę to nie było tylko lenistwo ale coś więcej niskie poczucie wartości i brak wiary że coś mi się może udać (dzieci alkocholików) .

 

To co teraz napiszę jest BARDZO WAŻNE przynajmniej dla mnie, a może tobie też się przyda BulletproofCupid. Jak już wspomniałem miałem silne stany lękowe i niską samoocenę i pogardę dla siebie, ale pjawiło się też jeszcze coś złość na siebie, że inni się cieszą smieją korzystają z życia choć w cale nie są lepsi, a ja jestem taki beznadziejny i nic nie robię dla siebie. Ta złość i stany lękowe zmusiły mnie człowieka któremu nie chciało się wstać z fotela do pracy nad sobą (ćwiczenia fizyczne)

OOOOOOOO K............wa !!!!!!!!!!!!!! jak mi się na początku nie chiało nawet nie wiesz jak bardzo. Własciwie ja nigdy przez 28 lat nie zrobiłem nic dla siebie tylko płynalem z prądem, żadnej inicjatywy , rozumiesz !!! tylko ten strach który mnie paraliżował że się nie uda że jestem beznadziejnyyyy!!!!!. Zawsze się bałem że sięnie uda i przez te lata nigdy mi się nic nie udawało bo ZAWSZE rezygnowałem i odpuszczałem sobie. Ale lęk mnie zmusił i zabrałem się za siebie. Na początku strasznie narzekałem i płakałem ale to nie ćwiczyłem ja tylko moje ręce nogi, a głowa narzekała mówiła że nie ma sensu że jestem niewyspany zmęczony (zmęczony i niewyspany to prawda bo mam problemy z snem :D ) ale nie odpuszczałem sobie nawet po nieprzespanej nocy z dołem psychicznym potrafiłem cwiczyć wysiłek mnie uspokajał. NASTĘPNA WAŻNA SPRAWA która ci się na pewno przyda. Byłem dla siebie surowy. Jak czułem zwątpienie że nie chcę nie mogę, miałem strasznego doła psychicznego to włączałem w swoim umyśle powiedzmy opiekuna który mi mówił "jak to ci się niechce, wiesz kim jesteś nikim facetem który użalasię nad sobą aż przykro na ciebie patrzeć wstydziłbyś są ludzie chorzy na raka, niepełnosprawne dzieci a ty gnoju twierdzisz że ci się nie chce, ty gnojku !!!!!!". Myślałem " o nikt nie bedzie mnie pouczał jeszcze wam wszystkim pokażę" tak zwana kontrolowana autoageresja żadnego cackania się z sobą, ale też zrozumienie dla siebie "jesteś chory nie jesteś złym człowiekiem jesteś wartościowy więc musisz sobie pomóc a takie podpuszczanie się na siebie to jedyny sposób aby zacząć coś zmieniać". I to mi pomagało mimo niewyspania i dołu zaczynałem ćwiczyć. Potrafiłem przejechać na rowerze (dalej potrafię :) ) 100 km byle tylko przestać się bać i żeby znikneła ta autoagresja im wiekszy był lęk i autoagresja tym bardziej dawałem sobie w kość. Powiem ci że mysłełem że popadam w obłęd że jestem nienormalny, a to potęgowało tylko autoagresję ale tylko do czasu potem zaczałem widziec nie nie widzieć ale podswiadomie czuć że jednak to co robię ma sens i wcale nie jestem nienormalny tylko próbuje się ratować !!!. Dużo dały mi samotne wyprawy rowerowe na początku kilkugodzinne z czasem całodniowe. Kontakt z piękną przyrodą, wysiłek fizyczny pozwala człowiekowi się wyciszyć uspokojić nerwy, zastanowić się nad sobą nauczyć dystansu do siebie i nawet sympati. To mnie chyba uratowało :) . A jak mi się na początku nie chiało bo wydawało mi się że wszyscyna mnie patrzą i się smieją bo byłem zmęczony i w ogóle naprawdę mi się nie chiało ale mimo wszystko robiłem to, ja byłem tak nieszczęsliwy że muszę to robić i tak mi się niechciało, że tak naprawdę robiły to moje nogi wbrew mojej głowie. (teraz juz nie przejmuje się tym że śmieją się ze mnie gdy jadę na rowerze bo tak naprawdę nikt sie nie smieje to było tylko w mojej głowie , a więc widzisz jest postęp ) :) .

