Osoby,które są już zdrowe lub prawie zdrowe-ile nas tu jest?

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Avatar użytkownika
przez Róża 27 maja 2007, 16:14
Ja miałam nawrót nerwicy.Kilka lat temu miałam tak głęboką depresję i żadnego sprecyzowanego podejścia do tego tematu(brak forum :lol: ),że brałam leki.Pomogła mi Fluoksetyna.Ale nie wiedziałam,że to trzeba walczyć żeby naprawdę z tego wyjść.Tzn.podświadomie walczyłam,bo zdawałam sobie sprawę,że nie mogę tak żyć.Bardzo dużo zawdzięczam mężowi,który się ze mną nie patyczkował,tylko zmuszał do aktywności i normalnego życia(np.chciał mi zabrać prawo opieki do dzieci,nie dawał mi pieniędzy,tak,że nieraz autentycznie głodowałam i ja i dzieci,obmawiał mnie i nastawiał całą swoją rodzinę,lekceważył i poniżał na każdym kroku).Tym sposobem tak mocno nadepnął mi na ambicję,że musiałam się pozbierać i działać.Potem nastapił nawrót (4 lata później),z powodów życiowych-utrata pracy,poważne choroby dzieci.Lekarze ganiali mnie po różnych badaniach,chociaż ja twierdziłam,że to pewnie nerwica.Ale gdzie tam,wmawiali mi serce,hormony i co tam jeszcze.Do tego nie mogłam wydębić zwolnienia,bo nikt mi nie chciał dać!!A ja padałam z nóg,omdlewałam,wymiotowałam,miałam biegunkę itd,no coś okropnego i z tym wszystkim musiałam pracować.W końcu z ulgą doczekałam końca umowy i dalej już nie przedłużałam i nikt mi tego nie proponował,bo przecież nie byłam zdolna do pracy(ciągle się zwalniałam,bo nie dawałam rady wytrzymać,zero koncentracji itd.)W końcu poszłam do psychiatry,który dał mi Afobam,no postawił mnie na nogi,ale brałam go za dużo i uzależniłam się.Nie mogłam więc już go brać,a nadal nie mogłam funkcjonować.A musiałam(jeździłam w tym czasie z dzieckiem na rehabilitację do szpitala w 35stopniowym upale + opieka całodobowa),mąż wyjechal zagranicę.I w końcu mówię-dość k***a mać.Nie może tak być(psychiatra nic mi nie poradził,tylko chciał mi wciskać jakieś neuroleptyki,których nawet nie wykupiłam).Stwierdziłam,że to do diabła mój i tylko mój umysł i MUSZĘ się z nim dogadać.Bo kto ma się dogadać,jak nie ja? :lol: No i zaczęłam się dogadywać.Musiałam wziąć się w garść po prostu i to tak bez żadnego znieczulenia.Różnie to wyglądało,ale postępy dały się odczuć baaardzo szybko.a już jak spotkałam takich miłych ludzi na tym forum,to zaczęłam się czuć z dnia na dzień coraz lepiej. ;)
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez ewa125 28 maja 2007, 14:11
dopisuje sie. mialam nerwice lekowa z atakami paniki kilka razy dziennie plus derealizacja i depersonalizacja . teraz juz jest ok, normalnie zyje jak czlowiek, chociaz mam jeszcze pamiec tego co bylo i czasami czuje sie jeszcze w zyciu niepewnie, ale mysle ze to tez minie.
po pierwsze - Z NERWICY DA SIE WYJSC BEZ LEKOW!!
po drugie - DA SIE Z NIEJ WYJSC CALKOWICIE. moj facet tez mial kiedys epizod nerwicy po smierci kogos blskiego , wyszedl z tego sam a bylo to dobrych kilka lat temu, teraz jest wiecznym optymista zadowolonym z zycia.
pirania mam do Ciebie pytanie, czy moglabys napisac cos wiecej na temat tego ze nie mozesz pracowac w zawodzie i ze nie spelnilas ambicji rodzicow ? ja mam dokladnie to samo i ciagle sie waham, ze moze jednak powinnam pracowac w tym zawodzie, w koncu mam juz ten zakichany dyplom, potem mysle sobie -znowu sie wpakujesz w nerwice przez to... nie wiem co mam myslec. myslisz ze to wywolalo poniekad twoja nerwice?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

przez muszla 28 maja 2007, 16:24
Dzien Dobry!

Nietety na tym etapie zycia blizej mi do Pirani niz do wyleczoych. Ale wiem napewno ze wazne jest nastawienie. Jak analizuje swoje zycie to z nerwica zylam od kiedy pamietam, ale przez 35!lat zylam nie nazywajac tego ani nie analizujac. Oczywiscie pakowalam sie w rozne kanaly, ale jakos z tego wychodzilam i co wazniejsze realizowalam swoje marzenia o rodzinie i spelnieniu zwodowym.
Nie bede sie rozpisywac, w kazdym badz razie 2 lata temu doprowdzilam sie do tak ciezkiego stanu, ze zmusilam sie do pojscia do psychiatry, co wywoluje u mnie odruch wymiotny do tej pory.
I wiecie co, jak juz wiem ze to depresja plus nerwica, to wcale mi nie jest latwiej. Czuje sie chora, widze siebie w psychiatryku, a co gorsza inaczej patrze na swoje dzieci, ktore sa super zdolne ale tez nadwrazliwe.
Chcialabym byc dla nich wzorem, jak z tym zyc, ale momentami, czasami kilkutygodniowymi, do niczego sie nie nadaje.
Czuje sie jak w pulapce, bo nie mam za bardzo z kim o tym pogadac, stad moja obecnosc na forum.
Aha, po moim ataku depresji dowiedzialam sie moj dzidek miewal podobne okresy zalaman, podobnie jak jego corka, a moja cicia. Te informacje mnie dobily....

muszla
wytrwam
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
06 lis 2006, 12:59
Lokalizacja
Łódź

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez biedronka 31 maja 2007, 19:53
Róża dzięki :smile: Wychodzi mi na to, ze ja od 10 lat nie robię nic tylko się nad sobą użalam, no bo przecież nic mi się w zyciu nie udaje, jestem beznadziejna ble ble ble :roll: Nawet z tej cholernej nerwicy nie mogę wyjść, bo od razu wychodzę z założenia, ze na pewno mi się nie uda :? Mój mąż uważa, ze ja nie chcę być zdrowa, że dobrze mi tak jak jest, kurcze a jeśli on ma rację :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
05 lut 2006, 22:44

Avatar użytkownika
przez Róża 01 cze 2007, 09:17
Biedronko,mam nadzieję,że cię nie uraziłam,ale największym sukcesem w walce z nerwicą jest uświadomienie sobie,że człowiek się nad soba użala,a zaraz potem-jakie są tego przyczyny.A potem "rozprawka"z przyczynami.Nieraz nawet zmiana trybu życia.Tak się zastanawiam,że chyba najczęstszą przyczyna u ludzi młodych,jest ten "wyścig szczurów",pod tytułem:jeśli nie skończysz takiej a takiej szkoły,to nie dostaniesz się na najlepsze studia,to nie znajdziesz dobrej pracy i jesteś skończony.Jeśli nie potrafisz być asertywny,przebojowy,optymista i silny psychicznie i coś tam jeszcze-to przepadłeś.Podsycaja te wymogi rodzice i media.A ja się pytam-gdzie się podziały prawdziwe wartości tak ważne,a wręcz niezbędne do życia?Dlaczego o nich się nie mówi??Dlaczego nikt nie powie,że najpełniejsze życie porzeżywa się w prostocie,nie w zawrotnej karierze,górach forsy,wycieczkach na Karaiby itd.Nie w wiecznym pędzie i dążeniu do celu po trupach.Wszystko jest dobre i kariera i pieniądze,ale to nie może decydować o obrazie człowieka.Jednym słowem-nie dajmy się zwariować,bo szkoda życia.Eh,nie podoba mi się to.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez biedronka 01 cze 2007, 10:54
Różyczko nie uraziłaś mnie, wręcz przeciwnie, zawstydziłaś :oops: Sama nie wiem jak to jest, ale zawsze jak czytam, ze komuś się udało to myslę sobie "no tak, ale ja jestem dużo bardziej chora i na pewno mi się nie uda" i od razu nastepuje blokada, nawet wtedy nie próbuję :roll: Np. już od dawna nie mam ataków paniki i innych fizycznych objawów nerwicy, natomiast mam tę okropną derealizację/depersonalizację od kilku miesięcy i wydaje mi się, ze ja to na pewno jestem psychicznie chora, że to nie takie zwykłe d/d spowodowane lękiem. No a skoro tak jest to nie moge sama sobie pomóc, bo nie mam na to wpływu. Nie wiem czy nie za bardzo namieszałam i czy rozumkesz o co mi chodzi, w każdym razie nie wiem jak przerwać to błędne koło :?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
05 lut 2006, 22:44

Avatar użytkownika
przez Róża 01 cze 2007, 19:16
Rozumiem cię Biedroneczkobardzo dobrze.No cóż,kiedyś na pewno ci się uda.Ważne,że tego chcesz.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Re: Osoby,które są już zdrowe lub prawie zdrowe............