 

Powiem ci jeszcze jedno mimo że już od roku uprawiam sport ruch to nadal mam stany lękowe i obniżone poczucie wartośći ale w o wiele mniejszej skali jest poprawa znaczna ja to czuję i to JA SAM SOBIE JĄ WYWALCZYŁEM rozumiesz mnie BulletproofCupid :twisted::twisted::twisted: . Systematyczne ćwiczenia uczą wytrwałości w dażeniu do celu małymi kroczkami i samodyscypliny, cierpliwości, walki i odporności na stres, nie poddawania się WIEM CO MÓWIĘ !!!! To nie są puste słowa !!!!

 

Dawniej, własciwie rok temu miałem problemy z nawiązaniem normalnej rozmowy patrzyłem wszędzie tylko nie w oczy drugiej osoby. Wstydziłem się siebie, jak ktoś na mnie spojrzał myslałem "już jestem u niego przekreślony, pewnie już zauważył jaki jestem beznadziejny jaki jestem nikt"

A wczoraj miałem spotkanie z ludzmi z byłej klasy i nawet zachowałem spokój, ręce mi się nie trzęsły nie czerwieniłem się potrafiłem nawiązać rozmowe i już dopuszczam mozliwość że mam prawo kogoś nie lubić nawet kolegę z klasy i uważam że w cale nie jestem gorszy od niego

mimo że on ma lepszą pracę i jest bardziej wygadany ( tak naprawdę to zwykły egoista który mysli tylko o sobie). :evil:

Tak jestem teraz bardziej opanowany i potrafię zachować spokój, bardziej akceptuje siebię. Wiem że jestem jescze słaby chory i mama prawo się potykać, upadać ale już tak nie płaczę nad sobą tak naprawdę bardzo cieżka praca nad sobą dała mi szacunek do siebie i zrozumienie dla własnych słabości, ale dała też samodyscyplinę i wolę walki o siebie.

 

Dawniej myslałem tak pójdę do ludzie to zobaczą że się czerwienie że trzesą mi się ręce to się skompromituję taki wstyd nie dam rady nie mam siły. A teraz wstaje i idę i niech mi się trzęsą ręcę niech się czerwienie mama to w dupie ale głupki nie wiedzą nie rozumieją

 

Ja potrzebowałem roku żeby małymi kroczkami dojść do tego punktu w jakim jestem teraz, mimo że przez pierwsze miesiące cwiczeń oprócz obniżenia poziomu lęku nie było tylko zmęczenie znużenie i ciągły brak wiary że mi się uda a samotność podcinałami skrzydła dusiła i mówiła "po co to wszystko? zostaw to, nic nie zmienisz."

Byłem i jestem zupełnie sam z tym problemem bez żadnego wsparcia !!!

 

Więc nie mów mi BulletproofCupid że chciałbyś mieć tyle determinacji co ja bo ja jej miałem jeszcze mniej od Ciebie.

 

I jeszcze jedno nie od razu oczywiście ale z czasem nauczyłem sie podejmować decyzję i w czwartek będę u psychiatry sam zupełnie sam bez niczyjej pomocy. Pójdę tam i zrobię jeszcze wiele inncyh rzeczy o których pisałem wcześniej bo wiem że jeżeli zrobiłem już aż tyle to mogę małymi kroczkami zrobić jeszcze tyyyyyyyyyyyyyle

 

A było tak że nie mogłem wstać z fotela i tygodniami siedziałem w domu, a paraliżujący lęk wywoływała u mnie nawet myśł o umyciu naczyń............................. ale potrafiłem sam z tego wyjść :twisted::twisted::twisted:

 

Pozdrawiam cię BulletproofCupid i NIECH MOC BĘDZIE Z TOBĄ :twisted::twisted::twisted::twisted::twisted::twisted::twisted::twisted::twisted::twisted: :twisted:

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

WIESZ JACEK, MYSLĘ, ŻE NIE POTRZEBUJESZ PSYCHIATRY.