Avatar użytkownika
przez Agarfieldka 11 cze 2007, 02:32
Hej :smile:

lata temu, jak zaczynałam się leczyć miałam tak: stany depresyjno-lękowe, nerwica, zaburzenia odzywiania, zaburzenia osobowości (licho wie razem to wszystko, czy jakoś przechodziło jedno w drugie?, w ogóle ciężko było wydobyć z lekarza diagnozę).

Dobra psychoterapia naprawdę działa!!! Wcześniej zwiedziłam parę miejsc w Krakowie, m.in. Ośrodek na Lenartowicza. W końcu trafiłam na cudowną kobietę, która mi spasowała (chodziłam do niej prywatnie dwa lata).

Pomogła mi się uporać z przeszłością, dzięki niej znacznie porawiłam kontakty z rodzicami. Dzięki niej dojrzałam też do zakończenia szkodliwego dla mnie związku, w którym tkwiłam od lat.

Mój poziom lęku znacznie zmniejszył się. Kiedyś bałam odezwać się na wiekszym niz 2-osobowe forum (zabranie głosu w klasie odpadało), zadzwonić tel., wejść do nowego miejsca itp. Byłam przekonana, że nie będę mogła pracować, bo jak to w obcym miejscu z obcymi ludźmi :shock: .

A teraz latam jak wściekła po różnych miejscach z ramienia pracy i załatwiam wszystko. I parę osób mi juz powiedziało, że jestem przebojowa!!! Całkiem łatwo też nawiązuję kontakty.

Kobieta na koniec terapi zrobiła mi taki test kontrolny i ponoć osobowośc mi się scaliła :D


Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem całkiem wyleczona. Zimą lata po mnie depresja, jakaś taka aspołecznośc we mnie została, czasem serducho mi się tłucze, spać nie moge (chyba dzis właśnie :D ), coś tam w ramach autoagresji zmajstruję, ale JEST DUŻO LEPIEJ i są takie dni (coraz więcej), kiedy na prawdę czuję się szczęśliwa i zdrowa i jestem pewna, że wszystko będzie dobrze.

Także moi drodzy, moja rada, idźcie po pomoc jak najszybciej, nie czekajcie, aż choroba się rozgości w Waszym życiu i zaczniecie tracić lata. Lecznie to żaden wstyd. Jeśli w jednym ośrodku Wam się nie spodoba (bywają lekarze-kretyni), idźcie do innego, aż znajdziecie fachową pomoc.
Wszyscy kłamią - ale to nic nie szkodzi, bo i tak nikt nikomu nie wierzy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
28 mar 2007, 11:39
Lokalizacja
Kraków

przez hetman76 01 lip 2007, 11:36
Nerwica- Lękowa, natrectw, somatyczna i troche depresji
Moj atak sie nigdy nie konczył cos zawsze mnie meczyło z tej grupy. Diagnoza została postawiona we wrzesniu zeszłego roku zacząłem brac zoloft i udawac sie na psychoterapie oczywiscie prywatnie. W lutym biore tabletki juz co drugi dzien...na dzien dzisiejszy juz nie biorę i zyje zupłnie normalnie. Mysle ze we wrzeniu obejde rocznice wyleczenia sie z tego...
Jak to zrobiłem..uwazam ze nerwica powstaje z naszych wew. konfliktów wniosek odnajdz i rozwiąz przy pomocy Lekarza oczywiscie.
To była moja droga cieżka bolesna trudna... :D
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
26 gru 2006, 01:13

przez wkrokufeler 01 lip 2007, 20:37
A ja się pytam-gdzie się podziały prawdziwe wartości tak ważne,a wręcz niezbędne do życia?Dlaczego o nich się nie mówi??Dlaczego nikt nie powie,że najpełniejsze życie porzeżywa się w prostocie,nie w zawrotnej karierze,górach forsy,wycieczkach na Karaiby itd.Nie w wiecznym pędzie i dążeniu do celu po trupach.Wszystko jest dobre i kariera i pieniądze,ale to nie może decydować o obrazie człowieka.Jednym słowem-nie dajmy się zwariować,bo szkoda życia.Eh,nie podoba mi się to.

podpisuję się obiema rękami
wkrokufeler
Offline

Avatar użytkownika
przez Zorki 04 lip 2007, 00:16
Jestem zdrowy.
Jedyną rzeczą, jakiej powinniśmy się bać, jest sam strach. (Franklin Delano Roosevelt)
Zawsze jestem gotów się uczyć, chociaż nie zawsze chcę, by mnie uczono. (Winston Churchill)

Zmieniłem się. Wyzdrowiałem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
387
Dołączył(a)
27 gru 2006, 03:10

Avatar użytkownika
przez vampirek82 04 lip 2007, 09:33
ciesze sie jest tu Was tyle, dodajecie, nam jeszcze walczacym, wiary w lepsze jutro!!!! dziekuje :D
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

przez Krzychu 05 lip 2007, 19:37
Witam! Nerwica lękowa, depresja. Dość pożno zdiagnozowana, a trwa od wieku dojrzewania. Kiedys nie umiałem tego nazwać , brak lekarzy w małej miejscowości,że o internecie nie wspomnę. Leczyłem się na różne objawy somatyczne. Dziś jest dużo lepiej, samo uświadomienie duzo pomogło. teraz pozostały tylko objawy, których coraz mniej i są rzdsze i łatwiejsze do przeżycia. Mogę powiedziec na koniec, że niektóre drobne bitwy jeszcze przegrywam ale cała wojna z nerwicą jest już wygrana - bo jest pod ścisłą kontrolą. Wierzę,że takich ludzi jest więcej. Obserwuję innych i widzę u nich nerwice , ale pewnie wstydzą się do tego przyznać. To strata czasu. Ja chciałem wyzdrowiec , tylko długo nie wiedziałem jak. Objawy typowo somatyczne więc i leki ma różne bóle i rózne badania. Ale się rozpisdałem . pozdrawiam serdecznie
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
15 mar 2006, 19:45