Potrzebujesz zrozumienia, dobrego psychoterapeuty, wyciszenia. Nie sięgaj po środki tymczasowe, które Cię ogłuszą - leki. Jesli dotarło do Ciebie, że czas na zmiany - gratuluję Ci. Twoje życie w Twoich rękach. Masz szansę rozwinąć swoje JA. Życzę Ci tego!!

 

:lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też wydaje mi się, że to jedyna droga...

Niewątpliwie jestem w stanie zrobić dużo. Ale tu potrzeba konsekwencji.

A przy moich wachaniach natroju... No właśnie... Boję się cholernie mojej nieprzewidywalności, kiedy tylko dotykam granicy sensu...

Pomijam, że utrudnianie sobie, choćby niezbędnych ćwiczeń fizycznych, należało niegdyś do moich natręctw. Teraz jest lepiej... Mam nadzieję. Nie, cholera, potrafię to! Tylko co kiedy... poczuję, że nie chcę. Że ból wraca, że nie chcę nic z tego świata, że chcę zamknąć się w swoich bezpiecznych deluzjach... Boję się, że to mnie przekona... że "wybiorę" porażkę. Bo to... po prostu się dzieje.

 

Nie, nie tym razem. Czuję że mogę wygrać, ale rozum nie pozwala wierzyć, bo który to raz...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć Jacku!! :)

Widać, że bardzo dużo przeszedłeś w swoim życiu… Ale masz silną wolę i wiarę w siebie, choć czasami ten „wewnętrzny” głos mówi całkowicie coś innego. Znalazłeś swój „złoty środek” – sam!! Powinieneś być z tego dumny, bo nie każdy jest w stanie to zrobić. Wybić się z tej mrocznej otchłani, która paraliżuje każdy, nawet najmniejszy ruch. Niektórzy się załamują i nie są nawet w stanie pomyśleć, że mogą coś zrobić sami, bez pomocy lekarzy czy jakiś zagłuszających wewnętrzny głos środków. Tylko pogratulować Ci Twoich postępów Z tą chorobą trzeba walczyć z dnia na dzień, krok po kroku. I nikt nie powiedział, że to będzie proste, ale trzeba wierzyć. Zacząć stopniowo. Choćby od pracy. Ja zapominam ( bo prawdę mówiąc, nie mam czasu myśleć o „pierdołach”) o wszystkim w pracy. Jestem na takim stanowisku, że kontakt z ludźmi ( nawet zagranicznymi) jest tam na porządku dziennym i czy chcę czy nie, muszę im patrzeć w oczy i rozmawiać. Czasami dopada mnie przed każdym kolejnym pójściem do pracy lęk, że nie dam rady, że wszyscy, ale nie ja!! Mylę się, bo jakoś jestem doceniana w pracy i ludzie to zauważają, że się staram. Bywa tak, że boje się mówić, choć wiem, że w danym momencie mam racje. Tylko w środku mam blokadę. Ale to wszystko daje się zniwelować.

To wszystko jest w naszych głowach!! Trzeba stawić temu czoła, a nie uciekać przed sobą, bo… ile można tak uciekać?? Wieczność tak się nie da.

Ty już wygrałeś jakiś etap. Masz już to za sobą. Jeszcze pare razy znokautujesz swój lęk i jesteś panem swego ciała i umysłu… ;)

Życzę Ci, i wszystkim innym powodzenia w dążeniu do tego celu… wybranego przez siebie…

Pozdrawiam gorąco!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj Jacek, ja również jeżdżę na rowerze z tylnym obciążeniem(moim synkiem :) ) i czuję jak powoli mi się kondycja poprawia. 100 km nie zrobię , ale narazie na początek 4km. Ważna jest też wewnętrzna praca nad sobą , nad wyciszeniem i zaakceptowaniem siebie. Psychiatra pewnie bedzie chciał zapisać Ci leki, a ja również polecałabym dostać od niego skierowanie do psychologa. Mi tabletki pomogły, ale tymczasowo, a Ty jesteś na takim etapie , ze bez nich dasz sobie radę. Powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×