przez Egon 13 lip 2007, 21:01
Podoba mi się wypowiedź Róży (podejrzałem, że jest z mojego pokolenia, niech wybaczy ;) ).
Ja ciągle walczę, ale wierzę w zwycięstwo, chociaż mam chwile totalnej załamki i wielkich wątpliwości. Zaczęło się 2 lata temu, chociaż neurotykiem byłem już od dawna, chyba od dzieciństwa. Byłem jedynym dzieckiem moich rodziców. Pierwszego syna stracili rok przed moim urodzeniem z winy lekarzy. A więc jedynak, w dodatku od 9-mca życia stwierdzono u mnie kamicę nerkową, zaleczoną ok. 4 roku życia. Jako kilkuletnie dziecko kilka razy lądowałem w szpitalu i zgodnie ze zwyczajami przyjętymi za komuny trzymano mnie tam bez potrzeby po kilka tygodni. Pozostała po tym troska nadopiekuńczej matki i uraz do białych fartuchów (*). Ojciec alkoholik, nie pijący bez przerwy, ale wpadający w kilkudniowe ciągi z awanturami o nieprzewidywalnych skutkach - syndrom DDA w dorosłym życiu (*). Unikając powołania do wojska, w czasie studiów, z własnej głupoty (efekty odczulania, którego nie powinienem przechodzić) wylądowałem w szpitalu pośród ludzi chorych na raka płuc (*). Wreszcie kochająca, nadopiekuńcza, a zarazem wymagająca i zaborcza matka, której byłem oczkiem w głowie, bo jej małżeństwo, od początku do końca, było jedną wielką pomyłką (*). Ojca miałem, ale w zasadzie wychowywałem się bez niego. Z powodu swoich skłonności do alkoholu i związanego z tym zachowania był dla mnie antywzorem, utrapieniem oraz źródłem wielkich kompleksów (*). Kiedy przed 1,5 rokiem zmarł było mi go żal, że spaprał sobie życie.
Dorosłe życie: podświadomie starałem się jak najdalej odskoczyć od stylu życia moich rodziców (ludzi niewykształconych), zwłaszcza ich wzajemnych relacji między sobą. I udało się. Mam bardzo udane małżeństwo (już 18 lat), 2 wspaniałe córki, studia ukończone z wyróżnieniem, pracę na uczelni, doktorat, mieszkanie zdobyte dzięki własnej zaradności i pracy (fizycznej). Zatem brak podstaw do skarg!
A jednak. Paradoksalnie zaczęło się 2 latat temu, kiedy mój ojciec zachorował na demencję, zdiagnozowaną jako choroba Alzheimera. Wiedziałem, że jego matka też na to zmarła. Zacząłem odczuwać zawroty głowy i dziwne lęki przed wejściem do dużych supermarketów. Później bałem się już jechać własnym autem. Obawiałem się, że mam raka mózgu, białaczkę i jeszcze nie wiem co sobie wkręcałem. Przypisywałem sobie wszystkie choroby, o których wtedy usłyszałem, że kogoś dotknęły. To, że będę miał Alzheimera byłem pewien na 100%. Poszedłem do lekarza rodzinnego. Powiedział, że to nerwica. Cloranxen 5mg na noc przez 30 dni + praca nad sobą (zajęcie się pracą fizyczną) dały dobry rezultat. Kiedy już wychodziłem na prostą zachorowała moja mama, na raka trzustki. Ojciec był już obłożnie chory, mama w terminalnym stanie. Byłem w szoku, ale musiałem się pozbierać. Umierali kolejno po sobie, w ostępie 9 m-cy. W zeszłym roku miałem dwa pogrzeby. Oboje byli po 70., ale ja czułem się opuszczony i rozżalony, że Bóg zabrał moich rodziców wcześniej od innych ludzi z ich pokolenia. Liczyłem przeżyte lata członków rodzinny, kalkulowałem szanse na doczekanie starości, dziwnie interesowały mnie cmentarze i ludzie, którzy odeszli. Żyłem przeszłością.
Po śmierci mamy, jednej z najbliższych osób w moim życiu, miałem zdiagnozowaną depresję. Poszedłem do psychologa na kilka wizyt. Wyszedłem z depresji, wróciła chęć do życia, ale nerwica lękowa została. Przypaliła się do jelit i wypróżniania (sorry :oops: ). Zacząłem obsesyjnie obserwować co wydalam, dopatrywać się krwi, sprawdzać barwę, kształt, uprzednio naczytawszy się o nowotworach. To nakręcało i nakręca objawy: wzdęcia, niekiedy naglą potrzebę wypróżnienia więcej niż raz dziennie, skurcze żołądka, ogólny lęk. Dodam, że nigdy nie miałem z tym jakichkolwiek problemów, żadnych zaparć, bóli, a biegunki, jak każdy - po zatruciu lub przed egzaminami :smile:. Sam sobie to rozkręciłem, chociaż nerwy szybko się w brzuchu lokują. Kiedy kilka dni jest dobrze tak się koncentruję na tym, żeby odtrąbić zwycięstwo, że zaraz atakuje mnie ponownie. Rano budzę się i gra mi w jelitach, odchodzą potężne gazy. Zaczynam trening autogenny lub po prostu mówię, że to bzdury i zasypiam. Czasami jednak nie wychodzi. Kiedy wstaję nie mogę odpędzić myśli, kiedy pójdę do kibelka. Tak mnie ta myśl nakręca, że od razu muszę iść. Śmieszne, ale łapię się na tym, że rano sztucznie wymyślam sobie tematy do przemyśleń, żeby nie myśleć o "tym". A "to" i tak wisi gdzieś w mojej podświadomości. Jak skończy się na jakiś czas z jelitami (tzn. ja utwierdzę się w przekonaniu, że chyba jednak wszystko jest OK), potrafi przeskoczyć na żołądek (ssie mnie wtedy, jakbym nic jadł). Ostatnio na dwa dni wróciło uczucie zawrotów głowy znane sprzed 2 lat, ale nie dałem się już na to wziąć. Lekceważąc objawy po kilkunastu minutach ustępowały. Biorę zioła i magnez, ale boję się, że mnie ta nerwica wpędzi w jakąś poważną chorobę (to mnie wkręca, jak nie mam innych objawów).
Podsumowując, tak jak pisała Róża, sedno leży w naszych myślach, egocentryzmie (użalanie się nad sobą) i nadwrażliwości, potwornej nadwrażliwości :(.
Praca, praca, jeszcze raz praca, nad sobą i ta zwyczajna, dająca zajęcie + aktywność fizyczna. Zająć czymś myśli. Zauważyłem po sobie, że nie mogę wykazywać najmniejszego choćby zniecierpliwienia, w stylu "kiedy to wreszcie minie" lub "chyba już mija". Wtedy bowiem wraca, jak wywołany wilk z lasu :twisted: . Nie potrafię tego, ale już wiem, że potrzebna jest daleko posunięta ignorancja "tej pani", na zasadzie - nie ma tematu w myślach. Cholernie to trudne, ale mam nadzieję, że się uda ...

Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za tak długi wywód. Trochę mi lżej.

(*) istotne, moim zdaniem, momenty, które zadecydowały o mojej neurotycznej naturze - zgodnie z zaleceniem Róży, dokonania "rachunku sumienia".
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
07 cze 2007, 23:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do